benzyna jest za tania na Węgrzech

W weekend pojechałem do Szolnoku. Tym razem nie samochodem jak zwykle (jeździmy tu niekiedy odwiedzać rodzinę Śliwki) ale pociągiem, bo będzie taniej a poza tym będę sobie mógł poczytać. I szok: kosztowało mnie to mniej więcej tyle ile musiałbym zapłacić za benzynę jadąc SAM autem.

Oto szczegóły. Szolnok leży 100 kilometrów od Budapesztu. Najtańszy bilet na pociąg (wszystko w jedną stronę) kosztuje 1500 forintów, bilet na autobus w Budapeszcie – jeśli kupię bloczek dziesięciobiletowy – 235 forintów, bilet na autobus w Szolnoku 140 forintów, razem 1875 forintów. Nasz samochód pali jakieś 6.5-7 litrów na sto, weźmy 7 litrów po 315 forintów za litr, w sumie będzie tego 2205. Różnica 230 forintów, jakieś dziesięć procent.

Wiem, że nie wliczyłem w to kosztów utrzymania samochodu, ale jeśli ktoś już auto ma to na ogół ich nie uwzględnia. W moim więc przypadku płacąc 230 forintów więcej miałbym luksus jazdy od drzwi do drzwi, nie musiałbym przeżywać uroków stania koło spoconego faceta w sutobusie siódemce, stresu stania w kolejce na dworcu Keleti, kontaktu z brudnym skajem siedzenia w pociągu a potem szukania (z bagażem) gdzie by tu można w Szolnoku kupić bilet na autobus po siódmej wieczorem. I to wszystko obecnie, kiedy benzyna bije kolejne rekordy cenowe.

Dodam, że gdy jadą dwie lub więcej osób to samochód robi się bezapelacyjnie tańszy.

Gdzie jest w tym logika? Jak racjonalnie kalkulujący człowiek kiedykolwiek zrezygnuje z samochodu na rzecz pociągu jeśli nie musi? Czy tak da się zmniejszyć zużycie ropy i emisje dwutlenku węgla, o których tyle się mówi? Chyba bezyna jest w dalszym ciągu po prostu za tania, trzebaby podnieść jej cenę.