Radio Polonia Węgierska – 12. odcinek podcastu/ żubry

W najnowszym odcinku audycji mówię o żubrach na Węgrzech.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis informacji polonijnych – 01:33
3. Autorski Przegląd Polskich Tygodników przygotowany przez Roberta Rajczyka – 03:38
4. Jeż Węgierski w eterze czyli felieton Jerzego Celichowskiego – 09:54
5. Rozmowa z Marzeną Kruk, dyrektor Archiwum IPN – 16:43
6. Książka na Głos – 48:20
7. Urywki historii i tekst Izabeli Gass o hungarikach w Warszawie – 58:33
8. Pożegnanie – 01:01:34

radiopoloniawegierska1-1
Czy zwierzę może mieć narodowy charakter? Czy istnieją polskie zwierzęta? Jeśli tak to murowanymy kandydatem byłby żubr.

Pamiętam kiedy żubry – z Polski – przybyły kilka lat temu do parku dzikich zwierząt (Vadaspark) w Budakeszi. Polonia Nova zorganizowała wycieczkę by je zobaczyć. Zwierzęta prezentowały się wspaniale, podchodziły do ogrodzenia, można je było z bliska obejrzeć i oczywiście zrobić im zdjęcie.

Przewodniczka powiedziała nam, że mimo swojej poczciwości żubry są niebezpieczne. Obok rysi i niedźwiedzi są jedynymi zwierzętami, do których zagrody nie wolno było wchodzić personelowi. Chodziło o to, że przy swojej masie mogą one niechcący zgnieść człowieka.

Zabiegi o przysłanie żubrów trwały ponad rok. Białowieski Park Narodowy starannie sprawdzał czy zwierzęta będą tu miałe odpowiednie warunki. Gdyby samiec i samica, które tu przekazali rozmnożyły się, potomstwo wróciłoby do Polski w celu dalszego krzyżowania i rozmnażania w ramach programu odbudowy populacji żubrów.

Zwierzęta, niezaskakująco, sponsorował producent wódki Bols, który jest dystrybutorem żubrówki na Węgrzech.

Rok temu zabrałem do parku gości z Holandii by pokazać im żubry. Tych jednak tam nie było – okazało się, że nie czuły się dobrze w niewoli, nie chciały się rozmażać więc w 2014 roku przeniesiono je do parku narodowego Körös-Maros, gdzie, jak mnie poinformowano w vadasparku, żyje im się dobrze i się rozmnażają.

To jednak nie koniec historii bo żubry w tej chwili żyją też w parku narodowym w
Őrség. To stado pochodzi akurat ze Słowacji, trafiło ono tam w 2017 roku.

Park narodowy Körös-Maros leży na samym wschodzie Węgier a Őrség przy granicy austriackiej. Żubry więc oddalone są od siebie tak bardzo jak to tylko możliwe na Węgrzech. Może kiedyś na tyle się rozmnożą, że będzie można spotkać je na całym terytorium kraju? Przestałyby wtedy być „polskim” zwierzęciem, ale nie byłoby czego żałować.

zubr2

Radio Polonia Węgierska – 11. odcinek podcastu/ po pierwszej turze wyborów prezydenckich

W najnowszym odcinku audycji mówię przebiegu pierwszej tury wyborów prezydenckich w Budapeszcie.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 07:49
3. Jeż Węgierski w eterze czyli felieton radiowy Jerzego Celichowskiego – 17:45
4. Prezentacja laureatów nagród polonijnych z okazji Dnia świętego Władysława – 24:17
5. Rozmowa z ks. Krzysztofem Grzelakiem, proboszczem nagrodzonej Nagrodą św. Władysława polskiej parafii personalnej w Budapeszcie – 33:20
6. Książka na Głos – 01:01:08
7. Urywki historii – 01:06:02
8. Pożegnanie – 01:11:18

radiopoloniawegierska1-1

Zakończyła się właśnie pierwsza tura wyborów prezydenckich. W Budapeszcie wygrał ją zdecydowanie Rafał Trzaskowski, który zdobył ponad 47% głosów, drugie miejsce zajął urzędujący prezydent Andrzej Duda otrzymując ponad 22% głosów.

To odwrotność sytuacji w Polsce, gdzie kandydat PiS-u zwyciężył. Nie pierwszy raz tak się dzieje, że zwycięża kandydat Platformy. W poprzednich wyborach prezydenckich Bronisław Komorowski wygrał z Andrzejem Dudą różnicą ponad 20% a przedtem, w 2010 roku, również z Jarosławem Kaczyńskim, tym razem już różnicą 34% głosów. Jak wiadomo, choć Komorowski wygrał z Kaczyńskim także w Polsce, to jednak Dudzie pięć lat temu uległ.

To jest tutaj trend. Wyborcy w Budapeszcie preferują szeroko rozumiany obóz PO nie lubiąc specjalnie PiS-u. Platforma wygrywa tutaj nawet wtedy kiedy w Polsce bierze baty. Stosunkowo dobrze wypadają kandydaci lewicy: w ostatnich wyborach europejskich kandydaci Wiosny dostali więcej głosów niż kandydaci Prawa i Sprawiedliwości.

Ciekawostką jest fakt, że Jacek Rostowski, długoletni minister finansów z PO, na stanowisko trafił z Budapesztu gdyż to tu wtedy pracował na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim czyli CEU.

Relatywnie stabilna jest liczba głosujących. Zwykle to ponad 500 osób, rzadko więcej (w poprzednich wyborach prezydenckich w drugie turze padło niemal 700 głosów) tylko w ostatnich wyborach parlamentarnych w głosowaniu wzięło niespodziewanie ponad 1700 osób – mówi się o autokarach turystycznych, które przywiozły wyborców wracających skądś z wakacji.

W tym kontekście warto przypomnieć, że w wyborach mniejszościowych na Węgrzech na samorząd krajowy padło ostatnio 2014 głosów. Mimo faktu, że w jakiejś tam części oddali je zaprzyjaźnieni Węgrzy, z grubsza taka jest zapewne liczba społecznie zaangażowanych Polaków z obywatelstwem węgierskim.

Tak więc na Węgrzech mamy nieco ponad 500 osób z polskimi paszportami i ciut ponad 2000 Polaków z węgierskimi paszportami, którzy angażują się w sprawy publiczne poprzez udział w wyborach. To niespecjalnie dużo, ale tylu nas tu jest.

Radio Polonia Węgierska – 10. odcinek podcastu/ zakazane kontakty antysocjalistycznej opozycji

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o książce Miklósa Mitrovicsa pt. Zakazane kontakty.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – 03:31
3. Autorski przegląd tygodników Roberta Rajczyka – 06:03
4. Jeż Węgierski w eterze czyli radiowy felieton Jerzego Celichowskiego – 15:27
5. Rozmowa tygodnia – Mama na Zanzibarze czyli Katarzyna Werner, dziennikarka TVN24 – 19:56
6. Książka na Głos – 54:59
7. Urywki historii – druga część romansowej opowieści Izabeli Gass – 01:00:03
8. Pożegnanie – 01:03:56

Kiedy przytacza się przykłady przyjaźni polsko-węgierskiej zazwyczaj wspomina się udział Polaków w wiośnie ludów na Węgrzech, pomoc Węgier dla Polski w 1920, przyjęcie polskich uchodźców w 1939, ewentualnie przychylność węgierskich oddziałów wobec Polaków w trakcie powstania Warszawskiego czy też oddawanie krwi dla Węgrów w 1956. Najnowsza książka Miklósa Mitrovicsa pt. Tiltott kapcsolat (Zakazane kontakty) przypomina, że do tej kanonicznej listy powinniśmy na zawsze już dołączyć współpracę opozycji z okresu socjalizmu czyli od końca lat siedemdziesiątych aż do wolnych wyborów w 1990 roku.

Był to okres kiedy dla węgierskich opozycjonistów Polska była absolutnym modelem do naśladowania. Jak Mitrovics opisuje to w swojej książce, jeździli oni tam by odetchnąć atmosferą wolności, bywało, że chodzili z pielgrzymką do Częstochowy, nawiązywali i rozwijali kontakty, zbierali pomysły do działalności, szukali inspiracji programowej, gdy się dało, współpracowali w różnych formach.

Węgierska bibuła początkowo miała nieregularny charakter, teksty przepisywano na maszynie. Po wizycie Gábora Demszkyego w Polsce w 1981 roku, kiedy nauczył się on różnych technik drukarskich, i tu jednak pojawiły się wyższe nakłady oraz regularne wydawnictwa. O polskiej inspiracji świadczył tytuł gazetki Hírmondó (Wiadomości) pisany solidarycą z flagą węgierską nad literami. W bibule dużo miejsca poświęcano tematyce polskiej.

Koncepcja nowego ewolucjonizmu Adama Michnika (należy starać się nie tyle obalać komunistów co budować niezależne instytucje społeczne) w pełni zainspirowała myśl programową opozycji na Węgrzech. Przykładem wdrożenia tego podejścia był poniedziałkowy wolny uniwersytet, którego spotkania odbywały się po domach, też swoją drogą efekt inspiracji latającym uniwersytetem w Polsce.

Niesamowitym dowodem solidarności były kolonie zorganizowane przez tutejszych opozycjonistów dla biednych dzieci z Polski. Odbyły się raz w 1981 roku, próba powtórzenia ich w kolejnym roku nie doszła do skutku dzięki zmasowanym szykanom władz.

Do wspólnych działań należy zaliczyć udział Tibora Pakha w głodówce w kościele w Podkowie Leśnej, która miała miejsce jeszcze przed strajkami sierpniowymi w 1980 roku. W tym kościele zresztą parę lat później odsłonięto tablicę upamiętaniającą powstanie 1956 roku. Warto pamiętać o obronie przez Ruch Wolność i Pokój uwięzionego węgierskiego pacyfisty Zsolta Keszthelyiego.

Także Fidesz powstał częściowo z polskiej inspiracji.Viktor Orbána napisał pracę dyplomową z polskiej Solidarności a Wacław Felczak zachęcał młodych działaczy skupionych wobec obecnego premiera Węgier do założenia partii opozycyjnej.

To rzecz jasna tylko wybrane informacje z tej bogatej książki, za którą powinniśmy być wdzięczni Miklósowi Mitrovicsowi. Byłoby świetnie, gdyby ukazała się też po polsku, to kawałek historii, który warto znać i pamiętać.

Radio Polonia Węgierska – 9. odcinek podcastu/ Park pomników

W najnowszym odcinku audycji mówię o budapeszteńskim parku pomników.

Pełen program podcastu:

– Powitanie – 00:00
– Listy od Słuchaczy – 05:02
– Wiadomości polonijne – 14:04
– Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 16:59
– Jerzy Celichowski i Jeż Węgierski w eterze – 24:27
– Rozmowa z Marią Felfoldi – przewodniczącą Ogólnokrajowego Samorządu Polskiego na Węgrzech – 28:43
– Książka na Głos – 56:24
– Urywki Historii – cykl Polskiego Instytutu Badawczego i Muzeum w Budapeszcie – 01:01:38
– Pożegnanie – 01:03:56

edną z najnowszych a zarazem najoryginalniejszych pozycji na liście atrakcji do zwiedzania w Budapeszcie jest Park pomników. Kto był to wie, atmosfera trochę jest jak w Disneylandzie, przy kasie lecą pieśni masowe, można kupić ostatni dech komunizmu w puszce czy też stare propagandowe plakaty. W sumie tania rozrywka dla turystów.

Tymczasem jest to unikalny w Europie a może i na świecie sposób upamiętnienia przeszłości. W innych miejscach moment zmiany reżimu zwykle łączył się z usunięciem jego zewnętrznych symboli. Ich zniszczenie pieczętowało zwycięstwo. Sam byłem przy usuwaniu pomnika Dzierżyńskiego w Warszawie: dźwig uniósł postać z postumentu a ta już w powietrzu się rozpadła. Był pomnik, nie ma pomnika.

Inaczej postąpiono w Budapeszcie. Po pierwotnej fazie dyskusji społecznych co zrobić z odziedziczonymi pomnikami – społeczeństwo było podzielone, część chciała je zostawić (mamy ważniejsze rzeczy na głowie), radykałowie chcieli je całkowicie usunąć a część właśnie przenieść je do specjalnego parku – zdecydowano się na tę trzecią opcję.

Decyzję o utworzeniu parku pomników samorząd Budapesztu podjął 5 grudnia 1991 roku. Miał powstać w XXII dzielnicy, która zaoferowało na niego grunt. Konkurs na projekt wygrał architekt Ákos Eleőd.

Park miał umieszczać pomniki w cudzysłowie unikając pokazywania ich jako wesołe panoptikum. Na żelaznej bramie, która nigdy nie jest otwierana, wypalono wiersz Gyuli Illyesa pt. Jedno zdanie o tyranii. Przez park poprowadzono trzy pętle spacerowe (znak nieskończoności), przy pierwszej stoją pomniki wyzwolenia, drugiej – pomniki osobistości ruchu robotniczego, trzeciej – pomniki pojęć i wydarzeń z ruchu robotniczego. Wszystko zamykają dwa pomniki radzieckich parlamentarzystów, które kiedyś stały przy rogatkach Budapesztu.

W słowach historyka sztuki Gézy Borosa park pokazuje zarówno dyktaturę jak i demokrację, tylko ta ostatnia potrafi odważnie i z godnością spojrzeć w twarz przeszłości.

Szacunek dla Węgrów. Oby zawsze udawało im się tak konfrontować swoją historię.

Radio Polonia Węgierska – 8. odcinek podcastu/Przemyśl

W najnowszym odcinku audycji mówię o pomniku Przemyśla w Budapeszcie.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – przyg. Iga Kolasińska – 05:20
3. Autorski przegląd prasy polskiej Roberta Rajczyka – 06:19
4. Jeż Węgierski w eterze czyli opowieść Jerzego Celichowskiego – 15:40
5. Rozmowa z dziennikarzem Polsatu Markiem Sygaczem – 22:18
6. Książka na Głos – 53:13
7. Urywki historii czyli opowieści Izabeli Gass – 01:01:25
8. Pożegnanie – 01:05:45

Stojący po budańskiej stronie mostu Małgorzaty pomnik z lwem ma na sobie napis Przemyśl. Nie jest to rzecz jasna wołacz ale nazwa miasta. Pod napisem są daty: 1914-1915. Ta oszczędność opisu sugeruje, że sprawa powinna być oczywista dla każdego.

Nie jest. Ten pomnik jest jednym z tych “niewidzialnych” pomników, które mimo prominentnej lokalizacji często nieobecne są w świadomości budapeszteńczyków. Co więcej, nawet ci, którzy istnienia pomnika są świadomi nieraz nie mają pojęcia co on upamiętnia.

Śpieszę z wyjaśnieniem: Chodzi o walki wokół twierdzy Przemyśl w okresie pierwszej wojny światowej. Ta niezwykle ważna fortyfikacja – zamykała drogę do monarchii Austro-Węgierskiej od wschodu, oblegana była wówczas trzy razy.

Po raz pierwszy, pomiędzy 17 września a 10 października 1914 roku, przez wojska rosyjskie, siły monarchii twierdzę utrzymały. Po raz drugi, między 2 listopada 1914 roku a 23 marca 1915 roku, tym razem wojskom rosyjskim udało się po wyczerpującym oblężeniu twierdzę zdobyć. Po raz trzeci twierdzę oblegały połączone siły monarchii i Niemiec a bronili jej Rosjanie. Oblężenie trwało od 31 maja do 3 czerwca 1915 roku i zakończyło się sukcesem oblegających.

Pomnik odnosi się do drugiego oblężenia, w trakcie którego broniącym go wojskom monarchii zajrzał w oczy głód. Próba wyrwania się z oblężenia zakończyła się śmiercią ponad pięciu tysięcy żołnierzy. Przed poddaniem twierdzy wysadzono część umocnień oraz broni. Do niewoli trafiło ponad sto tysięcy żołnierzy, wywieziono ich wgłąb Rosji.

Pomnik, mimo tego, że podpisany jest nazwą polskiego miasta, w której nawet troskliwie umieszczono kreseczkę nad literą “ś”, nie jest odbierany jako polski w charakterze. Bo choć twierdza znajdowała się na terenie dzisiejszej Polski a wśród walczących i poległych, zarówno wśród obrońców jak i oblegających, byli zapewne Polacy, to jednak to oblężenie nie jest uważane za część historii naszego kraju.

Dla mnie to fascynujący przykład jak historia terytorium i historia jakiegoś państwa czy narodu mogą się rozmijać. Przemyśl leży w Polsce ale jego obrona jest dla Polaków czymś dość abstrakcyjnym, turystycznym może dzięki interesującym ruinom ale niczym więcej. Co innego dla Węgrów: mimo, że miasto nawet nie ma węgierskiej nazwy przez swą obronę wspisało się silnie w węgierską pamięć historyczną, czego wyrazem jest ten pomnik.

Radio Polonia Węgierska – 7. odcinek podcastu/Trianon

W najnowszym odcinku audycji mówię o tym co mnie dziwi w węgierskim stosunku do Trianonu.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie- 00:00
2. Serwis polonijny- 06:58
3. Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka- 08:41
4. Jeż Węgierski w eterze czyli felieton Jerzego Celichowskiego- 17:38
5. Rozmowa tygodnia- gościem dr Robert Rajczyk- 23:52
6. Książka na Głos- 53:56
7. Matki Boskie Węgierskie-58:44
8. Pożegnanie- 01:01:23

Zbliża się setnia rocznica Trianonu. Tak to się tutaj skrótowo nazywa ten kończący dla Węgier I Wojnę Światową traktat pokojowy (przez Węgrów często określany jako dyktat) podpisany w wersalskim pałacyku Trianon. Wszyscy wiemy jak ważna i jak żywa, można niemal powiedzieć, jak aktualna to dla Węgrów sprawa.

Skutki Trianonu dotknęły Węgry na wielu poziomach. Państwo straciło terytoria. Zmniejszyła się też jego ludność a wielu Węgrów znalazło się poza granicami państwa. Wszystko to doprowadziło do kryzysu humanitarnego a także wielu indywidualnych tragedii.

Nie o samym bez wątpienia tragicznym dla Węgier Trianonie chcę jednak teraz mówić ale o stosunku Węgrów do niego, w którym wiele rzeczy nie przestaje mnie zadziwiać. Oto parę z nich.

Do dziś o Trianonie mówi się jako o akcie „niesprawiedliwości.” Tak jakby przedtem nie było wojny, którą Węgry, jako część monarchii przegrały – a nie zapominajmy, że to monarchia tę wojnę rozpoczęła. Jakby nie było węgierskich polityków, którzy ponoszą odpowiedzialność za doprowadzenie do sytuacji, w której inne państwa mogły swobodnie określać kształt granic kraju. Nie wiadomo przy tym jak miałoby wyglądać „sprawiedliwe” potraktowanie Węgier po tej wielomilionowej hekatombie.

Żywa jest religijna narracja trianońska. Przykład: węgierska kalwaria w Sátoraljaújhely. Zawiera ona, jak każda porządna droga krzyżowa, 14 stacji, upamiętniają one utracone na mocy Trianonu miasta. Ta kalwaria to przykład narracji męki i śmierci państwa, której częścią jest wizja zmartwychwstania czyli odtworzenia Wielkich Węgier. Choć zbudowano ją w 1936 roku to na początku lat 2000-nych lokalny samorząd odremontował ją najwyraźniej uznając jej przekaz za aktualny.

Częste jest też traktowanie Trianonu jako „największej tragedii w historii Węgier”. Największej, czyli nie umywają się do niej najazd tatarski (zginęła niemal połowa ludności kraju), półtorawiekowe rządy tureckie czy też, by wziąć bliższe przykłady, pierwsza wojna światowa (ponad 650 tysięcy zabitych), druga wojna światowa (900 tysięcy zabitych, z czego niemal połowa to Żydzi, ofiary Holocaustu), oraz masowe gwałty zaraz po wojnie, których ofiarą padło pomiędzy 80 a 250 tysięcy kobiet.

Od traktatu mija właśnie sto lat. Być może rewizjonizm, który zrodził, i który był głównym motorem napędowym węgierskiej polityki zagranicznej w okresie międzywojennym, zredukował się do poziomu naklejek z Wielkimi Węgrami oraz przyśpiewek na meczach piłkarskich, to jednak ta żałoba po Trianonie, jego perwersyjny kult w dużej mierze ciągnie się dalej. Ciekaw jestem co mogłoby to zmienić.

Radio Polonia Węgierska – 6. odcinek podcastu/Gábor Sztehlo

W najnowszym odcinku audycji mówię małoznanym węgierskim bohaterze Gáborze Sztehlo.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Wiadomości polonijne – 04:06
3. Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 07:42
4. Cykl Jerzego Celichowsiego „Jeż Węgierski w eterze” – 17:14
5. Rozmowa z Łukaszem Malczykiem, prezesem Unii Polskich Przedsiębiorców – 20:43
6. Książka na Głos – 47:00
7. Matki Boskie Węgierskie – 58:06
8. Pożegnanie – 01:00:01

Często zabawiam się pytaniem znajomych, Polaków jak i Węgrów, czyj to pomnik stoi na środku placu Deáka. To jest tam w ogóle jakiś pomnik? to najczęstsza odpowiedź. Ci, którzy jakoś mgliście sobie coś na ten temat przypominają zwykle nie wiedzą o kogo chodzi.

Fakt, że pomnik swoją niedosłownością nie ułatwia zadania. Masywna, zarysowana kubistycznie postać chroni schowane z tyłu kruche w porównaniu dziecko. Nieco wyjaśnia dopiero napis z tyłu rzeźby „Gábor Sztehlo 1909-1974, pastor ewangelicki z bożą pomocą ocalił około 2000 dzieci i dorosłych w czasie koszmaru strzałokrzyżowców a później osieroconym ocaleńcom dał dom, wiarę i godność.” Z jakiś powodów nie jest wspomniane, że ocalonymi byli Żydzi.

Sztehlo zorganizował i potem prowadził 32 domy dziecka w okresie od marca 1944 roku do końca wojny. Nie tylko dzieci ale i większość personelu była Żydami. W ich utrzymaniu pomagał mu szwajcarski Czerwony Krzyż. Warto dodać, że w przeciwieństwie do bardziej znanego Wallenberga Sztehlo za swoją działalność ratowniczą mógł łatwo zapłacić głową.

Jednym z ocalonych dzieci był późniejszy zdobywca nagrody Nobla z chemii György/George Oláh.

Po wojnie dla ośmiuset żydowskich sierot oraz dzieci oficerów, wysiedlonych czy więźniów – w tym i strzałokrzyżowców, zorganizował Gaudiopolis. Ta dziecięca republika miała dziecięcy rząd, ustawy, własną walutę a nawet czasopismo satyryczne. Mieszkańcy uczyli się zawodów, uprawiali ogród, organizowali wydarzenia kulturalne. Kiedy instytucję odebrano mu nacjonalizując ją w 1950 roku zaczął zajmować się porzuconymi, przez nikogo nie chcianymi dziećmi z różnymi problemami.

Zmarł w Szwajcarii dokąd pojechał odwiedzić rodzinę, która opuściła Węgry w 1956 roku.

Zadziwiające dla mnie jest, że postać takiego formatu, przywodząca na myśl zarówno Irenę Sendlerową jak i Janusza Korczaka, jest tak słabo znana na Węgrzech. Wydawałoby się, że niewiele jest bardziej bezdyskusyjnych rzeczy niż ratować dzieci ale jednak Sztehlo nie trafił do kanonu wielkich Węgrów. Choć zdecydowanie ma tam swoje miejsce.

Radio Polonia Węgierska – 5. odcinek podcastu/Tokaj

W najnowszym odcinku audycji mówię najbardziej polskiej części Węgier czyli regionie tokajskim.

Pełen program podcastu:

– Powitanie- 00:00
– Serwis informacyjny- 02:48
– Przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka- 05:22
– Jeż Węgierski w eterze czyta autor Jerzy Celichowski- 15:13
– Rozmowa tygodnia z Alicją Śmigielską z Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie- 23:31
– Książka na Głos- 51:43
– Matki Boskie Węgierskie- 01:00:25
– Pożegnanie- 01:02:56

Tegoroczne wakacje zapowiadają się skromniej niż zwykle. Wszyscy mamy mniej pieniędzy, w wielu miejscach w dalszym ciągu w mocy są niesprzyjające turystyce ograniczenia, obawiamy się obecnej wciąż zarazy, która zresztą może znów wybuchnąć. Będzie więc pewnie ostrożniej i bardziej lokalnie. Znakomita to okazja by odkryć dla siebie nieodległe a ciekawe miejsca, które w innych okolicznościach zwykle przegrywają z egzotyczniejszymi celami.

Jednym z takich miejsc będzie z pewnością najbardziej z Polską związana część Węgier czyli region tokajski. O jakim związku tu mowa? Rzecz jasna chodzi tu o wino. W swoim czasie – w XVI, XVII, XVIII wieku – wino tokajskie, węgrzyny właśnie, dominowało na polskim rynku. Tokaje były nie tylko artykułem spożywczym, ale stały się częścią obyczajowości polskiej, głęboko wbudowały się w kulturę. Jan Kochanowski w żartobliwej fraszce Do starosty muszyńskiego wspomina Uhry – Węgry – skąd przywozi on dla siebie wina, mowa jest bez wątpienia o nieodległym regionie tokajskim. Polacy byli więcej niż po prostu odbiorcami win, kupcy z Polski byli obecni w regionie, swoimi zamówieniami kształtowali produkcję, niejednokrotnie się tam osiedlali. Dość powiedzieć, że po rozbiorach, kiedy region tokajski stracił polski rynek, sam też doświadczył uwiądu.

Dziś nie ma wielu widocznych śladów tej wcześniejszej symbiozy. Jednym z nielicznych jest nazwa szamorodni, według tradycji ustnej to odniesienie do win robionych z niewyselekcjonowanych gron – takich, jakimi się same urodziły – na rynek polski. Drugim, jak mi się wydaje, jest szklanka w znanym dwuwierszu o bratankach.

Tym niemniej tradycja kontaktów odżywa i okolice Tokaju dziś także chętnie odwiedzane są przez turystów z Polski. Więcej jest tam aut z polską rejestracją niż z sąsiedniej przecież Słowacji. W wielu restauracjach oferowane są jadłospisy po polsku, wielu wytwórców wywiesza polskie flagi by okazać, że chętnie widzą u siebie Polaków.

Choć w tym roku mniej będzie pewnie imprez masowych, festiwali to i tak warto podokrywać dla siebie różnych wytwórców, piwnice, miejsca. Jeśli ktoś ma małe dzieci można, jak to jest tutaj praktykowane w ramach lokalnej tradycji, w trakcie wyjazdu zapolować na słodkie aszú zrobione w roku urodzenia dziecka i odłożyć je na jego osiemnaste urodziny albo na wesele.

Tym co lubią więcej wiedzieć polecam blog Blisko Tokaju, którego autor Gabriel Kurczewski w unikalnie kompetentny sposób opowiada o regionie, jego związkach z Polską no i samych winach.

Radio Polonia Węgierska – czwarty odcinek podcastu/1%

W najnowszym odcinku audycji mówię o ustawie o 1%: to węgierski wynalazek, który trafił też do Polski.

Pełen program podcastu:

– Powitanie – 00:00

–  Serwis polonijny – 04:55

– Przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 07:44

– Rozmowa Tygodnia z dr Katarzyną Tóth, pediatrą pracującą w Budapeszcie – 12:14

– Polecajki książkowe Igi Kolasińskiej – 32:58

– Książka na Głos – 36:27

– Jeż Węgierski w Eterze, autor Jerzy Celichowski – 46:47

– Matki Boskie Węgierskie – 52:35

– Pożegnanie – 56:24

A oto tekst mojego felietonu:

Okres rozliczeń podatkowych już trwa, w jego ramach między innymi można wskazać organizację społeczną czy też związek wyznaniowy, którym chcielibyśmy przekazać po procencie naszego podatku. Nie wszyscy pewnie wiedzą, że pomysł pochodzi z Węgier, tu został wprowadzony a następnie ściągnięty do Polski.

Koncepcja ustawy o 1% pojawiła się w roku 1991, w trakcie dyskusji parlamentarnej nad zwrotem majątku kościelnego. Głównym pomysłodawcą był Tamás Bauer z liberalnego Związku Wolnych Demokratów (SzDSz). Będąca wówczas w opozycji partia zaproponowała, by zamiast zwrotu majątku wprowadzić system, w ramach którego obywatele sami decydowaliby, jaki związek wyznaniowy chcą wesprzeć częścią swego podatku. Nowy system, poza pełnym rozdziałem Kościołów od państwa, miał też doprowadzić do jednakowego traktowania wszystkich wspólnot wyznaniowych – także nowo powstałych i dynamicznie się rozwijających. Miał także pomóc w ustaleniu faktycznego poparcia, jakim cieszą się one w społeczeństwie.

W tym samym czasie pojawił się pomysł, by analogicznie rozdzielać subwencje państwowe dla organizacji społecznych. W tym czasie pieniądze te rozdzielała specjalna komisja parlamentarna – nietrudno zgadnąć, że jej decyzje zwykle okazywały się przychylne dla organizacji bliskich większości rządowej. Projektodawcom chodziło o uniezależnienie subwencji od bieżącej polityki. Liczyli też, że nowy system będzie służył kształtowaniu bliższych więzi między organizacjami społecznymi a obywatelami i wzrostowi samoświadomości podatników.

Pogoda dla reformatorów nastała dopiero w 1994 r., gdy po wyborach ZWD wszedł do koalicji rządowej. Ustawę, związaną z nazwiskiem ówczesnego ministra oświaty i kultury Gábora Fodora, przyjęto dopiero w 1996 r., kiedy na skutek kryzysu finansów państwa nie dało się już dalej odwlekać reformy systemu finansowania kultury i organizacji społecznych. Początkowo proponowano, by w gestii podatników pozostawić tylko jeden procent podatków, który mogliby przeznaczyć na jakiś Kościół lub organizację społeczną. Jednak na skutek protestów ze strony Kościołów, które nie chciały konkurować z różnymi, w ich oczach nie zawsze szacownymi organizacjami, zdecydowano się w końcu na oddanie w ręce podatników dwa razy po jednym procencie.

Do Polski system trafił w 2001 roku.

Zachęcam wszystkich do wykorzystania tej możliwości, czy ktoś płaci podatki na Węgrzech czy też w Polsce. Sam od kilku lat przekazuję mój 1% podatku na rzecz fundacji Rodzice dla Szkoły Polskiej.


Radio Polonia Węgierska – trzeci odcinek podcastu/Kádár

W najnowszym podcaście mówię o jadłodajni Kádár, tekst poniżej.

Pełna zawartość audycji:

– Powitanie – 00:00
– Wiadomości polonijne – 03:57
– Przegląd polskich tygodników – 07:38
– Rozmowa tygodnia – historyk dr Kamil Paździor – 14:52
– Polecajki książkowe Ingi Kolasińskiej – 36:57
– Książka na głos – 41:11
– Jeż Węgierski w eterze – 46:30
– Matki Boskie Węgierskie – 54:05
– Pożegnanie – 56:41

Niedawno pojawiła się wiadomość, że legendarna śródmiejska jadłodajnia Kádár jest na sprzedaż. Kto tam był to na pewno pamięta obrusy w kratkę, butelki z wodą sodową na stołach, domowe dania, specjalności zakładu takie jak sobotni czulent czy też arany galuskę, na ścianach zdjęcia z autografem podarowane przez większe lub mniejsze gwiazdy (takie jak zdobywca wojewódzkiego tytułu mistrzowskiego w zapasach w jakimś tam roku 1966 czy też jakiś zupełnie zapomniany zespół folkowy), kelnerki, którym napiwek wsuwało się do kieszeni fartuszka czy też wreszcie kelnera o zachmurzonej twarzy Marlona Brando, który urzędował przy wyjściu gdzie przyjmował zapłatę. Czyste retro. Ostatnio miejsce było nienajtańsze, raczej coś na sobotni obiad niż szybki lunch w środku tygodnia.

Może ktoś, kto to kupi będzie chciał podtrzymywać ponadsześćdziesięcioletnią tradycję miejsa ale na to nie liczę, więc to już raczej koniec, Kádár przeszedł do historii. Cieszę się, że tam byłem parę razy, zrobiłem tam nawet parę zdjęć.

Nie pierwsza to rzecz, która na moich oczach przenosi się do przeszłości. Było wśród nich masa romkocsm – kto pamięta jeszcze Iskolę, dwie edycje Mumusa, Muszi, Tűzraktér, stary Fogas czy też pierwotny Instant? Znikł też namiot piwny w Városliget a także wesołe miasteczko obok zoo. Nie ma już tablicy na placu Hunyadi z informacją, między innymi w języku polskim, o zakazie handlu bez zezwolenia, tej pamiątki burzliwych lat 90-tych.

Nie wyliczam tych rzeczy, żeby narzekać, że wszystko co dobre znika, że „kiedyś to było” a teraz to już nie. Chodzi mi o coś innego: dla mnie to kolejny bodziec by starać się odkrywać moje otoczenie – dzielnicę, Budapeszt, Węgry, sąsiednie kraje. Jest tam masa ciekawych rzeczy, które czekają by je poznać. Są one dostępne teraz, trzeba to wykorzystać. Za jakiś czas może ich już nie być, mogą przestać być dostępne, my też możemy być gdzie indziej.