Radio Polonia Węgierska – 19 odcinek podcastu/ Węgrzy wobec Powstania Warszawskiego

W najnowszym odcinku audycji przytaczam wspomnienia mojej Mamy, która zetknęła się z Węgrami pod Warszawą w czasie Powstania Warszawskiego .

Pełen program podcastu:

  1. Powitanie – 00:00
  2. Serwis informacyjny – przyg. Robert Rajczyk
  3. Jeż Węgierski w eterze – przyg. Jerzy Celichowski
  4. Książka na Głos
  5. Urywki historii – przyg. Izabela Gass
  6. Wykład Erika Turnara z Uniwersytetu Pecs

Historia Węgier w okresie drugiej światowej jest dość przygnębiająca ale są tam i jaśniejsze momenty. Dwa z nich łączą się z Polakami: pierwszy to pomoc uchodźcom w 1939 roku a drugi to postawa wojska węgierskiego wobec powstania warszawskiego.

Tak się składa, że moja mama, Krystyna Celichowska, wówczas Rostafińska lub Chomiczówna bo z rodziną używali fałszywycyh papierów, mieszkała koło Warszawy w czasie powstanie i zetknęła się z Węgrami. W swoim czasie nagrałem jej wspomnienia. Nie ma tam jakiś historycznie istotnych szczegółów, raczej anegdoty potwierdzające to, co wiemy. Jest to jednak o tyle ważne, że opowiada to osoba, która, choć jako nastolatka, przeżyła to wszystko osobiście.

-A co było z Węgrami?

-Węgrzy byli właśnie w Młochowie. W Młochowie był oddział węgierski i oni byli sympatyczni, byli traktowani zupełnie inaczej jak Niemcy, tak że byli zapraszani do stołu oficerowie, bardzo mili. Pani Januszewska to była taka ładna pani bardzo, bardzo ją adorowali w tym dworze i wszystko było bardzo dobrze. Któregoś dnia pułkownik przychodzi to taty i mówi „Bezczelność Polaków przechodzi wszelkie granice”. Więc tata się napuszył – co to za gadanie: „O co chodzi?”

-W jakim języku rozmawiali?

-Po niemiecku. „Bo przyszło do mnie dwóch takich”, chodzili wówczas w płaszczach prochowcach luźnych „tacy w prochowcach, widać pod spodem koalicyjkę i przychodzą do mnie, żebym im broń sprzedał”. No i tata struchlał i pyta „Co Pan z nimi zrobił?” „Odesłałem do żołnierzy, czy ja mam, oficer, broń sprzedawać?

Więc to było jedno takie niesłychanie sympatyczne a drugie to właśnie ci z naszego oddziału, oni bardzo chcieli wrócić do Warszawy. Już tam zdobyli broń bo oni, jak to się wyrażali, obrabiali reflektory, które były dookoła Warszawy, stały takie reflektory przeciwlotnicze, załoga było stosunkowo nieliczna i im się udało raz czy drugi tę załogę sterroryzować, zabrać broń, i już byli uzbrojeni i chcieli wrócić. Kombinowali jak, bo ta Warszawa była obstawiona pierścieniem wojsk bardzo solidnie.

Kiedy tam nocowali w takiej gajówce gdzie byli także Węgrzy i rano, jeden z naszych znajomych opowiadał, wychodzi na ganek i stoi tam taki oficer węgierski i mówi tak po polsku „Pan … ty … dużo drzew … ale ty nic nie rozumiesz! Idzie … Niemiec … a ty pif-paf! Ale ty nic nie rozumiesz!” Tak się dogadali, znaczy że wie kim on jest i oni przekazali mapy, na których było zaznaczone gdzie stoją wojska niemieckie i węgierskie, i że właśnie tam gdzie Węgrzy tam można by było przejść.

Warto pamiętać co w czasie wojny Węgrzy zrobili dla Polaków i im samym o tym przypominać bo często nie wszyscy są tego świadomi.

Radio Polonia Węgierska – 18 odcinek podcastu/ prywatne muzeum wojenne

W najnowszym odcinku audycji mówię o prywatnym muzeum wojennym na Słowacji oraz potędze działań społecznych.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Przegląd tygodników Roberta Rajczyka – 02:13
3. Jeż Węgierski w eterze, czyli felieton Jerzego Celichowskiego – 06:34
4. Książka na Głos – 11:03
5. Urywki historii autorstwa Izabeli Gass – 15:06
6. Wykład dr hab. Pétera Pátrovicsa – 26:24

Niedawno byliśmy na Słowacji. Trafiliśmy do prywatnego muzeum wojennego w Pohronským Ruskovie niedaleko granicy węgierskiej.

Jadąc tam spodziewaliśmy się takiego typowego małego wiejskiego muzeum: niewielka izba, trochę małointeresujących eksponatów na zakurzonych półkach, tematyka ważna jedynie lokalnie. Tu jednak zaskoczenie. Przed samym gospodarstwem, w który mieści się muzeum zaaranżowane pole bitwy: okopy, ruiny domu, zniszczone pojazdy, słup z tabliczkami „Berlin”, „Moskau” czy też „Budapest”, zapory przeciwczołgowe. Nieco to wszystko amatorskie, na przykład zapory z desek a nie żelaza ale czuć rozmach przedsięwzięcia.

Ikona muzeum: drzewo z wrośniętym w nie hełmen

W środku zapłaciliśmy 3 euro od osoby, dostaliśmy tablet z nagranym oprowadzaniem przez twórcę muzeum László Zsákovicsa juniora (w technice 360 stopni!) i ruszyliśmy na zwiedzanie. Ekspozycja zdaje się nie mieć końca. Ciągnie się po dwóch poziomach sporego budynku gospodarczego, do tego dochodzi podwórze. Na obejrzenie tego wszystkiego bez jakiegoś przeciągania potrzeba co najmniej półtorej godziny.

Eksponatów jest masa: broń, przybory wojskowe, mundury, fragmenty pojazdów i samolotów, odznaczenia, zdjęcia, i tak dalej. Oprowadzanie jest zarazem kompetentne – widać, że pan Zsákovics wie wszystko o najmniejszym kawałku metalu, który ma w swoim muzeum, a także rozrywkowe bo o niektórych eksponatach opowiada anekdoty no i ma spore poczucie humoru. Chichraliśmy więc nieraz, bez tego tabletowego przewodnika muzeum byłoby dużo mniej ciekawe.

Muzeum jest tym bardziej godne uwagi, że László Zsákovics jest Węgrem a Węgrzy w zasadzie nie zajmują się tematem drugiej wojny światowej – przynajmniej jeśli porównać ich do Polaków.

Na terenach koło Pohronskýego Ruskova miała miejsce bitwa, w której węgierska elitarna dywizja świętego Stefana (Szent László hadosztály) poniosła ciężkie straty, dzięki tej bitwie właśnie w okolicy było tyle eksponatów do zebrania. Ekspozycja pokazuje zarówno walczących Węgrów, jak i Rosjan oraz Niemców. Właściciel muzeum zajmuje się też organizacją ekshumacji i odpowiedniego pochówku wszystkich żołnierzy, niezależnie od tego, w jakiej armi walczyli, co zasługuje na szacunek.

Imponujące jest jak wiele László Zsákovics zdołał osiągnąć niemal wyłącznie dzięki swojej pracy, pasji, znajomości okolicy oraz zaufania miejscowych. Muzeum dostaje niewielką obecnie pomoc od władz Słowacji i Węgier ale to rzecz wtórna.

Podobnie jest zresztą z budapeszteńskim radiem Tilos, które operując niemal wyłącznie na podstawie wolontariatu oraz zbierając fundusze wśród wspólnoty słuchaczy podczas dorocznego Tilos Maraton oferuje fantastyczną gamę audycji.

A także internetowym archiwum Fortepan, który przy minimalnym budżecie, dzięki oddaniu założyciela Miklósa Tamásiego oraz armii wolontariuszy robi rzeczy, o którym nie śniło się nawet instytucjom finansowanym z budżetu państwa.

Takie przykłady można by mnożyć. Łączy je to, że w każdym przypadku pasja, wolontariat, oddolna inicjatywa, kreatywność potrafią stworzyć rzeczy, którym pewnie żadne państwowe instytucje z dowolnym budżetem nie byłyby w stanie dorównać.

Radio Polonia Węgierska – 17. odcinek podcastu/ Podziemna Kőbánya

W najnowszym odcinku audycji mówię o historii dzielnicy Kőbánya.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – autorka Iga Kolasńska – 03:33
3. Przegląd tygodników – autor Robert Rajczyk – 05:35
4. Jeż Węgierski w eterze – autor Jerzy Celichowski – 11:20
5. Książka na głos – autor Istvan Balazs, czyta Robert Rajczyk – 15:08
6. Urywki historii – autorka Izabela Gass – 19:21
7. Wykład prof. Hanny Krajewskiej, dyrektorki Archiwum PAN – 27:39

Kőbánya to po węgiersku kamieniołom. Choć dzielnica tak się nazywa pierwotnie był to region winny. Zbocza znajdującej się tam Starej Góry (Óhegy) pokryte były winnicami. Wino tu wytwarzane podobno było na tyle dobre, że zdarzało się, że gorszy produkt sprzedawano we Wiedniu jako „kőbáński”, taka była to marka.

W połowie dziewiętnastego wieku w Kőbányi pojawił się przemysł. Winiarze patrzyli na to krzywym okiem, ale ich protesty na nic się nie zdały. Władze miasta usunęły początkowe ograniczenia dla budowy zakładów przemysłowych, epidemia filoksery zadała winiarstwu ostateczny cios.

Ważną gałęzią przemysłu były kamieniołomy. Wydobywano tu łatwo dostępny wapień, którego używano do budowy dynamicznie rozwijającego się wówczas miasta. Pewnego razu część wyrobiska zapadła się. Całość równo obsunęła się, winnica leżąca nad piwnicą po prostu znajdowała się parę metrów niżej jak gdyby nic się nie stało. Efekt obsunięcia był mocno odczuwalny pod ziemią: podmuch wybijał drzwi, szyby, rzucił o ścianę wóz zaprzężony wołami.

Powstałe piwnice przyciągnęły piwowarów, którzy zobaczyli w nich idealne środowisko do produkcji piwa. W czasach, gdy nie istniały przemysłowe lodówki pomieszczenia o stałej i niskiej temperaturze były specjalnie cenne.

Wydobycie kamienia kontynuowano jeszcze przez jakiś czas tworząc regularną siatkę korytarzy z odnogami aż w końcu tańsza cegła wyparła kamień jako materiał budowlany. Pod koniec wojny przeniesiono tu produkcję lotniczą ze zbombardowanych zakładów na Csepelu.

Koniec socjalizmu przyniósł też koniec wykorzystywania piwnic. W tej chwili służą one jedynie celom turystycznym, czasami odbywają się tam wyścigi rowerowe. Samorząd szuka pomysłów na wykorzystanie podziemi, którą są dla niego ciężarem.

Sam dzielnica leżąca nad podziemiami długo była synonimem nędzy. Ulice były niebrukowane, ciemne i niebezpieczne, a warunki mieszkaniowe fatalne. To właśnie tu oraz w Budafok mieściły się jaskinie, w których aż do lat 50-tych mieszkali ludzie. Mieszkańcy cierpieli z powodu szeregu chorób, pracownicy kamieniołomu z powodu pylicy, dzieci krzywicy, wszyscy gruźlicy.

Piwnice można dziś zwiedzać. Warto, choćby dlatego, że to tu kiedyś pracowali i mieszkali Polacy.

Radio Polonia Węgierska – 16. odcinek podcastu/ Via Carpatia Szczerka

W najnowszym odcinku audycji mówię o książce Ziemowita Szczerka pt. Via Carpatia.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny- Iga Kolasińska- 03:12
3. Jeż Węgierski w eterze – Jerzy Celichowski – 05:03
4. Urywki historii – Izabela Gass – 09:25
5. Konferencja PIBM – dr Robert Rajczyk – 15:08

radiopoloniawegierska1-1

Wyliczyłem, że w ciągu ostatnich dziesięciu-piętnastu lat ukazało się w Polsce co najmniej pięć książek o współczesnych Węgrzech: trylogia Krzysztofa Vargi Gulasz z turula, Czardasz z mangalicą oraz Langosz w jurcie, napisana przez Igora Janke biografia Viktora Orbána pt. Napastnik oraz Via Carpatia Ziemowita Szczerka, którą właśnie skończyłem czytać.

Ta ostatnia to zapiski, jak głosi podtytuł, z podróży po Węgrzech i Basenie Karpackim autora. W ich ramach odwiedza on dość nieturystyczne miejsca wybierając do tego często kiepskie drogi. Nie jest to więc przewodnik turystyczny a raczej reportaż polityczny i literacki. Interesują go nie lokalne atrakcje co raczej dusza Węgier oraz szeroko pojętej całej Europy Środkowej.

szczerek_blog

Zagląda do takich miejsc jak Felcsút, Oroszlány, Várpalota, Ózd czy też osławione osiedle Luník IX w Koszycach, Oradea, Timisoara, Targu Mures, Chust, Mukaczewo, Czop, Subotica oraz Nowy Sad ale w książce pojawiają się również Gruzja, Macedonia a także Austria – cały nasz region.

Szczerek podróżuje, rozmawia z napotkanymi ludźmi, robi wywiady z prominentnymi politykami i wszystko to opisuje. Robi to cudownie bogatym językiem nie stroniącym od potoczności. Czuje się, że to brat-łata, który dogada się z każdym – osiedlowym gopnikiem, facetem z warsztatu samochodowego czy też wielkomiejskim blogerem – nawet jeśli nie całkiem zna ich język.

Nie raz wychodzi poza prostą relację z podróży i spotkań opisując zachodzące na Węgrzech czy też w innych kraju procesy. Nie ukrywa, że jest z przekonania liberałem ale nie unika rozmów z osobami stojących gdzie indziej ideowo. Potrafi wykazać empatię wobec tego, co usłyszy a także wytykać słabe punkty w poglądach bliskich mu rozmówców.

Szczerka kręcą wszelkie przejawy nacjonalizmu, resentymentów narodowych, pojawiający się między wierszami rewizjonizm, nemzeti rock, czy też dziwaczne teorie jak ta, w myśl której Jezus był w zasadzie Węgrem. Wyszukuje je, opisuje, pokazuje jak wpływają na bieżącą politykę. Przygląda się „wstawianiu z kolan”, które, jak pokazuje, nie jest ani polską ani węgierską specjalnością ale raczej przejawem napięcia między peryferiami a centrum, co jest przewodnim motywem tesktu.

To subiektywna ale fascynująca książka wspisująca się w szeroki nurt reportażu literackiego, który ma się w Polsce dobrze.

Wspomniane książki Vargi i Jankego wydano po węgiersku, prawdopodobnie także Via Carpatia ukaże się tutaj. Ciekawe a zarazem szkoda, że brak podobnych pozycji po stronie węgierskiej. Chciałoby się poczytać jak Węgrzy doświadczają Polski.

Radio Polonia Węgierska – 15. odcinek podcastu/ węgierskie Chinatown

W najnowszym odcinku audycji mówię o Chińczykach na Węgrzech.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Jeż węgierski w eterze – felieton Jerzego Celichowskiego – 01:55
3. Książka na Glos – tekst I. Balazsa w interpetacji R. Rajczyka – 05:21
4. Urywki historii – tekst I. Gass o Węgrach w Powstaniu Warszawskim – 09:47
5. Wykład dr hab. Tadeusza Kopysia o pomocy Węgrów w wojnie polsko – bolszewickiej 1920 roku – 12:40

radiopoloniawegierska1-1

Pamiętam kiedy jeszcze w latach 90-tych poszedłszy na rentgena płuc ze zdumieniem zauważyłem, że intrukcje co robić (wciągnąć powietrze, nie oddychać, i tak dalej) podane były, poza angielskim, także po chińsku. Że to niejednostkowa rzecz przekonałem się w biurze kontroli cudzoziemców, które było wytapetowane chińskimi kalendarzami, makatkami i innymi gadżetami. Było jasne: Chińczycy są tutaj i jest ich sporo.

Przypomiało mi się to wszystko gdy niedawno trafiłem do Monori Center, które jest częścią budapeszteńskiego Chinatown mieszczącego się na Kőbányi. Jest tam masa chińskich sklepów i fantastycznych restauracji – to do jednej z nich się właśnie wybraliśmy – nie przypominających w najmniejszym stopniu wszystkim nam znane kínai büfé. Mimo, że to tereny poprzemysłowe wszystko jest zadbane, stoi sporo nowoczesnych budynków: to kwitnące centrum handlowe a nie bazar.

(Tak na marginesie, wypatrzyłem tam nawet motyw polski – napis na budynku jakby stworzony przy pomocy automatycznych tłumaczy internetowych z 2010 roku: Wschód Chiny (Shanghai) Europa Handlowa bezpośrednie Platforma.)

chinatown

Napis po polsku z prawej u góry

Węgry oficjalnie uznają kilka mniejszości, między innymi Polaków, nadając im różne prawa. Chińczyków nie ma wśród nich mimo tego, że jest ich wielu i są gospodarczo znaczący. Potwierdza to fakt, że na stronie internetowej urzędu podatkowego pomoc oferowana jest w językach angielskich oraz właśnie chińskim. A także to, że Chińczycy są jedyną grupą etniczną, która stworzyła własną dzielnicę. Wygląda zresztą na to, że Kőbánya to punkt startowy dla wielu imigrantów na Węgry: ponad sto lat temu licznie mieszkali tu Polacy.

Chińczycy zapuszczają na Węgrzech korzenie. Bogacą się choć niekoniecznie się z tym obnoszą, coraz więcej z nich mówi po węgiersku, ich dzieci chodzą tu do szkół, widuje się mieszane pary. Bracia Liu, których ojciec jest Chińczykiem a matka Węgierką, zdobywają dla Węgier kolejne medale w łyżwiarstwie szybkim. Mimo, że Chińczycy to zdecydowanie migranci o obcej kulturze, nie wydaje się by rząd próbował powstrzymać ich napływ. Są już i długo będą częścią Węgier.

Warto ruszyć się poza śródmieście Budapesztu i sobie to Chinatown, tę część dzisiejszych Węgier, obejrzeć. To małoturystyczna ale bardzo ciekawa część miasta.

Radio Polonia Węgierska – 14. odcinek podcastu/ samotność językowa Węgrów

W najnowszym odcinku audycji mówię o językach słowiańskich i samotności językowej Węgrów.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny przygotowany przez Igę Kolasińską – 11:03
3. Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 13:02
4. „Jeż Węgierski w eterze” by Jerzy Celichowski – 20:42
5. Książka na Głos – fragment „Polsko-węgierskiej mozaiki” poświęcony Derenkowi – 29:49
6. Urywki historii – Izabela Gass o XVIII wiecznym skandalu w Rzeczypospolitej – 47:22
7. Pożegnanie – 52:09

radiopoloniawegierska1-1

W ostatni weekend byliśmy na Słowacji. Zatrzymaliśmy się w niedużym hoteliku, rozmawiam tam z panienką z recepcji. Nie zna angielskiego, mówię więc po polsku, a ona po słowacku. W pewnym momencie pada słowo „raňajky“, którego dotąd nigdy nie słyszałem, a które mimo to z kontekstu i brzmienia rozumiem: chodzi o śniadanie.

Chciałem dodać dla efektu, że słowackiego nie znam bo się go nigdy nie uczyłem ale po zastanowieniu się wiem, że nie jest to prawdą. Bo mimo tego, że nigdy się go nie uczyłem dużo rozumiem jak słyszę ten język. Na Słowacji zwykle przecież można się dogadać po polsku bez większych problemów.

Nie tylko zresztą na Słowacji: kto miał do czynienia z Ukraińcami czy Białorusinami, kto był w Czechach czy nawet nad morzem w Chorwacji potwierdzi jak łatwo się dogadać „po słowiańsku“ zgadując słowa i łapiąc ich formy. Przecież od niemal Berlina aż do Władywostoku a na południe aż po Adriatyk dwa wszędzie znaczy dwa: wspólne jest wiele słów, podobna jest gramatyka. Nie ucząc się tych słowiańskich języków jakoś jesteśmy w stanie się porozumieć, łatwo możemy je łapać, nie czujemy się obco.

Nie tak jest z Węgrami. Oni nie mają tego doświadczenia podobnego języka, możliwości dogadania się, zrozumienia czegoś-tam. Dla nich wyjazd poza Węgry to zderzenie się z czarną ścianą niezrozumienia. Jeśli nie znają języka obcego to już choćby parę kilometrów za granicą może być tak, że nie mogą się wogóle porozumieć. Węgrzy nie mają odpowiednika słowiańszczyzny. Świat zewnętrzny dla Węgrów to dużo mniej otwarte a zapewne i dużo mniej przyjazne miejsce.

Dlatego właśnie dla Węgrów nauka obcych języków jest tak istotna jeśli nie chcą być w życiu ograniczeni do swojego tylko, nie nazbyt zresztą wielkiego, kraju. Nie jest to dla nich łatwe: kto zna węgierski wie, że wszystko jest tam „odwrotnie“ i dlatego ten język jest taki trudny – dla Węgrów na zasadzie symetrii tak trudne – tak „odwrotne“ – są inne języki. A w dodatku nie mają oni tego ułatwienia jakie mamy my ucząc się rosyjskiego czy serbskiego, albo też Rumuni lub Hiszpanie ucząc się francuskiego.

Ta językowa samotność z pewnością przyczynia się do melancholii Węgrów.

Radio Polonia Węgierska – 13. odcinek podcastu/ Mała Warszawa

W najnowszym odcinku audycji mówię o Małej Warszawie.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis przygotowany przez Igę Kolasińską – 02:43
3. Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 04:40
4, Jeż Węgierski w eterze czyli felieton Jerzego Celichowskiego – 10:25
5. Rozmowa z dr hab. Tadeuszem Kopysiem o gen. J. Bemie – 17:31
6. Książka na Głos – 55:22
7. Urywki historii – Izabela Gass o hungarikach w Warszawie – 59:31
8. Pożegnanie – 01:01:14

radiopoloniawegierska1-1

Na domu przy ulicy Népszínház 46 w ósmej dzielnicy znajduje się tablica z następującym napisem:

Ulicę Népszínház nazwano Małą Warszawą ze względu na podobieństwo do powstania w getcie. To tu między 15 a 17 października 1944 roku żydowscy cywile, członkowie oddziałów pracy i żołnierze chwycili za broń przeciwko niemieckim okupantom i współpracującym z nimi strzałokrzyżowcom. Odwet był straszliwy. Niech będzie błogosławiona pamięć bohaterów i męczenników!

VIIImalaWarszawatablica

Z okna tego budynku miano ostrzelać patrol strzałokrzyżowców (lub Niemców), za co go zaatakowano mordując jego mieszkańców. W niektórych relacjach pojawiają się czołgi Tygrysy, które oddały strzały w dom. Walki miały się rozszerzyć i trwać długo.

Tyle tylko, że relacje świadków są sprzeczne i często oparte tylko na zasłyszanych informacjach. Pojawiają się w nich różne adresy. Strzały z okna miały paść z rąk zdesperowanych członków oddziałów pracy bądź też członków żydowskiego ruchu oporu. Pojawia się nawet teza, że była to prowokacja: strzałokrzyżowców z okna zabił dozorca, sam nie-Żyd, który chciał w ten sposób wywołać represje przeciwko Żydom. Strzałów miało być kilka lub miała to być wielogodzinna strzelanina w całej okolicy. I tak dalej.

Historycy z Centrum Holocaustu oraz Yad Vashem, z którymi na ten temat rozmawiałem, uważają, że to legenda miejska. Zdaniem jednego z nich Kis Varsó, bo tak brzmi po węgiersku Mała Warszawa, odpowiada na zapotrzebowanie na akt oporu przeciwko wywózkom zaprzeczający opinii o biernym poddaniu się eksterminacji przez Żydów.

Jednak mimo tego nie jest tak, że w Budapeszcie w tym czasie zabrakło ludzi gotowych stawić opór strzałokrzyżowcom i Niemcom. Syjonistyczny ruch oporu, mimo swojego potencjału bojowego, świadomie unikał starć zbrojnych – szanse przeżycia były dla Żydów dużo wyższe w Budapeszcie jesienią 1944 roku niż w Warszawie w kwietniu 1943 kiedy wybuchło tam w getcie powstanie. Chciał on przede wszystkim ocalić jak najwięcej Żydów dla przyszłego państwa żydowskiego. Do mistrzostwa doprowadził sztukę fałszowania dokumentów, co pomogło wielu uniknąć śmierci. Ponadto, i tu pojawia się autentyczny wątek polski, przykład dopiero co tragicznie zakończonego powstania warszawskiego działał odstraszająco wobec głosów wzywających do akcji zbrojnej. I koniec końców siedemdziesiąt tysięcy Żydów przeżyło w Budapeszcie.

Ta historia, mimo że niepotwierdzona, i tak wskazuje na związki łączące Polskę i Węgry. Na to, że także dla polskich i węgierskich Żydów kraje te potrafiły być dla siebie punktem odniesienia.

Radio Polonia Węgierska – 12. odcinek podcastu/ żubry

W najnowszym odcinku audycji mówię o żubrach na Węgrzech.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis informacji polonijnych – 01:33
3. Autorski Przegląd Polskich Tygodników przygotowany przez Roberta Rajczyka – 03:38
4. Jeż Węgierski w eterze czyli felieton Jerzego Celichowskiego – 09:54
5. Rozmowa z Marzeną Kruk, dyrektor Archiwum IPN – 16:43
6. Książka na Głos – 48:20
7. Urywki historii i tekst Izabeli Gass o hungarikach w Warszawie – 58:33
8. Pożegnanie – 01:01:34

radiopoloniawegierska1-1
Czy zwierzę może mieć narodowy charakter? Czy istnieją polskie zwierzęta? Jeśli tak to murowanymy kandydatem byłby żubr.

Pamiętam kiedy żubry – z Polski – przybyły kilka lat temu do parku dzikich zwierząt (Vadaspark) w Budakeszi. Polonia Nova zorganizowała wycieczkę by je zobaczyć. Zwierzęta prezentowały się wspaniale, podchodziły do ogrodzenia, można je było z bliska obejrzeć i oczywiście zrobić im zdjęcie.

Przewodniczka powiedziała nam, że mimo swojej poczciwości żubry są niebezpieczne. Obok rysi i niedźwiedzi są jedynymi zwierzętami, do których zagrody nie wolno było wchodzić personelowi. Chodziło o to, że przy swojej masie mogą one niechcący zgnieść człowieka.

Zabiegi o przysłanie żubrów trwały ponad rok. Białowieski Park Narodowy starannie sprawdzał czy zwierzęta będą tu miałe odpowiednie warunki. Gdyby samiec i samica, które tu przekazali rozmnożyły się, potomstwo wróciłoby do Polski w celu dalszego krzyżowania i rozmnażania w ramach programu odbudowy populacji żubrów.

Zwierzęta, niezaskakująco, sponsorował producent wódki Bols, który jest dystrybutorem żubrówki na Węgrzech.

Rok temu zabrałem do parku gości z Holandii by pokazać im żubry. Tych jednak tam nie było – okazało się, że nie czuły się dobrze w niewoli, nie chciały się rozmażać więc w 2014 roku przeniesiono je do parku narodowego Körös-Maros, gdzie, jak mnie poinformowano w vadasparku, żyje im się dobrze i się rozmnażają.

To jednak nie koniec historii bo żubry w tej chwili żyją też w parku narodowym w
Őrség. To stado pochodzi akurat ze Słowacji, trafiło ono tam w 2017 roku.

Park narodowy Körös-Maros leży na samym wschodzie Węgier a Őrség przy granicy austriackiej. Żubry więc oddalone są od siebie tak bardzo jak to tylko możliwe na Węgrzech. Może kiedyś na tyle się rozmnożą, że będzie można spotkać je na całym terytorium kraju? Przestałyby wtedy być „polskim” zwierzęciem, ale nie byłoby czego żałować.

zubr2

Radio Polonia Węgierska – 11. odcinek podcastu/ po pierwszej turze wyborów prezydenckich

W najnowszym odcinku audycji mówię przebiegu pierwszej tury wyborów prezydenckich w Budapeszcie.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 07:49
3. Jeż Węgierski w eterze czyli felieton radiowy Jerzego Celichowskiego – 17:45
4. Prezentacja laureatów nagród polonijnych z okazji Dnia świętego Władysława – 24:17
5. Rozmowa z ks. Krzysztofem Grzelakiem, proboszczem nagrodzonej Nagrodą św. Władysława polskiej parafii personalnej w Budapeszcie – 33:20
6. Książka na Głos – 01:01:08
7. Urywki historii – 01:06:02
8. Pożegnanie – 01:11:18

radiopoloniawegierska1-1

Zakończyła się właśnie pierwsza tura wyborów prezydenckich. W Budapeszcie wygrał ją zdecydowanie Rafał Trzaskowski, który zdobył ponad 47% głosów, drugie miejsce zajął urzędujący prezydent Andrzej Duda otrzymując ponad 22% głosów.

To odwrotność sytuacji w Polsce, gdzie kandydat PiS-u zwyciężył. Nie pierwszy raz tak się dzieje, że zwycięża kandydat Platformy. W poprzednich wyborach prezydenckich Bronisław Komorowski wygrał z Andrzejem Dudą różnicą ponad 20% a przedtem, w 2010 roku, również z Jarosławem Kaczyńskim, tym razem już różnicą 34% głosów. Jak wiadomo, choć Komorowski wygrał z Kaczyńskim także w Polsce, to jednak Dudzie pięć lat temu uległ.

To jest tutaj trend. Wyborcy w Budapeszcie preferują szeroko rozumiany obóz PO nie lubiąc specjalnie PiS-u. Platforma wygrywa tutaj nawet wtedy kiedy w Polsce bierze baty. Stosunkowo dobrze wypadają kandydaci lewicy: w ostatnich wyborach europejskich kandydaci Wiosny dostali więcej głosów niż kandydaci Prawa i Sprawiedliwości.

Ciekawostką jest fakt, że Jacek Rostowski, długoletni minister finansów z PO, na stanowisko trafił z Budapesztu gdyż to tu wtedy pracował na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim czyli CEU.

Relatywnie stabilna jest liczba głosujących. Zwykle to ponad 500 osób, rzadko więcej (w poprzednich wyborach prezydenckich w drugie turze padło niemal 700 głosów) tylko w ostatnich wyborach parlamentarnych w głosowaniu wzięło niespodziewanie ponad 1700 osób – mówi się o autokarach turystycznych, które przywiozły wyborców wracających skądś z wakacji.

W tym kontekście warto przypomnieć, że w wyborach mniejszościowych na Węgrzech na samorząd krajowy padło ostatnio 2014 głosów. Mimo faktu, że w jakiejś tam części oddali je zaprzyjaźnieni Węgrzy, z grubsza taka jest zapewne liczba społecznie zaangażowanych Polaków z obywatelstwem węgierskim.

Tak więc na Węgrzech mamy nieco ponad 500 osób z polskimi paszportami i ciut ponad 2000 Polaków z węgierskimi paszportami, którzy angażują się w sprawy publiczne poprzez udział w wyborach. To niespecjalnie dużo, ale tylu nas tu jest.

Radio Polonia Węgierska – 10. odcinek podcastu/ zakazane kontakty antysocjalistycznej opozycji

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o książce Miklósa Mitrovicsa pt. Zakazane kontakty.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – 03:31
3. Autorski przegląd tygodników Roberta Rajczyka – 06:03
4. Jeż Węgierski w eterze czyli radiowy felieton Jerzego Celichowskiego – 15:27
5. Rozmowa tygodnia – Mama na Zanzibarze czyli Katarzyna Werner, dziennikarka TVN24 – 19:56
6. Książka na Głos – 54:59
7. Urywki historii – druga część romansowej opowieści Izabeli Gass – 01:00:03
8. Pożegnanie – 01:03:56

Kiedy przytacza się przykłady przyjaźni polsko-węgierskiej zazwyczaj wspomina się udział Polaków w wiośnie ludów na Węgrzech, pomoc Węgier dla Polski w 1920, przyjęcie polskich uchodźców w 1939, ewentualnie przychylność węgierskich oddziałów wobec Polaków w trakcie powstania Warszawskiego czy też oddawanie krwi dla Węgrów w 1956. Najnowsza książka Miklósa Mitrovicsa pt. Tiltott kapcsolat (Zakazane kontakty) przypomina, że do tej kanonicznej listy powinniśmy na zawsze już dołączyć współpracę opozycji z okresu socjalizmu czyli od końca lat siedemdziesiątych aż do wolnych wyborów w 1990 roku.

Był to okres kiedy dla węgierskich opozycjonistów Polska była absolutnym modelem do naśladowania. Jak Mitrovics opisuje to w swojej książce, jeździli oni tam by odetchnąć atmosferą wolności, bywało, że chodzili z pielgrzymką do Częstochowy, nawiązywali i rozwijali kontakty, zbierali pomysły do działalności, szukali inspiracji programowej, gdy się dało, współpracowali w różnych formach.

Węgierska bibuła początkowo miała nieregularny charakter, teksty przepisywano na maszynie. Po wizycie Gábora Demszkyego w Polsce w 1981 roku, kiedy nauczył się on różnych technik drukarskich, i tu jednak pojawiły się wyższe nakłady oraz regularne wydawnictwa. O polskiej inspiracji świadczył tytuł gazetki Hírmondó (Wiadomości) pisany solidarycą z flagą węgierską nad literami. W bibule dużo miejsca poświęcano tematyce polskiej.

Koncepcja nowego ewolucjonizmu Adama Michnika (należy starać się nie tyle obalać komunistów co budować niezależne instytucje społeczne) w pełni zainspirowała myśl programową opozycji na Węgrzech. Przykładem wdrożenia tego podejścia był poniedziałkowy wolny uniwersytet, którego spotkania odbywały się po domach, też swoją drogą efekt inspiracji latającym uniwersytetem w Polsce.

Niesamowitym dowodem solidarności były kolonie zorganizowane przez tutejszych opozycjonistów dla biednych dzieci z Polski. Odbyły się raz w 1981 roku, próba powtórzenia ich w kolejnym roku nie doszła do skutku dzięki zmasowanym szykanom władz.

Do wspólnych działań należy zaliczyć udział Tibora Pakha w głodówce w kościele w Podkowie Leśnej, która miała miejsce jeszcze przed strajkami sierpniowymi w 1980 roku. W tym kościele zresztą parę lat później odsłonięto tablicę upamiętaniającą powstanie 1956 roku. Warto pamiętać o obronie przez Ruch Wolność i Pokój uwięzionego węgierskiego pacyfisty Zsolta Keszthelyiego.

Także Fidesz powstał częściowo z polskiej inspiracji.Viktor Orbána napisał pracę dyplomową z polskiej Solidarności a Wacław Felczak zachęcał młodych działaczy skupionych wobec obecnego premiera Węgier do założenia partii opozycyjnej.

To rzecz jasna tylko wybrane informacje z tej bogatej książki, za którą powinniśmy być wdzięczni Miklósowi Mitrovicsowi. Byłoby świetnie, gdyby ukazała się też po polsku, to kawałek historii, który warto znać i pamiętać.