demonstracja pod ambasadą

Przyzwyczailiśmy się nieco do monopolu nacjonalistycznej prawicy na polityczną przyjaźń polsko-węgierską. W końcu to na demonstracje rządowe (Fideszu) Gazeta Polska zwoziła swoich zwolenników w Jarosław Kaczyński, z nadzieją, głosił hasło Budapesztu w Warszawie. Kontakty widoczne były również między zwolennikami Jobbiku oraz Ruchu Narodowego, poza tym cisza.

Aż pojawiła się facebookowa studencka inicjatywa Dwa Bratanki (“Polsko-węgierska współpraca przeciwko środkowoeuropejskiej autokratyzacji”), która wczoraj zorganizowała wiec poparcia dla antyrządowych demonstrantów w Polsce przed ambasadą.

Demonstracja zapowiadała się niewielka: na FB udział potwierdziła mniej niż 100 osób a wiadomo, że w rzeczywistości zawsze i także się pojawia ich mniej. Czuje się węgierską apatię a także pewnie i ostatnio podbudowaną umiejętną propagadną antyimigrancką popularność Orbána. Sytuację uratowały grupy aktywistów KODów z Krakowa i z Warszawy, i tak zebrało się koło setki uczestników.

Dwa bratanki i KOD na jednej kurtce

Odczytano list Mateusza Kijowskiego, przemówienie wygłosił węgierski organizator Márk Horváth. Pojawiło się w nich dużo nawiązań do tradycji przyjaźni polsko-węgierskiej oraz wezwań do współpracy. Grała muzyka, było skandowanie “Demokracja” i “Demokrácia”, było pisanie haseł na chodniku oraz przywiązywanie wstążeczek w barwach narodowych do drzew.

Aktywiści KODów byli najbardziej widoczni ze swoimi kamizelkami, plakietkami, flagami i transparentami choć pojawiła się grupa działaczy związku zawodowego Szolidáritás i niezorganizowani sympatycy sprawy demokracji w Polsce i na Węgrzech. Były flagi polskie, unijne, nawet tęczowa ale zabrakło węgierskich. Wśród zebranych rozpoznałem paru znajomych Polaków.

tak to wyglądało

napisy na chodniku, ten, ze względu na charakter błędów ortograficznych, na pewno był dziełem Polaków

flagi w różne paski, zabrakło węgierskich

Demokracja: jesteśmy w wami

Dla organizatorów i dla gości z Polski szacunek! Wiem, że ma być kontynuacja kontaktów, niech ten prodemokratyczny aspekt przyjaźni polsko-węgierska się nam rozwija. 

Za demokrację naszą i waszą

Podziękowania dla Chłopaka za zdjęcia!

stu tysiącom nie podoba się system

Pod takim hasłem (Nie podoba nam się system – Nem tetszik a rendszer) odbyła się w Budapeszcie spora demonstracja antyrządowa. Jak poprzednio (pisałem o tym tu i tu) zorganizowała ją facebookowa grupa Egymillióan a magyar sajtószabadságért czyli Milion ludzi o wolność prasy

Nie umiem oszacować liczby uczestników, organizatorzy podali sto tysięcy, w każdym razie było nas dużo. Jak poprzednio atmosfera była zrelaksowana, inteligencka. Organizacja lepsza, więcej transparentów, i bardziej wiecowe przemówienia. Najlepsze z nich wygłosił Balázs Dénes z TASZ-u (Társaság a Szabadságjogokért, Stowarzyszenie Wolności). 

Parę wątków dominowało wystąpienia. Po pierwsze, apartyjność ruchu. Żadna z partii nie wyraża pragnień zebranych, większość społeczeństwa nie identyfikuje się z żadną z nich. Po drugie, liczne były wezwania do samoorganizacji. Dalej, wielu mówców podkreślało, że wolność trzeba wywałczyć – w przeciwieństwie do 1989 roku, kiedy sama wpadła nam w objęcia. 

Kolejna demonstracja zapowiedziana została na święto narodowe 15 marca. Ma być wtedy wybrany alternatywny prezydent kraju, cokolwiek miałoby to znaczyć, szczegółów nie znamy. 

wklejka reklamująca demonstrację z motywem wycinania herbu we fladze, tym razem sugeruje się usunięcie pomarańczy, symbolu Fideszu

Grupa działaczy partii LMP (Polityka Może Być Inna) w drodza na demonstrację, na transparencie napis „chłopaki peszteńskie (określenie bojowników z 1956 roku) byliby z nami” 



Tłum na ulicy Kossutha między Astorią i mostem Erzsébet

W tłumie widać transparenty tutejszej niedawno powstałej Solidarności z flagą węgierską zamiast polskiej.

A na koniec zabrzmiał nabierający coraz większej popularności polityczny protest song Nem tetszik a rendszer (Nie podoba mi się system). Wśród komentarzy masa zachwytów nad urodą wokalistki.

niech żyje republika!

Według nowej konstytucji Węgry mają się nazywać po prostu Węgry a nie jak dotąd Republika Węgierska. Nie wiem, czemu tak to wymyślono ale niechcący zapewne rząd dał nowe hasło opozycji: Niech żyje republika!

Tym hasłem kończyła swoje przemówienia większość mówców na dzisiejszej demonstracji o wolną prasę. Powodem była, jak i poprzednio, ustawa medialna, która mimo poprawek wniesionych po naciskiem Komisji Europejskiej nadal jest potencjalnym instrumentem kontroli mediów. Dzisiejszy dzień – święto narodowe, rocznica wybuchu powstania 1848 roku – nadaje się na taką demonstrację znakomicie, bo pierwszym z dwunastu żądań powstania była wolna prasa i likwidacja cenzury („Kivánjuk a’ sajtó szabadságát, censura eltörlését.”)

Demonstrację zorganizowano na facebooku. Miejsce miała między mostem Erzsébet a placem Ferenciék. Zebrało się dużo ludzi, index pisze o trzydziestu tysiącach. To tutaj sporo. Jedna z mówców powiedziała, że to największa demonstracja zorganizowana przez organizację społeczną od 1989 roku.

tłum przede mną

tłum za mną

Scena: Szabad sajtót! czyli Wolnej prasy!

Na scenie po kolei występowali młodzi organizatorzy, muzycy, aktorzy, publicyści. Przemowy były lepsze i gorsze, polityczny ząb pokazali młody aktywista András Istvánffy. Tematyka wychodziła poza ustawę medialną. Mówiono o szykowanej konstytucji i o napiętej sytuacji w Gyöngyöspata, po której ostatnio bez reakcji policji chodziły patrole zdelegalizownej Gwardii Węgierskiej.

Gwiazdą wieczoru był owacyjnie witany Adam Michnik. W przemówieniu zwrócił się do premiera: Viktor, nie można mówić o wolności w takim kraju, w którym zagrożona jest wolność twórcza”. 

Jak poprzednio okazało się, że demonstrować potrafi tutaj jedynie prawica. Tłum owszem był ale z transparentami, flagami czy skandowaniem było fatalnie. Na demonstracji rozdane puste plansze, które można było zapełnić hasłami własnego pomysłu. Efekty były na ogół dość żenujące. Może z czasem będzie tu jakaś poprawa.

Ta pomarańcz się zepsuła – aluzja do symbolu Fideszu, w porównaniu jedno z lepszych haseł.

Dziwne, faszytoidalne flagi z cebulą, nie udało mi się zrozumieć o co w nich chodziło.

znów tłum na placu Kossutha

Gdy Fidesz miażdząco wygrał wybory w kwietniu wydawało się, że okres polityki ulicznej został na długo zakończony, Tymczasem nie minął rok a plac Kossutha, miejsce gdzie miała miejsce większość demonstracji przeciwko Gyurcsányowi wczoraj znów się szczelnie zapełnił. Dziesięć tysięcy ludzi zebrało by protestować przeciwko nowej ustawie medialnej.

tłum na lewo ode mnie

Trudno o większy konstrast z poprzednimi demonstracjami zdominowanymi tematycznie i stylistycznie przez skrajną prawicę. Obecna demonstracja była pogodna w charakterze. Organizator (Tibor Bakács)  dowcipkowali, coraz to ktoś z tłumu wykrzykiwał wesoła hasła, zero napięcia i stresu. Wystąpił rapper Pista Buda, który improwizował w obronie słowa a także piosenkarz János Bródy. Tłum śpiewał razem z nim jego wielkie przeboje Sárga Rózsa i Ha én rózsa volnék. Aktorka Dorka Gryllus odczytała listę żądań (wyrzucenie szkodliwych elemtów z ustawy), którą w postaci wielkiego plakatu została symboliczne przybita do makiety drzwi parlamentu wystawionych przez organizatorów.

tłum przede mną, w oddali makieta drzwi parlamentu i scena

Greenpeace uważa, że ochrona środowiska też potrzebuje wolnej prasy

nie mam pojęcia o co chodzi na tym transparencie

Dorka Gryllus odczytuje petycję

petycja przybita do „drzwi parlamentu”

Kontrast przejawiał się też przez widoczny brak doświadczenia czy też rutyny wśród uczestników. Uczestnicy sami z siebie przygotowali tylko kilka, bardzo amatorskich transparentów. Nie było żadnego morza flag tak oczywistego na demonstracjach skrajnej prawicy. Brak nośnych, ostrych haseł, atmosfera niemal z inteligenckiego klubu.

Organizatorzy, działający głównie przez facebook, prosili by na demonstrację nie przychodzili politycy – i na ile widziałem ich tam nie było. Następna demonstracja ma mieć miejsce 27 stycznia.

Niesamowitym dla mnie jest jak szybko udało się zmobilizować tak wielu ludzi do protestu przeciwko rządowi i to pod tak z pozoru mało nośnym hasłem jak wolność prasy. Fidesz w dalszym ciągu ma spore poparcie ale widać, że wszystko jest możliwe.

kidical mass i nie tylko

Tym razem miałem być w Budapeszcie na Masę Krytyczną. Problemem był tylko fakt, że miał być közlekedés czyli włączanie się do ruchu w przeciwieństwie do przejazdu zamkniętymi ulicami więc martwiłem się, że nie będę mógł zabrać Chłopaka. Aż się dowiedziałem, że obok Critical Mass będzie też Kidical Mass pomyślana dla dzieci!

Kidical_mass_poster1pici_tn

Odlot, pomyślałem. Kidical Mass, w przeciwieństwie do Critical Mass, będzie się przemieszczał po określonej, zamkniętej dla samochodów, trasie. Bezpiecznie, można spokojnie zabrać dzecko. Wspaniale.

Na demonstrację, która za miejsce zbiórki miała park przy placu Deáka, dotarliśmy, z powodu wywiadówki w szkole, dopiero o wpół do siódmej. Do tej pory tłum zdołał już objechać urząd burmistrzowski. Tym razem hasłem było „Többen tekerünk, töbet akarunk” czyli „Jest nas więcej, więcej żądamy”. Głównym żądaniem była ścieżka rowerowa na dużym körúcie.

Zaraz po naszym przyjeździe masa ruszyła. Początkowo faktycznie jechaliśmy wśród dzieci i rodziców ale zanim dojechaliśmy do Andrássy okazało, się z nami ruszyli wszyscy i tłum był taki jak zawsze z gdzie niegdzie tylko pojawiającymi się dziećmi.

dzieci jeszcze dominują

a tu już nie

w wózku niemowlę, na rowerze – wiem, bo podsłuchałem – Holender

Przy Oktogonie skręciliśmy w körút i zaczęła się zabawa. Najpierw zauważyłem piktogramy ścieżki rowerowej wymalowane poprzedniej nocy na asfalcie. Podobne pojawiły się wcześniej na mostach Szabadság i bodajże Margit. Czysta nielegalka.

W miarę jak jechaliśmy coraz więcej robiło się rowerzystów, i to po obu stronach ulicy, a coraz mniej samochodów, w dodatku nie tylko ilościowo ale i przestrzenie. Rowerzyście gwizdali, dzwonili, nawoływali się – pełna fiesta. Policjanci i porządkowi Critical Mass pilnowali głównie by masa stawała na światłach. „Zatrzymajcie się” mówili porządkowi, „Proszę państwa o zatrzymanie się” mówili policjanci. Przy czym pełen spokój, zero spięć, awantur, pyskówek.

Nawet nie zauważyliśmy gdzie się podziała Kidical Mass, nagle uświadomiliśmy sobie, że obok nas tu i ówdzie jadą samochody. Wycofaliśmy się z Chłopakiem – jeżdzenie rowerem wśród aut na kürúcie nie jest rzeczą dla ośmiolatka – i chodnikami wróciliśmy do parku na podnoszenie rowerów.

Podnoszenie – tradycyjne zwięczenie masy – miało być o ósmej, koniec końców odbyło się o wpół do dziewiątej. Chłopak też podnosił swój rower tyle ile mógł ale nie chciał mojej pomocy.

szef demonstracji Gábor Kürti „Kükü” podnosi

podnoszą bezimienni bohaterowie dnia

podnosi nawet załoga rikszy

Strasznie energetyzująca jest taka demonstracja. Potem długo jeszcze się widuje naklejki CM na rowerach w mieście. I jeszcze bardziej się pedałować – szczególnie po körúcie:)

PS. W demonstracji udział wzięło między 10 a 20 tysięcy ludzi.

dziś na ulicy w Budapeszcie

Dziś parę zdjęć z okolic Oktogonu. Nasza sytuacja w pigułce.

Kolejna genialna okładka tygodnika HVG na słupie ogłoszeniowym. Tytuł Kilátásvizsgálat to gra słów. Słowo oznacza Badanie perspektyw, jest podobne do Látásvizsgálat, które oznacza Badanie wzroku.
I jakież to słowa mamy odczytać – w kolejności od największego do
najmniejszego – "zadłużenie", "obciążenie", "stopa procentowa", "VAT",
pod kreską, "indeks giełdowy" i prawie niewidoczne "płace". Taak.

Obok zbieranie poparcia dla kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na lewo prawicowi radykałowie z partii Jobbik.

Ich kandydatką jest Krisztina Morvai. Udzielmy jej poparcia bo będzie ona bronić interesu narodowego, głosi plakat. Nie tak jak Tamás Deutsch, Viktória Mohácsi czy Edit Herczog (obecni posłowie do PE). Uświadomiony obywatel bez trudu zrozumie aluzję do ich żydowskiego czy cygańskiego pochodzenia.

Na prawo młodzi z nowego ugrupowania Lehet más a politika! czyli Polityka może być inna.

Namiocik, młodzi się siedzą na ziemi, palą fajkę wodną. Lista LMP jest tworzona wspólnie z Partią Humanistyczną. Ciekawych ludzi mają tam, liście przewodzi Tímea Szabó, absolwentka Harvardu, jest też tam Tibor Várady, który w niedawnych wyborach uzupełniających w Ferencváros zdobył 3.9% głosów, jest András Lovasi z kultowego zespołu Kispál és a Borz a także charyzmatyczny przywódca ruchu Masy Krytycznej Gábor Kükü Kürti. Kampanię prowadzą z wykorzystaniem internetu, jest oczywiście grupa na facebooku, itd.

Kawałek dalej plakacik właśnie Masy Krytycznej, która ma się odbyć w tę niedzielę (niestety nie będzie mnie w mieście – arrrrgh!).

Tym razem, nowatorsko, plakaty przyczepiane są do mniej lub bardziej kompletnych gruchotów rowerowych umocowywanych łańcuchami do świateł ulicznych przy ruchliwszych ścieżkach rowerowych. Mniej za to jest naklejek, zapewne na skutek protestów grupy (nazwy nie pamiętam) walczącej o image miasta, która zwracały uwagę na estetyczną dewastację wynikającą z zaklejania wszystkiego naklejkami.

***

Mało ostatnio pisałem bo dużo pracuję (przed Wielkanocą trzy tygodnie bez przerwy, każdego dnia), sporo wyjeżdzając za granicę. Niespecjalnie się to poprawi w najbliższym czasie, z góry uprzedzam, dziekując przy tym za pamięć i odwiedzanie bloga mimo wszystko!

karty węgierskie

Chłopak znalazł w domu talię kart węgierskich, zaczął się wypytywać o różne z nimi związane rzeczy, wyszukiwać gry i tak, niepostrzeżenie, zanurzyłem się w świecie tych kart.

Ku pewnemu zdziwieniu dowiedziałem się, że ich historia związana jest z naszą dzielnicą. Zakład, który miał zacząć je produkować mieścił się na obecnej ulicy Kazinczy. Mieści się tam obecnie kocsma Wichmanna, znana w Budapeszcie mimo braku szyldu.

Wichmann kocsma

Na ścianie tablica upamiętniająca fakt rozpoczęcia w tym miejscu produkcji kart węgierskich.

i tablica na jej ścianie

Talia kart węgierskich składa się z trzydziestu dwóch kart od siódemki do asa, przy czym waleta nazywa się niżnik (alsó) a damę wyżnik (felső). Asy nazwane od pór roku. Kolory wyglądają inaczej i inaczej się też nazywają. Jest więc serce (piros albo szív), dzwonek (tök), wino (zöld) i żołądź (makk). 

Karty te znane są raczej jako karty typu niemieckiego ale Węgrzy utrzymują, że pochodzą one stąd. Pierwotnie znane były jako karty Wilhelma Tella bo figury były wzorowane na postaciach z dramtu Schillera pod tym tytułem. Karty miały budzić uczucia patriotyczne ale z powodu cenzury habsburgskiej niemożliwe było umieszczenia postaci z węgierskiej historii walki niepodległościowej, Wilhem Tell, mimo, że sam symbolizował walkę o wolność, okazał się niekontrowersyjny. Karty w nieco zmienionej formie do dzisiaj produkowane są na Węgrzech, w Austrii i w Czechach.

Jak się dowiedziałem istnieje mnóstwo gier granych kartami węgierskimi. Chłopak co rusz wyszukuje jakąś nową. Jak mi starczy energii to kiedyś przetłumaczę zasady jednej z nich.

***

W tą niedzielę będzie miała miejsce się kolejna demonstracja przeciw wycince drzew na ulicy Nagymező (pisałem już o tej kampanii wcześniej tu, tu, tu i tu). Jeśli ktoś chce i może się przyłączyć to zachęcam, odbędzie się ona o 11 przed teatrem Radnóti. Poniżej plakat po węgiersku.