Zamieszki podczas parady gejowskiej w Budapeszcie

W sobotę mieliśmy paradę a z nią oczekiwane zamieszki. Gazeta nie przyjęła notki, którą o tym napisałem, zamieszczam ją więc tutaj.

Zgodnie z przewidywaniami Trzynasty Marsz Godności Homoseksualistów w Budapeszcie zakończył się przemocą.

Jeszcze miesiąc temu policja nie była skłonna zarejestrować marsz powołując się na utrudnienia w ruchu jakie miał on spowodować. Protestując organizatorzy uznali to za pretekst mający “na wzór polski i rosyjski” uniemożliwić przeprowadzenie demonstracji. Policja w końcu się ugięła i zarejestrowała marsz a wraz z nim trzy zgłoszone kontrdemonstracje.

Zeszłoroczny marsz zakończył się napadami na rozchodzących się uczestników. Z tego powodu także i teraz oczekiwano przemocy, tym bardziej, że radykalna pozaparlamentarna partia Jobbik wezwała do sprzeciwu wobec tej “dewiacji”. Napięcie dodatkowo podniosły ataki koktajlami Mołotowa na gejowskie saunę Magnum oraz klub Action, gdzie zarejestrowane jest stowarzyszenie Misja Tęczy, organizator marszu.

Policja przygotowała się do marszu starannie. Z jego trasy usunięto samochody, jezdnię oddzielono od chodnika wysokim płotami z siatki, wyłączono też z ruchu żółtą linię metra jeżdzącą pod ulicą Andrássy, po której przejść miał marsz.

Na demonstrację przyszło półtora tysiąca homoseksualistów i sympatyków. Kilkuset kontrdemonstrantów, często w maskach, towarzyszyło marszowi idąc chodnikiem. Skandując antygejowskie i antyrządowe hasła rzucali w jego uczestników jajkami. Mimo mniejszej liczebności wkrótce to oni zdominowali wydarzenia.

Szybko doszło do starć agresywnych grup kontrdemonstrantów z policją, która użyła gazu łzawiącego oraz armatki wodnej. W trakcie starć kontrdemonstranci rzucali kamieniami, granatami z gazem łzawiącym, pojemnikami z substancjami żrącymi oraz koktajlami Mołotowa. Sytuacja upodobniła się do innych zamieszek organizowanych regularnie przez radykalną prawicę od pamiętnego września 2006 roku kiedy zaatakowano i podpalono budynek telewizji.

Z powodu zamieszek odwołano mający zakończyć marsz koncert. Policja pomagała jego uczestnikom w bezpiecznym rozejściu się między innymi rozwożąc ich uruchumionym na nowo metrem. Tym niemniej kontrdemonstranci zaatakowali samochód policyjny wywożący dwoje uczestniczących polityków w tym posłankę do Parlamentu Europejskiego Katalin Levai wybijając w nim szyby. Jednego z przywódców liberalnego SzDSzu Gábora Horna z opresji ratować musieli tajniacy.

Policja zatrzymała ponad pięćdziesięciu radykałów. Wśród nich jest sześciu mężczyzn zatrzymanych w mieszkaniu przy ulicy Andrássy gdzie oczekiwali na paradę z butelkami zapalającymi oraz jajkami wypełnionymi substancją żrącą. Według policji zniszczono lub uszkodzono trzynaście sanochodów policyjnych.