posty zagubione podczas migracji na WordPress

Migracja z Bloxa na WordPress nie była gładka. Najwięcej problemów było z obrazkami: najpierw wogóle nie chciały się pojawić, potem pojawiły się tylko niektóre. Musiałem ręcznie przebrnąć przez wszystkie posty dodając te obrazki, które nie chciały się same z siebie pojawić. Okazało się przy tym, że, w przeciwieństwie do Bloxa, obrazki .png się nie pojawiają a także, że dla WordPressa małe .jpg to to samo co duże .JPG (Blox dostrzegał tu różnicę). W przypadku gdy istniały dwa posty z tym samym tytułem (możliwe u Bloxa) WordPress migrował tylko jeden.

Niestety na WordPressa nie dało się przenieść komentarzy, wśród których tyle było naprawdę świetnych, żałuję tego bardzo.

Koniec końców przy okazji manualnej aktywizacji obrazków zauważyłem, że trzy posty się nie przeniosły z Bloxa, wklejam je poniżej by nie znikły całkiem.

ostatnia Masa Krytyczna

12.09.2012 jezw

W kręgach rowerowych szok wywołało ostatnia deklaracja dwóch głównych organizatorów Masy Krytycznej Gábora Kürti i Károlya Sinka [HU], że wrześniowa demonstracja zostaje odwołana a wiosenna będzię ostatnia. To ich własna decyzja, która wszystkich totalnie zaskoczyła.

Uznali, że dalsze organizowanie CM nie ma sensu bo swój podstawowy cel – popularyzycję rowerów jako środka komunikacji – osiągnęła, obecnie natomiast trzeba wzmocnić organizacje społeczne reprezentujące rowerzystów, przede wszystkim Węgierskie Klub Rowerowy (Magyar Кеrékpáros Klub – MKK) bo to one, mimo, że mniej widowiskowe niż CM, mają największą rolę do odegrania. MKK powinien mieć więcej członków – ma ich tylko 1316 – by starczało mu pieniędzy na działalność. (Z Chłopakiem od lat jesteśmy członkami, jeśli ktoś chciałby wstąpić to proszę o kontakt, chętnie pomogę.)

W wywiadzie [HU] jakiego Kükü i Sinya, bo tak są ci dwaj organizatorzy szerzej znani, udzielili blogowi Kerékágy, padło interesujące stwierdzenie, które odnotowuję. Powiedzieli, że uznają swój cel za osiągnięty gdy znikną rowerzyści a w ich miejsce pojawią się uczestnicy ruchu. Chodzi tu o zmianę subkulturowego charakteru jazdy na rowerze na mainstream.

Ponadto dowiedziałem się, że podnoszenie rowerów w trakcie CM to wynalazek węgierski, który stąd rozprzestrzenił się po innych miejscach. Jakby ktoś chciał sobie rzucić okiem na takie podnoszenie to może to zrobić na przykład tu.y

nowa twarz przyjaźni polsko-węgierskiej

08.03.2011 jezw Niedawno rozmawiając z koleżanką Polką na temat widocznych elementów polskich w Budapeszcie rzuciłem „VV Jerzy”. Na co ona: A kto to? Nawet wyjaśnienie skrótu (VV=Való Világ czyli Prawdziwy Świat) nie pomogło. Koleżanka nie zna węgierskiego co trochę tłumaczy sprawę. Przestraszyłem się jednak, że na naszych oczach wyrasta postać, która w stosunkach polsko-węgierskich (nawet jeśli tylko na piętnaście minut) przesłoni wkrótce Józefa Bema i dla Węgrów stanie się nową kwintescencją polskości a w Polsce nikt na ten temat nic nie wie. Postanowałem szybko nadrobić to zaniedbanie.

Wprowadzenie: Való Világ czyli Prawdziwy Świat to nazwa programu telewizyjnego typu Big Brother kanału RTL Klub. Z braku telewizora znam go jedynie z drugiej ręki ale i tak chyba wiem o co chodzi. W willi zamyka się kilkunastu młodych ludzi i filmując ich nieustannie czeka się aż się rozbiorą, pójdą do łóżka czy też zrobią sobie dobrze w inny sposób. Mniejsze skandale takie jak załamanie, odkrycie pornograficznej przeszłości któregoś z uczestników też są ok. Poza telewizorem co lepsze kawałki można sobie oglądać w internecie, piszą też on nich obficie tabloidy. Uczestnicy przed imieniem używają literek VV.

Nasz Jerzy wygląda tak:

źródło: valovilag.eu

Pewne informacje na jego temat można znaleźć tu. Wyczytałem między innymi, że jest tancerzem i tłumaczem, że ulubioną jego muzyką jest chill out, najgorszym jego zwyczajem spóźnianie się a seks uprawia nieregularnie.

Więcej niestetz na temat Jerzego nie udało mi się znaleźć. Jakby ktoś wiedział więcej to proszę pisać w komentarzach. Dzięki!

PS Uwieczniłem właśnie Jerzego: dodałem wzmiankę na jego temat do artykułu w polskiej wikipedii na temat Való Világ.

Elektra

24.11.2007 jezw

Co jakiś czas zafascynuje mnie jakiś plakat na ulicy. Ostatnio był to plakat do Elektry, opery napisanej przez RIcharda Straussa. Choć opery nie lubię gdy go zobaczyłem przemknęło mi się przez głowę, że ciekaw jestem przedstawienia.

plakat do Elektry, Budapeszt listopad 2007

Sam budynek opery też specjalnie udekorowany – dotąd czegoś takiego nie widziałem.

Dekoracja budynku opery w Budapeszcie z okazji wystawienia Elektry

Obiecałem sobie częściej pisać o ciekawych plakatach na blogu.

Ostatnia Masa Krytyczna

Ostatnią Masę Krytyczną, która odbyła się wczoraj, organizowano pod hasłem, że ma być największa. I była. Jeden z organizatorów, Sinya, na końcu powiedział, że było sto tysięcy ludzi ale tylko dlatego, że uczestników było więcej, niż wtedy kiedy ogłoszono, że było ich osiemdziesiąt tysięcy. Ilu nas było naprawdę pewnie się nigdy nie dowiemy, ale te sto tysięcy pewnie zostanie.

CM_plakat

Trasa była tym razem dłuższa, pewnie dlatego, żeby się więcej ludzi zmieściło. Tak, chodziło o przestrzeń: gdy przejeżdzali przez most Łańcuchowy, co było czymś w rodzaju zakrętu przed ostatnią prostą (Andrássy) widzieliśmy ludzi, którzy dopiero co wystartowali i byli na wysokości parlamentu.

Na start koło parku św. Istvána przyjechaliśmy koło wpół do czwartej. Załapaliśmy się jeszcze na końcówkę pokazu rowerków free style. Było też nieco czasu by się rozejrzeć.

CM_freestyle

freestylowcy latają, poniżej również na krótkim wideo

CM_rowerzysta

przysiągłbym, że tego gościa widziałem już na innych demonstracjach rowerowych

CM_fiat126

element polski wśród rowerzystów

CM_MKK

plakat propagujący Węgierski Klub Rowerowy

CM_niski_rower

jak zawsze widać sporo ciekawych pojazdów

Po pierwszym podnoszeniu rowerów masa rusza. Choć staraliśmy się przepchać się do przodu i tak niczego nie widzieliśmy, po prostu ludzie ruszyli. Początkowo krok za krokiem, sporo uczestników po prostu prowadziło swoje rowery, ale koło parlamentu w końcu nabraliśmy tempa.

CM_pierwsze_podnoszenie

pierwsze, skromne jeszcze, podnoszenie

Przejazd był spokojny. Jak zwykle trochę krzyczenia pod mostami i dużo w tunelu. Po drodze dwa zespoły bębniarzy i jedna grupka wokalna. Widzów nie bardzo. Incydentów w zasadzie nie ma, raz ktoś się wywraca na rowerze („wszystko w porządku”), raz samochód próbuje wjechać na zamkniętą dla ruchu trasę przejazdu i ku uciesze rowerzystów dostaje opierdol od policjanta. Pogoda jest piękna.

CM_chorek

chórek umila przejazd

CM_jednokolowiec

facet on obrzynku: rowerze z obciętym pierwszym kołem, też da się jechać

CM_porzadkowa

porządkowa

CM_porzadkowy

porządkowy

Wjeżdzamy do Városliget. Na łące koło Petőfi csarnok już sporo ludzi ale wiadomo, że czekać będziemy na koniec jeszcze przez jakąś godzinę więc wygodnie się lokujemy na wzniesieniu terenu gdzie siedzą organizatorzy. Sinya co jakiś czas wita dojeżdzających i zachęca do wstępowania do Węgierskiego Klubu Rowerowego, bo to jest głównym przekazem demonstracji. Informuje też kiedy można się spodziewać dojazdu ostatnich porządkowych.

CM_Szt_Istvan_gimnazium

w oczekiwaniu na łące, pojazd gimnazjum im. św. Istvána

CM_piesek

w demonstracji entuzjastystyczny udział wzięli również przedstawiciele zwierząt

W końcu są. Duża zielona grupa lokuje się niedaleko naszego wzgórza. Gra patetyczna muzyka, Sinya krzyczy, że rewolucja rowerowa wygrała i zaczyna się odliczanie. Chwilę później łąka zamienia się w morze rowerów. Gdy zostają opuszczone Sinya mówi, że to ostatnia Critical Mass i dlatego podnieśmy rowery jeszcze raz! I tak też dzieje. Po opuszczeniu koniec, wszyscy zaczynają się rozchodzić. Spadają pierwsze krople deszczu.

CM_sinya

Sinya sprawdza zapewne gdzie jest koniec demonstracji

CM_podnoszenie1

CM_podnoszenie2

tak podnosiliśmy, poniżej wideo, samo podnoszenie od mniej więcej 4:35

I tak końca dobiegł pewien etap tego codziennego cudu, który tu mamy w Budapeszcie. Pogodnego, pokojowego, nie mającego nic wspólnego z codziennością jątrzących podziałów politycznych, pełnego energii ruchu społecznego, który osiągnął fantastyczny sukces popularyzując rowery jako środek komunikacji miejskiej na Węgrzech. Coś, z czego Węgrzy mają pełne prawo być ogromnie dumni. Taki Budapeszt chciałbym widzieć w Warszawie – i gdzie indziej.

ostatnia Masa Krytyczna w Budapeszcie, 20 kwietnia 2013

PS Wrzucam jeszcze panoramę łąki na jakiś czas przed podnoszeniem – później było gęściej (jak się otworzy w osobnym oknie to więcej widać)

CM_panorama

Pozytywna Masa Krytyczna

Wczoraj wzięliśmy z Chłopakiem udział w Masie Krytycznej. Trudno znaleźć godne zaufania dane dotyczące liczby uczestników, gdzieś trafiłem tylko na liczbę dwadzieścia tysięcy. Co by nie było, jak zawsze, sporo.

I jak zawsze zadziwia dzwoniąca w uszach cisza w mediach. W najlepszym wypadku małe wzmianki, najczęściej jednak brak jakichkolwiek informacji o demonstracji. A do znudzenia można przypominać, że nie ma drugiej takiej sprawy, dla której ludzie od lat dwa razy do roku zbierają się tak tłumnie na demonstrację. Że jest to demontracja całkowicie apolityczna i wolna od jakiejkolwiek przemocy. Że organizowana jest zupełnie oddolnie siłami wolontariuszy, że nie stoi za nią żadna poważna organizacja. Taki codzienny cud, którym nikt się nie potrafi zachwycić i ucieszyć.

A byłoby czym. Masa Krytyczna to niesamowicie pozytywne zjawisko. Ludzie zbierają się nie przeciw czemuś ale dla czegoś. Atmosfera, dla pamiętających, jak za Solidarności czy wizyt papieża. Radość, uśmiechy, przyjazne uczucia, porządkowi, których ludzie się słuchają, spontaniczny autorytet organizatorów, zaangażowanie zwykłych ludzi (przyłączyliśmy się z Chłopakiem na miarę naszych możliwości do organizacji i pewnego ranka przez godzinę rozdawaliśmy ulotki przy ścieżce rowerowej).

I to wszystko na słynących z negatywizmu Węgier. Nie zapominajmy, że Węgrzy są zdolni i do tak pozytywnych wibracji.

***

Parę obrazków z demonstracji. Przejazd przez tunel pod zamkiem. W momencie wjazdu zaczyna się hałas. Dzwonki dzwonią, róóne klaksony wyją, ludzie krzyczą, gwiżdzą. Z radości, a echo w tunelu tak ładnie niesie głos.

Na łące na końcu przejazdu czekamy na podnoszenie rowerów. Koło nas facet, na oko koło pięćdziesiątki. Wysportowany, markowy dres, hełm. Rower też typowa kłasa średnia. Po podnoszeniu zwraca się do mnie, żebym mu zrobił zdjęcie jak podnosi rower. Strzelam trzy cyfrowe klatki, uśmiecha się na wszystkych.

Na tejże łące. Zamyka ją niewielkie wzniesienie, gdzie gra DJ radia Tilos, stoją głośniki, co jakiś czas mówią coś organizatorzy. Nie ma sceny, ochroniarzy, kontroli wstępu. Wokół przywódców CM nie ma nawet typowego wianuszka podkomendnych. Każdy kto chce może też tam sobie usiąść czy stanąć.

Po demonstracji jedziemy powoli w tłumie rowerzystów. Widzę, jak dwóch facetów pakuje rowery na bagażnik na Lexusie. Najwyraźniej przywieźli je na demonstrację autem, teraz wracają, pewnie gdzieś daleko, do domu.

***

W tym roku nie dałem robić zdjęć. Wklejam za to, nie moje, wideo z podnoszenia rowerów na początku …

… i na końcu Masy.

Polecam też dobre zdjęcia reportera HVG (szczególnie fajne jest podnoszenie małych dzieci!), szereg portretów rowerzystów z klasą na blogu Cyclechic oraz serię zdjęć z Indexu.

kidical mass i nie tylko

Tym razem miałem być w Budapeszcie na Masę Krytyczną. Problemem był tylko fakt, że miał być közlekedés czyli włączanie się do ruchu w przeciwieństwie do przejazdu zamkniętymi ulicami więc martwiłem się, że nie będę mógł zabrać Chłopaka. Aż się dowiedziałem, że obok Critical Mass będzie też Kidical Mass pomyślana dla dzieci!

Kidical_mass_poster1pici_tn

Odlot, pomyślałem. Kidical Mass, w przeciwieństwie do Critical Mass, będzie się przemieszczał po określonej, zamkniętej dla samochodów, trasie. Bezpiecznie, można spokojnie zabrać dzecko. Wspaniale.

Na demonstrację, która za miejsce zbiórki miała park przy placu Deáka, dotarliśmy, z powodu wywiadówki w szkole, dopiero o wpół do siódmej. Do tej pory tłum zdołał już objechać urząd burmistrzowski. Tym razem hasłem było „Többen tekerünk, töbet akarunk” czyli „Jest nas więcej, więcej żądamy”. Głównym żądaniem była ścieżka rowerowa na dużym körúcie.

Zaraz po naszym przyjeździe masa ruszyła. Początkowo faktycznie jechaliśmy wśród dzieci i rodziców ale zanim dojechaliśmy do Andrássy okazało, się z nami ruszyli wszyscy i tłum był taki jak zawsze z gdzie niegdzie tylko pojawiającymi się dziećmi.

dzieci jeszcze dominują

a tu już nie

w wózku niemowlę, na rowerze – wiem, bo podsłuchałem – Holender

Przy Oktogonie skręciliśmy w körút i zaczęła się zabawa. Najpierw zauważyłem piktogramy ścieżki rowerowej wymalowane poprzedniej nocy na asfalcie. Podobne pojawiły się wcześniej na mostach Szabadság i bodajże Margit. Czysta nielegalka.

W miarę jak jechaliśmy coraz więcej robiło się rowerzystów, i to po obu stronach ulicy, a coraz mniej samochodów, w dodatku nie tylko ilościowo ale i przestrzenie. Rowerzyście gwizdali, dzwonili, nawoływali się – pełna fiesta. Policjanci i porządkowi Critical Mass pilnowali głównie by masa stawała na światłach. „Zatrzymajcie się” mówili porządkowi, „Proszę państwa o zatrzymanie się” mówili policjanci. Przy czym pełen spokój, zero spięć, awantur, pyskówek.

Nawet nie zauważyliśmy gdzie się podziała Kidical Mass, nagle uświadomiliśmy sobie, że obok nas tu i ówdzie jadą samochody. Wycofaliśmy się z Chłopakiem – jeżdzenie rowerem wśród aut na kürúcie nie jest rzeczą dla ośmiolatka – i chodnikami wróciliśmy do parku na podnoszenie rowerów.

Podnoszenie – tradycyjne zwięczenie masy – miało być o ósmej, koniec końców odbyło się o wpół do dziewiątej. Chłopak też podnosił swój rower tyle ile mógł ale nie chciał mojej pomocy.

szef demonstracji Gábor Kürti „Kükü” podnosi

podnoszą bezimienni bohaterowie dnia

podnosi nawet załoga rikszy

Strasznie energetyzująca jest taka demonstracja. Potem długo jeszcze się widuje naklejki CM na rowerach w mieście. I jeszcze bardziej się pedałować – szczególnie po körúcie:)

PS. W demonstracji udział wzięło między 10 a 20 tysięcy ludzi.

ubi zabiera głos w obronie rowerzystów

Chciałbym przedstawić wam my new hero, ubiego. Ubi wygląda on tak:

ubi

Ubi jest rowerzystą. Do mego serca trafił przez swój niesamowity post (220 komentarzy) na blogu tutejszej Critical Mass. Post przetłumaczyłem, do przeczytania poniżej ale najpierw parę słów wprowadzenia.

Parę dni po wiosennej masie krytycznej, o której pisałem wcześniej, miała miejsce dużo mniejsza "prawdziwa" masa krytyczna, "prawdziwa" bo dokładnie wypadająca w Dzień Ziemi czyli 22 kwietnia a nie jak oficjalna masa w najbliższą niedzielę. W przeciwieństwie do demonstracji, w której uczestniczyliśmy z Chłopakiem i która miała zezwolenie, ta druga masa krytyczna zorganizowana została bez zezwolenia i policja potraktowała ją jako nielegalne zgromadzenie. Do tego nawiązuje właśnie Ubi.

Zafascynowany jestem ruchem rowerzystów bo jest to bodaj najpopularniejszy ruch społeczny na Węgrzech, gdzie dominującą postawą jest zamknięcie się w sobie i zajmowanie się swoim dobrobytem. Jest to w dodatku ruch grassroot operujący i popularny zarówno w internecie jak i na ulicach. Kto wie, ten ruch może kiedyś wydać z siebie nowe pokolenie polityków z Ubim na prominentnym miejscu. Ale oddajmy głos samemu Ubiemu:

Naruszenie prawa o zgromadzeniach w Dzień Ziemi – dylematy komunikacji miejskiej

Dostałem zadziwiający list od komisariatu policji z szóstej dzielnicy. Wzywają mnie jako świadka wykroczenia (naruszenie prawa do zgromadzeń) popełnionego 22 kwietnia 2008 (Dzień Ziemi).

Próbuję przypomnieć sobie o jakie zgromadzenie może to chodzić, ale mi jakoś to nie wychodzi choć jedna ciekawa rzecz miała miejsce w czasie tegorocznego Dnia Ziemi.

Zatrzymał mnie samochód policyjny na ulicy Andrássy, ja na rowerze, on z włączonym kogutem. Pytam, czemu legitymują rowerzystę na ulicy w Dzień Ziemi a oni, że to tylko normalne kontrola dokumentów. Pytają, czy gdzieś tu mieszkam, ja, że nie, tylko tędy przejeżdzam. Na to oni pytają w jakim celu “tak sobie” jadę na rowerze, na to ja, że nie “tak sobie” ale po prostu “jadę” na rowerze, to znaczy poruszam się po mieście. Potem pytają czy mam coś wspólnego z tymi tam rowerzystami, którzy jeżdzą po okolicy. Mówię, że nic, nie znam ich, oni też z pewnością po prostu poruszają się po mieście.

Wydaje mi się, że te dwa zdarzenia, wylegitymowanie mnie oraz wykroczenie, jakoś się łączą. Pojęcia nie mam czego policja chce się ode mnie dowiedzieć, ale przygotowałem sobie z góry parę pytań.

  • Ilu kierowców w trakcie kontroli dokumentów policjant pyta w jakim celu jadą?

  • Ile kierowców policjant pyta czy tu mieszkają czy też akurat tędy przejeżdzają?

  • Ilu kierowców stojących w korku policjant pyta czy mają coś wspólnego z samochodami stojącymi przed i za nimi?

  • Ile spraw w sprawie naruszenia prawa do zgromadzeń wszczyna policja wobec stojących razem w korku kierowców?

Moim zdaniem trzeba szybko zmienić sposób myślenia!

Nie do przyjęcia jest, że policja uważa rower za narzędzie rekreacji a nie komunikacji i to w dodatku nawet w Dzień Ziemi. Nie do przyjęcia jest, że jeśli jadę na rowerze wśród samochodów to oczywiście ja jestem “winien” bo jestem “przeszkodą w ruchu”. Przecież:

  • Ruch uliczny: jest ruch sanmochodów, ruch rowerów, itd., to słowo samo w sobie oznacza wspólny ruch tych pojazdów

  • “Przeszkoda w ruchu”: każdy, kto bierze w ruchu jednocześnie przeszkadza w nim gdy uczestników ruchu jest wielu.

  • Rower przeszkadza bo jest bezbronny, bardziej trzeba na niego uważać, zwykle jedzie z prędkością zaledwie 20-40 km/h (a nie do 40-50km/h, więcej i tak, prawda, nie wolno w mieście)

  • Auto też przeszkadza bo jest od roweru dużo większe, gorzej manewruje, śmierdzi, jest głośne, zajmuje cały pas ruchu, w dodatku albo szybko jedzie i jest wtedy niebezpieczne albo wolno i powoduje korek.

Mamy zamęt co do podstawowych pojęć. Pemieszane są proporcje i relatywna waga rzeczy. Kiedy mówimy o korku spowodowanym przez rowerzystów przez dzień czy dwa to zapominamy, że korki spowodowane przez samochody wypełniają pozostałe 364 dni w roku. Kiedy sześciu rowerzystów w dwóch rzędach jedzie obok siebie to naruszają przepisy, ale kiedy auto z jednym jedynie kierowcą w środku zajmuje tyle samo miejsce to wszystko jest w porządku.

Ciekaw jestem jaka będzie rozprawa i oczekuję od policji, że udzieli odpowiedzi na powyższe i im podobne dylematy.

Critical Mass – rekord świata

Dziś cały dzień z Chłopakiem na rowerach. Przedpołudnie na welodromie Millenáris, popołudniu udział w projekcie artystycznym Park! przekształcanie małego körútu w park, a potem masa krytyczna, na której padł rekord światowy uczestnictwa w tego typu imprezie: osiemdziesiąt tysięcy ludzi.

Millenáris (nie mylić z budańskim parkiem o tej samej nazwie) to stary welodrom leżący koło stadionu Puskása, który lata swojej świetności ma już za sobą, chyba, że grupie entuzjastów, prowadzącej kampanię na rzecz odnowy obiektu, uda się doprowadzić do jego renowacji. Dzisiejszy program tam urządzony jest jednym z elementów tej kampanii. W przeciwnym razie Millenáris zostanie zburzony a na jego miejscu powstanie jakieś centrum handlowe czy też garaż.

Na welodromie miało miejsce dziś szereg zawodów rowerowych. Oprócz klasycznych sprintów odbył się dość niesamowity wyścig rowerzystów jadących w tunelu powietrznym za specjalnie przystosowanymi motocyklami. Po węgiersku nazywa się to stréher biciklizés, po polsku – nie wiem (ktoś wie?) Pierwszy raz w życiu też widziałem polo rowerowe. Reprezentacja Węgier pobiła Austrię, bardzo dużo (nie pamiętam dokładnie ile było tych goli) do jednego. Całość w bardzo nieformalnym stylu, na przykład wyniki losowania kolejności startowej jednego z wyścigów podawał raper improwizując na bazie listy nazwisk ku wielkiej radości zebranych.

darmowy hosting obrazków

Trybuny

darmowy hosting obrazków

Sprint. Zawodnicy są w lepszym stanie niż tor.

darmowy hosting obrazków

Wskazówka jak omijać dziurę w betonie.

darmowy hosting obrazków

Oryginalna, bez wątpienia tablica, działa.

darmowy hosting obrazków

Stréher biciklizés. Motory są mniej więcej w wieku welodromu.

darmowy hosting obrazków

Reklamy przy torze. Założę się, że są nieco tańsze niż reklamy na formule 1.

darmowy hosting obrazków

Polo rowerowe.

Popołudniowy projekt artystyczny poprzedzał masę krytyczną. Chodziło w nim o zaaranżowanie zdjęcia lotniczego placu Deáka, tak aby wyglądał z góry jak park. Zazieleniony miał zostać przez tłum w zielonych koszulkach. Autorem projektu jest Jason Howkes specjalizujący się w artystycznych zdjęciach z powietrza. Wszystko udało się znakomicie: tłum przebrał się w t-shirty, helikopter krążył i robił zdjęcia, wszyscy machaliśmy. Zdjęcia nie ma, niestety, jeszcze w internecie.

darmowy hosting obrazków

Rozdawanie koszulek.

darmowy hosting obrazków

Efekt: plac zrobił się zielony.

Masa krytyczna ruszyła strasznie wolno. Z placu Deáka do Ásztórii dotarliśmy – rowerami! – dopiero po upływie jakiś dwudziestu minut. Potem poszło już, na szczęście, łatwiej. Tłum jechał zdyscyplinowanie, nie widziałem żadnych incydentów czy to typu kierowca-rowerzysta czy też, co jest rzeczą godną uznania obecnej sytuacji, o politycznym charakterze. W zasadzie nie było flag ani transparentów, całość była fiestą raczej niż demonstracją i to mimo, że oficjalnym hasłem przejazdu było "Mindenütt Minden út bicikliút!" co oznacza "Wszędzie ścieżek rowerowych Ścieżka rowerowa przy każdej ulicy!"

Końcem trasy był Városliget, gdzie odbyło się tradycyjne podnoszenie rowerów. Nie wiem, czy jest to również zwyczajem w innych krajach, tutaj jest to zawsze szczyt celebracji. Tłum podnosi rowery, macha nimi, podnosi straszny hałas – to trzeba zobaczyć.

darmowy hosting obrazków

Ruszamy z placu Deáka.

darmowy hosting obrazków

Erzsébet híd.

darmowy hosting obrazków

Regulacja ruchu przy pomocy rowerów.

darmowy hosting obrazków

Városliget

darmowy hosting obrazków

Podnoszenie rowerów.

darmowy hosting obrazków

Okazało się przy tym, że tym razem, jak już pisałem, było nas osiemdziesiąt tysięcy, i to mimo tego, że masę krytyczną się organizuje stosując wyłacznie metody guerilla marketing czyli internet i vlepki w miejscach uczęszczanych przez rowerzystów. Jest to rekord światowy, poprzedni rekord – pięćdziesiąt tysięcy – również należy do Budapesztu. I ciekawe jak bardzo to zupełnie nie obchodzi tutejszych polityków. Gdyby przyszło osiemdziesiąt tysięcy obojętnie kogo – pielęgniarek, przedstawicieli skrajnej prawicy, związkowców, czy studentów – mielibyśmy temat dla mediów i polityków na parę tygodni, ale rowerzyści domagający się ścieżek rowerowych to coś, co można sobie odpuścić bez konsekwencji.

Na zakończenie wideo promujące jeżdżenie rowerem zrobione przez Ministerstwo Gospodarki i Transportu. Węgierski nie jest potrzebny, żeby je zrozumieć: jeżdżenie rowerem jest, dosłownie, sexy!

Critical Mass dymi

Zadymiło ale tylko w przenośni, żadne tam zamieszki, tym bardziej, że chodziło o protest przeciwko zanieczyszczeniu powietrza w Budapeszcie. Dziś odbyła się w tej sprawie wspólna demonstracja Critical Mass z Greenpeacem oraz budapesztańską organizacją ekologiczną Levegő Munkacsoprt (Grupa Robocza „Powietrze”). Siły rowerzystów (dokładnie 620 według blogu Critical Mass) połączyły się z pieszymi na placu Városháza. Przybyła też masa przedstawicieli mediów.

Wygłoszono przemówienia (najważniejsze: w Budapeszcie ludzie żyją przeciętnie o trzy lata krócej i co roku 1700 osób umiera przedwcześnie z powodu zanieczyszczenia powietrza), wśród nich jedno przez wiceburmistrza Miklósa Hagyó, który przybył na rowerze i zaklinał się, że robi co może w sprawie powietrza, można było posłać protestującą pocztówkę do tegoż właśnie wiceburmistrza (posłała ją także aktorka Daryl Hannah akurat bawiąca tutaj jako główna gwiazda balu w operze) a także objechać na rowerze kwartał obejmujący ratusz dzwoniąc w trakcie.

Poszliśmy z Chłopakiem, ja na piechotę bo rower akurat popsuty i części zamiennej jak nie było tak nie ma, a on na swoim rowerku. Posłuchaliśmy przemówień, rozejrzeliśmy się, napisaliśmy wspólnie pocztówkę a potem ruszyliśmy w objazd ratusza. Chłopak potraktował to jako wyścigi więc musiałem równolegle nieźle pędzić na chodniku. Bardzo zadowolony z siebie dojechał na „metę” jako czwarty wyprzedzając po drodze pół „peletonu”.

Atmosfera, mimo powagi problemu, zrelaksowana. Nieliczni policjanci raczej znudzeni. Ani jednej flagi z pasami Árpádów (innych zresztą też nie było), to zupełnie inny Budapeszt niż ten, który bierze udział w zamieszkach.

Na końcu odbyło się tradycyjne podnoszenie rowerów, które lubię, ale ponieważ ruszyliśmy już w stronę domu nie dałem rady go sfotografować., za daleko byliśmy. Trochę zdjęć jednak zrobiłem:

rowerzyści i piesi

CMprzywodca

jeden z przywódców udziela wywiadu

przemówienia na scenie, maski gazowe dla zilustrowania problemu (tym razem nie chodzi o gaz łzwiący)

przemawia Miklós Hagyó

Hagyó na rowerze trzykołowym przysposobionym do mobilnej prezentacji programu

Greenpeace

Yellowpeace

demonstrant pokojowy

tu wrzucaliśmy kartki dla wiceburmistrza

wszyscy jeżdzą wokół ratusza, w końcu widać dekoracje, gra słowem „mrugać”: Nie mrugaj/nie smoguj, Budapeszcie!

rowerzyści i ich rowery

dziś spokojnie i policja się nudzi, ale mur głosi, że marzec się zbliża