Bildungsroman Krzysztofa Vargi

Przeczytałem właśnie Bildungsroman Krzysztofa Vargi. I choć książka zawiera szereg wątków, jak choćby stosunek do ojca czy "pierdolec na punkcie śmierci", to mnie najbardziej zainteresował przedstawiony w niej obraz Budapesztu i Węgier. Nie jest to obraz realistyczny, książka jest raczej oniryczna. Opisy, które zawiera. pozwalają spojrzeć na dobrze znane widoki w inny sposób, zdziwić się nimi, może zachwycić, pobudzić fantazję do tworzenia podobnego ale własnego spojrzenia. Miło, że Budapeszt znów trafił do polskiej literatury.

okładka książki Bildungsroman Krzysztofa Vargi

Zacytuję fragment z książki. Opisywałem kiedyś tutejsze wesołe miasteczko, uzupełnię teraz mój wpis opisem Krzyśka.

Do Vidámparku jechało się trolejbusem 72 od strony Hungária kőrút. Z drugiej strny można się tam było dostać od Hősök tere przez most na sztucznym jeziorze, mijając fałszywy, podrobiony zamek gotycki. Enklawa dzieci i starców. Zamknięty świat, środkowoeuropejski, magiczny Disneyland. Városliget. Macie tu wszystko, chłopcy, więc się bawcie. Cukrową watŁ, prażoną kukurydzę, gotowaną kukurydzę, kolorowe, twrde kulki gum do żucia o mdłym smaku, które w dodatku farbują język. I nie wpuszczano zbyt młodych na największe atrakcje, tam gdzie straszyło plastikowyni i kartonowymi szkieletami pomalowanymi w zbyt intensywne fiolety i czerwienie. A później zaczęły straszyć prawdziwe szkielety. Gdy jechało się wąskim tunelem, a szarpiący wagonik zarzucał na każdym ostrym zakręcie, zza którego wyskakiwała pobrzękująca łańcuchami ręka lub wypadał zakurzony, powyginany jak stary zepsuty parasol zwierzoczłekoupiór, trzeba się było bać. Jeśli się było kobietą trzeba było krzyczeć, piszczeć, a jeśli mężczyzną, to najwyżej wyć wilkołaczo, trzymając się mocno barierki w wagoniku, a potem wysiadać z niego jak z powozu, niepewnie stając na drewnianym, butwiejącym peronie. Przewracać się w beczkach śmiechu, w których nic śmiesznego się nie działo, poznawać prawdziwe twarze w gabinetach krzywych luster, zjeżdzać z naddźwiękową szybkością z najwyższego wzniesienia kolejki górskiej, która wdrapywała się na nie z mozołem starej kobiety wchodzącej na trzecie piętro po stromych schodach. Płynąć przypominającą balię płaskodenną łodzią po płytkiej wodzie drążącą sztuczną skałę i oglądać bez zainteresowania zminiaturyzowane malowane krajobrazy i sceny historyczne