obchodzimy dzień przyjaźni polsko-węgierskiej

Wczoraj wypadał dzień przyjaźni i z tej okazji zorganizowany został bezpłatny koncert Zakopoweru na statku A38. Nie było to zresztą jedyne wydarzenie kulturalne z tej okazji, w Óbudzie odbył się szereg innych imprez, coś było też w Gödörze (szczegóły tu).

Koncert udał się znakomicie, statek był tak pełen, że kolega, który przyszedł później musiał czekać 45 minut zanim znów zrobiło się miejsce, by można było więcej ludzi wpuścić. Słyszało się węgierski, polski i jakieś inne, zagraniczne języki.

Zakopower wykonał i to dwukrotnie (raz na bis) swój wielki przebój Djońdźhaju lań Omegi (węg. Gyöngyhajú lány), w który ochoczo włączyła się publiczność. Youtube nie pozwala na embedowanie klipu do utworu więc podaję tylko link i moje znakomite zdjęcie dokumentujące ten ważny moment.

Na szczęście poza tekstem piosenki i słowem "kesen" zespół nie próbował kokietować publiczności łamaną węgierszczyzną i cała konferansjerka była po polsku.

Pogodnie było, bezpretensjonalnie, świetna zabawa, oby tak zawsze.

Monarchia górą!

Olimpiada już dawno minęła i bardziej niż finałem biegów narciarskich kobiet na 30 kilometrów interesujemy się formułą 1 i Kubicą ale Chłopak uważa, że powinienem napisać coś o świetnych rezultatach Monarchii w Vancouverze – więc piszę.

Serwis sportowy indexu przed olimpiadą jeszcze wpadł na pomysł by oprócz dość beznadziejnego w sobie śledzenia wyników węgierskich sportowców zająć się także wyobrażoną reprezentacją Monarchii Austriacko-Węgierskiej, w skrócie Monarchią.

Pomysł świetny bo okazało się, że mamy najliczniejszą reprezentację ze wszystkich: 324 sportowców! Wśród nich 19 Chorwatów, 15 Węgrów, po dziesięciu Włochów z Trydentu oraz Seklerów, 9 Polaków urodzonych na terenach Monarchii, 6 Bośniaków, nie mówiąc już rzecz jasna o Austriakach, Czechach, Słowakach itd.

Koniec olimpiady przyniósł triumf: w kwalifikacji medalowej okazaliśmy się nie do pobicia!

Trzydzieści osiem medali w tym osiem złotych, lepiej niż USA, inni niech nam zazdroszczą!

Zabawa urocza, tym bardziej, że relacje zmagań sportowych Monarchii podawane były z typowymi dla Indexu humorem i ironią. Weźmy tytuł relacji z finału biegów narciarskich kobiet na 30 kilometrów: Robotlányt győzött le a mi polák Jusztinánk czyli Nasza polska Jusztin zwyciężyła dziewczynę-robota. Humor tym ważniejszy, że Węgrzy samodzielnie żadnych medali nie zdobyli.

Miło przypomnieć sobie, że oprócz Węgrów zgryźliwych, Węgrów smutnych i poważnych są też Węgrzy weseli i skłonni do autoironii. I miło spojrzeć na mapę Monarchii – na niej wielkie Węgry – i zamiast myślenia o Trianonie czy Jobbiku po prostu uśmiechnąć się. Bo Monarchia jest najlepsza na świecie!

komiks o 56-tym

Jałta Jałtą, Zachód mógł nas zdradzić wydać Ruskom, ale mimo wszystko w wielkim konflikcie Wschód-Zachód zawsze konsekwentnie staliśmy i stoimy po stronie Zachodu, no nie? Z Węgrami jest inaczej.

Uświadomiłem sobie to czytając komiks autorstwa Attili Fazekasa i Móra Bána na temat powstania 56 roku pt. Tűzvihar 1956 (Burza ognia 1956) wydany przez wydawnictwo komiksowe Képes Kiadó.

Całość to dość typowa publikacja mająca na celu przybliżenie młodzieży tematyki historycznej. Starsza kobieta spotyka w nocy na ulicy grupę mało ciekawej młodzieży. Zaczepki, na pytanie czy się boi kobieta odpowiada, że teraz już nie. Kiedyś się bała – i zaczyna im opowiadać historię powstania 1956 roku.

Dalej już znajoma, przynajmniej dla mnie, historia. Z jednym wyjątkiem: rolą Amerykanów. Wiedziałem, że Radio Wolna Europe odegrało niechlubną rolę wzywając do walki i obiecując pomoc, która nie nadeszła, co do dzisiaj jest tutaj pamiętane. Ale zobaczywszy jak w komiksie Amerykanie przedstawiani są tak negatywnie jak Rosjanie unaoczniłem sobie nagle jak wygląda w przypadku Węgier ta ich skłonność do obierania trzeciej drogi, zachowywania dystansu do "obu stron", nie angażowania się po żadnej stronie. A także lepiej zrozumiałem tę nieoczywistą dla Polaków postawę i jej powody. Mimo wielu podobieństw tyle jest między nami różnic.

scena bankietu w ambasadzie amerykańskiej we Wiedniu – środkowy obrazek na dole:

-A – Węgrzy? Cóż, mogli być nieco ostrożniejsi. Prowokować Ruskich? Troszkę realizmu, drogi Herb, troszkę realizmu!
-Ci chłopcy i dziewczyny liczyli na nas, a niech to! A my ich zawiedliśmy!

***

Przy okazji – jak zostałem w internecie kobietą. Na stronie blogerownia zauważono mój blog i przedstawiono go w specjalnej notce. Szalenie mi miło i jestem wzruszony. Zdziwiło mnie tylko nieco, że zostałem przedstawiony jako kobieta:

Pewna kobieta interesująca się tradycją oraz kulturą państwa
Węgierskiego postanawia tam zamieszkać. Pierwszą jej notką był tekst
opowiadający o tym, dlaczego postanowiła założyć blog i w jaki sposób
prowadzić będzie Jeza Węgierskiego.

Uważam się trochę za feministę, może więc sposób w jaki piszę daje wrażenie, że pisze kobieta? Tylko czemu w takim blog nie nazywa się Jeżyna Węgierska?;)

węgierski w polskim

Na blogu lengyelmagyar znalazłem ciekawy wpis na temat wpływów węgierskich w języku polskim. Otóż te wpływy widoczne są w dwóch obszarach: wojskowości i pasterstwa owiec.

Pierwszy ma swoje korzenie w wiekach XV i XVI a zwłaszcza w rządach Stefana Batorego. Oto lista:

  • orszak pochodzi od słowa ország (kraj), kiedyś słowo oznaczało to co znaczy w węgierskim
  • rokosz pochodzi od pola Rákos, gdzie miejsce miały elekcje królewskie, co kiedyś oznaczało
  • katona, husarz, forgo, czako, szyszak, doloman, kepieniak, bekiesza, paiz, elearyk, giermek, szyposz, dobosz, tabor – podobno to wszystko słowa o węgierskim rodowodzie, nie wszystkie, przyznam, rozumiem.

Szereg słów używanych przez górali ma również węgierskie pochodzenie. Za ich obecność w polskim odpowiada bliskość Węgier. Podobno obecne są też wśród pasterzy rusińskich, słowackich i morawskich. Oto one: juhas, bojtar, gazda, rowas, satra, haldamas, banovac, bantovac, kiel-towac, hotar, hasen, kulesza, hajtowac, baga, falatek, hyrny, kielczyk, cyga, itd. Znów dalece nie wszystkie z nich znam i rozumiem.

Do tego dochodzi rzecz jasna jeszcze nasza wspólna kurwa. Ale jakoś wpis na blogu na ten temat milczy. Może dlatego, że napisno go na podstawie materiałów z sieci szkolnej sulinet.

gombfoci

Kolega Śliwki spytał mnie czy znam jakiejś federacji gry gombfoci w Polsce bo organizuje turniej i chciałby zaprosić Polaków. Gombfoci? Co to takiego? I jak się to po polsku nazywa? Jak mogę kogokolwiek znaleźć nie wiedząc tych rzeczy?

Co to takiego udało mi się ustalić z pomocą internetu. Chodzi o grę stołową graną guzikami, którymi strzela się przy pomocy linijki. Oto stosowne dwa zdjęcia i wideo.

Co ciekawe, wikipedia wspomina, że gra ma podobno korzenie w Europie Wschodniej i gdzieś w internecie mignęło mi, że podobno wymyślili ją Węgrzy. Niestety, nigdzie nic pewnego.

Pomóżcie więc może:

  • jak się nazywa ta gra po polsku?
  • czy w Polsce jest znana?
  • czy są jakieś kluby kultywujące nią, federacje, stowarzyszenia?
  • skąd się wzięła? kto ją wymyślił? jaka jest jej historia?

Dzięki!

po ukazaniu się węgierskiego wydania Gulasza z Turula

Z pewnym opóźnieniem (wszystko przez te narty!) odnotowuję dyskusję jaka odbyła się tu po ukazaniu się węgierskiego wydania Gulaszu (tutaj: Turulpörkölt). Miała ona miejsce na książkowym blogu Könyves blog pod postem z wywiadem z autorem zatytułowanym Nem mernék a lengyelekről ilyen könyvet írni czyli Nie odważyłbym się napisać takiej książki o Polakach. Poglądy tam reprezentują oczywiście tylko swoich autorów ale i tak rzecz jest szalenie ciekawa. Taka konfrontacja polskiej i węgierskiej mentalności. Poniżej podaję co ciekawsze dla mnie punkty ze 142 komentarzy obecnie tam się znajdujących.

  • Polakom łatwo się wyśmiewać z traum węgierskich bo gdy "połowa Niemiec wschodnich jest w ich rękach" zrozumiałe, że nie chce im się walczyć o Lwów.
  • Polacy są tacy cacy wolni od przesądów węgierskich ale mieć w Polsce pochodzenie niemieckie lub rosyjskie nie należy do plusów.
  • Polacy mają takie prawa do Prus Wschodnich jak Słowacy do Górnych Węgier (węgierska nazwa terenów Słowacji)
  • Niemcy tylko dlatego nie protestują przeciwko zbrodniom wypędzeniom bo stracili poczucie godności i mają wyprane mózgi
  • W Polsce też są prawicowi populiści. Czym dla Węgrów jest Turul dla Polaków jest katolicyzm. Co powiedzieliby na Gulasz z Maryi czy Papieską zupę?
  • Polskim odpowiednikiem Jobbiku są bracia Kaczyńscy.
  • Gulasz z Turula? k… Bardzo śmieszny byłby, powiedzmy, Budyń z Katynia
  • Varga nie ma racji pomstując na Jobbik i nie zauważając przestępczości cygańskiej czy wszechogarniającej korupcji.
  • Nie wypada tak po prostu napisać takiej książki o innym narodzie
  • Czemu nie zauważamy, że niezależnie od ideologii są rzeczy, które są po prostu śmieszne? Umiejmy się śmiać z siebie.
  • Dla Polaków koniec pierwszej wojny oznaczał odzyskanie niepodległości, dla nas Trianon, dlatego oni boją się rewizjonizmu.
  • Politycznie książka jest lewicowo-liberalna a szkoda, bo w swoim unikalnym charakterze lepsze byłoby coś neutralne politycznie. W sumie to taki dłuższy artykuł prasowy.
  • W książce wyczułem chęć okazania nam pomocy w rozliczeniach z naszymi traumami.
  • W Niemczech też maszerują (neofaszyści) ale w odróżnieniu od nas nie mają oni szans w wyborach bo Niemcy wyciągnęli konsekwencje z historii.
  • Cała ta przyjaźń polsko-węgierska to jeden wielki mit. Tyle w niej prawdy co w przyjaźni węgiersko-bośniackiej.
  • Tak jak Polacy nienawidzą Niemców i Rosjan bo od nich wiele wycierpieli tak i my Słowaków i Rumunów.
  • Polacy powinni pamiętać, że po Trianon dostali 589 kilometrów Spisza i Orawy. 
  • Jeśli ktoś poważnie bierze hasło "Oddać wszystko!" to i tych terenów powinien się domagać. Powinna tam być tabliczka "Tereny pod przejściową administracją polską" a trochę na południe "Tereny pod okupacją słowacką".
  • W górach zawsze mieszkali Słowacy/Słowanie, Węgrzy nigdy ich nie skolonizowali.
  • Timothy Garton Ash pisał kiedyś w swojej książce, że dla Polaków najważniejszym słowem jest Jałta, niech się więc Varga nie czepia Trianonu.
  • Nie czytałem jeszcze tak poniżającej Węgrów książki. Nic dobrego w niej o nas autor nie pisze.
  • Polacy z powodu rozbiorów powinni lepiej rozumieć traumę Trianonu.
  • Książkę przeczytałem, nie uważam jej za obrażającą. Po prostu taki – jeden z wielu – sposobów patrzenia na Węgry.
  • Gdybyśmy w ramach traktatu z Trianon dostali pół Austrii być może inaczej patrzelibyśmy na stratę Siedmiogrodu.
  • Książka świetna. Literatura światowa pełna jest książek napisanych przez pisarzy na temat innych krajów, proszę tylko czytać!
  • Jeśli czegoś nie rozumiesz to jeszcze nie oznacza to, że to coś złego. Czego szukają tutaj ci wszyscy, którzy zamiast o książce dyskutują o polityce?
  • Cywilizowany człowiek nie wyszydza symboli innych narodów.

tekst o Sławiku w Tygodniku Powszechnym

Kolega ze bloga Raport z raju przesłał mi link do artykułu na temat Henryka Sławika, który ukazał się w Tygodniku Powszechnym. Tekst, zatytułowany "Herszele, który wziął skrzypce", przedstawia działalność Sławika z punktu widzenia jednego z ocalonych przez niego Żydów, Henryka Zimmermanna.

Artykuł bardzo ciekawy jak i zresztą sama postać Sławika. Jeśli ktoś jej nie zna: ten działacz polityczny ze Śląska, znalazłszy się na Węgrzech w 1939 zajął się organizowaniem pomocy dla uchodźców z Polski. Jego węgierskim partnerem był József Antall, ojciec przyszłego premiera. Sławik nie czynił różnicy między Polakami i żydami pomagając im jednakowo jako "obywatelom polskim". Za jego działalność został aresztowany i zamęczony przez Niemców. Po wojnie długo zapomniany, odkryty został dopiero po upadku socjalizmu. Pisałem kiedyś o książce na jego temat, którą napisał Grzegorz Łubczyk. 

Artykuł polecam gorąco a Don Dario z Raportu z raju raz jeszcze dzięki!