najpiękniejszy sklep z żarówkami w Budapeszcie

Mieści się na ulicy Ó (tak, mamy tutaj taką jednoliterową ulicę, w tłumaczeniu to ulica Stara) pod numerem 15. Sam w sobie nic takiego, ot mały sklepik na bocznej ulicy ale jaką ma wystawę! Jakbyś był w Muzeum Elektrotechniki. Zwykle na takich wystawach walają się rozrzucone, pokryte kurzem, spłowiałe od słońca pudełka po żarówkach lub jakieś elementy lamp i niejasnym przeznaczeniu. Nie tutaj. Właściciel wyłożył tutaj swoją kolekcję starych żarówek, przełączników i obsadek, jest też parę starych lamp oraz staromodna maszyna licząca. Widać, że w prowadzenie sklepu wkłada serce, a to, że funcjonuje on już od 1992 roku jest dowodem, że robi to dobrze.

Ó utca 15 Budapest

Ó utca 15 Budapest

Ó utca 15 Budapest

Gdy właściciel – widać go trochę na lewo od dużej żarówki – zobaczył, że fotografuję wystawę dumnie włączył żarówkę.

Ó utca 15 Budapest

Ó utca 15 Budapest

Ó utca 15 Budapest

Czterogwiazdkowa propaganda

W niewielu miejscach w Budapeszcie automatycznie zwracają się do ciebie po angielsku. Spotkało nas do w Domu Terroru w ostatni weekend. Do tego muzeum ofiar reżimów strzałokrzyżowców i komunistycznego trafiają bowiem obecnie przede wszyscy, a może niemal wyłącznie cudzoziemcy.

Kiedyś było inaczej. Po otwarciu muzeum w 2002 przez Viktora Orbána niedługo przed wyboramiprzychodziły tu tłumy, przede wszystkim Węgrów. Obok również nowootwartego teatru narodowego muzeum pełniło wówczas rolę narodowegp sanktuarium. Ileż się zmieniło.

logo Domu Terroru w Budapeszcie

logo Domu Terroru łączące symbol strzałokrzyżowców z komunistyczną gwiazdą

Przy okazji – dla tych co nie wiedzą – muzeum mieści się na ulicy Andrássy 60, gdzie w latch 1937-45 działała kwatera główna partii strzałokrzyżowców a potem, aż do 1956, znajdowała się siedziba tutejszej ubecji AVÓ, później przemianowanej na AVH. I strzałokrzyżowcy i avosze w piwnicach trzymali, torturowali i mordowali swoich więźniów. Miejsce jest więc symboliczne i jak najbardziej nadaje się na tego rodzaju instytucję.

Muzeum sprawia wielkie wrażenie dwiema rzeczami. Pierwsza to design wnętrza. Architektura przywodząca na myśl faszyzm włoski, czołg stojący na postumencie opływającym olejem, perfekcyjne wykorzystanie multimediów, winda ślimaczym tempem zwożąca do piwnicy z filmem o karze śmierci pokazanym podczas zjazdu, szary kolor budynku z zamalowanymi oknami – to zdecydowanie działa.

Druga natomiast to zakłamanie ekspozycji. Przy czym o ile przekaz wizualny dociera do wszystkich to przekłamania wystawy wymagają już pewnej wiedzy historycznej by je wychwycić. Ładnych parę rzeczy rzuciło i mi się w oczy mimo mojej raczej ograniczonej znajomości historii.

Najważniejszym grzechem muzeum jest wyrwanie prezentowanych wydarzeń z kontekstu i ograniczenie się do zbrodni strzałkrzyżowców i komunistów. Próba podania tła wydarzeń w pierwszej sali gdzie pokazane są wydarzenia w Europie w okresie drugiej wojny światowej w pstaci zmieniającej się mapy (wspomniany jest jednakże Trianon) śmierdzi manipulacją. Część Europy pod wpływami niemieckimi – nie ma rozróżnienia między sojusznikami Niemiec, państwami podbitymi przez Niemców i państwami rządzącymi przez marionetki – zaznaczona kolorem brunatnym z czasem opływa bladobłękitne Węgry niczym morze. Poza Szwajcarią Węgry są jedynym jasnym punktem na mapie Europy, rozumiemy, że państwa zachowało niezależność. Tylko czemu na przykład brunatna jest taka Rumunia, która do Paktu Trzech przyłączyła się później niż bladobłękitne Węgry? Jaka była róźnica między tymi krajami?

Nie bardzo też jest jasna sytuacja Węgier już pod okupacją niemiecką (od marca 1944 roku) ale jeszcze przed przejęciem władzy przez strzałokrzyżowców (październik). Już źle? Przecież nie rządził jeszcze Szálasi tylko „normalny” rząd. Holocaust jednak ruszył już w najlepsze.

Sam Holocaust, mimo, że wystawa ma ambicje oddać sprawiedliwość ofiarom obu reżimów, jest niemal nieobecny na wystawie, i to mimo tego, że jeśli chodzi o liczbę ofiar to zamordowani wówczas żydzi stanowili największą grupę. Może ma to związek z tym, że jeszcze dużo przed okupacją niemiecką na Węgrzech istniał instytucjonalny antysemityzm, który umożliwił nadzwyczaj sprawne przeprowadzenie wywózki żydów na śmierć. Dla porównania, wywózki na Syberię przedstawione są bogato.

Cytat ze Stalina „Węgrów nałeży ukarać przykładnie” umieszczony na ścianie sali o wywózkach szokuje bezinteresowną nienawiścią dyktatora do Węgier. O ile rzecz jasna nie wiemy, że zdanie to wypowiedział w 1943 roku po przyłączeniu się Węgier do napaści Niemiec na Związek Radziecki.

Podkreślanie, że zbrodnie umożliwiły okupacje, kolejno, niemiecka a potem radziecka to próba zrzucenia odpowiedzialności za nie na siły zewnętrzene. Żadnej refleksji nad węgierską skrajną prawicą, która w 1939 roku w wyborach dostała ona ponad 25% głosów, czy nad rodzimymi komunistami, którzy po pierwszej wojnie światowej zdołali przejąć władzę i sprawować ją przez parę miesięcy, co nie udało się nigdzie indziej poza Rosją. Czy naprawdę te reżimy wprowadzono zupełnie wbrew woli Węgrów?

To uproszczenie znów dochodzi do głosu gdy dochodzimy piwnic budynku, w których mieściło się więzienie. Wystawione są tam fotografie więźniów kiedyś tam trzymanych czy też zamordowanych. Wiadomo, że strzałokrzyżowcy więzili, między innymi, komunistów a ci później i strzałokrzyżowców. Czyli części ofiar nie można więc nazwać niewinnymi. W wielu wypadkach chodzi o ludzi godnych wielkiego szacunku ale w wielu innych trzeba podejmować trudne decyzje.

Kto był po prostu żołnierzem spełniającym swój obowiązek a kto zbrodniarzem wojennym? Kto był komunistą a kto „komunistą niezależnym od Moskwy” – pojawia się takie wyrażenie – czyli, jak to rozumiem, „dobrym” komunistą zasługującym na upamiętnieniem? Weźmy dwa przykłady, czy dowódca drugiej armii węgierskiej zniszczonej w bitwie dońskiej generał Gusztáv Jány, który po wojnie dostał wyrok śmierci, był zbrodniarzem czy ofiarą? A taki László Rajk, uczestnik wojny domowej w Hiszpanii, po wojnie minister spraw wewnętrznych a potem ofiara procesu pokazowego (wyrok śmierci również wykonany) to oprawca komunistyczny czy jednak ofiara systemu?

Nie chcę w żadnym wypadku powiedzieć, że Węgrzy są mieszanką faszystowsko-komunistyczną, która tylko czeka, że zabrać się za popełnianie zbrodni. Historia węgierska nie jest prosta, dużo w niej sprzeczności i dramatów, a ta wystawa ją upraszcza i spłyca.

A szkoda. Szkoda bo Węgrom bardzo przydałaby się krytyczna refleksja nad swoją przeszłością jeśli nie mają wciąż tkwić w niewoli poczucia krzywdy. Szkoda także dlatego, że uczciwa prezentacja historii należy się ofiarom tych strasznych reżimów.

Tripadvisor daje Domowi Terroru cztery gwiazdki (na pięć możliwych), czyli wielu ludziom głównie cudzoziemcom, się podoba. Wydaje mi się, że bardziej za design niż za aspekt merytoryczny ekspozycji.

kup pan beczkę …

… wina. I to tokajskiego. Niedługo – 27 kwietnia – odbędzie się aukcja win tokajskich. Wystawionych jest 22 rodzajów świetnych win, szczegóły w katalogu tu. Wina kupuje się w postaci beczki poza esencją, która oferowana jest w butlach dziesięciolitrowych. A całość materiałów na temat aukcji dostępna jest po polsku dzięki nieocenionemu Gabrielowi Kurczewskiemu z bloga Blisko Tokaju. Jakby ktoś kupił sobie beczkę to proszę o recenzję!

 

Fák off

Fák to po węgiersku drzewa. Będzie o nich, o Római part czyli wybrzeżu Rzymskim.

romai194

W sobotę wyskoczyłem rowerem na Római na demonstrację przeciwko planom budowy mobilnego wału przeciwpowodziowego. Wyjaśniam terminy: Római part to budański kawałek brzegu Dunaju na północy Budapesztu. Jest to ostatni nie uregulowany odcinek w mieście. Mieszczą się tam hangary z łódkami, piwiarnie, smażalnie ryb, kawiarnie. Ludzie przychodzą tam na spacery, piwo czy smażonego błękitka, tędy prowadzi popularna ścieżka rowerowa do Szentendre. Római to także szereg nie do końca legalnie zbudowanych domów – jest to w końcu teren zalewowy.

Mobilny wał przeciwpowodziowy to, na ile rozumiem, nie klasyczny wał z ziemi ale ściana przeciwpowodziowa z elementów betonowych, przerwy w której można uzupełnić wstawialnymi bramami metalowymi. Zbudowanie go łączyłoby się z koniecznością regulacji brzegu czyli nawiezienia sporej ilości ziemi i wycięcia drzew. Dunaj przestałby być widoczny. Szczegółowo skutki budowy wału omawia fachowy artykuł na Építész Fórum [HU].

Római ma dekadencki klimat późnego socjalizmu. I mimo tego miejsce cieszy się sporą popularnością. Wielu odczuwa wręczy emocjnalne przywiązanie do tego bardzo odmiennego od reszty miasta kawałka Budapesztu. Dlatego też na demonstracji, mimo, że Római leży daleko od śródmieścia pojawiło się zaskakująco dużo ludzi, tak na oko około tysiąca.

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

panorama demonstracji, klikając można powiększyć zdjęcie

Jak to bywa ostatnio, zwołano ją poprzez facebooka a zrobili to zupełnie zwykli ludzie. Przemawiali po kolei Miklós Tömör, który zainicjował kampanię w obronie Római, potem mieszkaniec jednego z okolicznych domów Ákos Hagelmejer, autor wspomnianego artykułu, który odbił się szerokim echem, Sándor Bárdoczi a w końcu aktywista organizacji ekologicznej Védegylet Gábor Kardos. W międzyczasie przygrywa trzyosobowy zespół grający muzykę ludową o nazwie Budafok.

romai17

Miklós Tömör

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Gábor Kardos

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Budafok

Co utkwiło mi w głowie z krótkich wystąpień mówców

  • Nie są przeciwko obronie przeciwpowodziowej. Kwestionując jednak lokalizaję wału, sposób podjęcia decyzji (podjęto ją szybko i bez konsultacji a analizę wpływu na otoczenie zamówiono po fakcie) i cenę.
  • Protest koncentruje się na ochronie unikalnego środowiska nadbrzeżnego, nazwa grupy na facebooku to drzewa na Római.
  • Római jest unikalny także z powodu swojego demokratycznego charakteru: to jedno z niewielu miejsc w mieście gdzie równie chętnie przychodzą elity i społeczne doły.
  • Védegylet zainicjował objęcie wybrzeża Római ochroną i włączenia go do pobliskiego parku narodowego.
  • Pod koniec lat 80-tych sprzeciw wobec planów budowy zapory w Bős-Nagymaros doprowadził do sporej społecznej mobilizacji pozwalając na krystalizację silnej organizacji opozycyjnej Duna Kör, obecne pomysły regulacji Római part mają mieć podobny efekt.

Demonstracja odbywa się spokojnie. Kończy się wspólnym wrzucaniem kamyków do wody i puszczaniem kaczek – podoba się to zwłaszcza dzieciom.

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Ciekawsze transparenty

romai12

Niech zostaną drzewa na Római

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Tyle ciężarówek ziemi wsypią do Dunaju

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Tamę? Głupocie!

romai192

Nie wycinać drzew!

Ciekawostką jest milcząca demonstracja poparcia planów budowy wału zorganizowana nieopodal przez „organizację społeczną” Római-partért Egyesület. Używam cudzysłowu bo organizacja ta jest kierowana przez właściciela pobliskiego hotelu a jak wynika z wideo w Indexie [HU] uczestniczący w niej młodzi ludzie w tym hotelu pracują. Oto ich transparenty:

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Wybrzeża wolnego od skażeń! Uporządkowanego terenu! Uporządkowanej zieleni!

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

To ten w masce z prawej – „aktywista społeczny”

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

„Na Római nie ma nielegalnych domów”

Ta demonstracja też odwoływała się do haseł ekologicznych. Wał jest potrzebny by chronić okolicę od zanieczyszczeń: w przypadku powodzi zawartość kanalizacji wylewa. Właściciel hotelu był dla efektu przebrany w strój ochrony chemicznej a na wystawionych tablicach wypisane były szczegółowe informacje na temat efektów różnego rodzaju zanieczyszczeń. Ponadto domagano się uporządkowania terenu a także … ścieżki rowerowej, (która od dawna tamtędy prowadzi).

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

ścieżki rowerowej i chodnika dla pieszych na Római!

***

Sam bardzo lubię Római. Ładnych parę razy przejeżdzałem tędy rowerem, wypożyczaliśmy łódki by powiosłować na pobliską wyspę Szentendrei, w swoim czasie wynajmowaliśmy tutaj kabinę za hangarem z łódkami, bywaliśmy tutaj by się czegoś napić czy też zjeść smażoną rybę. I chciałbym tu móc wiele razy powracać i pokazywać to miejsce innym.

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Rowery uczestników demonstracji

demonstracja 2 marca 2013 na Romai part

Psy na demonstracji – było ich zresztą tam więcej

nowy prezes banku narodowego

Nazywa się György Matolcsy, do piątku był dotąd ministrem gospodarki i od dawna nie jest traktowany jak poważny człowiek (co zważywszy na jego obecną pozycję jest dość przerażające). Dzięki swoim dość oryginalnym wypowiedziom (Węgry są przedmiotem zazdrości całej Europy, zaraz będziemy mieli wysoki wzrost gospodarczy czy też, że dzieci węgierskie przy urodzeniu mają kropkę na pupie) jest ulubionym tematem humoru internetowego. Miłośnicy memów niech zajrzą tu.

Poniżej małe wideo komentujące osiągnięcia wówczas jeszcze ministra gospodarki. Słowniczek: „Gyuri” – Jurek, zdrobnienie imienia György, „állj meg” – zatrzymaj się, „vigyázz” – uważaj, „bazd meg” – motyla noga.