cmentarna anonimowość

Przechadzając się niedawno listopadowo po cmentarzu kolejny raz zwróciłem uwagę na niektóre napisy nagrobne. W Polsce standardem jest imię-nazwisko, data urodzenia i śmierci. Niekiedy pojawia się tytuł („artysta malarz” lub „prof. dr.” tak na przykład) lub bardziej osobistego jak „ukochany ojciec”. To taki indywidualny pomnik dla zmarłego, często tyle się o nim pamięta.

Nie tutaj. Pierwsza różnica to wiek, niejednokrotnie zamiast dat urodzin i śmierci pojawia się tylko „żył lat XX”. Szkoda, bo traci się na tym możliwość utrwalenia pamięci czy wręcz zachowania momentu początku i końca życia danego człowieka.

Gorzej jest jak podobny zabieg uproszczenia stosowany jest do imienia i nazwiska. Bywa to przerażające, spotkać można napis w stylu „ukochana mama”: dana kobieta nie była autonomiczną osobą wartą upamiętnienia jako sama w sobie a tylko w odniesieniu do roli jaką odgrywała do stawiającego ten nagrobek.

cmentarzNy6

Mama, żyła 92 lata, Lajcsika, żył 8 lat

cmentarzNy3

Nasza mama
Pál Kruták, syn
Pál Kruták

Jest też opcja z podaniem nazwiska po mężu, co w przypadku Węgrów wygląda tak: nazwiskomęża, imięmężazkońcówką”né”, na przykład Kowalski Janné. Wiemy więc, że dana kobieta była mężatką, wiemy jak się nazywał jej mąż ale jak sama miała choćby na imię nie wiadomo.

cmentarzNy2

György Hudák i jego anonimowa żona, nie wiemy naet jak długo żyli, o datach urodzenia i śmierci nie mówiąc

cmentarzNy1

Wdowa po Jánosu Magyarze (özv. to skrót od ozvégy czyli wdowa, co jest tu tytułem używanym na wizytówkach na drzwiach czy, jak widać, i grobach)

Smutna nieco ta cmentarna anonimowość.

Węgierskie restauracje w Budapeszcie

Co przyjeżdza jakiś znajomy do Budapesztu to chce to restauracji węgierskiej. Zupełnie zrozumiałe, też chcę spróbowalnej kuchni jak gdzieś pojadę. Problemem jest tylko jak rozumieć węgierskość takiej restauracji: jako to co tradycyjnie jadają Węgrzy czy też to co faktycznie obecnie jedzą.

Tradycyjna kuchnia to temat znany i dobrze opracowany, ciekawsze jest to drugie podejście. Bo Węgrzy jadają różne rzeczy, dalece nie zawsze tradycyjne. Popularne są bardzo tureckie gyrosownie, chińskie barki, modnie jest zjeść burgera, sporo jest barów z humusem, niemało jugosłowiańskich miejsc z czewapami. Wielu ludzi nie jada w restauracjach ale zamawia w jednej z niezliczonych firm dostarczających obiad do podgrzania w pudełku. Tu i ówdzie są restauracyjki főtelékowe.

W śródmieściu restauracje węgierskie w sensie tradycyjnym są w mniejszości. Jak mam coś polecić to jestem w kłopocie bo wybór jest nader ograniczony. Spróbowałem zrobić sobie listę takich miejsc w peszteńskim śródmieściu ku pamięci i na wypadek gdyby znowu ktoś znajomy szukał tradycyjnych smaków węgierskich. Nie jest to żaden ranking tylko subiektywna, przypadkowo uszeregowana lista.

  • Frici Papa. Bardzo bezpretensjonalne, niedrogie miejsce, z zalatanymi, zmęczonymi kelnerami. Mimo, że pojawiają się tam turyści jest to autentyk, jadają tam w większości przeciętni Węgrzy.
  • Pesti disznó. Bardziej eleganckie i designerskie miejsce niż Frici Papa. Jak nazwa wskazuje (Peszteńska świnia) jadłospis to wariacje na temat wieprzowiny. Dużo Smażonych Rzeczy.
  • Főzelékfaló. Pisałem już o tym, kuchnia węgierska dla odważnych czyli mało znane a tradycyjne, kojarzące się Węgrom ze stołówką szkolną, nieco mdławe dania jarzynowe. Sieciówka, prowadzi bary w kilku miejscach.
  • Városház Snack. W tym maleńkim barku jadają wyłącznie lokalsi, miejsce jest do tego stopnia retro, że nie ma nawet swojej strony internetowej, dlatego podaję adres: Budapest, Városház u. 16, 1052. Danie barowe, niemal wszystko w panierce, rodzinna atmosfera. Sporo ludzi kupuje na wynos.
  • Tüköry. Miejsce istniejące od lat w środku piątej dzielnicy. Dawno nie byłem tam więc szczegółów nie podam ale wspomnienia mam miłe.
  • Bohém tanya. Kolejna oaza tradycji, tym razem w szóstej dzielnicy. Też sporo miłych wspomnień.
  • Fatál. Nie chodzi tu o nic fatalnego ale o drewnianą miskę. Bardzo turystyczne miejsce (ulicy Váci tuż-tuż), podejrzewam, że poza przyprowadzającymi tu swoich gości albo obsługą Węgra się tu nie uświadczy. Ogromne porcje kiedyś tu dawali (obecnie nie wiem bo dawno nie byłem tam), w swoim czasie w troje osób zjedliśmy kolajcę składającą się z jednej zupy, jednego drugiego dania i jednego deseru – i było dosyć.
  • Belvárosi disznótoros. O tym miejscu napiszę więcej. Nazwa to dosłownie Śródmiejska świeżonka w nawiązaniu do żywego tutaj zwyczaju świniobicia. Całość to wariacja na temat sklepu mięsnego gdzie można – do dziś w paru miejscach jest tak – kupić pieczoną kiełbasę, kaszankę czy karkówkę z pajdą świeżego chleba, chlapniętą musztardą oraz ogórkiem czy papryką z octu (pycha). Tutaj ten model twórczo rozwinięto i poza wspomnianymi smakołykami podaje się również świeżo smażone różne rodzaje mięsa a nawet ryby, oraz codziennie zmieniane dania sezonowe jak leczo, kapusta z mięsem, itd. To prawdziwy węgierski fast food, dwa miejsca gdzie Belvárosi disznótoros ma restauracje (ulice Károlyi i Király) są zawsze pełne klientów-Węgrów. Takie połączenie tradycji i nowoczesności, polecam!

bezpretensjonalne logo ze świnką

 

węgierski McDonald’s

 

wybór kiełbas pieczonych

do kupienia też wędliny na wynos

marynowane mięsa gotowe do smażenia

smażone i pieczone przysmaki – klasyki sklepów mięsnych

w takim miejscu nie może się obyć bez Krzepkiego Stefka

napoje

pyszne marynaty

Jakby ktoś miał dla mnie inne sugestie co do takich restauracji to niech śmiało poda swoich restauracyjnych ulubieńców w komentarzach!