Radio Polonia Węgierska 23/ musical o Józefie Bemie

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o musicalu, którego nie widziałem, ale który chciałbym obejrzeć. Mowa jest o musicalu pt. Bem! Musical o patriotach i renegatach.

Pełen program podcastu:

1.  Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – przyg. Robert Rajczyk – 05:50
3. Przegląd polskich tygodników – przyg. Robert Rajczyk – 11:32
4. Jeż Węgierski w eterze – przyg. Jerzy Celichowski – 22:23
5. Rozmowa z J.. Urbańską i M.Takács z Instytutu Polskiego – 30:32
6. Urywki historii – 01:05:18
7. Pożegnanie – 01:10.06

Józej Bem, Bem Apó – Ojczulek Bem, wielki bohater narodowy Polaków i Węgrów – a także bohater niezliczonych mniej lub bardziej schematycznych obchodów, składania kwiatów, akademii, itd. Postać pomnikowa czyli jednoznacznie określona i rozumiana, niebudząca już specjalnych emocji.

I tu, w ramach obchodów setnej rocznicy niepodległości Polski („Sto wskrzeszeń na 100-lecie Polski”), pojawia się spektakl pt. Bem! Musical o patriotach i renegatach. Stworzyły go kabaret Pożar w Burdelu, Teatr Syrena w Warszawie oraz Teatr im. Żeromskiego w Kielcach, reżyserem jest Michał Walczak a scenarzystą Maciej Łubieński.

Nie widziałem – bo nie miałem jak – ale chętnie bym zobaczył. Pożar w Burdelu to najciekawszy chyba obecnie kabaret literacko-polityczny. Już samo to, że na warsztat wzięli sobie najbardziej znanego Polaka w historii Węgier, tworząc przy tym swój pierwszy musical, jest warte zainteresowania.

Z artykułów prasowych dowiaduję się co jest treścią spektaklu. Tak piszą o nim Kulturalne Media: Generał Bem, który umarł jako muzułmanin (przeszedł dobrowolnie na islam po to, aby w armii tureckiej walczyć z Rosją) zażywa zasłużonego szczęścia w islamskim raju. Niestety jego dusza opuszcza raj, gdy polska ekspedycja rządowa przeprowadza ekshumację w Aleppo i ściąga jego szczątki do Polski. Okazuje się jednak, że nastąpiła pomyłka i nie są to szczątki Bema, a Araba Aziza.” I dalej Wymogiem musicalu jest opowiadanie o miłości. Bem nie miał żony, ani kochanki, więc w spektaklu jego wybranką serca jest Polska.

Przedstawienie pełne jest nawiązań do historii Polski, współczesności, odniesień do innych utworów literackich. Pojawiają się kwestie między innymi pozycji Polski na arenie międzynarodowej, planów zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, problemu uchodźców.

Wiele recenzji chwali muzykę Wiktora Stokowskiego i poszczególnych aktorów. Niektóre krytykują zbytnio kabaretowy styl, który nie jest najlepszą alternatywą dla „wyśmiewanego nadęcia, wielkich słów i grzebania się w prochach przeszłości.” Znalazłem też słowa oburzenia nad „niesmaczymi żartami kojarzącymi się z katastrofą smoleńską.”

Musical nie jest kolejną nużąca akademią na cześć Bema ale przykładem jak żywy może być odbiór tej niecodziennej postaci. Ciekaw jestem tego spektaklu, ciekawych jest jego zapewne sporo tutejszych Polaków a na pewno i wielu Węgrów. Świetnie byłoby ten musical tutaj ściągnąć – albo przynajmniej zaaranżować jego pokaz przez internet.

Radio Polonia Węgierska 22/ jugosłowiański film z hollywoodzkim rozmachem i wysadzaniem prawdziwego mostu

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o jugosłowiańskim filmie, który zrobiono z hollywoodzkim rozmachem i, tak, w czasie jego kręcenia wysadzono prawdziwy most.

Od jakiegoś czasu krążą pomysły by przy zaangażowaniu Hollywoodu oraz światowych gwiazd stworzyć film sławiący polskich bohaterów. Zwolennicy pomysłu uważają, że w ten sposób uda się dotrzeć do światowej publiczności z przekazem na temat chwalebnej polskiej historii.

Warto pamiętać, że coś takiego, choć nie w odniesieniu do Polski, już miało miejsce. Chodzi tu o jugoslowiański film z 1969 roku pt. Bitwa nad Neretwą. Opowiada on historię próby zniszczenia przez siły niemiecko-włoskie ze wsparciem kontyngentu czetników silnego ugrupowania partyzanckiego w Bośni. Te pierwsze liczyły ponad sto tysięcy ludzi oraz dysponowały lotnictwem, partyzantów Tito było trzy razy mniej. Operacja, która miała miejsce w początkach 1943 pomimo dużych strat partyzanckich zakończyła się ich sukcesem: po jej zakończeniu kontrolowali takie samo terytorium jak poprzednio.

Tę jedną z największych konfrontacji militarnych, które miały miejsce na terenie Jugosławii postanowiono uwiecznić filmem. Środków nie żałowano: film kosztował pomiędzy 4.5 a 12 milionów dolarów, co było wówczas ogromną kwotą. Zrzucały się na niego państwowe firmy, wojsko udostępniło dziesięć tysięcy żołnierzy oraz czołgi, które zostały zniszczone dla celów filmu. Zatrudniono gwiazdy światowego formatu: zagrali w nim Sergei Bondarchuk, Yul Brynner, Franco Nero, Orson Welles i inni. Plakat dla filmu, bezpłatnie, zrobił Pablo Picasso.

Co ciekawe, zwłaszcza w kontekście niedawnych informacji o planach wysadzenia w powietrze mostu dla filmu z Tomem Cruisem, wysadzono kluczowy dla historii most na Neretwie. I to nie raz ale dwa razy: powstałe przy eksplozji dymy przesłoniły obraz i nagranie nie nadawało się do użytku. Po odbudowie mostu powtórnej eksplozji z samego tego powodu nie udało się dobrze sfilmować. W końcu scenę nakręcono w studio filmowym w Pradze.

Filmy o partyzantach to główny wkład jugosłowiańskiego kina do europejskiej kinematografii a ten to szczytowy przedstawiciel gatunku. Bitwa nad Neretwą dostała nominację na Oscara dla najlepszego zagranicznego filmu w 1970 roku. Film miał podobno 350 milionów widzów w 80 krajach.

Oglądany obecnie razi jednak patosem i schematyzmem. Nasi są dobrzy, ba, nieskazitelni, wrogowie są źli. Tekst na końcu filmu objaśnia: „Odwet był straszny. Powieszono co dziewiątego Jugosłowianina. Ale w wyniku wojny narodził się nowy naród.” Przekaz jest jasny, nawet bardzo, pytanie tylko na ile jest w stanie dotrzeć do publiczności dziś.

Radio Polonia Węgierska 21/ węgierska piosenka w języku polskim

W najnowszym odcinku audycji mówię o piosence, którą węgierski zespół rockowy stworzył w języku polskim a którą węgierska publiczność w pełni rozumiała.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie
2. Serwis informacyjny – aut. Robert Rajczyk
3. Autorski Przegląd polskich tygodników – aut. Robert Rajczyk
4. Jeż Węgierski w eterze – felieton radiowy Jerzego Celichowskiego
5. Książka na Głos
6. Urywki historii
7. Wykład Izabeli Gass
8. Pożegnanie

Polski nie jest językiem, w którym nie-Polacy by się komunikowali, by w tym języku powstawały utwory literackie czy muzyczne jak to jest z angielskim czy francuskim czy paroma innymi językami.

Dlatego tak ciekawa jest piosenka z lat 80-tych węgierskiego zespołu Kontroll Csoport pt. Polak-Wenger. Nie dość, że ma polski tekst a przy tym jest węgierskiego autorstwa, to w dodatku była wykonywana dla węgierskiej publiczności, która ją przy tym rozumiała. Co więcej, była to, a mowa jest o szczytowym okresie kadaryzmu, piosenka opozycyjna wyrażająca poparcie dla Solidarności. Kto wie jak wyglądały te lata na Węgrzech doceni odwagę grupy.

Kontroll Csoport to jeden z najważniejszych zespołów alternatywnej sceny na Węgrzech w tym okresie. Grupa należała do kategorii “tolerowane” (w kulturze były wówczas trzy takie kategorie: popierane, tolerowane, zakazane, co się po węgiersku ładnie aliteruje támogatott, tűrt, tiltott) jej pierwsza płyta ukazała się dopiero w latach 90-tych. W ówczesnej kulturze zdecydowanie należała do nurtu opozycyjnego.

Tekst piosenki napisała Ági Bárdos Deák, wokalistka zespołu. Ági, jak wielu Węgrów wówczas, była zakochana w Polsce – i jak w przypadku wielu Węgrów wówczas ta forma uczucia spersonifikowała się w postaci polskiego ukochanego. Do Polski jeździli chętnie i dużo, podróżowali autostopem, nie mogli się nasycić polską atmosferą. Ági jako aktorkę teatru alternatywnego interesowała polski teatr eksperymentalny, jeździła do Wrocławia na spektakle Grotowskiego. Fascynowali się Szajną, jazzem. Przy okazji łapali język, przede wszystkim powtarzane przez wielu powiedzonko Polak-Węgier.

Zespół Kontroll założyli w 1980, pierwszy koncert miał w sylwestra tego roku w prywatnym domu. Tam po raz pierwszy też zaśpiewali piosenkę Polak-Wenger, jeden spośród pięciu utworów wówczas wykonanych.

Występować mogli tylko w domach kultury, bywało, że gdy o koncercie dowiedział się ktoś z miejscowego komitetu to go zakazywano. Dlatego niekiedy występowali pod pseudonimem Ági és a fiúk czyli Ági i chłopaki, który mniej rzucał się w oczy. Zespół jakoś tolerowano ale na ich występy przychodziła milicja niejednokrotnie bijąc uczestników. Na takich koncertach wykonywali, ku wielkiemu aplauzowi publiczności, także piosenkę pt. Polak-Wenger.

W zeszłym roku członkowie zespołu otrzymali w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku Medal Wdzięczności. Cieszę się z tego ich uhonorowania.

A oto i sama piosenka.