każdy rodzi się pieszym

To tytuł kampanii organizowanej przez masę partnerów, w tym i rząd. Kampania jest ale jej nie ma: strona internetowa nie działa, na stronie na facebooku nic się nie dzieje, zdobyć jakichkolwiek informacji na jej temat nie jak ale, ale hasło jest niezłe i logo też mi się podoba więc zamieszczam.

Mindenki gyalagosnak születik

Hasło na plakacie: zwolnij gdy dojeżdzasz do zebry

popularny Pink Freud

Kolega Rysiek prysłał mi linka z informacją, że grupa Pink Freud na ostatnim Szigecie znalazła się na drugim miejscu rankingu top 10 koncertów festiwalu. Ranking został zestawiony przez portal muzikalevibe.nl. Serce rośnie, a przy okazjiciekawe bo pewnie z czasem to Pink Freud, dla niektórych przynajmniej ludzi, będzie tym z czym im się będzie Polska kojarzyła. 

Dla uczczenia tego poniżej wrzucam kawałek PF Mademoisselle Madera.

Krzepki Stefek ma kolegę

Dla wszystkich miłośników Krzepkiego Stefka (Erős Pista) mam dobrą wiadomość: poza koleżanką Słodką Anią (Édes Anna) ma on teraz kolegę, Stefka Kołowatego (Karikás Pista). Dla niewtajemniczonych: chodzi i słoiczki z ostrą (Pista) lub łagodną (Anna) masą papryczkową, do których właśnie dołączył nowy produkt czyli krojone papryczki w zalewie.

Erős és Karikás Pista

W dodatku dowiedziałem się, że Karikás Pista istnieje nie tylko w zielonej, jak na powyższym zdjęciu ale i czerwonej wersji, czyli radość tym większa.

Szczęście mąci jednak parę faktów. Ci co kupują surową zieloną ostrą paprykę wiedzą, że to loteria bo w zasadzie nie da rady na podstawie jej wyglądu ocenić jej potencjalnie dość zróżnicowanej ostrości. W wypadku Karikás Pisty mamy do czynienia z rozczarująco łagodnym końcem skali i to mimo sporego podobieństwa wizualnego do słoiczka ponętnych papryczek Jalapeno. Gdzie się podziała „gigantyczna siła w małym słoiczku” („kis üvegben gigantikus erő”), którym to hasłem kiedyś reklamowano Erős Pistę?

Osobiście zdaje mi się też, że to szkoda, że dla produktu nie wymyślono innego niż Pista imienia. Różnica jest spora, lepiej by to był jakiś Bandi, Jancsi czy też Tomi.

No i pstatni problem: poza jednym sklepem gdzie Chłopak wypatrzył nowego Pistę jak dotąd gdzie indziej produktu nie widziałem i to mimo tego, że nie jest to nowość z ostatniego tygodnia. Ale i tak wszystkim miłośnikom ostrego jedzenia i węgierskich papryczek polecam tę nowość.

węgierskie UFO

Moja przygoda wakacyjna wyglądała tak. Stałem w kolejce do kasy we wioskowym sklepie Coop (ta sieć dominuje w handlu detalicznym na prowinicji) kiedy oko moje przykuła półka z książkami, wszystkie po 399 forintów. Wśród nich uwagę na siebie zwracała spora formatem książka Árpáda W. Tóthy pt. Eljövetel (Przybycie). Tótę lubię (był na blogu tu i tu) więc bez zastanawiania się wykupiłem wszystkie dwa egzemplarze. Pani kasjerka przyglądała się nieco zaskoczona.

Eljövetel, Tóta W. Árpád

Przybycie całkowicie spełniło pokładane w niej nadzieje. Jest wyborem fikcyjnych, z jednym wyjątkiem napisanych przez samego Tótę, wycinków prasowych dotyczących lądowania na terenie Węgier UFO. Sprawa, od razu uprzedzam, też zmyślona, więc ufolodzy mogą tu przestać czytać tę notkę. Specjalnego smaczku dodaje moment lądowania UFO: jesteśmy w środku kampanii wyborczej 2006 roku słynnej z tego, że przyniosła zwycięstwo rządzącemu Gyurcsányowi, który po wyborach przyznał się do kłamstw w kampanii, wziął się za zaciskanie pasa i szybko doczekał się widowiskowych zamieszek ale nie uprzedzajmy faktów.

Skrótowo historia: w Hortobágy rozbija się, jak to początkowo informuje rząd, samolot. Amerykański – wojskowy – cywilny – przenoszący broń atomową – eksperymentalny – wszystkie te warianty pojawiają się w kolejnych komunikatach i doniesieniach prasowych aż w końcu okazuje się, że to UFO.

Zabrać je chcą Amerykanie, oddać chce Gyurcsány, protestuje przeciwko temu Orbán („To nasze UFO, węgierska Arka Przymierza”), publicyści komentują – Tóta nawet napisał charakterystyczny dla siebie antyklerykalny tekst związany z UFO a kościoły łamią sobie głowy co zrobić z problemem UFO („Czy obcy są chrześcijanymi?”. UFO otacza wojsko a wojsko otacza „żywy łańcuch” zwolenników Orbána. Węgierscy komuniści piszą list do „pozaziemskich gości” zaczynający się od słów „Drodzy towarzysze UFO”.

Amerykanie zaczynają grozić i twierdząc, że Węgrzy są matecznikiem terroryzmu zaczynają szykować inwazję. W międzyczasie Rosja i Ukraina organizują wspólne manewry na granicy węgierskiej. Gdy amerykańskie bombowce są już w powietrzu, Gyurcsány płacze w telewizji i ucieka z kraju a bookmakerzy przyjmują zakłady ile minut minie od upadku pierwszych bomb do kapitulacji wojska węgierskiego cała historia kończy się nieoczekiwanie – jak, nie zdradzę by nie odbierać przyjemności czytania dla tych, którzy się za książkę wezmą.

Perfekcyjnie dobrana czcionka i sposób łamania a także znakomita imitacja stylu poszczególnych organów prasowych daje złudzenie autentyczności. Tóta stworzył wycinki z czterech głównych dzienników, paru tabloidów a także tygodników oraz niszowych czasopism. Orócz tygodnika Magyar Fasiszta, który do złudzenia przypomina czasopismo Magyar Demokrata wszystkie tytuły naprawdę istnieją.

eljovetel3

Poza głównym tekstem nawiązującym do UFO warto czytać znajdujące się na obrzeżach, często obecne tylko we fragmentach, inne artykuły, np. Mały Orbán okradał już kasę klasową (Népszabadság) czy Dość hałasu! Profesorowie zaprowadzają porządek w muzyce Tuctuc (Magyar Nemzet). Nawet reklamy („Ręczny miernik UFO – Prawdziwe bo widziane w telewizji”), reklamy wyborcze czy skrótowe przeglądy prasy (Magyar Nemzet: „Volkischer Beobachter – Przetrwanie Europy zależy od przezwyciężenia zagrożenia żydowskiego, pisze niemiecki prawicowy dziennik o długiej historii”) warto są przeczytania.

eljovetel2

Tóta pisze przesadnie, zazwyczaj śmiesznie choć niekiedy nieco niesmacznie alei to pewnie ujdzie w ramach pastiszu. Przedrzeźnia tendencyjność prasy, stronnicze dziennikarstwo. Ciekawy efekt daje zestawienie gazet, z których większość ludzi zapewne czytuje tylko te odpowiadające swoim politycznym przekonaniom. Relacje z tych samych wydarzeń (niezapomniane reportaże z „żywego łańcucha” z 168 óra oraz Magyar Fasiszta!) publikowane w gazetach po obu stronach politycznej barykady czytane jedna po drugiej są z jednej strony humorystyczne, z drugiej pouczające nachalnością swych manipulacji.

Przybycie nie jest rzecz jasną książką o UFO ale o węgierskich mediach, węgierskiej polityce a także węgierskiej mentalności, tym lokalnym piekiełku, w którym żyjemy. A także o poczuciu humoru Tóty, które tak lubię.