ekstraklasa.hu

Dowiedziałem się właśnie, że polska piłka nożna ma na Węgrzech swój własny serwis informacyjny właśnie pod tytułem ekstraklasa.hu. Strona wystartowała 18 stycznia tego roku (przedtem przez pół roku funkcjonowała na facebooku) a robi ją Miklós Mitrovits, znający Język polski historyk, który doktoryzował się z Solidarności, a przy tym kibic Legii, wraz z Zoltánem Puskásem, Balázsem Szabó oraz Józsefem Szlezákiem.

Jest tam wszystko co węgierskojęzyczny miłośnik polskiego futballu mógły sobie wymarzyć: relacje z meczy, tabele, szczegółowe informacje na temat Węgrów grających w polskich klubach, teksty na temat historycznych meczy, itp.

Ekstraklasa.hu wydała też interesującą broszurę pt. Magyar-lengyel focitőrtenélem. Magyarok a lengyel labdarugásban (Węgiersko-polska piłkarska historia. Węgrzy w polskim piłce nożnej). To ponaddwudziesto stronicowe, bardzo estetycznie wydane opracowanie omawia całą historię polsko-węgierskich kontaktów piłkarkich. I tak dowiedziałem się z niego że

  • Pierwszy swój międzynarodowy mecz reprezentacja Polski rozegrała z Węgrami w 1921 roku
  • Także ostatni mecz przed wojną (27 sierpnia) rozegrano, w Warszawie, z Węgrami
  • W 1958 roku, dwa dni po egzekucji Imre Nagya, w trakcie meczu Ruchu Chorzów-Honvéd miejsce miała minuta ciszy dla uczczenia zamordowanego węgierskiego przywódcy.
  • W polskich klubach pracowało szereg węgierskich trenerów, najsłynniejszy z nich, János Steiner, poprowadził do mistrzostwa trzy kluby: Legię, Górnika oraz Ruch.
  • Polska i Węgry rozegrały 32 meczów, z czego Węgry wygrały 20, Polska 8 a w czterech przypadkach był remis.
  • Polska reprezentacja wygrała z Węgrami finał olimpiady w Monachium w 1972 wynikiem 2:1
  • Obecnie w polskich klubach gra siedmiu węgierskich zawodników – w żadnej innej zagranicznej lidze nie ma ich tylu.

Magyar-lengyel focitőrtenélem, polskiej wersji niestety nie ma ale i tak szacunek dla autorów!

***

Na niedawnym spotkaniu promocyjnym książki pt. Bratanki? w Instytucie Polskim, w której zresztą się pojawiam (przedstawia ona szereg osób działających na styku kultur polskiej i węgierskiej), mowa była o tym czym potrafiła kiedyś zafascynować Polska młodych Węgrów. W zależności od pokolenia był to autostop, jazz, kultura współczesna, a zwłaszcza teatr, muzyka rockowa a także serdeczność wobec Węgrów i ogólne doceniane przywiązanie do wolności. Młodzi Węgrzy pielgrzymowali do Polski, uczyli się polskiego, zachłystywali polskością. Polska była w pewnej mierze substytutem niedostępnego wówczas zachodu.

Obecnie ta wyjątkowość Polski i zainteresowanie nią wyparowały. Jak jeździmy samochodem do Poznania to mimo, że przejeżdzamy przez pół kraju zwykłe nie widzimy ani jednego węgierskiego auta. Więcej Polaków, zdaje się odwiedza Węgry: w Budapeszcie widać polskie autokary, po okolicach Tokaju jeżdzą auta miłośników wina, w kąpielach termalnych słychać zawsze język polski, ale jest to zainteresowanie raczej czysto turystyczne.

Czy pozostało dziś coś co nadal fascynuje Węgrów w Polsce, coś, przez co chcieliby poznać ten kraj, nauczyć się polskiego? Miklós uważa, że tym czymś jest właśnie piłka nożna. Zainteresowało mnie to bo przedtem tak nie myślałem, że mimo, że zajmowałem się trochę kibicowskim aspektem przyjaźni polsko-węgierskiej.

Czy zgadzacie się z tym? Czy jest coś poza piłką nożną czym Polska może dziś przyciągać Węgrów? Piszcie w komentarzach proszę.

Największy sukces rakosizmu

Co to jest: produkt komunizmu w jego najgorszym, rakosistowskim wydaniu, przedmiot niewysychającej dumy Węgrów, upamiętniony w filmie zrobionym już w wolnych Węgrzech a niedawno na największym muralu w Budapeszcie? Tak, chodzi o najsłynniejszy mecz piłkarskiej złotej jedenastki kiedy to Węgry rozbiły Anglię na Wembley 6:3 25 listopada sześćdziesiąt lat temu.

graffiti VII dzielnica Budapeszt

graffiti na ulicy Rumbach Sebestyén w siódmej dzielnicy, dzieło grupy Neopaint

Ach, co to był za mecz! Do tej pory Anglia na swoim terenie przegrała jedynie RAZ grając przeciw Irlandii w Liverpool w 1949 roku. A tu nie dość, że przegrała to w dodatku na Wembley i to jak wysoko. Że nie był to przypadek świadczy rezultat rewanżu w Budapeszcie, kiedy złota jedenastka zmiażdzyła rywali 7:1.

Węgierska drużyna była wówczas na topie. Jej sukcesy były w dużej mierze zasługą żarliwego Gusztáva Sebesa, komunisty i przyjaciela Mátyása Rákosiego. Wymyślił on, że reprezentacja narodowa powinna cały czas grać ze sobą i najlepszych w kraju piłkarzy przeniósł do i trenował ją w ramach nowostworzonego klubu wojskowego Honvéd, który dobrał sobie bez żadnych ograniczeń najlepszych graczy z innych klubów. Tam mieli wszystko co potrzeba, władze im niczego nie odmawiały. Jak pisze Rafał Stec w artykule w Wyborczej (niestety za firewallem)

Węgierską ”złotą jedenastkę” – pod tą nazwą przeszła do historii – wyprodukował socjalizm, i to socjalizm w najmroczniejszym stalinowskim wydaniu. Piłkarze należeli do kasty uprzywilejowanych, wypuszczanych za granicę i obsypywanych podarkami, ponieważ ich triumfy były bezcenne dla rządowej propagandy. Dowodziły wyższości ustroju, a zarazem łechtały narodową dumę zwykłych ludzi, deptaną przez sowiecką dyktaturę.

Triumfy piłkarzy były sukcesem komunistycznej władzy. Popularność zespołu i w kraju i zagranicą przewyższała cokolwiek znamy obecnie. Ich przyjazd gdziekolwiek przyciągał tłumy na dworce, podejmowano ich jak najprawdziwsze gwiazdy. Na mecz z Anglią chciało wejść milion widzów, biletów niestety było zaledwie sto tysięcy.

Do dziś można spotkać ludzi, którzy z pamięci recytują cały skład legendarnej drużyny. We wspomnianym filmie (niezaskakujący tytuł „6:3”) główny bohater zna przebieg meczu na pamięć, z pewnością było takich ludzi sporo. Kult drużyny jest jedną z niewielu rzeczy łączących Węgrów niezależnie od poglądów politycznych. I dziś często jedyną rzeczą jaka przychodzi cudzoziemcom do głowy w związku z Węgrami jest nazwisko Puskása, jednego z czołowych napastników drużyny (wideo z jego królewskiego w charakterze pogrzebu tu).

To taki paradoks z historii Węgier, że za jednym z największych triumfów narodowych stoją nienawidzeni przez nacjonalistów komuniści a sam triumf miał miejsce w czarnym okresie rządów „najlepszego ucznia Stalina”.

Post opublikowany również na stronie Blogerzy ze świata.

potrzebni polscy piłkarze

Schronisko dla bezdomnych Menedék organizuje charytatywny konkurs piłkarski 26 maja. Na razie nie ma polskiej drużyny, jakby ktoś miał ochotę ją skompletować niech się zgłosi u organizatorów. No i wtedy powodzenia w turnieju!

plakat konkursy piłkarskiego na rzecz schroniska dla bezdomnych Menedek

PS Dzięki Kasi S. za e-maila w tej sprawie!

Piłka nożna jednego dotknięcia

Co się dzieje kiedy gra się w piłkę nożną w parę (4-6) osób? Ano, człowiek szybko się śmiertelnie męczy. Bo trzeba ciągle biegać i nie ma ani chwili przerwy. Chyba, że się gra w wersję jednego dotknięcia (węg. egyerintős játék), która jest mniej męcząca za to bardziej techniczna.

Rzecz polega na tym, że każda drużyna ma tyle dotknięć piłki ile ma zawodników, jeśli dwóch to dwa, jeśli trzech to trzy (z większą ilością zawodników tak się nie gra). Kiedy drużyna wykorzysta swoją ilość dotknięć traci prawo do dotykania piłki aż przeciwnicy nie dotkną jej choć raz.

Jak łatwo zrozumieć, mniej tu jest biegania i wogóle nie ma kiwania się jak w zwyczajnej grze. Zamiast tego trzeba kombinować jak najskuteczniej doprowadzić piłkę pod bramkę i dobrze strzelić w ramach tego ograniczenia w liczbie dotknięć czyli, poza bramkarzem, kopnięć. Dobrze się gra w nią na sali gimnastycznej, gdzie piłki raczej nie da się wykopnąć poza boisko bo wraca odbita od ściany.

Z taką grą spotkałem się dopiero tutaj. Czy jest znana również w Polsce?

Monarchia górą!

Olimpiada już dawno minęła i bardziej niż finałem biegów narciarskich kobiet na 30 kilometrów interesujemy się formułą 1 i Kubicą ale Chłopak uważa, że powinienem napisać coś o świetnych rezultatach Monarchii w Vancouverze – więc piszę.

Serwis sportowy indexu przed olimpiadą jeszcze wpadł na pomysł by oprócz dość beznadziejnego w sobie śledzenia wyników węgierskich sportowców zająć się także wyobrażoną reprezentacją Monarchii Austriacko-Węgierskiej, w skrócie Monarchią.

Pomysł świetny bo okazało się, że mamy najliczniejszą reprezentację ze wszystkich: 324 sportowców! Wśród nich 19 Chorwatów, 15 Węgrów, po dziesięciu Włochów z Trydentu oraz Seklerów, 9 Polaków urodzonych na terenach Monarchii, 6 Bośniaków, nie mówiąc już rzecz jasna o Austriakach, Czechach, Słowakach itd.

Koniec olimpiady przyniósł triumf: w kwalifikacji medalowej okazaliśmy się nie do pobicia!

Trzydzieści osiem medali w tym osiem złotych, lepiej niż USA, inni niech nam zazdroszczą!

Zabawa urocza, tym bardziej, że relacje zmagań sportowych Monarchii podawane były z typowymi dla Indexu humorem i ironią. Weźmy tytuł relacji z finału biegów narciarskich kobiet na 30 kilometrów: Robotlányt győzött le a mi polák Jusztinánk czyli Nasza polska Jusztin zwyciężyła dziewczynę-robota. Humor tym ważniejszy, że Węgrzy samodzielnie żadnych medali nie zdobyli.

Miło przypomnieć sobie, że oprócz Węgrów zgryźliwych, Węgrów smutnych i poważnych są też Węgrzy weseli i skłonni do autoironii. I miło spojrzeć na mapę Monarchii – na niej wielkie Węgry – i zamiast myślenia o Trianonie czy Jobbiku po prostu uśmiechnąć się. Bo Monarchia jest najlepsza na świecie!

gombfoci

Kolega Śliwki spytał mnie czy znam jakiejś federacji gry gombfoci w Polsce bo organizuje turniej i chciałby zaprosić Polaków. Gombfoci? Co to takiego? I jak się to po polsku nazywa? Jak mogę kogokolwiek znaleźć nie wiedząc tych rzeczy?

Co to takiego udało mi się ustalić z pomocą internetu. Chodzi o grę stołową graną guzikami, którymi strzela się przy pomocy linijki. Oto stosowne dwa zdjęcia i wideo.

Co ciekawe, wikipedia wspomina, że gra ma podobno korzenie w Europie Wschodniej i gdzieś w internecie mignęło mi, że podobno wymyślili ją Węgrzy. Niestety, nigdzie nic pewnego.

Pomóżcie więc może:

  • jak się nazywa ta gra po polsku?
  • czy w Polsce jest znana?
  • czy są jakieś kluby kultywujące nią, federacje, stowarzyszenia?
  • skąd się wzięła? kto ją wymyślił? jaka jest jej historia?

Dzięki!

wino a football

Czy wino i piłka nożna mają coś wspólnego ze sobą? Okazuje się, że mogą. W sklepie winnym In vino veritas na ulicy Dohány 58-62 natknąłem się niedawno na przedziwny zestaw win pod nazwą Aranycsapat czyli Złota jedenastka. Chodzi rzecz jasna o legendarny skład węgierskiej reprezentacji narodowej z lat 50tych. Całość wygląda tak:

Wino produkuje winiarz z okolic Egeru Ferenc Csutorás. Jak zapewnia na swojej stronie internetowej jego dziadek, też winiarz, prowadził wspólnie z kapitanem złotej jedenastki Puskásem prywatną winiarnię w Egerze tak więc zestaw nie jest uzurpacją.

Opis poszczególnych elementów kolekcji można przeczytać (po węgiersku) tu. W charakterystyce poszczególnych win powtarza się sformułowanie "wino takie i siakie jak gra nazwisko piłkarza, na cześć którego nazwano wino". Nic takiego co warto byłoby tłumaczyć.

A jakie samo wino jest nie wiem. Zestaw czterech butelek w ozdobnym pudełku kosztuje w sklepie 16 488 forintów, czyli sporo. Dla mnie za dużo by zakupić dla eksperymentu. Nie jestem aż takim fanem Puskása i jego kolegów:)

węgierski Małyszo-Kubica nazywa się Overdose

I jest koniem. Tak, naprawdę, wielkim ostatnio bohaterem sportowo-narodowym został fenomenalny koń wyścigowy o tej właśnie nazwie. Ściąga tłumy na gonitwy, cieszy się nadzwyczajnym zainteresowaniem miejscowej prasy, która zajmuje się najdrobniejszymi detalami z nim związanymi włączywszy w to artykuły na temat nowych podków, które właśnie dostał czy też akurat spadku podkowy podczas wyścigu. Koń doczekał się nawet artykułu na swój temat w New York Timesie. Politycy próbują się pogrzać przy słoneczku jego sławy: tekst na temat wizyty Viktora Orbána u konia index zatytułował "Overdose przyjął Viktora Orbána". Niepokonany na wyścigach Overdose uosabia to czego Węgrzy obecnie szczególnie łakną: sukces.

Koń jest takim Węgrem jak ja. Pochodzi z Anglii, gdzie nabył go poniekąd przypadkowo węgierski przedsiębiorca ze Słowacji Zoltán Mikóczy na licytacji. Podniósł rękę przekonany, że za tak niską cenę (stała wówczas na poziomie 3000 euro) nikt go nie kupi ale, że nikt jej nie podbił nagle stał się właścicielem konia. Mimo swojego kosmopolitycznego charakteru Overdose występuje w barwach węgierskich bo w myśl przepisów ma do tego prawo gdyż trenuje na Węgrzech.

Overdose wygrywa wyścigi jeden po drugim. Do legendy przeszedł paryski Prix de L’Arc de Triomphe, który odbył się 5 października zeszłego roku. Overdose wygrał w rekordowym czasie ale okazało się, że nie otwarła się bramka jednego z koni i dlatego wyścig unieważniono. Na powtórny wyścig tego samego dnia wieczorem konia właściciel już nie zgłosił obawiając się jego przemęczenia.

Overdose doczekał się już filmu, książki, portretów. Dołącza powoli do panteonu węgierskiego sportu, gdzie rezydują piłkarze ze złotej jedenastki, drużyna piłki wodnej z olimpiady w Melbourne w 1956 roku i inni. Miło patrzeć, jak Węgrom rozjaśniają się od niego twarze, życzę im jednak tak potrzebnych sukcesów także w innych dziedzinach niż sport. W międzyczasie niech nie przedawkują z narkotyzowaniem się tym zwierzęciem.

arystokrata, piłkarz i pisarz

Szykując się do pewnego wywiadu przeczytałem niedawno Utazás a tizenhatos mélyére czyli Podróż na głębokość szesnastki Pétera Esterházyego. Rzecz jest o piłce nożnej.

Esterházy Péter: Utazás a tizenhatas mélyére

Ciekawe, Esterházy to jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy węgierskich, nagrody, sława w Niemczech (rzecz nieodzowna dla każdego węgierskiego pisarza o ambicjach sięgających poza granice kraju), potomek arystokratycznej rodziny i wnuk premiera Austro-Węgier, a tu książka na tak plebejski temat jak piłka nożna. W dodatku autor sam jest piłkarzem – grał w czwartoligowym klubie. Znam niejedną osobę, która piłką nożną gardzi bo to "prymitywny sport" a "gest kopnięcia wyraża przecież w naszej kulturze pogardę"ale Esterházy tak nie uważa. 

Książka nie zawiera analiz kulturowych czy psychologicznych. "Mecze można oglądać tylko jako kibic! Odrzuca mnie na przykład od krytyków sztuki, którzy niezależnie od wyniku potrafią cenić samo piękno gry". W postmodernistyczny sposób, mieszając zdarzenia, wspomnienia (wielokrotnie powraca słynne 6:3 z Wembley czy 2:3 z Berna) czy przemyślenia narratora i wykorzystując wszelkiego rodaju język, o podróży do Niemiec w celu napisanie literackiego tekstu na temat właśnie piłki nożnej.

Na szczęście Esterházy niekiedy jednak wykracza poza postmoderniczny może a i tak tylko opis zdarzeń i wrzuca swoje opinie jak na przykład gdy pisząc o Niemczech stwierdza "tu mniej wyzywają sędziów niż u nas. Spostrzeżenie: Niemcy widzą w niemieckich sędziach uosobienie i gwaranta porządku. […] Węgrzy natomiast w sędziach piłkarskich widzą nie porządek a władzę, państwo, biurokrację, mundur czy też sartrowskiego drugiego, obcego."

Pisze też parokrotnie o fenomenie złotej jedenastki, która będąc przedmiotem szalonej dumy narodowej – cztery lata bez przegranego meczu – jednocześnie, o czym Węgrzy niechętnie pamiętają – była też propagandowym instrumentem węgierskegio stalinizmu.

Obecnie węgierska piłka nożna się nie liczy, ale chociaż pojawiła się na jej temat niezła książka. Wielu, wśród nich i Esterházy, wolałoby jednak z pewnością żeby było odwrotnie.