Pomnik Trianonu

Tego pomnika byłem bardzo ciekaw. Setna rocznica Trianonu zdarza się raz, co będą miały wtedy władze do powiedzenia? Czy będzie to to, co zawsze, czy też może coś nowego (na to raczej jednak nie miałem nadziei)?

Pomnik budowano, był już niemal gotów kiedy ogłoszono, że w powodu koronawirusa jego planowane odsłonięcie dokładnie w rocznicę Trianonu zostanie przełożone na 20 sierpnia. Przed tą drugą datą zacząłem szukać informacji odnośnie uroczystości ale, ku mojemu zdziwieniu, nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Wyjaśnienie problemu było pouczające: szukając informacji używałem frazy Pomnik Trianonu podczas gdy jego oficjalna nazwa to Miejsce Pamięci Jedności Narodowej (Nemzeti Összetartozás Emlékhelye).

Wybrałem się na odsłonięcie pomnika. Było ono połączone z uroczystością przysięgi oficerskiej na placu Kossutha. Nagłośnienie było fatalne więc połowy mowy Orbána nie słyszałem ale potem byłem blisko kiedy trójka najważniejszych polityków węgierskich czyli Viktor Orbán (premier), János Áder (prezydent) i László Kövér (marszałek parlamentu) podeszła by przeciąć wstęgę. Nigdy nie widziałem ich z tak małej odległości więc nie mogę sobie odmówić przytoczenia tej historyjki:)

Z powodu zamieszania przy odsłonięciu pomnik obejrzałem przy innej okazji. Pierwsze wrażenie to miłe zaskoczenie, że nie powstał kolejny emocjonalny, ponury potworek z obowiązkowym kształtem wielkich Węgier, turulem, pełnym religijnych i nie tylko symboli wyrażających węgierskie cierpienie jak choćby ten.

Pomnik mieści się pod poziomem ulicy Alkotmány – chodziło o to, by nie naruszać wyglądu placu Kossutha z lat 30-tych, który został ostatnio odtworzony. Monument ma postać opadającej rampy, która zaczyna się przy placu. Na ścianach umieszczono tabliczki z nazwami miejscowości, które znajdowały się na terenach przedtrianońskich Węgier. Na końcu rampy znajduje się wieczny płomień a także cytat z księgi Izajasza (32:17):

Dziełem sprawiedliwości będzie pokój, a owocem prawa – wieczyste bezpieczeństwo.

Oficjalna tablica przy wejściu: Miejsce Pamięci Jedności Narodowej. Rząd węgierski ustanowił je na cześć Węgier świętego Stefana, które przez tysiąc lat dawały Węgrom oraz żyjącym wraz z nimi ludom dom i ojczyznę.
Wejście – a może raczej zejście – do pomnika
Już w środku
Wieczny ogień
Cytat z proroka Izajasza

Najważniejsze są tabliczki. Jest ich 13 tysięcy i są wśród nich zarówno miejscowości z terenów utraconych jak i z terytorium obecnych Węgier. W ten sposób symbolicznie wyrażono ich jedność.

O rozmieszczeniu tabliczek zdecydował losowy algorytm tak więc by znaleźć daną miejscowość należy skorzystać z wyszukiwarki, do której link można dostać skanując kod QR przy wejściu do rampy.

Ze wszystkich elementów pomnika to te tabliczki w pełni oczarowują odwiedzających. Wyszukują oni miejscowości, z których pochodzą, lub te, które są dla nich z innych powodów ważne, pokazują sobie nawzajem, robią zdjęcia czy selfie. Dowcipnisie szukają nazw, których znaczenie pozwala na żarty językowe (przykłady tu [HU]).

Zdjęcia
Coś na Instagram.

Te tabliczki stanowią o interaktywnym charakterze pomnika, dzięki nim ma on, paradoksalnie, raczej pozytywny niż, typowo dla tematyki Trianonu, smętnawy charakter.

Będące centralną częścią pomnika tabliczki są zarazem najważniejszym elementem jego przekazu. Ciekawe jest, że upamiętnienie jedności narodowej odbywa się przez odniesienie do jedności terytorialnej. W dyskursie Trianonu w zależności od kontekstu podnosi się oderwanie Węgrów od ojczyzny, lub utratę terytorium czy też przesunięcie „tysiącletnich”, „naturalnych” granic. Pomnik miesza te dwa pierwsze argumenty sugerując, że całość przedtrianońskich Węgier była tożsama z narodem węgierskim.

Dla kogokolwiek kto choć trochę wie o składzie narodowościowym Węgier przed pierwszą wojną światową, o tym ilu żyło tam Węgrów a ilu nie-Węgrów, jak wyglądały te proporcje w poszczególnych częściach państwa jest to sugestia, hmm, zaskakująca. Interesujące jest też mówienie o jedności narodowej przy całkowitym pominięciu sporej przecież obecnie diaspory węgierskiej w Europie zachodniej czy też, starszej nieco, w Ameryce. Tak jakby naród węgierski nadal zamieszkiwał każdy zakątek Wielkich Węgier a poza tym nigdzie więcej go na świecie nie było.

Jak się okazało, same nazwy nie są też neutralne. Wzięto jest z oficjalnego spisu miejscowości opublikowanego w 1913 roku.

Zdawałoby się, cóż może być w tym politycznego ale jednak. Jak wyczytałem w pewnym artykule spis powstał formalnie po to by zapewnić, że każda miejscowość ma unikalną nazwę, było to ważne dla funkcjonowania poczty i kolei. Tak powstały na przykład Bátaapáti, Gyöngyösapáti i Somogyapáti, czy też Bakonyszentiván, Cserhátszentiván, Győrszentiván oraz Pilisszentiván. Przy okazji jednak skodyfikowano dokonywaną w tym czasie madziaryzację nazw miejscowości, które z węgierskim nie miały nic wspólnego, gdyż zamieszkałe były przez mniejszości. Jak pisze autor, stworzono wrażenie, jakby na całym terytorium Basenu Karpackiego od zawsze dominującą grupą etniczną byli Węgrzy.

Element polski: Nedec na prawo od Monoru to Niedzica

Widząc identyczne w formacie tabliczki z nazwami takimi jak Monor czy Újterebes zwiedzający uzna zapewne, że obie miejscowości były w takim samym stopniu węgierskie, tyle tylko, że Monor leży niedaleko Budapesztu a Újterebes to polski Trybsz ze Spisza. Tak więc monument upamiętnił zarazem politykę madziaryzacji, która była jednym z czynników odpychających mniejszości od ówczesnego państwa węgierskiego.

Wracając do cytatu biblijnego, zastanawia co chciano przez niego wyrazić. Odwołanie religijne to częsta rzecz w dyskursie trianońskim, z prorokiem Izajaszem jednak dotąd się nie spotkałem. Ponieważ Węgrzy często podkreślają „niesprawiedliwość” Trianonu można zaryzykować następującą interpretację: kiedy Węgrzy zostaną zjednoczeni w jednym państwie nastąpi pokój i bezpieczeństwo, dopóki jednak to się nie stanie nie liczcie na to.

Budapeszt – Węgry – zyskały znaczący monument. Wszyscy junkie duszy węgierskiej jak ja powinni go sobie obejrzeć.

Radio Polonia Węgierska – 9. odcinek podcastu/ Park pomników

W najnowszym odcinku audycji mówię o budapeszteńskim parku pomników.

Pełen program podcastu:

– Powitanie – 00:00
– Listy od Słuchaczy – 05:02
– Wiadomości polonijne – 14:04
– Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 16:59
– Jerzy Celichowski i Jeż Węgierski w eterze – 24:27
– Rozmowa z Marią Felfoldi – przewodniczącą Ogólnokrajowego Samorządu Polskiego na Węgrzech – 28:43
– Książka na Głos – 56:24
– Urywki Historii – cykl Polskiego Instytutu Badawczego i Muzeum w Budapeszcie – 01:01:38
– Pożegnanie – 01:03:56

edną z najnowszych a zarazem najoryginalniejszych pozycji na liście atrakcji do zwiedzania w Budapeszcie jest Park pomników. Kto był to wie, atmosfera trochę jest jak w Disneylandzie, przy kasie lecą pieśni masowe, można kupić ostatni dech komunizmu w puszce czy też stare propagandowe plakaty. W sumie tania rozrywka dla turystów.

Tymczasem jest to unikalny w Europie a może i na świecie sposób upamiętnienia przeszłości. W innych miejscach moment zmiany reżimu zwykle łączył się z usunięciem jego zewnętrznych symboli. Ich zniszczenie pieczętowało zwycięstwo. Sam byłem przy usuwaniu pomnika Dzierżyńskiego w Warszawie: dźwig uniósł postać z postumentu a ta już w powietrzu się rozpadła. Był pomnik, nie ma pomnika.

Inaczej postąpiono w Budapeszcie. Po pierwotnej fazie dyskusji społecznych co zrobić z odziedziczonymi pomnikami – społeczeństwo było podzielone, część chciała je zostawić (mamy ważniejsze rzeczy na głowie), radykałowie chcieli je całkowicie usunąć a część właśnie przenieść je do specjalnego parku – zdecydowano się na tę trzecią opcję.

Decyzję o utworzeniu parku pomników samorząd Budapesztu podjął 5 grudnia 1991 roku. Miał powstać w XXII dzielnicy, która zaoferowało na niego grunt. Konkurs na projekt wygrał architekt Ákos Eleőd.

Park miał umieszczać pomniki w cudzysłowie unikając pokazywania ich jako wesołe panoptikum. Na żelaznej bramie, która nigdy nie jest otwierana, wypalono wiersz Gyuli Illyesa pt. Jedno zdanie o tyranii. Przez park poprowadzono trzy pętle spacerowe (znak nieskończoności), przy pierwszej stoją pomniki wyzwolenia, drugiej – pomniki osobistości ruchu robotniczego, trzeciej – pomniki pojęć i wydarzeń z ruchu robotniczego. Wszystko zamykają dwa pomniki radzieckich parlamentarzystów, które kiedyś stały przy rogatkach Budapesztu.

W słowach historyka sztuki Gézy Borosa park pokazuje zarówno dyktaturę jak i demokrację, tylko ta ostatnia potrafi odważnie i z godnością spojrzeć w twarz przeszłości.

Szacunek dla Węgrów. Oby zawsze udawało im się tak konfrontować swoją historię.

Orbán najbardziej wpływową kobietą na Węgrzech

Forbes niedawno opublikował listy najbardziej wpływowych kobiet na Węgrzech. W odniesieniu do osób publicznych lista ta wygląda tak:

1. Katalin Novák, wiceminister do spraw rodziny

2. Ráhel Orbán, córka Orbána, aktywna, mimo, że nie zajmuje tam żadnej pozycji, w sektorze turystyki i mody

3. Judit Varga, minister sprawiedliwości

4. Andrea Bártfai-Máger, minister majątku narodowego

5. Mária Schmidt, wpływowa historyk zajmująca się polityką historyczną

6. Anikó Lévai, żona Orbána

7. Klára Dobrev, wiceprzewodnicząca parlamentu europejskiego z ramienia patii Demokratyczna Koalicja

8. Kata Tüttő, wiceburmistrzyni Budapesztu z ramienia partii socjalistycznej

9. Monika Karas, przewodnicząca Rady Mediów oraz Krajowy Urząd do spraw Mediów i Komunikacji

10. Márta Pardavi, przewodnicząca Komitetu Helsińskiego

Lista zawiera więc dwie osoby z rodziny Orbána, pięć przedstawicielek obozu Fideszu, dwie polityczki opozycyjne i jedną aktywistkę sfery pozarządowej. Te pierwsze siedem osób, zajmujące pozycja na pierwszych miejscach listy, swoje wpływy w dużej mierze zawdzięcza premierowi, stąd właśnie tytuł tego postu. (Wdzięczny jestem 444.hu za zauważenie tego ciekawego zjawiska)

Nie używam tu swoją drogą feminatywów (ministerka, historyczka) bo w odniesieniu do tych kobiet wysiłki feministyczne nie wydają się być adekwatne.

Inna ciekawostka związana z kobietami: organizująca przechadzki miejskie ekipa Hosszúlépés zauważyła, że w Budapeszcie kobiety mają mniej pomników (mowa tu o upamiętnieniach konkretnych osób a nie ornamentalnym ich przedstawieniu) niż zwierzęta choć zapewne i tu chodzi raczej o ich proste rzeźby niż pomniki (wiadomo mi tylko o jednym pomniku konkretnego zwierzęcia to jest niezapomnianej klaczy Kincsem). Hosszúlépés ogłosił konkurs na listę kandydatek na cokoły (szczegóły tu [HU], trzymam kciuki.

A na koniec tego okolicznościowego bądź co bądź wpisu (mamy dzień kobiet) rzućmy okiem na pomnik dziewiętnastowiecznego lingwisty Gábora Szarvasa, który stoi przed budynkiem Węgierskiej Akademii Nauk przy przystanku autobusowym niedaleko Mostu Łańcuchowego.

Ten powstały w 1899 roku monument (autorem był Gyula Jankovits) ekipa Hosszúlépés zapewne nie zaliczyła do pomników kobiet. Cała kompozycja – ubrany odświętnie mężczyzna uwielbiany przez półnagą kobietę, która podaje mu wieniec laurowy – co by ta postać kobieca nie miała symbolizować, mówi nam dużo więcej o pozycji kobiet w społeczeństwie niż o samym Gáborze Szarvasu. Zachęcam do obejrzenia tej perełki i tu na blogu i w realu.

Wnuk mordercy-strzałokrzyżowca

Parę dni temu podczas obchodów siedemdziesiątej piątej rocznicy wymordowania 328 osób w XII dzielnicy Budapesztu (ofiarami byli Żydzi a sprawcami strzałokrzyżowcy, węgierski odpowiednik nazistów, ciekawostka: ich lokalnym przywódcą był wówczas oszalały z nienawiści franciszkanin ojciec Kun) burmistrz tej dzielnicy Zoltán Pokorni wygłosił przemówienie [HU]. Nawiązał w nim do swojego dziadka Józsefa Pokorniego, który w tamtym okresie, a trwało wówczas oblężenie Budapesztu, przyłączył się do strzałokrzyżowców i wziął aktywny udział we wspomnianych morderstwach w budynkach przy ulicach Maros, Alma i Városmajor, niejednokrotnie odgrywając rolę przywódczą.

Zoltán Pokorni, źródło: wikipedia

Pokorni powiedział między innymi:

To nie jest miejsce, gdzie powinienem się zastanawiać jak z człowieka robi się morderca. […] Nie chcę bronić dziadka ani szukać dla niego usprawiedliwienia.

W odniesieniu do historii Holocaustu na Węgrzech uważam, że niemiecka okupacja nie była tu usprawiedliwieniem, co najwyżej wymówką. Ofiary były Węgrami i zdecydowana większość morderców również była Węgrami. Trudność powoduje to, że traktujemy to jako problem żydowski […]. Jeśli tak myślimy to podtrzymujemy ten podział, którego dokonano w latach 20-tych, 30-tych, 40-tych. Przełammy to, w ofiarach zobaczmy braci, towarzyszy, współobywateli. I w mordercach nie dostrzegajmy tylko zabójców, ale zauważmy też jak z kogoś robi się morderca. Jestem tu by powiedzieć: jesteśmy razem w bólu, we współczuciu.

Tu załamał mu się głos i dłuższą chwilę milczał.

Zapowiedział też, planuje powrócić do kwestii list ofiar umieszczonych na pomnikach a także powrót do kwestii użycia symbolu Turula w pomniku w dzielnicy, w której jest burmistrzem. Do współpracy zaprosił historyków: Gergő Bendegúza Cseha, dyrektora Archiwum Państwowych Służb Bezpieczeństwa, Tamása Kovácsa, dyrektora Centrum Pomięci Holocaustu oraz historyka Krisztiána Ungváryego. 

To wymaga pewnego wyjaśnienia. Pomnik w kształcie Turula, ptaka z mitologii węgierskiej, który został zawłaszczony przez skrajną prawicę, postawił poprzedni burmistrz w 2005 roku. Pomnik był postawiony bez pozwolenia, zalegalizowano go dopiero po długich sporach prawnych.

Pomnik Turula w XII dzielnicy, źródło: wikipedia

Turul miał upamiętniać ofiary wojny. Ich listę umieszczono na cokole, wśród nazwisk był i dziadek Pokorniego, który zginął od postrzału, dlatego zresztą uniknął powojennych rozliczeń.

Krytycy zarzucali pomnikowi, że pod symbolem oprawców próbuje upamiętnić i ofiary i ich morderców.

Pokorni, którego w międzyczasie wybrano na burmistrza dzielnicy, bronił pomnika proponując rozwiązanie kompromisowe: Turul miał upamiętniać ofiary wojskowe, ofiarom cywilnym miano postawić inny pomnik zlokalizowany gdzie indziej.

Artykuł na temat czynów dziadka Pokorniego ukazał się w październikowym numerze czasopisma Mozgó Világ [HU]. Było to już po jesiennych wyborach lokalnych. Pokorni, jako burmistrz dzielnicy wybrany właśnie na kolejną kadencję, zaproponował na posiedzeniu samorządu by nazwisko jego dziadka usunąć z tablicy na pomniku. Obecne przemówienie było kolejnym gestem jaki uczynił w odpowiedzi na rewelacje tekstu.

Autor publikacji, dziennikarz László Rab, powiedział, że opisane fakty zna od już od 2008 roku ale nie chciał się zaczynać od nowa dyskusji „ojcowie-synowie” jak na Węgrzech nazywa się wyciąganie osobom publicznym czynów ich rodziców – zwykle ojców. Pokorniemu właśnie wyciągnięto w 2002 roku, że jego ojciec, złamany w komunistycznym więzieniu, przez lata działał jako agent pod pseudonimem János Pákozdi. Polityk ustąpił wówczas ze stanowisk w Fideszie, a stał wówczas w partii wysoko bo był przewodniczącym partii i szefem frakcji. Na tym się skończyła się jego kariera krajowa (przedtem był ministrem oświaty).

Przemówienie Pokorniego odbiło się szerokim echem. Wielu przyjęło jako szczery głos pojednania. Stojący po drugiej stronie politycznej barykady burmistrz Budapesztu Gergély Karácsony napisał na facebooku:

Przyszłość domaga się wyznania win przeszłości, szczerego spojrzenia im w twarz. Naszymi rodakami były nie tylko ofiary koszmarnych zbrodni XX wieku ale i ich sprawcy. Wstrząsająca jest odwaga burmistrza Zoltána Pokorniego, żywię do niego za to wielki szacunek.

***

Ta historia rodziny jednego człowieka dla mnie szerzej symbolizuje sam kraj.

Jest tu przeszłość, nieznana bądź też przemilczana. O ile wiemy, Pokorni nie znał historii ojca-agenta. Nie wiadomo jednak ile wiedział o swoim dziadku. Czy świadomy był jego czynów kiedy bronił pomnika Turula? Jeśli tak, dlaczego zdecydował się wnioskować o usunięcie jego nazwiska z pomnika dopiero po ukazaniu się artykułu w Mozgó Világ?

(Swoją drogą warto przypomnieć tu historię polityka Jobbiku, który dowiedział się o sobie, że jest Żydem.)

Jest też instrumentalne użycie historii do bieżącej polityki. Węgry zamykają listę jeśli chodzi o rozliczenia z komunizmem, tutejsze archiwa są trudno dostępne. Ktoś, kto wiedział o agenturalnej przeszłości ojca Pokorniego był na tyle uprzywilejowany, że miał do nich dostęp. Nie wiemy kim był, wiadomo tylko, że po ujawnieniu tych faktów Pokorni wycofał się z pierwszego szeregu polityki.

Poprzez pomnik Turula mamy też przykład upolitycznego sporu o historię. Jak to jest możliwe by nazwisko takiego zbrodniarza jak dziadek Pokorniego mogło znaleźć się na pomniku – i to w dodatku razem z nazwiskami ofiar? Dlaczego rozmywa się odpowiedzialność za zbrodnie mieszając ofiary z oprawcami?

Dalej, Holocaust na Węgrzech prezentowany jest w dominującej formie jako problem żydowski, ewentualnie coś pomiędzy Żydami a Niemcami, Żydzi traktowani są jako osobna kategoria ludzi. Postać Józsefa Pokorniego przypomina, że w dramacie Holocaustu Węgrzy też mieli swój udział.

Mamy wreszcie, i tu już pozytywniej, moment kiedy uznanie ciemnych momentów z przeszłości nie musi być dowodem słabości ani oznaką poniżenia ale raczej aktem oczyszczenia, umożliwiającym budowę przyszłości nie zaprzeczającej zbrodni, które miały kiedyś miejsce a przy tym wyzwolonej od destrukcyjnego po dziś dzień charakteru ich negowania.

Szacunek dla Zoltána Pokorniego.

Pomnik co przemawia do drzewa

Potrafią mnie tu zadziwić pomniki (tu, tu, tu, tu czy tu na przykład), ostatnim przykładem jest pomnik polityka Béli Kovácsa stojący przy biurowcu parlamentu znajdującym się koło mostu Małgorzaty. Kovács przedstawiony jak mówca na podwyższeniu i byłby to kolejny sztampowy pomnik gdyby nie to jak go ustawiono: polityk przemawia do drzewa. I to nie z braku miejsca, za nim rozpościera się całkiem spora przestrzeń, na której, jeśliby pomnik stał inaczej, można wyobrazić sobie słuchaczy.

Pomnik przed biurowcem

Przemawia do drzewa

Przestrzeń to ma z tyłu

Pomnik postawiono zaledwie w 2002 roku ale i tak to już jest jego druga lokalizacja. Pierwotnie stał przed urzędem premiera na placu Kossutha, jednak został stamtąd usunięty w ramach niedawnego remontu placu: rząd postanowił przywrócić stan z 1944 roku, który to rok w myśl oficjalnej wykładni historii (między innymi w preambule do konstytucji) był rokiem kiedy Węgry utraciły niepodległość. Na obecne miejsce pomnik trafił w sierpniu zeszłego roku.

Béla Kovács był powojennym przywódcą Partii Drobnych Posiadaczy oraz ministrem rolnictwa w latach 1945-46. Z powodu swojego sprzeciwu wobec komunistów został zaaresztowany przez Rosjan 25 lutego 1947 roku a następnie wywieziony do ZSRR, gdzie był przetrzymywany do 1955 roku. Dla upamiętnienia daty jego aresztu pierwszy rząd Orbána ogłosił 25 lutego dniem pamięci ofiar dyktatury komunistycznej.

Autorem pomnika jest Sándor Kligl.

zastanawiający pomnik Przemyśla

Przy samym moście Małgorzaty, po budańskiej stronie stoi okazały pomnik z lwem i jednym słowem „Przemyśl”, z kreseczką nad „s”, jak najbardziej. Żadnych napisów, wyjaśnień, jasne jest, że dla oglądających skojarzenie powinno być oczywiste. Obecnie nie jestem tego pewien ale kiedy stawiano ten pomnik zapewne tak było i uważano, słowo „Przemyśl” na zawsze już wryło się w pamięci Węgrów jako symbol mężności i bohaterstwa.

tak mniej więcej pomnik widać z mostu Małgorzaty

Chodzi o walki wokół twierdzy Przemyśl w okresie pierwszej wojny światowej. Ta niezwykle ważna fortyfikacja – zamykała drogę do monarchii Austro-Węgierskiej od wschodu, oblegana była wówczas trzy razy. Po raz pierwszy, pomiędzy 17 września a 10 października 1914 roku, przez wojska rosyjskie, siły monarchii twierdzę utrzymały. Po raz drugi, między 2 listopada 1914 roku a 23 marca 1915 roku, tym razem wojskom rosyjskim udało się po wyczerpującym oblężeniu twierdzę zdobyć. Po raz trzeci twierdzę oblegały połączone siły monarchii i Niemiec a bronili jej Rosjanie. Oblężenie trwało od 31 maja to 3 czerwca 1915 roku i zakończyło się sukcesem oblegających. Pomnik odnosi się do drugiego oblężenia, w trakcie którego broniącym go wojskom monarchii zajrzał w oczy głód. Próba wyrwania się z oblężenia zakończyła się śmiercią ponad pięciu tysięcy żołnierzy. Przed poddaniem twierdzy wysadzono część umocnień oraz broni. Do niewoli trafiło ponad sto tysięcy żołnierzy, wywieziono ich wgłąb Rosji.

tekst na pomniku:

Ku chwalebnej pamięci rodaków, którzy ponieśli bohaterską śmierć w przemyskiej twierdzy
wznieśli towarzysze broni ze wsparcie mieszkańców stolicy
1932
„Walczyli jak lwy” u bramy Węgier
Niech ich przykład trwa na wieki

Co ciekawe, zdecydowana większość Polaków, z którymi rozmawiałem o pomniku – mimo jego prominentnej lokalizacji (a ma nawet artykuł w wikipedii)- albo wogóle nie była świadoma jego istnienia albo też tego co on upamiętnia. Seria artykułów na temat obrony twierdzy przemyskiej jaka się ostatnio ukazała z okazji rocznicy może to zmieni ale i tak mimo swojego pozornie polskiego charakteru pomnik nigdy nie będzie tak rezonował wśród Polaków jak wśród Węgrów.

Dla mnie to fascynujący przykład jak historia terytorium i jakiegoś państwa czy narodu może się rozmijać. Przemyśl leży w Polsce ale jego obrona jest dla Polaków czymś dość abstrakcyjnym, turystycznym może nawet dzięki interesującym ruinom. Co innego dla Węgrów: mimo, że miasto nawet nie ma węgierskiej nazwy przez swą obronę wspisało się silnie w węgierską pamięć historyczną, czego wyrazem jest ten pomnik.

To część zupełnie odmiennej pamięci historycznej pierwszej wojny światowej, o której pisałem wcześniej (przede wszystkim tu ale też tu, tu i tu). 

symbol tym razem może nie zwycięstwa ale męstwa

Dziwny pomnik z lokowaniem produktu

Nie, nie, nie chcę teraz pisać po pomniku gazeciarza z reklamą tabloidu Blikk, który wystawiono w piątej dzielnicy przy aktywnym wsparciu Antala Rogána (do obejrzenia tu ). Będzie o niedawno powstałym pomniku-muru na ulicy Dohány.

Trudno jednym słowem określić czego jest to pomnik. Może najlepszym określeniem będzie “pomnik obecności żydowskiej w Erzsébetváros”. 

Jak wspomniałem, pomnik ma formę odchodzącego nieco od ulicy muru odgradzającego parking, żelazna brama jest częścią monumentu (obok pomnika jest żydowska, węgiersko-hebrajska dwujęzyczna szkoła). Na pomniku znajduje się następujący tekst:

Niech ten mur upamiętnia fakt, że od połowy XIX wieku jest centrum życia żydowskiego w Budapeszcie. Szkoły, bożnice, synagogi, miejsca wspólnotowe i sklepy były i są licznie obecne w okolicznych ulicach. Ale niech upamiętnia też fakt, że pomiędzy 2 grudnia 1944 i 18 stycznia 1945 roku siedemdziesiąt tysięcy ludzi pochodzenia żydowskiego trwało w strachu i niedostatku w utworzonym tu budapeszteńskim getcie. Stłoczono ich na wszystkiego 0.3 km kwadratowych w 4513 mieszkaniach, przeciętnie 14 osób w jednej izbie, wydanych na pastwę warunków, okrucieństwo węgierskich strzałokrzyżowców i nazistów. W ciągu tego półtora miesiąca liczna ofiar przekroczyła dziesięć tysięcy.

Ty, których stoisz przed tym murem, zmów modlitwę ku pamięci dziesięciu tysięcy ofiar, które tu straciły życie i za sześćset tysięcy węgieskich ofiar Holocaustu. Według wiary żydowskiej ci, którzy żyją dobrym uczynkiem, chwaleniem imienia Boga upamiętniają zmarłych.

W następny piątek zapal świeczkę dla uczczenia szabasu.

Weź udział we wspólnotowej modlitwie.

Odmów poniższy psalm.

Następuje psalm 23.

Jest tam też mapa naszej dzielnicy z zaznaczonymi miejscami obecności żydowskiej. I tu właśnie pomnik robi się ciekawy. Bo są to nie tylko miejsca historyczne jak synagogi czy były sierociniec ale i działające dziś szkoła, rynek czy restauracja. Wszystko odlane z betonu i mosiądzu sugerującymi pomnikową trwałość.

Mapa z legendą

Zastanawiałem się co się stanie gdy szkoła się przeniesie a restauracja zamknie? Przecież to nie strona internetowa którą się zaktualizuje. Ktoś od nowa odleje ten beton i mosiądz?

Inna ciekawa rzecz to to czego na mapie nie ma. Jest restauracja Carmel a nie ma restauracji Hanna. Są cztery okoliczne synagogi ale nie ma tej na ulicy Vasvári Pál, która należy do wspólnoty Chábád Lubavics. Jest szkoła na ulicy Dohány (tam stoi nasz pomnik) ale nie ma tej na ulicy Wesselényi. Czemu – nie wiem.

Legenda w powiększeniu

Dalej jest kronika śmierci – i kronika życia, której ostatnim wydarzeniem jest otwarcie szkoły obok pomnika. Znów pytanie: mam wielką nadzieję, że kronika śmierci jest zamknięta ale czy kronika życia na pewno nie doczeka się kontynuacji?

Na górze kronika śmierci, na dole życia

Może coś wspólnego z tym wszystkim ma to, kto ufundował pomnik. Zrobiła to Egységes Magyarországi Izraelita Hitközség [HU} (EMIH) czyli Zjednoczona Izraelicka Wspólnota Wyznaniowa, jedna z trzech oficjalnie zarejestrowanych na Węgrzech żydowskich organizacji wyznaniowych reprezentująca nurt staus quo ante (sprzed podziału na neologów i ortodoksów). Jeśli tak to byłby to ciekawy przykład partykularyzacji historii. Jakby ktoś wiedział coś więcej na ten temat niech napisze w komentarzu.

Piękne motywy ozdobne w betonie …

… i na żelaznej części pomnika.

Pięć węgierskich pomników

Polecam mój artykuł pod powyższym tytułem (podtytuł: O paradoksach polityki historycznej), który ukazał się w najnowszym numerze Czasu Kultury. Numer jest tematycznie węgierski i zawiera więcej tekstów o Węgrzech. Mój artykuł opowiada historie o pomnikach okupacji niemieckiej, Alberta Wassa, Trianonu, 1956 roku oraz o parku pomników. Oto zajawka redakcyjna:

Od chwili objęcia rządów przez Victora Orbana Wegry stają się innym krajem. Zmianom z niepokojem przyglądają się europejscy politycy, dziennikarze, artyści, ale także węgierscy obywatele. Autorzy numeru „Czasu Kultury” zatytułowanego „Węgry: koniec republiki” przedstawiają ustrojowe, ekonomiczne i kulturowe „reformy” w ostatnich latach (Waldemar Kuligowski), mechanizmy rekonstruowania węgierskiej tożsamości – jej „wartości i misji” (Richard Papp), a także przykłady manipulowania społeczną pamięcią i historią (Miklos Szabo). Péter Portörő analizuje aktualny proces zmiany nazw budapesztańskich ulic i placów, Jerzy Celichowski natomiast opowiada o kontrowersjach powstałych wokół pomników. Aleksandra Zielińska opisuje regulacje prawne, które nakładają ograniczenia na węgierskie media, organizacje pozarządowo i działaczy społecznych oraz zagrażają wolności słowa. Magdalena Radomska analizuje przykłady sztuki węgierskiej krytycznej wobec władzy. Ponadto w numerze prezentowane są także oddolne, kontrkulturowe ruchy i wspólnoty we współczesnym Budapeszcie, których symbolem jest Gólya (Kiss Soma Abraham).

W numerze także rozmowa z Janem Gondowiczem oraz nowe felietony Agaty Araszkiewicz.

Zapomniany 1956 rok

Na początek pytanie testowe dla znających Budapeszt. Gdzie i kiedy zrobiłem poniższe zdjęcie?

Odpowiedź: na placu Powstańców 56 roku dzisiaj. Namiot zasłania pomnik powstania, stał zresztą dokładnie tak samo wczoraj w rocznicę jego wybuchu. Zasłaniać pomnik w taki dzień? Dlaczego?

Tu już widać gdzie jesteśmy

Wiadomo, że pomnika nie lubi burmistrz Budapesztu István Tarlós ale chyba takich rzeczy nie da się zrobić na podstawie jego widzimisię. Sam namiot postawiło muzeum narodowe, które w tym miejscu, w ramach ogłoszonego przez rząd programu budowy tu kwartału muzeów, ma mieć nową siedzibę.

Muzealny „namiot wieków”

Że może chodzić o coś więcej nabrałem podejrzeń zapoznawszy się z oficjalnym programem obchodów bieżącej rocznicy [HU]. Poza uroczystym wciągnięciem flagi na maszt przed parlamentem pozostałe elementy obchodów – poza galą w operze za zaproszeniami – to wydarzenia prywatno-kulturalne: wystawy, koncert, rodzinne zwiedzanie, przechadzka. Żadnej oficjalnej manifestacji z przemowami, które się wtedy zwykle odbywają.

Samotny znicz i wiązanka pod pomnikiem

Dlaczego? Wczoraj minęła 25 rocznica proklamacji Republiki Węgierskiej, którą władza przemilczała bo nie jest wygodne przypominanie tego faktu gdy wprowadzona przez Fidesz konstytucja zamieniła Republikę Węgierską na “Węgry”.

Możliwe jest jednak, że chodzi o coś więcej. Jednym z głównych haseł rewolucji 56 roku było wyzwolenie się od zależności od ZSRR wyrażane hasłem “Ruskik haza” czyli “ Ruscy do domu”, to natomiast obecnie, gdy polityka rządu prowadzi do coraz ściślejszych związków z Rosją, może być czymś czego Fidesz nie bardzo chce przypominać.

Może więc 56 rok jest nie tyle zapomniany ale aktywnie zapominany. 

Pomnik okupacji niemieckiej, postawiony cichcem, stoi

Pamiętam kiedy odsłaniano pomnik Czerwca 56 roku w moim rodzinnym Poznaniu. Stawiał go społeczny komitet budowy, zbierano na to pieniądze, odbył się konkurs i wystawa prac. Kiedy główny element pomnika przewożono z Cegielskiego, gdy go wykonano, lawetę odprowadzał tłum ludzi. Samo odsłonięcie zgromadziło tłumy, nie tylko z Poznania ale i z innych części Polski a nawet zagranicy. Społeczna służba utrzymywała porządek. Były delegacje z innych miast, w których miały miejsce podobne bunty. Wielkie poczucie oddania sprawiedliwości ofiarom.Pod pomnikiem często widać było potem kwiaty, w stanie wojennym tam koncentrowały się opozycyjne demonstracje. Po upadku socjalizmu do widniejących na nim dat dodano 1981.

To wszystko przyszło mi do głowy kiedy w niedzielę wybrałem się zobaczyć świeżo ustawiony pomnik okupacji niemieckiej. Bo tu rzeczy układają się inaczej.

O kontrowersjach dotyczących decyzji o jego postawieniu pisałem już przedtem. Teraz miałem okazję oglądać jego realizację.

Pomnik przywieziono cichcem w nocy w bardzo silnej asyście policji. Plac jest zresztą do teraz silnie obstawiony, policjanci mają przypięte przy pasach hełmy z przyłbicami. Koło pobliskich budynków stoją dyskretnie kilkunastoosobowe oddziały, w każdym z nich jest policjant z kamerą wideo. Sam pomnik otoczony jest płotem, przed nim nadal stoi “żywy pomnik” rozbudowywany przez ludzi wcześniej.

Recenzje nowego pomnika, na które natrafiłem w internecie są krytyczne. Podkreślają jego wizualną niespójność z homoerotycznym aniołem zestawionym z komiksowem orłem (lub wroną). Spotkałem [HU] analogię ze strasznym budynkiem teatru narodowego, dzieła poprzedniego rządu Orbána, z estetyką są tu pewne problemy.

Wokół pomnika wciąż stoi trochę ludzi, wyczuwalnie negatywnie do niego nastawionych. Na pomniku widać ślady jajek, którymi go obrzucono, leżą wokół niego małe samoliciki z pomarańczowego papieru, koloru Fideszu. Nie wiadomo co będzie jak policja zmniejszy swoją obecność.

Myślałem, że o pomniku napiszę tu na blogu jak go odsłonią. Ciekawie byłoby się przyjrzeć temu kto na odsłonięcie przyszedł a kto nie. Tymczasem dziś ze zdumieniem wyczytałem [HU], że rząd może tego pomnika nigdy oficjalnie nie odsłonić. Postawiony został i już. Oficjalnie rząd chce uszanować społeczną dyskusję, którą pomnik wywołał, faktycznie zapewne chce uniknąć kompromitacji, jakiej by się nie dało uniknąć przy takiej uroczystości.

Inna zdumiewająca sprawa to hebrajski napis na pomniku. Jeden z budapeszteńskich rabinów zauważył [HU], że mimo iż tekst jest krótki i tak udało się w nim zrobić błąd. Do tłumaczenia słowa “ofiara” użyto terminu odnoszącego się do ofiar zwierzęcych zamiat zwyczajowego słowa używano w odniesieniu do ofiar Holocaustu. Albo google translate albo gigantyczna niedbałość, w każdym wypadku widać, że w pracach nad pomnikiem nie brał udziału nikt, kto by przyzwoicie znał hebrajski.

Płotki policyjne na prowadzącej na plac Szabadság, gdzie stoi pomnik, ulicy Október 6.

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

pomnik, widok z fontanną

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

pomnik, widok z policją, napis na transparencie głosi „Fałszowanie historii to zatruwanie duchowej studni”

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

Gabriel i glapa

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

ślady ataków jajeczno-papierowych

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

najlepsza perspektywa na orła, nieco się poślizgnął