Fałszywi przyjaciele

Proszę się nie denerwować, tym razem nie będzie o polityce czy Orbánie a o języku. W translatorstwie mówi się o “fałszywych przyjaciołach tłumacza” czyli słowach, które choć wyglądają podobnie do jakiś słów w innym języku to mają jednak inne, bywa, że zupełnie odmienne lub nawet sprośne, znaczenie. Typowe przykłady to angielski pathetic (żałosny a nie patetyczny), rosyjskie брюки (spodnie a nie bruki) czy też, sięgając coś mniej przyzwoitego, czeskie šukat (pieprzyć a nie szukać).

Takich fałszywych przyjaciół mamy rzecz jasna także na styku polskiego i węgierskiego. Poniżej podaję te, na które się natknąłem.

  • Huj huj hajra! – okrzyk zachęty węgierskich kibiców, w węgierskim zupełnie niewinny a jednak zakazany podczas meczów z reprezentacją ZSRR
  • programok – słowo w węgierskim używane zawsze w liczbie mnogiej w znaczeniu wydarzeń (kulturalnych, sportowych, festynowych czy festiwalowych), pisałem o tym już tu
  • civil – pozarządowy. Słowo to w węgierskim oznacza też cywila ale w tym znaczeniu jest znacznie rzadziej używane.
  • pohar – kubek, zwykły kubek. Puchar po węgiersku jest inaczej – zobacz poniżej.
  • kupa – puchar właśnie a nie to co mieliście na myśli. Niekiedy trudno się Polakowi nie uśmiechnąć jak przeczyta o zaciętej walce drużyn o, na przykład, kupę puchar Budapesztu.
  • Cyc! cyc! – nic zdrożnego, to po węgiersku kici, kici, tak tu się woła koty. Śliwka wywołała entuzjazm wśród moich kolegów kiedy przy nich zaczęła tak właśnie przywoływać jakiegoś dachowca.
  • ruha – ubranie. Angol extra ruha to nic innego jak Super ciuchy z Anglii (typowy napis na szmateksie). 
  • cipő, cipó – podobnie nic takiego: to pierwsze to buty a drugie bochenek
  • puska (wym. puszka) – strzelba
  • dr – niby taki sam skrót tytułu “doktor” ale jednak coś troszkę innego: tutaj używają go wszyscy absolwenci medycyny i prawa, i to w dodatku nie jako tytułu naukowego ale jako części nazwiska czyli również w kontekście, w którym w Polsce nikt by go raczej nie użył, na przykład przy podawaniu nazwiska w pralni chemicznej (było o tym tu)
  • kutas – studzienny. Mój kolega o tym nazwisku nie mógł zrozumieć radości wopistów na granicy kiedy po raz pierwszy przyjechał do Polski.
  • bizony – z pewnością
  • tutaj – tratwa, may w Budapeszcie nawet taką tutejszą ulicę Tratwową
  • pipa – znowu proszę bez skojarzeń, chodzi o fajkę
  • baba – odwrotność polskiej baby: małe dziecko

 

źródło: wiocha.pl

Znacie jakiś innych takich fałszywych przyjaciół? Jeśli tak opiszcie ich w komentarzach!

Orbán: to bardzo chrześcijańskie nie pomagać uchodźcom

Piątego września w Kötcse Orbán wygłosił ideologiczne przemówienie dla intelektualnej elity Fideszu i zwolenników tej partii. Sądzę, że to było ważne wystąpienie (o innym takim przemówieniu pisałem wcześniej tu), istotny dokument epoki i dlatego warte jest uwagi.

Z pewną dozą mesjanistycznej megalomanii Orbán sięga poza Węgry i prezentuje swoją wizję dla Europy, w skrócie: koniec liberalizmu, powrót do korzeni chrześcijańskich. Liberalizm jest tu przedstawiony jako wciąż wpływowa ale żałosna, zbankrutowana ideologia, Orbán nadaje jej cechy, które znajduje wygodnymi.

Chrześcijaństwo przedstawione jest utylitarnie: odnosi się do jednostek, gdyby wymagania chrześcijańskie miały zaszkodzić gospodarce to należy je zignorować. Rzecz jasna mowa jest o pomocy uchodźcom, taki argument w dyskusji o zamknięciu sklepów w niedziele paść ze strony rządu w żaden sposób nie mógł. Co do bliźnich to obowiązki mamy wobec swoich najbliższych, potem swojej wsi/miasta, dalej wobec ojczyzny, dopiero potem można pomyśleć o innych (rzadko spotkać można jawniejsze uzasadnienie i usprawiedliwienie nepotyzmu i korupcji).

Uchodźców przyjmować nie trzeba z szeregu powodów. Po pierwsze to nie żadni uchodźcy bo ci siedzieliby dalej w Turcji ale gospodarczy migranci. Po drugie, to element islamizacji Europy a nie problem humanitarny, Po trzecie, Węgry nie chcą zmieniać swojego składu etnicznego.

W polityce zagranicznej Orbán prezentuje się jako zwolennik realizmu i egoizmu narodowego. Liberalizm (idealizm) jest hipokrytyczny, w końcu i tak liczą się tylko interesy.

W kontekście kryzysu uchodźców to przemówienie jest ewidentnie propozycją ideologicznego usprawiedliwienia dla ich nieprzyjmowania i dla ksenofobii, w dodatku opartych o argumenty nazwane chrześcijańskimi. Wizja ta odnosi się do Europy, widać, że Orbán próbuje wykorzystać obecny kryzys to szerzenia swoich poglądów.

Propaganda rządowa: „Ludzie zdecydowali: kraj należy obronić”

Całe przemówienie można przeczytać, po węgiersku, tu. Poniżej podaję wybrane fragmenty, całego przetłumaczyć nie dam rady.

Jeśli mogę pozwolić sobie na uwagę osobistą: nie jestem rzecz jasna jedyną osobą, która od czasu do czasu styka się z pytaniem lub stawia je sobie sama, jaki jest sens tego co się ze mną dzieje? Sądzę, że zdarza się to szczególnie często u ludzi, których często dotykają ataki, cierpienie, problemy, i którzy nie chcą przyjąć, że po prostu mają pecha, ale uważają, że wszystko ma wyższy sens, tylko go w danym momencie nie rozumiemy.

(…)

Jestem w sytuacji, w której często wydaje mi się, że znam odpowiedź na to pytanie a potem okazuje się, że byłem w błędzie. (szereg przykładów jak wcześniej rozumiał sens wydarzeń…) [Obecnie uważam], że prawdopodobnie to wszystko co się z nami działo w ciągu ostatnich paru lat miało miejsce, bo mamy, jak by to powiedzieli fundamentaliści, wojnę krzyżową, tacy jak ja bardziej umiarkowani problem mówią o “islamizacji Europy”, i ktoś musi nazwać to po imieniu, zatrzymać, ogłosić inny niż obecny kurs polityczny. Prawdopodobnie nie tylko Węgry ale i Europa oczekuje od nas, Węgrów, a osobiście od wybranych przywódców kraju, byśmy, skoro już w tylu rzeczach dopomógł nam dobry Bóg, byli łaskawi pokazać wszystkim co potrafimy.

Twierdzę, że to, czego doświadczamy to koniec pewnej epoki, pewnej ideologicznej epoki. Bez jakiejś chełpliwości, nazwijmy ją poprostu epoką liberalnego bla bla. Ta epoka kończy się, co zawiera w sobie wielkie ryzyko ale i daje nową szansę by ideologia, światopogląd, podejście narodowo-chrześcijańskie odzyskało dominującą pozycję nie tylko na Węgrzech ale w całej Europie

(…)

Sytuacja jest taka, że oni nie chcą statusu uchodźcy ale chcieliby być uchodźcami w Niemczech. To inna historia. Tak naprawdę nie szukają bezpieczeństwa w sytuacji zagrożenia życia ale chcą sobie zapewnić pewną jakość życia.

(…)

W mojej opinii zjawiska jakie opisałem to nic innego jak kryzys tożsamości. Na pierwszy rzut oka to zła wiadomość ale to pierwszy dobry kryzys tożsamości, który przeżywam. Wcześniej mówiliśmy już o kryzysie tożsamości: kryzysie tożsamości chrześcijaństwa, kryzysie tożsamości narodowej. Obecnie, szanowni Panie i Panowie, chodzi o kryzys tożsamości liberalnej. Cała ta sprawa uchodźców, cała ta wędrówka ludów, cały ten problem migracji ekonomicznej z odpowiedniej perspektywy to nic innego jak kryzys tożsamości liberalnej.

(…)

Jestem przekonany, że dalej w Europie nie da się żyć w dobrobycie i równocześnie uważać się, na sposób liberalny, za dobrego człowieka. Sformułuję to następująco: najbardziej niebezpieczna kombinacja znana z historii to sytuacja kiedy człowiek jest bogaty i słaby. Nie ma niczego bardziej niebezpiecznego. Tylko kwestią czasu jest kiedy ktoś zauważy twoją słabość i zabierze ci to, co masz.

(…)

Pomoc z własnej kieszeni może być nawet dobra dla gospodarki, ale jeśli oczekujemy jej od państwa, i chcemy państwowego podziału wtórnego dóbr, pragniemy użyć do niej dóbr z państwowej sfery produktywnej, z zasobów gospodarczych to nie może się to inaczej skończyć niż obniżeniem wydajności gospodarki.

Dlatego te wymaganie chrześcijańskie, które pojawiają się w obecnej sytuacji i z którymi się zgadzam, jeśli pojawiają się w odniesieniu do obywateli to są słuszne, jeśli w odniesieniu do państwa – już nie.

(…)

Na końcu zawsze okazuje się, że chodziło o pieniądze, ropę, surowce i wogóle o coś innego, i że tak naprawdę nie zrobili niczego dobrego, kiedy łaskawi byli zbomdardować Irak czy akurat Syrię, ale akurat to co najgorsze, co możliwe było tak, że w międzyczasie oczekiwali, że świat uzna ich z dobrych, za tych, co stoją po stronie dobra. To jest istota liberalnej polityki zagranicznej, wokół tego jest zorganizowana.

(…)

Tożsamość chrześcijańska moim zdaniem – choć są tu tacy, którzy teologicznie potrafią to dużo dokładniej sformułować – w sposób zupełnie jasny stawia przed nami priorytety. Przede wszystkim odpowiedzialni jesteśmy na nasze dzieci, potem za naszych rodziców. To jest ważniejsze od wszystkiego innego. Potem są ci, z którymi żyjemy razem w tej samej wsi lub mieście. Potem jest nasza ojczyzna, a dopiero potem są wszyscy inni.

(…)

Cóż wynika z tego wszystkiego, szanowni Panie i Panowie? Moim zdaniem cztery rzeczy.

Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że kraj, który nie ma granicy nie jest krajem.

(…)

Drugi wniosek. Należy obronić – i nie chcę tu wypowiadać się w imieniu innych krajów, ale życzę, by większość Europy tak myślała jak my – skład etniczny i kulturalny Węgier.

(…)

Trzecia rzecz, w międzyczasie należy odnosić sukcesy gospodarcze, bo w obecnych czasach na darmo ma człowiek rację, na darmo moralnie jesteś najbliższy ideałowi, jeśli nie masz sukcesów gospodarczych, zadepczą cię.

(…)

W końcu czwarta rzecz, która moim zdaniem wynika z tego wszystkiego. Proszę nie zrozumieć źle tego co powiem: codzienny patriotyzm. Nie chodzi tu o podejście intelektuane ale o instynkt życia, codzienną rutynę. Jeśli wejdę do sklepu to kupuję towary węgierskie. Jeśli zatrudniam człowieka, przyjmę Węgra.

(…)

Tej bitwy nie damy rady uniknąć, jeśli nie pójdziemy tam gdzie się toczy to i tak się odbędzie. Musimy tam pójść i zwyciężyć, szanowni Panie i Panowie!

w co grają Węgrzy na komórkach?

Zobaczyłem plakat z okładką HVG (Ürügyminiszter=Minister Wykrętów, gra słów Külügyminszter minister spraw zagranicznych, nawiązanie do ostatnich potyczek słownych węgierskiego ministra spraw zagranicznych z ministrami krajów sąsiednich) i przyszedł mi do głowy dowcip, który słyszałem jeszcze w czasie wakacji.

HVGANGRYBIRDS

W co grają Węgrzy na komórkach?

W Ę N G R Y B I R D S

Dzięki dla bratanka Piotrka za dowcip!

O czym się nie mówi na Węgrzech

Mimo, że temat migrantów dominuje w mediach i rozmowach to trzy rzeczy, które – zdawałoby się – łączą się z nim ściśle w zasadzie nie są wogóle wspominane.

Pierwsza to węgierscy uchodźcy z 1956 roku. W okresie po zdławieniu powstania kraj opuściło około 200 tysięcy ludzi. Uciekali głównie do Austrii (180 tysięcy) ale także do Jugosławii (około 20-30 tysięcy). Uchodźców przyjęto, z czasem rozjechali się po całym świecie na podstawie imigracyjnych kwot zaoferowanych przez różne państwa.

Znalazły się wśród nich takie sławy jak piłkarz Ferenc Puskás, późniejszy zdobywca Nobla z chemii György Oláh, pisarka Ágota Kristóf (autorka książki A nagy füzet/Wielki zeszyt, na podstawie której powstał świetny film), operatorzy filmowi László Kovács i Vilmos Zsigmond (autor zdjęć między innymi do Łowcy jeleni i Bliskich spotkań trzeciego stopnia), producent filmowy Andy Vajna (ten od Rambo, Terminatora 2 czy Evity) lub też dziennikarka Kati Marton (było o niej tu). Poza powstańcami wśród uchodźców były osoby niezaangażowane w walki ale po prostu pragnące wyrwać się z komunistycznego kraju, znalazło się też tam kilkuset zbiegłych więźniów (dane liczbowe stąd [HU]).

Druga sprawa to polscy uchodźcy na Węgrzech w czasie drugiej wojny światowej. Przybyło ich wówczas 120-130 tysięcy, 70-80 tysięcy wkrótce udało się dalej walczyć we Francji. Główna fala, mówimy tu o grubo ponad 100 tysiącach uchodźców, przybyła na przestrzeni kilku-kilkunastu dni w drugiej połowie września. Po zakończeniu kampanii wrześniowej dużo mniej liczni uciekinierzy na Węgry dostawali się przez zieloną granicę.
Władze węgierskie specjalnie opóźniały rejestrację uchodźców tak by jak najwięcej z nich opuściło Węgry zanim dojdzie do spisu. Chodziło o zmylenie Niemców obserwujących pilnie wydarzenia na Węgrzech.

Warto tutaj uzmysłowić sobie kontekst tego pięknego gestu Węgrów, jakim była pomoc Polakom. Ci uciekali przed Niemcami, często po to by dalej z nimi walczyć. Niemcy natomiast byli wówczas głównym sojusznikiem Węgier, na którego państwo Horthyego liczyło w absolutnie wówczas kluczowej dla polityki węgierskiej kwestii rewizji terytorialnej. Można powiedzieć, że pomoc Polakom była sprzeczna z węgierskim interesem narodowym. Dodać warto, że podobnie pięknie zachowały się Węgry odmawiając Niemcom przepuszczenia ich oddziałów przez swoje terytorium by te zaatakowały Polskę od południa. (Zinteresowanym tematem polecam monumentalną książkę Krystyna i Grzegorza Łubczyków pt. Pamięć. Polscy uchodźcy na Węgrzech 1939-1946).

Ostatnia kwestia to uchodźcy węgierscy po przegranym powstaniu 1848-49 roku. Wielu z oficerów uciekło do Turcji, osiedliło się tam – i przeszło na islam. Wśród nich jest i węgierski (a także polski) bohater narodowy klasy A czyli Józef Bem lub też Murad Paşa. Innymi przykładami są Miksa Stein (Ferhad Paşa) czy też Richárd Guyon (Hursid Paşa).

Jozef_Bem

Bohater narodowy, muzułmanin (Józej Bem/Murad Paşa), źródło: wikipedia

Takie przypadki miały miejsce również wśród Polaków, na przykład Michał Czajkowski (Sadık Paşa), Konstanty Borzęcki (Celâleddin Paşa), Antoni Aleksander Iliński (İskender Paşa), Władysław Kościelski (Sefer Paşa), Ludwik Bystrzonowski (Arslan Paşa), Seweryn Bieliński (Nihad Paşa). Władysław Czajkowski (Muzaffer Paşa) był gubernatorem Libanu a Ahmet Rüstem Bilinski ambasadorem w Waszyngtonie.

Ale wróćmy do Węgrów. Nie tylko osiedlili się oni w Turcji ale i podjęli służbę nowej ojczyźnie. Bem na przykład został generałem armii tureckiej, wsławił się obroną Aleppo (obecna Syria, wówczas Imperium Osmańskie) przed powstańcami arabskimi.

Trudno nie spostrzec analogii z obecną sytuacją. Rzecz jasna, wszystkie analogie mają ograniczone zastosowanie: okres zimnej wojny to nie czasy obecne, Polacy to nie Arabowie, a liczba Węgrów uciekających do Turcji po powstaniu w 1848 roku nie da się porównać z obecną rzeszą uciekinierów.

Mimo wszystko warto jednak pamiętać o tym kiedy Węgrzy byli uchodźcami i kiedy to im pomagano. I o węgierskiej wielkoduszności wobec nawały Polaków przekraczającej liczbowo obecną falę migrantów, pomimo tego, że ta pomoc była wówczas sprzeczna z ich krótkoterminowym interesem. I o tym, że nie zawsze ludzie uciekali z Aleppo na Węgry, bywało odwrotnie. O tym, że imigranci mogą zasymilować i ubogać przyjmujące ich kraje. W końcu i o tym że i Węgrzy, ba, węgierscy bohaterowie narodowi bywali muzułmanami.

uchodźcom wstęp wzbroniony

Taki tytuł dało HVG swojej okładce w tym tygodniu. Nawiązuje on do nowej ustawy przewidującej kary za nielegalne przekroczenie granicy a także uszkadzanie ogrodzenia tam się znajdującego.

HVGuchodzcy2

W zeszłym tygodniu było to „ślepa uliczka historii” ale od tekstu wymowniejszy był o obrazek łączący budowane na granicy serbskiej ogrodzenie ze śmiercią w ciężarówce 71 uchodźców z Syrii.

HVGuchodzcy1

Do ogrodzenia nawiązuje również okładka Magyar Narancs. Z drutu kolczastego pod nosem Orbána robi się znajomy wąsik.

MNorban1

źródło: Magyar Narancs

W końcu warto wspomnieć szeroko kolportowany na Węgrzech rysunek Hasana Abadi łączący incydent kiedy węgierska operatorka telewizyjna pracująca na granica kopnęła kilku biegnących uchodźców, w tym i dzieci i faktem zatonięcia trzyletniego chłopca z Syrii podczas próby przeprawy przez morze Śródziemne, zdjęcie  jego ciała na brzegu obiegło media światowe.

HasanAbadi

uchodźcy i chrześcijańska Europa

Kryzys uchodźców buzuje w mieście i w kraju a przy jego okazji w sposób fascynujący odbywa się debata na temat chrześcijańskiego charakteru Europy.

Swój kamyczek dorzucił dziś arcybiskup Ostrzyhomia Péter Erdő. Zapytany na konferencji prasowej o uchodźców – i czemu tak mało w ich sprawie robi kościół katolicki – odpowiedzialł, że kościół nie może ich przyjąć bo w obecnej sytuacji klasyfikowałoby to się jako współudział w przemycie ludzi.

Dodam, że na ile wiem kościół w sprawie migrantów nie wydał dotąd żadnego oświadczenia. A także, że pomocą uchodźcom zajmuje się bardzo aktywnie nieformalna grupa Migration Aid, która poprzez facebooka informuje co i gdzie jest potrzebne a także zorganizowała wczoraj i dziś demonstrację przeciwko proponowany przez Fidesz ustawom antymigranckim. Czyli można i pomagać uchodźcom i jasno się w ich obronie wypowiadać.

Péter Erdő to nie jest byle kto. W swoim czasie zaliczony był do dziesięciu najważniejszych ludzi chrześcijaństwa w 2006 roku. Nie jest to więc jakiś prowincjonalny proboszcz, którym nie należy się przejmować. Jego wypowiedź to głos – albo milczenie – kościola.

Warto przypomnieć, że o wartościach chrześcijańskich chętnie mówi rządzący Fidesz, wpisał je nawet do konstytucji („Uznajemy kluczową dla podtrzymania naszego narodu rolę chrześcijaństwa.”) Niedawno Orbán oświadczył, że muzułmańscy migranci zagrażają chrześcijańskiej Europie – Węgry jej właśnie bronią.

I tak rząd od dawna już szczuje na uchodźców. Nawiązano do tego w społecznej kampanii anty-antyimigranckiej. Na jednym z plakatów pojawił się tekst z Ewangelii wg. św, Mateusza “Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” Mt. 25.35

MT3

Jeszcze bardziej ksenofobiczny Jobbik określa się jako partia chrześcijańska, co akurat w ich wypadku oznacza nieżydowska ale nie słyszałem o protestach żadnych kościołów przeciwko nadużywaniu tego określenia.

O wartościach chrześcijańskich w odniesieniu do migrantów mówi się ostatnio szeroko. Niedawno nawiązał do nich Tusk. Ostro wypowiedział się też arcybiskup Wiednia Christoph Schönborn. Głos w obronie uchodźców od dawna zabiera papież Franciszek.

Widać więc jak ścierają się dwie pozycje. Jedna to: ratujmy uchodźców bo to nam nakazuje chrześcijaństwo – jak w powyższym cytacie. Druga: brońmy się przed uchodźcami bo zagrażają one chrześcijaństwu. I dzięki Węgrom ten spór jest coraz bardziej widoczny.

A sam nie wiem co to za chrześcijaństwo, które odwraca się od potrzebujących pomocy.