Węgrów Ukraina mało obchodzi

Z przeprowadzonego w czerwcu i lipcu badania opinii publicznej [HU] w Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji i na Węgrzech wyłania się obraz obojętności wobec wojny w Ukrainie i braku sympatii wobec Ukraińców na Węgrzech w porównaniu do pozostałych krajów objętych badaniem.

Tutaj 36% respondentów – najwięcej w całym regionie – uważa, że Ukraina powinna się poddać (w Polsce jest to 8%).

Podobnie w całym regionie to na Węgrzech najmniej ludzi rozmawia o wojnie – 85% wobec 95% w Polsce.

Najmniej jest też popierających opinię, że Zachód powinien więcej zrobić dla poparcia Ukrainy – 21% wobec 69% w Polsce.

W odniesieniu do wszystkich tych pytań Węgry i Polska zajmują pozycje na dwóch krańcach skali. Widać, że oba kraje różni nie tylko polityka rządów ale i poglądy społeczeństw.

Tyle, że na Węgrzech, moim zdaniem, te poglądy w dużej mierze kształtuje propaganda rządowa.

Graffiti w wykonaniu anonimowego twórcy, któremu wojna w Ukrainie nie jest chyba obojętna.

Reklama

Radio Polonia Węgierska 87 / Węgry a historia muzyki rockowej

Węgrzy nie tylko wynaleźli, jak wszyscy to wiemy, długopis, wodę sodową i centralę telefoniczną ale również odcinęli swoje piętno na muzyce rockowej. O tym mówię w 87 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (24:05).

Jak to w Europie wschodniej bywa, także w przypadku Węgier karierę światową zrobić można w zasadzie dopiero opuściwszy rodzinny kraj. Przykładów jest masa, weźmy choćby noblistów – z fizyki Jenő (Eugene) Wignera, z chemii Györgya (George) Olah, z ekonomii Jánosa (Johna) Harsányego, twórcę Excela Károlya (Charles) Simonyego, współkonstruktora bomby wodorowej Ede (Edwarda) Tellera, wybitnego matematyka Jánosa (Johna von) Neumana, i tak dalej. Oczywiście były i wyjątki jak Albert Szent-Györgyi, który Nobla z medycyny otrzymał jako mieszkaniec Węgier czy też Imre Kertész, laureat Nobla z literatury, który podobnie żył na Węgrzech, ale to raczej potwierdzenie powyższej reguły.

Mniej znana jest postać węgierskiego muzyka, który zapisał się trwale w historii rocka. (OK, może dziwnym się wydaje porównywanie fizyki atomową do muzyki rockowej, ale kultura też jest ważna!) Chodzi o Tamása (Thomasa) Erdélyiego czy też Tommyego Ramone z legendarnego amerykańskiego zespołu punkowego The Ramones. Erdélyi grał tam na perkusji, był także producentem szeregu płyt grupy.

Erdélyi mieszkańcem Węgier nie był długo. Urodził się w 1949 roku w rodzinie żydowskiej – rodzice, zawodowi fotografowie, Holocaust przeżyli ukrywani przez sąsiadów – a kraj opuścił w trakcie rewolucji 1956 roku. Rok później trafił do Stanów Zjednoczonych, zamieszkał z rodziną w okolicach Nowego Jorku. W szkole średniej zaczął grać w zespole the Tangerine Puppets, tam poznał się z kolegą, z którym później zakładali the Ramones.

Początkowo Erdelyi miał być managerem ale kiedy okazało się, że grupa nie może znaleźć perkusisty, który wytrzymywałby tempo ich kawałków, sam usiadł do bębnów.

Na perskusji grał w latach 1974-1978, później zrezygnował powołując się na zbyt męczące trasy koncertowe, pozostał jednak producentem płyt zespołu. Umarł w 2014 roku.

W 2002 roku the Ramones doznali honoru umieszczenia na liście Rock and Roll Hall of Fame. Erdelyi jest tam, przynajmniej dotychczas, jedynym muzykiem węgierskiego pochodzenia. Dla fanów rocka to jakby dostał Nobla.

The Ramones, nasz bohater to ten pierwszy z prawej, źródło: The Rolling Stone

The Ramones gra

Radio Polonia Węgierska 86 / czemu węgierscy pisarze nie piszą o Polsce

Powstało parę świetnych książek, w których polscy pisarze opisują Węgry ale brak takich książej o Polsce po stronie węgierskiej. O tym opowiadam w 86 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (31:10).

Czytam sobie ostatnio Jadąc do Babadag Andrzeja Stasiuka delektując się opisami węgierskiej, choć nie tylko, prowincji, po której Stasiuk włóczy się pijąc masę kawy, palinki czy też jej innych lokalnych odpowiedników, paląc podłe papierosy, podróżując przeróżnymi środkami lokomocji no i wdając się w bezpośrednie kontakty z ludźmi tam żyjącymi. Nie będąc tam mogę dzięki tej książce tych miejsc doświadczyć, dowiedzieć się czegoś o nich, poznać ich klimat – a może nawet się nimi głębiej zainteresować.

Nie tylko Stasiuk tak pisze o Węgrzech. Czytając książki Krzysztofa Vargi – Gulasz z turula, Czardasz z mangalicą, Langosz w jurcie – można sobie podumać o duszy węgierskiej i węgierskich kulinariach. Via Carpatia Szczerka to z kolei powstała w stylu gonzo relacja z podróży tropami węgierskiego nacjonalizmu i resentymentu.

Tak więc po Węgrzech można sobie popodróżować nie ruszając się z wygodnego fotela.

Zastanowiło mnie jak wygląda sytuacja z drugiej strony, czyli na ile podobnych pozycji mogą liczyć węgierscy czytelnicy.

Symetrii nie ma. Podobnych reportaży literackich nie ma w ogóle. Z tematów polskich jest nieco książek Istvána Kovácsa o udziale Polaków w powstaniu 1848 roku, kilka pozycji o kontaktach polsko-węgierskich: współpracy opozycji demokratycznej w obu krajach w latach 80-tych czy też legendarnych podróżach młodych Węgrów autostopem po Polsce w latach 60-tych oraz 70-tych. Poza tym nic.

Żałuję tego z dwóch powodów. Po pierwsze, rzecz jasna, szkoda, że Węgrzy nie mają możliwości takich fotelowych podróży po Polsce jak Polacy po Węgrzech. A po drugie to ciekaw jestem jak węgierscy autorzy widzieliby Polskę, co zwróciłoby ich uwagę, co zdziwiło, co zniesmaczyło, a co może by rozśmieszyło. Zazwyczaj sporo można się dowiedzieć o sobie od takich obserwatorów z zewnątrz.

Tyle wydaje się środków na pielęgnowanie przyjaźni polsko-węgierskiej, a nuż znalazłoby się coś na kilka stypendiów na napisanie przez węgierskich pisarzy podobnych książek o Polsce. Tyle, że nie wolno byłoby oczekiwać od nich lukrowanego obrazu kraju – to nie byłoby dla nikogo interesujące.

kilka krzywo ułożonych wspomnianych książek, wśród nich nawet jedno tłumaczenie na węgierski

Radio Polonia Węgierska 85 / wielki mistrz mini-pomników

Tego artysty nie sposób nie lubić. Tworzy mini-rzeźby i mini-pomniki, umieszcza je w przestrzeni publicznej, nie zawsze dbając o odpowiednie zezwolenia. O nim mówię w 85 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (16:30).

Sto osiemdziesiąt pomników w pięćdziesięcu czterach miastach pomimo relatywnie młodego wieku (44 lata). Styl na tyle charakterystyczny, że nawet dyletanci rozpoznają bezbłędnie autora. I to wszystko mimo faktu, że mowa jest o imigrancie świeżej daty.

Prace tego artysty można oglądać przede wszystkim w Użhorodzie w Ukrainie ale jest ich dużo też w Budapeszcie co jest reprezentatywne dla jego związków z obu miastami i krajami: Michail, Mychajło albo też Mihály Kołodko ma korzenie węgiersko-ukraińskie i w 2017 roku przeniósł się z rodzinnego Użhorodu do Budapesztu.

Choć jako rzeźbiarza w pierwszym rzędzie interesowały go monumentalne pomniki, z czasem uznał, że w nowych czasach nie można zdawać się na państwowe z natury rzeczy zamówienia na tego rodzaju prace. Dodajmy do tego ograniczenia materialne, których doświadczał jako niezależny twórca i widać już jak narodziła się jego koncepcja rzeźbiarstwa partyzanckiego. W ramach tej formy street artu tworzy on i rozmieszcza w przestrzeni publicznej mini-rzeźby czy też mini-pomniki nie uzyskując dla tego żadnych zezwoleń.

Forma tych prac początkowo wywoływała kontrowersje ale obecnie są one szeroko akceptowane i traktowane jako część kolorytu danej miejscowości. Informacje o nowych rzeźbach Kołodki są regularnie zamieszczane w mediach.

Jeśli wzbudzają dziś kontrowersje to raczej swoją treścią bo Kołodko nie tworzy wyłącznie postaci z bajek czy słodkich zwierzaków ale też rzeźby o niekiedy wyraźnej treści politycznej. Kiedy na placu Szabadság, gdzie znajduje się pomnik żołnierzy radzieckich, umieścił on wojskową uszankę na poduszce koronacyjnej, pewien skrajnie prawicowy polityk rozbił rzeźbę siekierą a pozostałości wrzucił do Dunaju. Rzeźbiarz odpowiedział umieszczając tam rzeźbę siekiery na takiej samej poduszce.

Niedawno nabrzeże Dunaju wzbogacił jego pomnik wojny rosyjsko-ukraińskiej. Na trawniku przy promenadzie Moskiewskiej (Moszkva sétány) pojawił się ozdobiony tryzubem środkowy palec z kamienia formując jednoznaczny gest. Na jego szczycie znajduje się okręt wojenny ozdobiony twarzą Putina, zważywszy na lokalizację, można przypuszczać, że chodzi o ten okręt, którego obrońcy wyspy Wężów posłali w wiadome miejsce.

Śladami rzeźb Kołodki można zwiedzać Budapeszt – jest ich tu niemal czterdzieści (mapa tu). Moja ulubiona to cesarz Franciszek Józef śpiący na balustradzie mostu Szabadság. Ale, że jedna z jego rzeźb znajduje się w Kielcach a inna w Przemyślu, to zwiedzanie można rozciągnąć i na Polskę.

żaba na placu Szabadság

śpiący Franciszek Józef na moście Szabadság

Fajka Rezső Seressa

królik z uszami w kratkę (kockásfülű nyúl), bohater jednej z dziecięcych bajek

palec z Putinem, źródło: 444.hu

okręt z Putinem na szczycie palce, źródło: 444.hu

Radio Polonia Węgierska 84 / Węgierski syndrom Trianon

Wreszcie – jest niezbędna dla chcących lepiej rozumieć Węgry czytelnika polskiego czyli Węgierski syndrom Trianon Bogdana Góralczyka. Polecam ją w kolejnym podcaście Radio Polonia Węgierska (20:35).

Kiedy człowiek zacznie się interesować Węgrami – albo też tu przyjedzie – zapoznaje się szybko z paroma rzeczami: zupą gulaszową, łaźniami, węgierskimi winami, romkocsmami no i oczywiście Trianonem. Są to zwykle, przynajmniej początkowo, znajomości dość powierzchowne, bo nie zawsze łatwo jest ze źródłami informacji. Dobra wiadomość, że co do Trianonu sytuacja się poprawiła bo niedawno ukazała się po polsku książka, która prezentuje temat w szerokim ujęciu.

Węgierski syndrom Trianon Bogdana Góralczyka to nie tylko omówienie wydarzeń związanych z tym nieszczęsnym dla Węgier traktatem kończącym pierwszą wojnę światową. Książka obejmuje okres stu pięćdziesięciu lat od początków dualizmu Monarchii Austro-Węgierskiej poprzez pierwszą wojnę światową i sam traktat, międzywojenny rewizjonizm, tragiczne wydarzenia drugiej wojny światowej, powojenne przemilczenie tematu aż po obecne z nim związane dyskusje i wpływ na politykę. Trianon jako leitmotiv ostatniego półtora wieku to niezły sposób by wiele dowiedzieć się o historii Węgier oraz sposobie myślenia Węgrów.

Istnieją zasadniczo dwa podejścia do kwestii odpowiedzialności za Trianon: przypisanie jej obcym mocarstwom – to obecnie dominująca linia – lub uznanie, że spowodowali go, swoimi czynami i postawą, sami Węgrzy. Autor skłania się ku temu drugiemu podejściu. Argumentuje, że polityka agresywnej madziaryzacji a nawet szowinizm węgierski przejawiany wobec mniejszości żyjących na terenie ówczesnych Węgier oraz absolutny brak elastyczności politycznej elity nawet w obliczu wojennej klęski, skutecznie zniechęciły te mniejszości do lojalności wobec Węgier. Warto dodać, że sami Węgrzy mimo wspomnianej madziaryzacji nie stanowili nawet połowy mieszkańców kraju przed pierwszą wojną światową.

Książka, która nie szczędzi nawiązań do współczesności, pisana jest z perspektywy węgierskiej. To jest pewnie jej największym ograniczeniem. Marzy mi się omówienie Trianonu przedstawiające perspektywy wszystkich zaangażowanych stron a także nawiązujące do kontekstu europejskiego, na przykład, omawiając rozpad nie tylko węgierskiej ale i austriackiej części Monarchii.

Ale i tak Węgierski syndrom Trianon Góralczyka to wspaniały prezent dla wszystkich ciut głębiej niż tylko turystycznie zainteresowanych Węgrami.

Radio Polonia Węgierska 83 / Zapomniane ofiary wojen

Nie o wszystkich ofiarach wojen pamiętamy tak samo. O tym mówię w najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (17:50).

Jak ktoś podróżuje po Węgrzech na pewno zwróci uwagę na stojące w środku każdej miejscowości małe pomniki czy też tablice upamiętniające ofiary dwóch ostatnich wojen światowych. Powstały one zwykle w latach międzywojennych, początkowo jako upamiętnienie ofiar wojny, wówczas jeszcze po prostu „światowej”, bez przymiotnika “pierwsza”, po drugiej wojnie dodano kolejne listy.

Ofiary te polegli żołnierze. Mężczyźni w kwiecie wieku. Ich śmierć z pewnością odbiła się tragicznym piętnem na ich rodzinach, w których odgrywali zapewne rolę żywiciela. Jeśli porównać ich liczbę do liczby mieszkańców miejscowości, widać jakim ciosem ta strata musiała być także na poziomie społecznym.

Tablice takie to oczywiście nie specjalność węgierska. Znaleźć je można w wielu krajach na zachodzie Europy.

W Polsce jednak takich upamiętnień ofiar pierwszej wojny światowej brak.

Czy w czasie tej wojny nie ginęli Polacy? Czy może ginęło ich mniej niż przedstawicieli innych narodowości? Czy nie są warci pamięci? Na wszystkie pytania odpowiedź brzmi: nie.

Pomija się ich w zbiorowej pamięci bo nie zginęli za Polskę, a śmierć ludzi, którzy zginęli z innych niż Polska powodu, nawet jeśli nie mieli w tej sprawie wyboru, wyraźnie jest mniej warta. Jak pamiętamy z nauki historii w szkole, ta wojna, ta wymarzona wojna narodów, w której wszyscy trzej zaborcy ponieśli klęskę to powód do radości a nie żałoby. A przecież tu też zginęli Polacy – tu też zginęli ludzie.

Każdy Polak zapytany o ilość ofiar drugiej wojny światowej nawet w środku nocy wyrwany ze snu wyrecytuje: sześć milionów. Na to samo pytanie w odniesieniu do pierwszej wojny światowej w milczeniu sięga po komórkę by sprawdzić w internecie (pomogę: to około miliona zabitych).

W czasach kiedy nawet ofiarom większych wypadków drogowych stawia się pomniki cisza wokół polskich ofiar pierwszej wojny światowej jest szczególnie uderzająca.

Sankcje przeciw Rosji są dla idiotów. Czy je popierasz?

„Jak będziesz jadł szpinak to urośniesz, będziesz najsilniejszy na podwórku a nawet będziesz potrafił gwizdać, ale jeśli nie będziesz go jadł to nic z tych rzeczy a w dodatku wypadną ci zęby i będą ci śmierdziały stopy. To co zjesz dzisiaj na obiad, szpinak czy coś innego?”

Tak się manipuluje dziećmi ale, jak zdają się uważać autorzy najnowszych tak zwanych narodowych konsultacji, również i Węgrami. Konsultacji, od których nie zależy nic, które odgrywają podobną rolę jak wybory w okresie socjalizmu: biorąc w nich udział popierasz władzę.

Jak wspomniałem, nie pierwsze to takie „konsultacje”, za każdym razem są podręcznikowym przykładem zestawu technik manipulacyjnych (było o nich tu, tu, tu, tu i tu) . Weźmy samą podstawową kwestię: skąd te sankcje? Dlaczego je wprowadzono? Co jest stawką w obecnej sytuacji? Poza krótką i nieprawdziwą wzmianką „[Bruskelscy przywódcy] obiecali, że sankcje rzucą Rosję na kolana i zakończą wojnę” o tych pytaniach nie ma mowy. Podobnie jak i o tego drobiazgu, że jednym z owych mistycznych „brukselskich przywódców” jest jak najbardziej i premier Węgier, który wszystkie te sankcje przegłosował. I tak dalej (dla zainteresowanych, szeroką analizę kwestionariusza konsultacji przeprowadził węgierski portal Lakmusz zajmujący się weryfikacją fake newsów [HU]).

Autorzy „konsultacji” najwyraźniej sądzą, że Węgrzy nie są w stanie tego zauważyć. Ton konsultacji to ton zmuszającego się do cierpliwości ojca tłumaczącego nierozgarniętemu dziecku jakimi idiotami są twórcy sankcji, którzy nie są w stanie zauważyć tych wszystkich oczywistych oczywistości.

Tekst listu od premiera oraz samego kwestionariusza przetłumaczyłem poniżej. Tak tutaj rząd podkopuje unijną politykę sankcji. Oto Głos Kremla w twoim domu.

Drogi Rodaku!

Brukselscy przywódcy postanowili nałożyć sankcje gospodarcze z powodu wojny. Obiecali, że sankcje rzucą Rosję na kolana i zakończą wojnę.

Obecnie jest już jasne, że przyjęte w czerwcu brukselskie sankcje nie działają. Ceny energii poszybowały w górę, żywność drożeje, a inflacja wzrosła do poziomów niewidzianych od dziesięcioleci. Sankcje niszczą więc gospodarkę europejską i węgierską. Tymczasem Rosja była w stanie nawet zwiększyć swoje dochody.

Bruksela, zamiast zmienić błędne decyzje, teraz jeszcze bardziej chce rozszerzyć sankcje. To nieodpowiedzialna polityka, która jeszcze bardziej pogłębi problemy gospodarcze.

Potępiamy militarną agresję Rosji i pomagamy uchodźcom z Ukrainy. Nie możemy jednak popierać decyzji, które stawiają węgierskie rodziny w trudnej sytuacji. Potrzebne są nie błędne sankcje, ale natychmiastowe negocjacje pokojowe. Zniesienie sankcji brukselskich może położyć kres wzrostom cen i odciążyć gospodarkę.

Aby móc reprezentować nasze stanowisko z odpowiednią siłą, musimy się zjednoczyć i uzgodnić nasze stanowisko. Dlatego ponownie rozpoczęliśmy narodowe konsultacje.

Proszę o udział i wyrażenie opinii na temat sankcji.

Dziękuję za pomoc w naszej pracy.

Z poważaniem:

Viktor Orbán

Premier Węgier

NARODOWE KONSULTACJE O BRUKSELSKICH SANKCJACH

1. BRUKSELA POSTANOWIŁA WPROWADZIĆ SANKCJE NA ROPĘ

Po wybuchu wojny panowała zgoda, że sankcje wobec Rosji nie będą obejmowały nośników energii. Mimo to w czerwcu zdecydowano w Brukseli o zakazie importu ropy i produktów naftowych z Rosji. Węgry wywalczyły zwolnienie z udziału w jego realizacji, ponieważ inwestycje konieczne do zastąpienie rosyjskiej ropy naftowej wymagałyby kilku lat i setek miliardów forintów. W przypadku Węgier embargo na ropę doprowadziłoby do poważnych problemów z dostawami i stanowiłoby ogromne obciążenie dla gospodarki.

Czy zgadzasz się z brukselskimi sankcjami na ropę?

TAK O

NIE O

2. SANKCJE ZOSTAŁYBY RÓWNIEŻ ROZSZERZONE NA DOSTAWY GAZU.

Przywódcy brukselscy chcą rozszerzyć sankcje również na dostawy gazu. Gospodarka europejska jest w znacznym stopniu uzależniona od rosyjskiego gazu (w przypadku Węgier stopień zależności wynosi 85 procent). Pojawienie się pomysłu sankcji gazowych spowodowało większe podwyżki cen energii niż sam wybuch wojny. Konsekwencje są już poważne. Rachunki za energię wzrosły do ​​rekordowych poziomów w całej Europie. Rosja grozi odcięciem dostaw gazu w odpowiedzi na sankcje. Zagraża to ogrzewaniu mieszkań i funkcjonowaniu europejskiej gospodarki.

Czy zgadzasz się z sankcjami na dostawy gazu?

TAK O

NIE O

3. SANKCJE DOTYCZĄ RÓWNIEŻ SUROWCÓW

Bruksela zakazała również importu paliw stałych (takich jak węgiel) z Rosji. Zakaz dotyczy także stali i drewna i teraz chce go rozszerzyć też na inne surowce. Ten zakaz spowodował duże podwyżki cen, dodatkowo zwiększając obciążenie rodzin. W wyniku kryzysu energetycznego Europa potrzebuje większej niż dotychczas ilości paliw stałych i nie jest w stanie pokryć swoich potrzeb z własnej produkcji.

Czy zgadzasz się z sankcjami na surowce?

TAK O

NIE O

4. SANKCJE MIAŁYBY ZOSTAĆ RÓWNIEŻ ROZSZERZONE PALIWO DO ELEKTROWNI ATOMOWYCH

Parlament Europejski i kilka państw członkowskich chce rozszerzyć sankcje również na paliwo do elektrowni atomowych. Rola tych elektrowni w europejskim systemie energetycznym jest nie do pominięcia. Znaczna ich część pracują na paliwie z Rosji, którego, ze względów technicznych, nie da się w krótkim czasie wymienić. Dlatego też rozszerzenie sankcji na paliwo jądrowe zagroziłoby stabilnym dostawom energii i podniosłoby ceny.

Czy zgadzasz się z sankcjami dotyczącymi paliwa jądrowego?

TAK O

NIE O

5. ROZBUDOWA ELEKTROWNI JĄDROWEJ W PAKS JEST RÓWNIEŻ MOŻLIWYM CELEM SANKCJI

Elektrownia jądrowa w Paks to gwarancja tańszej energii elektrycznej na Węgrzech. Rozbudowywana jest z pomocą rosyjskich firm. Wielu chciałoby rozszerzyć sankcje nuklearne na jej rozbudowę. Zdaniem Parlamentu Europejskiego i niektórych partii opozycyjnych współpraca rozwojowa z rosyjskimi firmami powinna zostać zakończona. Zawieszenie rozbudowy elektrowni może prowadzić do dalszego wzrostu cen i zakłóceń w dostawach.

Czy zgadzasz się, że inwestycja w Paks również powinna być objęta sankcjami?

TAK O

NIE O

6. POLITYKA SANKCJI NIE OSZCZĘDZA TURYSTYKI

Sankcje szkodzą również turystyce europejskiej, która ze względu na niedawną pandemię nie jest w łatwej sytuacji. Z powodu ograniczeń wjazdowych liczba turystów z Rosji znacznie spadła. Odczuwalne są one również na Węgrzech, tym bardziej, że liczba osób przybywających z zagranicy nadal nie osiągnęła poziomu sprzed epidemii. To sektor, który zapewnia pracę setkom tysięcy osób w naszym kraju.

Czy zgadzasz się z sankcjami ograniczającymi turystykę?

TAK O

NIE O

7. SANKCJE ZWIĘKSZĄ CENY ŻYWNOŚCI I MOGĄ DOPROWADZIĆ DO KOLEJNEJ FALI IMIGRACJI

Sankcje mają również poważny wpływ na zaopatrzenie w żywność. Wzrost cen gazu znacznie podnosi koszty produkcji rolnej, w dodatku sankcje obejmują również niektóre składniki nawozu. Rosnące ceny żywności w krajach rozwijających się zwiększają ryzyko głodu. Prowadzi to do jeszcze większych fal migracji i zwiększa presję na granice Europy.

Czy zgadzasz się z sankcjami, które powodują wzrost cen żywności?

TAK O

NIE O

Jak zawsze, „konsultacjom” towarzyszy kampania propagandowa (na wypadek gdyby ktoś nie był w stanie zrozumieć delikatnych sugestii zawartych w sformułowaniach pytań). I tym razem mamy plakaty, których nie da się nie zauważyć. Te bomby to rzecz jasna nie symbol agresji rosyjskiej ale „bruskselskich sankcji”.

Brukselskie sankcje nas niszczą!

Radio Polonia Węgierska 82 / Kapuś

Ten serial przemknął się przez HBO Max jak meteor a mimo wszystko na wielu Węgrach zrobił duże wrażenie. Besugó czyli Kapuś powinien być ciekawy nie tylko dla Węgrów, o tym opowiadam w kolejnym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (22:30).

Co istnieje coś, co może bardziej kręcić Węgrów niż Batman? Okazało się, że tak. Kiedy w kwietniu w ofercie HBO Max równolegle z Batmanem właśnie pokazano węgierski ośmioodcinkowy serial pt. Besugó czyli Kapuś, on właśnie okazał się być bardziej popularny od Batmana.

Jest rok 1985. Na studia do Budapesztu przyjeżdza z prowincji Gergő. Jeszcze w pociągu zostaje on szantażem zmuszony do współpracy z węgierską ubecją. Ma rozpracować działającą wśród studentów opozycyjną grupę kierowaną przez charyzmatycznego Zsolta Szavę.

Gergő podejmuje grę niekiedy wyciągając dla siebie korzyści z układu, w którym się znalazł. Donosi na kolegów, coraz bardziej zdobywa zaufanie opozycjonistów, a przy tym doskonali się w sztuce manipulowania wszystkimi w swoim otoczeniu, włączając w to swojego oficera prowadzącego.

Serial w niemal fotograficzny odtworzył świat lat osiemdziesiątych. Tytułowy klip z muzyką undergroundowej kapeli Európa Kiadó mistrzowsko łączy oficjalne i nieoficjalne obrazy z tego okresu. Bardzo przekonująco przedstawione jest kilka postaci, na przykład mały cwaniak zajmujący się wszelkimi geszeftami czy młodzieżowy działacz komunistyczny.

Gorzej poszło natomiast z odtworzeniem historycznych realiów, co ściągnęło na serial wiele krytyki. Podnoszono, że inaczej wyglądała ówczesna opozycja, że przedstawiony w filmie szantaż w życiu nigdy by nie miał miejsca, że nie oddano w nim wszechobecnego strachu.

Tak czy inaczej, serial zahipnotyzował Węgry. Pewną rolę odegrała w tym na pewno nostalgia za latami osiemdziesiątymi, które, jak wspomniałem, są w warstwie wizualnej odtworzone nadzwyczaj wiernie.

Sądzę jednak, że ważniejsze było podjęcie tematu współpracy z bezpieką. Ten temat to na Węgrzech w zasadzie tabu. Mimo upływu tylu lat od upadku komunizmu, do dziś dostęp do archiwów jest ograniczony. Społeczeństwo nie zmierzyło się z tą kwestią. A, jak się wydaje, jest do tego gotowe.

Serial był dostępny zaledwie przez parę miesięcy bo już pod koniec czerwca usunięto go z oferty HBO Maxa powołując się na względy oszczędnościowe. Trudne to zrozumiałe zważywszy na jego popularność. Może zadbali o to nieujawnieni agenci z tamtych czasów?

Tytułowy klip
Mocskos idők czyli Parszywe czasy

Radio Polonia Węgierska 81 / Ten plac to my

W najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska opowiadam o tym jak piosenka z rockopery stała się hymnem ulicznym (23:00).

Ta piosenka, tu w nieco chaotycznym wykonaniu, rozbrzmiewa ostatnio na demonstracjach poparcia dla nauczycieli walczących o prawo do strajku i podwyżki. Demonstracje, zarówno te organizowane przy szkolach jak i wielokilometrowy żywy łańcuch ciągnący się przez całe śródmieście czy też blokada mostu Małgorzaty, przyciągają licznie uczniów i to oni śpiewają tę piosenkę.

Pochodzi ona z rock opery Chłopcy z Placu Broni. Jej tytuł to Mi vagyunk a Grund czyli, w tłumaczeniu, Ten plac to my, jest to w zasadzie hymn patriotów Placu Broni. Posłuchajmy fragmentu:

Wielki jest świat, do nieba sięga
Ale ten skrawek ziemi ogarnie jedna ręka
Tu do nas słońce się uśmiecha
Swój szlak znaczy na deskach

I ten plac, i to lato, i drzewa, i akacje
I ten ogród, i dom, w domu głosy chłopackie
Ciebie i mnie nic już nie rozłączy
Powiedz ty też, że ten plac to my.

Stańmy w jego obronie, co by nie miało przyjść
Plac musi wolnym być!
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić
Inaczej nie warto żyć.

Chłopcy z Placu Broni to węgierska powieść wszechczasów, najpopularniejsza książka napisana po węgiersku zarówno tu jak i na świecie. Mimo, że powstała niemal sto dwadzieścia lat temu, do dziś rezonuje wśród odbiorców. Zainspirowała powstanie wspomnianej rock opery, ta z kolei młodzież, która za swoją przyjęła jedną z pochodzących z niej piosenek utożsamiając swą walkę ze zmaganiami bohaterów książki. Bitwa o Plac broni nie skończyła się, ona wiecznie trwa.

Dla zainteresowanych, klip z oryginalnym wykonaniem piosenki:

Wykonanie przez demonstrujących uczniów:

Bonus: wykonanie przez nauczycieli:

Moje tłumaczenie tekstu piosenki (oryginalny tekst tu)

Ten plac to my
Wielki jest świat, do nieba sięga
Ale ten skrawek ziemi ogarnie jedna ręka
Tu do nas słońce się uśmiecha
Swój szlak znaczy na deskach

I ten plac, i to lato, i drzewa, i akacje
I ten ogród, i dom, w domu głosy chłopackie
Ciebie i mnie nic już nie rozłączy
Powiedz ty też, że ten plac to my.

Stańmy w jego obronie, co by nie miało przyjść
Plac musi wolnym być!
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić
Inaczej nie warto żyć.

Wielki jest świat i nikogo nie rusza
Że ktoś tu w nas kamieniem rzuca
Usta nam nie drżą gdy zbliża się cios
My zwyciężymy bo nasz kraj to nasz los
.

I ta ławka, ten mur, te belki w sągach
Ta piosenka, bicie serca coraz bardziej się w nią wciąga
To jest znak, że stąd nigdy nie uciekniemy
Powiedz ty też, że ten plac to my
.

Stańmy w jego obronie, co by nie miało przyjść
Plac musi wolnym być!
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić
Inaczej nie warto żyć.

Stańmy w jego obronie, co by miało nie przyjść / Czego się bać, po co żyć
Plac musi wolnym być! / Jeśli nie dla swych marzeń?
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić / Czego się bać, po co żyć
Inaczej nie warto żyć / Jeśli nie dla swych marzeń?

Czego się bać, po co żyć
Jeśli nie dla swych marzeń?
Czego się bać, po co żyć
Jeśli nie dla swych marzeń?

Stańmy w jego obronie, co by nie miało być
Wyzwolimy plac!
Umówmy się: to miejsce musi być
Inaczej nie warto żyć.

Radio Polonia Węgierska 80 / Morze słowiańszczyzny

Morze słowiańszczyzny oblewa Węgry. O tym mówię w najnowszym odcinku wznowionego właśnie podcastu (33:11).

Panslawizm ma się świetnie na Węgrzech.

Ot, nie tak dawny przykład: pochodząca z marca wypowiedź Viktora Orbána na temat wojny w Ukrainie: „Nigdy nie uczestniczyliśmy w sporze z ilu państw ma się składać morze słowiańszczyzny, i w przyszłości nie zamierzamy tego robić”.

Słowiańskie morze: to nie wymysł premiera ale funkcjonujące wśród wielu Węgrów pojęcie. Dla nich słowiańszczyzna to rzecz obca, zagrożenie. Nie raz można usłyszeć, że Węgry są „wyspą na morzu słowiańszczyzny”. Pominąwszy już ciekawą kwestię słowiańskiego charakteru Austriaków czy też Rumunów, obraz ten wyraźnie pokazuje poczucie otoczenia.

Dla mnie, jak pewnie i dla przeważającej większości Polaków, słowiańskość co cecha języka. Określam się jako Polak, Europejczyk, poznaniak, budapeszteńczyk ale słowianin? Zdecydowanie nie!

Dla wielu Węgrów natomiast słowiańszczyzna to niemal narodowość. Słowianie są podobni do siebie, tworzą jedną wspólnotę, różnice między nimi są pomijalne. Dużo chętniej odwołują się do pojęcia słowiańszczyzny niż Polacy (czy też zapewne inni słowianie).

Na przykład, pamiętam jak kiedyś widziałem billboard reklamujący koncert hasłem „Bartók i słownianie”. W programie, poza Bartókiem, Borodin, Czajkowski, Dvořák, Janáček, Glinka, Musorgski, Prokofiew, Rachmaninow, Rimski-Korsakow, Smetana, Szostakowicz i Strawiński, czyli kompozytorzy czescy i rosyjscy. Nie jestem w stanie powiedzieć czy akurat kryterium lingwistyczne najlepiej nadaje się klasyfikowania tej grupy kompozytorów, było nie było, niewerbalnej muzyki, organizator koncertu takich rozterek nie miał.

Tak więc muzułmanin z Bośni, czeski ateista, katolik z Polski, posługujący się cyrylicą prawosławny Rosjanin czy też Ukrainiec to wszystko jeden pies. Panslawizm, który w krajach słowiańskich traktowany jest raczej jako eksponat z muzeum idei, na Węgrzech nadal żyje.

Bartók + Słowanie czyli Węgrzy i reszta (ich otaczającego) świata