bez prostych analogii między Węgrami a Polską

Przez długi czas myślałem, że historia Polski i Węgier jest bardzo podobna. Bo razem wyzwoliliśmy się spod socjalizmu, bo i tu i tu byli dysydenci, w obu krajach coś się działa w 56 roku, bo kraje wyszegradzkie, bo Europa środkowa, bo Jenő Szűcs i jego Three Historical Regions of Europe. Niedawno jednak rozmawiając ze znajomym, który próbował zrozumieć sytuację na Węgrzech poprzez znalezienie prostych analogii, zauważyłem, że nie jest tak do końca. Proponuję spacerek przez ostatnie półtora wieku.

Wiosna ludów – tu dużo podobieństw. Polacy walczą na Węgrzech w powstaniu 1848 bo sprawa jest wspólna. Rola Rosji jako dławiciela dążeń wolnościowych jest podobna. Ale potem już tylko coraz więcej różnic.

Krótko po powstaniu styczniowym Węgrzy zawierają ugodę z Austrią i otrzymują szeroką autonomię. Kraj nie jest wolny ale rozwkita. Do dziś jest to mile wspominany wiek złoty. Polska nadal pod zaborami, doznaje kolejnych represji raczej niż rozwoju.

W pierwszej wojnie światowej Węgry walczą po stronia państw centralnych. Co ja piszę, SĄ jednym z państw centralnych. Polski nie ma, Polacy giną we wszystkich armiach, zaczynają się przygotowania do odzyskania niepodległości.

Koniec wojny: niesamowity entuzjazm w Polsce, granice wywalczone zbrojnie, wliczając w to najważniejszą wojnę polsko-bolszewicką. Duma z odzyskanej niepodległości. Na Węgrzech z podobnie odzyskanej niepodległości dumy nie ma, dominuje trauma spowodowana utratą terytoriów na skutek traktatu z Trianon. Wojskowo wojna kończy się poczuciem klęski.

W okresie międzywojennym Polska notuje szereg sukcesów w budowaniu państwowości. Węgry dostosowują państwo i infrastrukturę do nowych granic i kultywują rewizjonizm.

W wojnę Polska wchodzi jako sprzymierzeniec Wielkiej Brytanii i Francji, Węgry jako sojusznik podobnie rewizjonistycznych Niemiec. Polska walczy ponad miesiąc z wojskami niemieckim, zajęcie Węgier przez te wojska odbywa się bez żadnego oporu. Z drugiej strony Polska oficjalnie traktuje wkraczającą Armię Czerwoną jako sojusznika podczas gdy wojska węgierskie, ramię w ramię z Niemcami, walczą przeciwko jej.

Zamknięcie żydów w gettach i ich deportacja odbywa się na Węgrzech pod kierownictwem niemieckim ale rękoma przedstawicieli węgierskiego państwa: urzędników i żandarmów. W Polsce, podziemne wówczas, państwo nie odgrywa takiej roli.

Wojnę oba państwa kończą mimo wszystko podobnie: zajęte przez Armię Czerwoną trafiają pod kontrolę komunistów. Wielu ludzi zostaje wywiezionych na wschód. W Polsce jednak panuje przekonanie, że "wojnę wygraliśmy wojnę choć zdradzili nas sojusznicy". Kultywuje się bohaterów narodowych. Antykomunistyczne zbrojne podziemie działające przez parę lat po wojnie nie ma swojego odpowienika na Węgrzech. Tam w tym czasie dominuje świadomość klęski a pamięć o wojnie ogranicza się do raczej skromnego, neutralnego upamiętnienia zabitych bądź poległych.

Role odgrywana przez emigrację polską w kulturze i kształtowaniu myślenia o polityce jest nieporównywalna z rolą emigrację węgierskiej będącej głównie efektem exodusu po 1956 roku. Z kolei Węgry czerpią z kultury węgierskiej w krajach sąsiednich, na przykład w Wojwodinie.

Represje po powstaniu 1956 roku na długo złamały ducha oporu u Węgrów. Niemal do końca socjalizmu będzie panował spokój społeczny. Wypadki poznańskie tego samego roku były dużo bardziej ograniczone i mniej krwawe. Ich stłumienie nie zapobiegło kolejnym wybuchom włącznie z największym z nich w 1980 roku.

Ruch dysydencki rodzi się w obu krajach w podobnym czasie ale tylko w Polsce nabiera znaczenia poza wąskimi kręgami inteligencji. Swoją drogą nawego słowo "dysydent" ma różne znaczenie: w Polsce oznacza osobę sprzeciwiającą się władzy komunistów, często z moralnych pobudek, podczas gdy na Węgrzech, gdzie występuje w postaci czasownika "disszidálni" oznacza po prostu ucieczkę na zachód.

Powstała w międzyczasie Solidarność i cały okres karnawału znów nie ma odpowiednika na Węgrzech, podobnie jak i skala działania podziemia, a zwłaszcza prasy i ruchu wydawniczego. W tym czasie (oficjalna) prasa węgierska rozpisuje się na temat lenistwa Polaków, którym się nie chce pracować, sporo ludzi to kupuje.

Podczas gdy Polsce okres niedoborów właściwie trwa bez końca, sklepy są coraz pustsze, zakupy robi się na kartki a kolejki są codziennością Węgry przeżywają okres dobrobytu, o którym Polacy mogą tylko pomarzyć. Kupić można tu wszystko, można też zarobić a forint jest na tyle mocny (na czarnym rynku), że Węgrzy są w innych krajach bloku bogaczami. Rodzi to wśród Węgrów dumę z tych osiągnięć.

Kościół odgrywa różną rolę w obu krajach. W Polsce wiadomo – jedna z najważniejszych niezależnych od państwa instytucji, często wspierająca opozycję. Wybór i działalność papieża daje społeczeństwu wielki zastrzyk energii i optymizmu. Na Węgrzech tego wszystkiego brak. Kościoły, bo tu trzeba raczej używać liczby mnogiej ze względu na ważną pozycję kościołów protestanckich, spacyfikowano dalece brutalniej niż w Polsce, ich rola społeczna jest potem znikoma. Serwilizm przywódców kościelnych, wśród których wielu współpracowało z tutejszą ubecją, jest zdumiewający. Przejawiających skłonności opozycyjne księży szykanują wspólnie ze służbami.

Koniec socjalizmu na pierwszy rzut oka wygląda podobnie w obu krajach. Rozmowy okrągłego stołu, wybory, niekomunistyczny rząd. Z perspektywy czasu widać jednak, że przemiany w Polsce wobec świadomości bankructwa poprzedniego systemu są głębsze podczas gdy na Węgrzech ograniczają się często do powierzchownych korekt gdyż powszechna jest opinia, że sytuacja w kraju jest generalnie dobra i nie ma potrzeby radykalnych reform.

Zdaje się też, że kraje różni podejście do trudnych momentów w historii. Dyskusje jakie w Polsce wywołują na przykład książki Grossa nie mają węgierskiego odpowiednika. Tu na odwrót, myślenie nacjonalistyczne w odniesieniu do przeszłości uosabiane przez kultywowanie traumy Trianonu oraz ważnej roli odgrywanej zarówno w polityce wewnętrznej i zagranicznej przez kwestię mniejszości węgierskiej w sąsiednich krajach rozszerza się.

Jest więc tych różnic, jak sądzę, sporo. Na obecną sytuację różne ścieżki historyczne obu krajów wywarły niemały wpływ. Warto o tym wszystkim pamiętać i nie ulegać pokusie łatwych analogii. 

węgierskie dzieci podbijają kraj

Podbicie/zajęcie ojczyzny („honfoglálás”) to mit założycielski Węgier. Węgrzy do kotliny Karpackiej przybyli ponad 1100 lat temu, zajęli ją i od tej pory są u siebie. Tradycja zajmowania ojczyzny jednak nie jest martwa bo podtrzymują ją z pasją węgierskie dzieci poprzez internetową grę honfoglaló czyli właśnie zajmujący ojczyznę.

O grze dowiedziałem się od Chłopaka. Oddaje się jej większość jego kolegów i koleżanek ze szkoły. Jak się zajdzie na stronę gry chat i nicki graczy zdradzają, że dominują protonastolatki. To chyba najpopularniejsza gra internetowa (choć nie tylko – istnieje też wersja planszowa gry) wśród tutejszych dzieci.

W grze chodzi o zajęcie terytorium, Węgier (doceńmy, że są to obecne a nie wielkie Węgry) lub Europy, a potem, w szeregu potyczek, o jego utrzymanie. Wygrywa ten, kto na koniec gry będzie kontrolował więcej terytorum. Walka odbywa się przed odpowiedzi na pytania, nadsyłają je zresztą sami gracze, w trakcie gry można je oceniać.

Na te proste zasady nakładają się złożone systemy punktacji (JEP i VEP), punktów wiernościowych (HHP) i klasyfikacji a także szereg możliwości grania w honfoglaló, od wojny błyskawicznej, po długą kampanię czy pokoje walki.

Jak podaje wikipedia grę wymyślił w 1999 roku Attila Bihari. W internecie pojawiła się w 2002 roku. Kiczowaty feeling początku wieku jest w niej obecny do dzisiaj. Pstre reklamy potęgują efekt.

home page

wygląd po zalogowaniu

zajmowanie terytorium

jeden z pojedynków

takim obrazem rozkoszują się jedynie zwycięzcy – w tym wypadku ja;)

Gra podbija świat: istnieją już jej (podaję w kolejności powstawania opierając się na wikipedii) niemiecka, rumuńska, rosyjska, bułgarska, serbska, francuska, belgijska (ciekawe jaki to język), włoska i czeska wersje. Międzynarodowa nazwa gry to ConQUIZtador. Ciekawe kiedy doczekamy się też wersji polskiej.

Jeśli ktoś lubi kwizy telewizyjne i krzyżówki to zabawa jest przednia. W honfoglaló widzę jednak też wartości edukacyjne. Nie myślę tu o prymitywnym rozwijaniu erudycji ale o znakomitym ćwiczeniu językowym. Polecam ją wszystkim uczących się węgierskiego na stopniu zaawansowanym, studentom hungarystyki – spróbujcie swoich sił w zmaganiach z węgierskimi dziesięciolatkami. I napiszcie potem jak wam poszło. Powodzenia i miłej zabawy!

Polska rulez, ratujmy Tűzraktér

Polska rulez – z okazji dnia przyjaźni polsko-węgierskiej w ten następny weekend (24-26 marca) sporo będzie się tu działo. Zapowiada się nieźle, szczegóły poniżej.

Polska z bliska. Polska_rulez! w Budapeszcie

street art / rock / ska / hip-hop / cyberpunk / jazz

koncerty, live act-y, dj-e, projekcje, targi rowerowe, polskie kulinaria

Lubimy Polaków już od ponad tysiąca lat. Czy na co dzień uświadamiamy sobie co kryje się za słowami powiedzenia: ”Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki”? Mimo, że nasze istorie przeplatały się tu i tam to jednak mało o nich wiemy, szczególnie o tym, jacy oni są dziś. Jak myślą i jak się wyrażają w muzyce, filmie, obrazie? Co jedzą i co piją?

W 2007 roku 23 marca został ogłoszony jako Dzień Przyjaźni Polsko-Wegierskiej. W lipcu br. Polacy przejmą po nas prezydencję UE. Czy to są wystarczające powody, aby zorganizować 3-dniowy festiwal? Bo mamy też dodatkową motywację: latem w Warszawie odbędzie się Cycling Messenger World Championship. Uznaliśmy więc, że jeden dzień naszego festiwalu poświęcimy na promocję kulturyrowerowej w mięście. Na ten dzień przewidzieliśmy różne atrakcje, w których będą uczestniczyć „bikerzy” z Polski (Warsaw Car Killers): pokazy, targi, wyścigi Alleycat, zawody w Goldsprintcie, występy MC.

Kolejnym istotnym punktem naszego 3-dniowego festiwalu jest projektu Nowa Huta Export. Nowa Huta jest ogromną industrialną dzielnicą Krakowa, zbudowaną od podstaw w latach 50-tych. Z tej dzielnicy w ramach projektu Nowa Huta Export przyjedzie do nas grupa młodych artystów, których twórczość jest inspirowana i nawiązuje do postindustrialnego klimatu Nowej Huty.

Poprzez organizację koncertów (rock, ska, cyberpunk, hip-hop, jazz), projekcję filmów, otwarcie wystaw oraz degustację kuchni polskiej chcielibyśmy przedstawić segment polskiej kultury w realnej bliskości.

Tytułem zachęty kilku z zaproszonych gości: Akurat (PL), Wu-Hae (PL), Nohucki (PL), Firma (PL), Burdello & estepe (PL), Aznap (HU/PL), Tour de Funk (HU), Szexlightkór (HU).

Szczegółowy program

Organizator: Tündérgyár
Budapeszt, Tűzoltó utca 20-22.
24-26 marca 2011 r. (czwartek-sobota)

***

Ponadto – ratujmy Tűzraktér! To wspaniałe centrum kultury alternatywnej (było o nim już tu) ma być zamknięte przez samorząd. Zachęcam do podpisywania petycji w jego obronie. Podpisy z Polski powinny zrobić wrażenie. Więcej informacji tu [HU]. Dzięki!

niech żyje republika!

Według nowej konstytucji Węgry mają się nazywać po prostu Węgry a nie jak dotąd Republika Węgierska. Nie wiem, czemu tak to wymyślono ale niechcący zapewne rząd dał nowe hasło opozycji: Niech żyje republika!

Tym hasłem kończyła swoje przemówienia większość mówców na dzisiejszej demonstracji o wolną prasę. Powodem była, jak i poprzednio, ustawa medialna, która mimo poprawek wniesionych po naciskiem Komisji Europejskiej nadal jest potencjalnym instrumentem kontroli mediów. Dzisiejszy dzień – święto narodowe, rocznica wybuchu powstania 1848 roku – nadaje się na taką demonstrację znakomicie, bo pierwszym z dwunastu żądań powstania była wolna prasa i likwidacja cenzury („Kivánjuk a’ sajtó szabadságát, censura eltörlését.”)

Demonstrację zorganizowano na facebooku. Miejsce miała między mostem Erzsébet a placem Ferenciék. Zebrało się dużo ludzi, index pisze o trzydziestu tysiącach. To tutaj sporo. Jedna z mówców powiedziała, że to największa demonstracja zorganizowana przez organizację społeczną od 1989 roku.

tłum przede mną

tłum za mną

Scena: Szabad sajtót! czyli Wolnej prasy!

Na scenie po kolei występowali młodzi organizatorzy, muzycy, aktorzy, publicyści. Przemowy były lepsze i gorsze, polityczny ząb pokazali młody aktywista András Istvánffy. Tematyka wychodziła poza ustawę medialną. Mówiono o szykowanej konstytucji i o napiętej sytuacji w Gyöngyöspata, po której ostatnio bez reakcji policji chodziły patrole zdelegalizownej Gwardii Węgierskiej.

Gwiazdą wieczoru był owacyjnie witany Adam Michnik. W przemówieniu zwrócił się do premiera: Viktor, nie można mówić o wolności w takim kraju, w którym zagrożona jest wolność twórcza”. 

Jak poprzednio okazało się, że demonstrować potrafi tutaj jedynie prawica. Tłum owszem był ale z transparentami, flagami czy skandowaniem było fatalnie. Na demonstracji rozdane puste plansze, które można było zapełnić hasłami własnego pomysłu. Efekty były na ogół dość żenujące. Może z czasem będzie tu jakaś poprawa.

Ta pomarańcz się zepsuła – aluzja do symbolu Fideszu, w porównaniu jedno z lepszych haseł.

Dziwne, faszytoidalne flagi z cebulą, nie udało mi się zrozumieć o co w nich chodziło.

jak można stracić na obniżce podatków

Pisałem niedawno na temat obniżki podatków tak więc dla porządku powinienem dodać, że okazało się, że straciła na niej jakaś jedna czwarta podatników. Wyjaśnia to szczegółowo świetny post na blogu Piroslap (HU). Poniżej streszczenie.

Warto zacząć od stwierdzenia, że wprowadzenie jednej szesnastoprocentowej stawki podatku łączyło się z szeregiem innych zmian w systemie podatkowym, między innymi opodatkowaniem płacy minimalnej. W efekcie według kalkulacji podanej na blogu (tabelka, kolumna najbardziej na prawo pokazuje procentową zmianę dochodów w wyniku reformy) osoby zarabiające poniżej średniej krajowej (218 900 forintów) tracą na zmianach. W dodatku zwiększenie składki zdrowotnej powiększa ten niekorzystny efekt.

Blog analizuje wpływ ulgi podatkowej dla posiadaczy dzieci dochodząc do liczby jednej czwartej z około 4.5 miliona podatników, którzy w sumie na zmianach tracą, są to najniżej zarabiający (zyskują natomiast osoby o wyższych zarobkach).

Podwyżka płac rzędu 4-6% tę stratę niweluje, dlatego rząd, który oficjalnie jest zaskoczony jest istnieniem ludzi, którzy tracą na reformie, obiecał podwyżkę tego rzędu pracownikom budżetówki. Firmy prywatne próbuje natomiast na różne sposoby zmusić by takie podwyżki dały nasyłając na nie, między innymi, komisje kontrolne, co zdaniem krytyków w efekcie jest próbą nałożenia na nie dodatkowego podatku. 

Nie wiem ile osób na reformie zyska a dla ilu jest ona finansowo neutralna – nawet jeśli nie tracą oni ani nie zyskują wyłącznie dlatego, że dostali od pracodawcy podwyżkę. Jeśli więcej ludzi jednak źle na niej wychodzi niż dobrze to może należy mówić o podwyżce a nie o obniżce podatków mimo wprowadzenia jednolitego, niższego klucza opodatkowania.

Ópusztaszer

O ile komuś się z czymś kojarzy z Ópusztaszer to jest to panorama Fesztyego przedstawiająca, jak to określają Węgrzy, "zajęcie ojczyzny" przed 1100 laty. Pojechaliśmy tam w jakiś niedawny weekend i dowiedziałem się, że tak naprawdę tytułem do chwały tej miejscowości nie jest bynajmniej panorama ale fakt, że zebrał się tam pierwszy parlament węgierski, przynajmniej według kroniki Anonima. Zajmijmy się jednak samą panoramą.

Panorama jest typowem produktem z końca XIX wieku, kiedy wiele takich malowideł powstawało. Feszty, który panoramami zafascynował się zobaczywszy Bitwę napoleońską Neuville’a, początkowo chciał malować potop ale pod wpływem namów teścia Móra Jókaia zdecydował się na wkroczenie Węgrów do kotliny Karpackiej.

Pracę nad płótnem zakończył na wiosnę 1894 roku. Stało się ono jedną z atrakcji wystawy milenijnej w Budapeszcie. Panorama pojechała jeszcze do Londynu na wystawę światową ale po powrocie cieszyła się coraz mniejszym zainteresowaniem. Szkody jakich doznała w ostatniej fazie wojny spowodowały, że nie nadawała się już do wystawiania.

W latach 70tych zdecydowano o odnowie panoramy i budowie przeznaczonego dla niej pawilonu w Ópusztaszer. Prace jednak wkrótce zarzucono. Podjęto je dopiero w latach dziewięćdziesiątych, konkurs na restaurację malowidła wygrała polska ekipa konserwatorska. Panoramę można znów oglądać od 1995 roku.

Pawilon jest, jak widać poniżej, piękny inaczej.

Sama panorama wystawiona jest na piętrze. Dla wzmocnienia efektu przestrzeń przed malowidłem zaaranżowano tak by była kontynuacją namalowanych scen. I tak jeśli na płótnie znajduje się zabity wój to podobny leży wśród gruzów zbudowanych przed płótnem, itd. Chodząc wokół pawilonu przed kolejnymi scenami słyszy się odgłosy nawiązujące do tego co one przedstawiają.

Fotografować nie było wolno ale panoramę można sobie pooglądać w internecie tu albo tu. Najciekawszym fragmentem tego dość nudnego przykładu malarstwa historycznego jest konfrontacja zwycięzców (Węgrzy) i pokonanych (nieokreślona miejscowa ludność). Najciekawszym nie dlatego, że jest jakoś szczególnie dobrze namalowany ale dlatego, że w opinii obiegowej Węgrzy zajęli kotlinę Karpacką ponieważ była niezamieszkana a ci nieliczni ludzie, którzy tym żyli przyjęli Węgrów życzliwie (dlatego ci mają do tej ziemi prawo i nie odnosi się do nich kompleks wymordowania Indian) a sceny walki i gwałtów tej opinii zaprzeczają.

Park historyczny, w którym stoi pawilon, jest dość chaotyczny. Obok zarysu fundamentów kościoła tutejszego opactwa stoi pomnik pierwszego węgierskiego parlamentu.

Nieco dalej znajduje się wioska składająca się w chałupek a la Makovecz, w których, jak rozumiem, organizowane są wystawy.

Przed jedną z nich zobaczyliśmy mapę z zaznaczoną liczbą Węgrów mieszkających w poszczególnych częściach świata. Teraz już wiem skąd się bierze ta podawane często określenie piętnastomilionowego narodu.

A jeszcze dalej rozciąga się skansen, a w nim, między innymi, ten ładny wiatrak.

Największe wrażenie jednak zrobiła na mnie wystawa wykopaliskowych czaszek. Wiele z nich miało otwory, dowiedziałem się, że przybywając na tereny obecnych Węgier Węgrzy znali technologię trepanacji czaszki. Ratowano tak rannych w głowę: dziura w czaszce pozwalała zmniejszyć ucisk na mózg.

Co ciekawsze, wykonywano też trepanacje symboliczne. Polegały one nie tyle na otwarciu czaszki ale na zadrapaniu, często bardzo regularnym, jej powierzchni. Ten pogański zwyczaj praktykowano w okresie zaraz po zajęciu terytorium Węgier. Jego ślady znaleziono na ponad 10 procentach znalezionych czaszek z tego okresu. Podobnie preparowane czaszki znaleziono nad Wołgą, na Kaukazie i na terenie Bułgarii. Wyjaśnienia tego zwyczaju nie znamy. Więcej na temat można sobie poczytać tu i tu (HU), są tam też zdjęcia trepanowanych czaszek.

parkowanie po węgiersku w Londynie

Węgrzy, jak już kiedyś pisałem, mało emigrują, za to chętnie podkreślają, że problem złego zachowania emigrantów ich akurat nie dotyczy. Praca na czarno, spanie w parkach, kradzieże sklepowe, kombinacje, niekulturalne zachowanie, handelek – to-nie-my. Dlatego z pewną złośliwą satysfakcją wysłuchałem opowiadania koleżanki o Węgrze parkującym w Londynie.

Koleżanka, sama będąca Węgierką, od lat mieszka w Londynie, gdzie pracuje w dużej amerykańskiej firmie prawniczej. Do dzieci ma babysitterkę, akurat szukała nowej po odejściu starej. Na jedno z interview przychodzi Węgierka i zaczyna przekonywać koleżankę, że się nie będzie nadawać bo za daleko mieszka. Samo w sobie to już niezłe ale prawdziwej uciechy dostarcza dopiero chłopak kandydatki wygodnie rozwalony w krześle.

-Ja to po Londynie poruszam się wyłącznie samochodem. Do metra nie wsiadam, mówi. Ale parkowanie przecież jest dosyć kosztowne, zwracają uwagę koleżanka i jej mąż. Parkowanie? Za parkowanie nie płacę. Staję gdzie chcę, nawet tam gdzie nie wolno. Jak przychodzi strażnik to mówię, że mi się akurat samochód popsuł. A jak mi i tak wypisze mandat to idę kupić akumular, wysyłam do firmy od parkowania rachunek, karę mi anulują a akumulator w międzyczasie oddaję.

Ja to się złośliwie uśmiecham ale koledzy z pracy koleżanki kręcą tylko z niedowierzaniem głowami słuchając tej opowieści. Nie mogą pojąć po co zadawać sobie tyle trudu z tym kupnem akumulatora i wogóle tak kombinować. Niby prawnicy a tacy życiowo niewyrobieni. 

dowcipne konsultacje na temat konstytucji

Osiem milionów wyborców właśnie dostaje kwestionariusz z pytaniami na temat szykowanej konstytucji, którą rząd chciałby przyjąć na wiosnę. Ciekawy dokument (dla znających węgierski załączam go poniżej).

List, z którym go przysłano, wyjaśnia, że listę pytań zestawiono na podstawie konsultacji z szeregiem organizacji. Aha. A oto pytania, co do których ciekaw jest opinii wyborców rząd (streszczam):

  1. Czy w konstytucji ma być mowa tylko o prawach obywateli czy też także o ich obowiązkach?
  2. Czy konstytucja powinna regulować maksymalny poziom zadłużenia państwa? (tak, pomysł wzięty, co się tu często podkreśla, z konstytucji polskiej)
  3. Czy konstytucja powinna chronić takie wartości jak rodzina, porządek, dom, praca i zdrowie?
  4. Czy rodzice powinni mieć więcej głosów w wyborach za swoje dzieci?
  5. Czy konstytucja powinna zawierać zakaz opodatkowania kosztów wychowania dzieci?
  6. Czy konstytucja powinna zawierać zobowiązanie wobec przyszłych pokoleń?
  7. Czy konstytucja powinna stwierdzać, że w publicznych przetargach brać udział a także otrzymywać pomoc państwową mogą wyłącznie firmy o przejrzystej strukturze własnościowej?
  8. Czy konstytucja powinna zawierać deklaracji jedności z Węgrami żyjącymi poza granicami kraju?
  9. Czy konstytucja powinna chronić unikalne wartości przyrody Kotliny Karpackiej?
  10. Czy konstytucja powinna chronić majątek narodowy a zwłaszcza ziemię i wodę?
  11. Czy konstytucja powinna przewidywać karę dożywocia bez możliwości zwolnienia za szczególnie ciężkie przestępstwa?
  12. Czy konstytucja powinna przewidywać odpowiedzialność karną w przypadku niestawienia się przed parlamentarną komisją śledczą?

Apostolskie dwanaście pytań plus możliwość dodawania własnych opinii w punkcie trzynastym.

Dodajmy, że w dalszym ciągu Fidesz, który za właściwą rzecz uznał zorganizowanie referendum na temat 300 forintowej opłaty za wizytę u lekarza twierdzi, że w przypadku nowej konstytucji referendum nie jest konieczne ponieważ w wyborach zyskał wystarczająco silną legitymację. (Obdarzeni średnią nawet pamięcią pamiętają, że obietnica nowej konstytucji nie była elementem programu Fideszu.) Ta konsultacja powinna wyborcom wystarczyć no i jest tańsza.

Tak to sobie żartuje nasz Fidesz. Dwanaście pytań warte jest przemyślanej reakcji. Zwłaszcza trapi mnie punkt siódmy (Czy konstytucja powinna stwierdzać, że w publicznych przetargach brać
udział a także otrzymywać pomoc państwową mogą wyłącznie firmy o
przejrzystej strukturze własnościowej?
) Konstytucyjna zaiste kwestia.

A wolnych chwilach od myślenia nad pytaniami konsultacji przez głowę przelatują mi inne związane z nową konstytucją pytania. Czy powinna zawierać klauzulę, że do jej zmiany konieczna jest większość absolutna dwóch kolejnych parlamentów? Jakie powinny być uprawnienia sądu konstytucyjnego? Czy wolność mediów powinna być wartością chronioną przez konstytucję? Czy prawo głosu powinno przysługiwać wyłącznie osobom mieszkającym na Węgrzech? Może to ciekawsze pytania niż przejrzysta struktura własnościowa firm startujących w przetargach publicznych.

Za trudna dla mnie ta konsultacja. Nie dam rady wziąć w niej udziału.