mural przyjaźni polsko-węgierskiej: 75 lat Instytutu Polskiego

Z ostatniej chwili: na ulicy Klauzála na odcinku placem Klauzála a ulicą Wesselényi powstał właśnie mural przyjaźni polsko-węgierskiej. Wykonany przez moją ulubioną grupę NeoPaint (było o niej tu i tu) przedstawia zrośnięte dęby i cytat z Worcella, czyli te same motywy co na pomnikach w Győr i Jarosławiu

Węgry i Polska to dwa wiekuiste dęby, każdy z nich wystrzelił pniem osobnym i odrębnym, ale ich korzenie, szeroko rozłożone pod powierzchnią ziemi i splątały się i zrastały niewidocznie. Stąd byt i czerstwość jednego jest drugiemu warunkiem życia i zdrowia.

Mamy więc połączenie kanonicznego już motywu i nowatorskiej formy. Uliczka jest mała a coraz bardziej turystyczna więc ludzie mural zauważą.

Mural powstał z okazji 75-tych urodzin Instytutu Polskiego w Budapeszcie. Kolejny świetny pomysł i dowód, że Instytut wyczuwa wibracje miasta:) A mnie dodatkowo cieszy, że mural powstał w mojej siódmej dzielnicy i niemal codziennie będę miał okazję go sobie zobaczyć.

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

kiedyś była to zaropiała ślepa ściana, teraz wygląda tak

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

graficiarze to Węgrzy więc nie wszystko udało się z tymi strasznymi polskimi literami: wystrzeliL, odrEbnym, siE, Zycie

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

życzę sto lat!

75-te urodziny Instytutu Polskiego

Okrągła rocznica! Instytutowi, któremu nieustannie wdzięczny jestem za masę ciekawych rzeczy, co tu nam organizuje, życzę setki oraz by nadal tak udanie i kreatywnie jak dotąd ściągał na Węgry polską kulturę.

Poniżej zaproszenie na obchody oraz ich program.

***

Już 24 maja Instytut Polski w Budapeszcie świętować będzie 75-urodziny! Ten najstarszy zagraniczny instytut kultury na Węgrzech oraz – obok Londynu – jeden z dwóch pierwszych w sieci polskich placówek dyplomacji kulturalnej – został oficjalnie otwarty w 1939 roku, kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej.

Na ten wyjątkowy jubileusz Instytut przygotował 2-dniowy program kulturalny (23-24 maja). Pierwszy dzień rozpocznie się odsłonięciem wielkiego muralu na ścianie kamienicy niedaleko siedziby Instytutu. Mural, wspólna praca polskich i węgierskich artystów, nawiązuje do tradycji przyjaźni polsko-węgierskiej, wolności oraz polskiej kultury na Węgrzech. Wieczorem na placu przed Instytutem koncerty zagrają Dagadana oraz Krzysztof Ścierański, oglądać będzie można performance teatru tańca ulicznego i wystawy, jednocześnie degustując specjały polskiej kuchni. O dobry nastrój podczas afterparty zadba DJ Wika, znana animatorka polskiej sceny klubowej, nota bene rówieśniczka Instytutu.

Drugiego dnia pomieszczenia Instytutu zamienią się w warsztaty recyklingu, wycinanek i robienia chleba na zakwasie. Lektorzy poprowadzą pokazowe lekcje języka polskiego. Finałem będzie wręczenie nagród laureatom konkursu na artykuł o Polsce w węgierskiej Wikipedii oraz urodzinowy poczęstunek.

Wszyscy goście będą mogli zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z powiększonym w drewnie i iluminowanym logo Instytutu, przygotowanym przez znaną węgierską pracownię architektoniczną.

Serdecznie zapraszamy!

IP75

coś do garnka każdego tygodnia

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego!

Słoik z dziurką w wieczku wystawiony na blacie baru nie służy do zbierania napiwków. Wrzucać tam można pieniądze ale chodzi o coś innego: tu zbierane są pieniądze na coniedzielny obiad rozdawany na placu Klauzála wśród miejscowych bezdomnych i biednych. Ostatnio rozdano 200 porcji obiadowych.

Héti betevő

Takie słoiki stoją w dwudziestu okolicznych barach, sklepach i restauracjach (lista i mapa tu). Za zebrane pieniądze jednodaniowe obiady na zmianę gotują miejscowe restauracje. W niedzielę między 12 a 14 można do Kisüzem (plac Klauzála) przynieść ciasto i owoce, które również trafia do rozdziału.

Stająca za tym inicjatywa o nazwie Heti betevő (gra słów: tygodniowy dochód – tygodniowy wkład do garnka) działa od stycznia (strona facebookowa tu), obecnie jest w trakcie rejestracji. Niedawno odbył się w Kisüzem koncert na jej rzecz, na który wystąpili alternatywni wykonawcy.

Jakbyście trafili to jednego z miejsc gdzie zbierane są pieniądze koniecznie coś wrzućcie!

Kolejny (niepodważalny!) dowód przyjaźni polsko-węgierskiej

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego!

Kolega wzruszył mnie niedawno: był na jarmarku w Szombathely i kupił mi tam gustowny magnes lodówkowy z następującym napisem:

Adjon Isten minden jót!
bort, pecsenyét, olcsó sót,
a lengyelnek sok borsót –
ellenségnek koporsót!

W moim tłumaczeniu rymowanka ta brzmi tak:

Daj nam Boże wszystkiego
Wina, mięsa taniego
Polakom grochu smacznego
A wrogom grobu nagłego!

Sprawdziłem w internecie: według książki pt. Pieśni rycerskie i inne piosenki (Vitézi énekek és elegyes dalok) wierszyk pochodzi o XVII wiecznego toastu. Pojawiają się w nim również inne narodowości ale dużo mniej korzystnie: w oryginale to Niemcom przypada ten grób nagły a Słowakom i Serbom rola sług Węgrów, widać więc, że już wówczas nas lubiono:)

kampania wyborcza do parlamentu europejskiego w 30 sekund

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego

Nudna ta tutejsza kampania, w zasadzie widać tylko billboardy więc je omówię szybko i już będziesz drogi czytelniku na bieżąco.

Fidesz postawił na politykę godnościową. Ich plakat głosi: Mamy przekaz dla Brukseli: Szacunku dla Węgrów!

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

Rzecz jasna szybko pojawiły, głównie w internecie jak ten poniżej) się warianty alternatywne plakatu. Jeden z nich jest francuskojęzyczny ale nietrudno zrozumieć co głosi: Przekaz dla Węgier: Szacunku dla Brukseli!

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

źródło: EUmozaik

Inny wariant plakatu – w realu – wykonali aktywiści opozycyjnego Dialogu dla Węgier zamieniając Mamy przekaz dla Brukseli na Mamy przekaz dla Viktora: to on ma szanować Węgrów.

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

źródło: Kanada Hírlap 

Socjaliści postawili na nudę. Ich hasło Bezpieczeństwo w Europie! jest tak porywające jak reklama środka na odciski.

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

źródło: blog Thomasa Bauera 

Ten energiczny slogan podawany jest w różnych smakach, na centrali partii występuje w towarzystwie rodziny (Chłopakowi kojarzy się ona z reklamą ubezpieczeń).

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

Jobbik poszedł na intelektualne wyzwanie: Europejskich praw, europejskich zarobków w środku Europy! Hmm, europejskich praw: chodzi im o propagandę homoseksualizmu??? Można tylko zgadywać co też mieli na myśli. Była działaczka praw człowieka, obecnie działaczka praw Węgra, Krisztina Morvai zdobiąca plakat czyni przekaz jeszcze bardziej intrygującym.

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

źródło: blog Thomasa Bauera 

Inna wersja hasła Jobbiku to Węgierskiej gospodarki, europejskich zarobków! Informacje na temat metod osiągnięcia tego szczytnego ideału nie zmieściły się na plakacie niestety, pozostajemy więc z poczuciem niedosytu.

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

źródło: Alfahír 

Gyurcsány i jego Koalicja Demokratyczna dowcipkuje: Europa osiąga lepsze reszultaty głosi w nawiązaniu do hasła Fideszu, który to samo twierdzi w odniesieniu do Węgier. 

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

Együtt Bajnaia w stylu indiańskim zagaduje: Jestem Węgrem/Węgierską i Europejczykiem/Europejką. A Ty? Odpowiedzcie sobie sami.

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

źródło: blog Thomasa Bauera

Polityka Może Być Inna (LMP) mimo swojego proeuropejskiego programu jest na ulicach niewidoczna.

PS 19 maja 2014

Pojawiły się plakaty LMP! Hasło palpitacji nie wywoła no i jest nie do końca zrozumiały: Kierunek jest nowy, Europa! To co, dotąd partia gdzieś indziej zmierzała? Dali mi do myślenia!

wybory do parlamentu europejskiego na Węgrzech 2014

porwanie Europy

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego

Okładka tygodnika Héti Válasz ładnie ilustruje odczucia prawicy w kontekście sukcesu Conchity Wurst na Eurowizji. Európa elrablása to polsku Porwanie Europy.

A poniżej HVG komentuje ostatni konflikt rządu z Komisją Europejską. „Dalej aleją akacjową” głosi tytuł, chodzi o unijną kampanię usuwanie gatunków inwazyjnych, między innymi pewnego rodzaju akacji, której na Węgrzech, jak niepodległości, broni obecnie rząd.

męski parlament 2

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego

Pisałem jakiś czas temu, że szykuje się nam bardzo męski parlament. Stało się, posłanek jest mniej niż 10%. Niedawno zobaczyłem zdjęcie frakcji Fideszu przed parlamentem podczas wiecu: czarne morze garniturów i pięć kobiet w pierwszym rzędzie. Rzecz jasna to nie cały parlament ale i tak to zdjęcia pomaga uzmysłowić sobie jak taki męski parlament wygląda. Niesamowite.

źródło: fidesz.hu

muzeum Trianonu

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego

Traktat z Trianon był ogromną tragedią dla Węgier, kolejną tragedią dotykającą ten kraj jest społeczna świadomość tego wydarzenia. Przekonało mnie o tym muzeum Trianonu w Várpalota, które niedawno odwiedziliśmy (dzięki Czardaszowi z mangalicą, który dał mi do tego ostatecznego kuksańca).

Muzeum jest jedyną placówką tego rodzaju na Węgrzech, działa już ponad 10 lat. Mieści się w pięknym, barokowym pałacu Zichych. Utrzymuje je fundacja, której przewodniczącym jest Zsolt Bayer, prominentny polityk Fideszu i organizator prorządowych marszów pokoju.

pałac

rzeźba spętanego turula przed pałacem

hol muzeum z makietą kotliny karpackiej oraz motto: „żadnych buntów ale i niczego nie odpuścić”

Nominalnie muzeum, faktycznie miejsce oferuje w zasadzie przegląd przedwojennej oficjalnej propagandy trianonowskiej. Podana jest ona w dodatku bezkrytycznie i niechlujnie. Rzadko pojawiające się informacje historyczne mają silny posmak ideologiczny jak choćby teza o „bezkrwawej rewizji”, po której wprawdzie nastąpiło już raczej krwawe włączenie Węgier do wojny. O części ekspozycji trudno powiedzieć jak miałaby się łączyć z Trianonem, na przykład aktorka Zita Szeleczky, która doczekała się własnej sałi czy też wystawa „kąpieliska na zabranych terenach” pełne zdjęć wąsatych jegomościów w zakrywających wszystko strojach kąpielowych patrzących poważnie w kamerę.

Węgry nie ‚były’ a ‚będą’!

„1000 lat w obronie zachodu” a zachód niewdzięczny

Taki styl był kiedyś popularny również w innych miejscach, np. tu czy tu

„Podoba się? Już nie!” plakat edukacyjny dla Francuzów pokazujący jak Trianon by wyglądał w ich przypadku, powstały podobne plakaty również dla innych krajów

coś dla dzieci – trianońska gra planszowa

Takich plakatów „Before” i „After” jest cała seria, ten dotyczy terenów uprawnych winorośli

Porażają próby rekonstrukcyjne obecne w muzeum. Figurki koło wozu w gablocie to „wygnanie Węgrów z Klużu” (Kolozsvár) a makieta kolejowa to „przejęcie przez Rumunów stacji kolejowej w Klużu” (Kolozsvár). Gdyby ktoś chciał się ponabijać z węgierskiego kultu Trianonu to pewnie by tak to robił, tutaj natomiast wszystko jest na poważnie.

wygnańcy – a raczej ich parodia

prawda, że wyczuwa się dramatyczność sytuacji?

Mieszanka propagandy i aktywizmu trianonowskiego nie pomaga zwiedzającemu w zrozumieniu tego czym był Trianon. Brak kontekstu historycznego, brak szerszej perspektywy, na przykład nie ma nic na temat pierwszej wojny światowej, podany jest wyłącznie punkt widzenia węgierski i to ten oparty na rewizjoniźmie. Czym był Trianon dla Czechosłowaków czy Rumunów w muzeum się nie dowiemy; swoją drogą, nie spotkałem się na Węgrzech z przedstawieniem perspektywy tej „drugiej strony” Trianonu ani nawet z ciekawością czym Trianon był „dla nich”.

odtworzona brama powitalna dla wojsk wkraczających w ramach rewizji terytorialnej pod patronatem niemieckim

trianońskie pluskiewki

motyw polski: wspólna granica

W muzeum musiał się pojawić wierszyk Hiszekegy. Ta czterwierszowa część dłużego wiersza (można go znaleźć po węgiersku tu) funcjonowała autonomicznie w formie kwasimodlitwy odmawianej w szkołach (Hiszekegy to coś jak zdrowaśka albo ojczenasz) i wywieszanej w miejscach publicznych. Treść jego jest następująca:

Wierzę w jednego Boga
Wierzę w jedną ojczyznę
Wierzę w wieczną sprawiedliwość boską
Wierzę w Węgier zmartwychwstanie. Amen!

Fascynujące jest, że pomimo wątku bluźnierczego nie słyszałem by kościół skrytykował kiedyś ten wierszyk lub też całą eschatologiczną narrację trianonowską. Choć zresztą jeśli Chrystus narodów jest ok to i Bóg pewnie zadba o zmartwychwstanie Węgier (tak na marginesie, na skutek Trianonu Węgry nie przestały istnieć tylko utraciły część terytorium, więc trudno tu mówić o śmierci i zmartwychwstaniu lecz, jak widać, takie trudności to pestka dla propagujących kult Trianonu.)


W sumie ręce opadają. Jeśli tak wygląda ogólna świadomość, rozumienie Trianonu, jeśli to wszystko co przeciętny Węgier jest w stanie powiedzieć na temat tej tragedii to znaczy, że pod tym względem nic się tu nie zmieniło od okresu przedwojennego. Daje to grunt do podobnej do przedwojennej polityki rewizjonistycznej.

„Bez tego w Europie nie będzie spokoju” – to hasło pobrzmiewa w niedawnym przemówieniu Viktora Orbána, w którym stwierdził „Węgry będą walczyć o swoje prawa w ramach Unii, między innymi chcielibyśmy autonomia dla etnicznych Węgrów poza granicami kraju. Tę kwestię traktujemy jako kwestię europejską”. To stwierdzenie wywołało burzę polityczną na Ukrainie i w Polsce – choć już nie na Węgrzech.

Jeśli ktoś przychodzi tu by hołubić poczucie krzywdy – albo ciekaw jest węgierskiego kultu Trianonu – to dobrze trafił, jeśli natomiast ktoś chciałby dowiedzieć się coś na temat traktatu z Trianon i jego konsekwencji to może sobie to miejsce spokojnie odpuścić.

muzeum totalne: motyw trianoński w ubikacji męskiej

Zwiedzanie własnego miasta

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego

„Bądź miejscowym turystą” zachęca Budapest Aszfalt Projekt (BUPAP) i od czasu do czasu im ulegamy. Pomysł jest prosty: wspólne, tematyczne przechadzki po mieście z przewodnikiem, którym jest jakiś historyk, historyk sztuki czy inny znawca miasta. Grupa docelowa: budapeszteńczycy zainteresowani głębiej swoim miastem. Tematy: głównie historia, kultura, sztuka, na przykład Duchy ze Svábhegy – o mieszkańcach tej urokliwej części Budapesztu, żydzi i Turcy w budańskim zamku, Przechadzka szlakiem „dziewczynek” (dla dorosłych), Pod nadzorem – śladami działalności ubecji, A propos Bauhausu czy też Dunapest, w ramach której odkrywa się ślady naddunajskiego życia portowego.

Przy okazji Uwaga-Uwaga! niedługo, 23 maja, odbędzie się przechadzka na temat street artu organizowana wspólnie z Instytutem Polskim w ramach obchodów jego 75-lecia, częścią przechadzki będzie wspólne malowanie ściany.

W ostatnią sobotę udział wziąłem udział w przechadzce zatytułowanej Ofiary i sprawcy, naszą przewodniczką była Andrea Pető (pisałem już o niej kiedyś tu). Spotykamy się na placu Ferenca Liszta pod jego pomnikiem. Andrea zaczyna: nie jest prawdą, że Węgry nie rozliczyły się z drugą wojną światową. Rozliczenie były – to jest tematem przechadzki – ale nastąpiło coś co Haberman określił jako „zagadane milczenie” (tłumaczenie z węgierskiego moje, może jest na przyjęta fraza) czyli rozliczenia nie poszły wgłąb.

Andrea Pető opowiada

Pierwszym przystankiem jest Akademia Muzyczna. Tutaj zimą 1945 roku, kiedy jeszcze nie całe terytorium Węgier zostało zajęte przez Armię Czerwoną, rozpoczęły działalność Trybunały Ludowe. Trybunały te powstały na mocy porozumienia o rozejmie, miały sądzić zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości. W skład każdego z 24 trybunałów wchodziło sześciu członków: pięciu delegatów partii politycznych i jeden zawodowy sędzia pozbawiony prawa głosu. Rozpatrzyły one 60 000 spraw. W 43% przypadków oskarżonych uniewinniono, wydano 23 000 wyroków, w wypadku 189 osób, w tym siedmiu kobiet, wykonano wyroki śmierci.

Z czasem trybunały zmieniły swój charakter i zamiast ścigać zbrodniarzy wojennych były używane przez komunistów do niszczenia opozycji. Ostatnim procesem, który się przed nimi toczył był proces Rajka.

Proces, od którego historii trybunałów się zaczyna miał miejsce w Akademii Muzycznej. Odbywał się w lutym, ogrzewania nie było, publiczność – do wejścia uprawniały bilety, rozdawały je partie polityczne z puli, którą miały do dyspozycji – siedziała w płaszczach. Dwóch oskarżonych dowódców oddziału pracy zostało skazanych na karę śmierci, którą wykonano publicznie na Oktogonie w obecności 100 000 osób: tłum sięgał aż po Hősök tere. Z powodu nastroju linczu więcej publicznych egzekucji nie organizowano. Słup z zegarem, na których powieszono skazanych stoi do dziś.

tu kiedyś powieszono skazanych

Z Oktogonu przeszliśmy pod Terror Háza (było o nim tu). Poza faktem zbrodni tam popełnianych dla nas ważne było teraz to, że to tutaj właśnie z lotniska na Mátysáföld przywożono na przesłuchanie wydanych przez Amerykanów węgierskich zbrodniarzy wojennych, w sumie około 300 osób. Każdego z nich ówczesny szef ubecji Péter Gábor chwytał jakby przejmując ich symbolicznie jakby w swoją władzę. Po przesłuchaniu przewożono ich do aresztu na ulicy Markó, gdzie mieściła się ostatnia stacja przechadzki.

Przedtem jednak przeszliśmy na ulicę Csengery 64, gdzie w październiku 1944 miała miejsce okrutna zbrodnia. Było to tuż po próbie zmiany frontu przez Węgry. W atmosferze niepewności po proklamacji Horthyego z 15 października następnego dnia wieczorem do domu zamieszkałego poza dozorcą w całości przez żydów (był to tak zwany dom z gwiazdą [HU]) zaczęła się dobijać grupa mundurowych kierowana przez kobietę. Od mieszkańców domagali się pieniędzy i kosztowności, kiedy opuścili budynek zostawili za sobą kilkanaście trupów i struchlałą resztę mieszkańców. Zbrodnia była na tyle niesłychana, że mimo napięcia w sytuacji następnego dnia pojawiła się tam policja by prowadzić śledztwo.

z zewnątrz zupełnie przeciętny dom

Tuż po wojnie jeden z krewnych ofiar (Lichter) zlecił wykonanie tablicy pamiątkowej z blatu rodzinnego kredensu z kuchni. Tablica – prywatny pomnik Holocaustu – znajduje się wewnątrz budynku zaraz przy wejściu.

tablica upamiętniająca w środku domu

Kobietę, która dowodziła napadem – nazywała się Piroska Dely – po wojnie aresztowano. Okazało się, że ta pielęgniarka brała udział w przynajmniej jeszcze jednym takim zbiorowym rabunku. W jej mieszkaniu znaleziono wiele kosztowności. Trafiła przed trybunał, który skazał ją na karę śmierci.

Wyrok wykonano w więzieniu na ulicy Markó. W ramach przechadzki mogliśmy wejść do środka i zobaczyć dziedziniec, gdzie wykonywano wyroki, przez powieszenie lub rozstrzelanie.

Samo więzienie to część dziewiętnawiecznego kompleksu łączącego w sobie gmach sądu z aresztem. Na wykonanie wyroku zbierała się liczna publiczność, do której dołączali widzowie w oknach sądu wychodzących na dziedzieniec. Co ważne, w egzekucjach brało udział wielu fotografów, zarówno zawodowych jak i amatorów, więc pozostała liczna dokumentacja wizualna. Wchodząc do więzienia musieliśmy zostawić na portierni torby, aparaty, telefony więc nie mam stamtąd żadnych zdjęć. W internecie wyszukałem jednak stare fotografie z egzekucji, które pokazywała Andrea. Podkreślała, że tylko część z nich odgrywa rolę upamiętniającą rozliczenia, niektóre służą wręcz do głoryfikacji sprawców.

wejście do aresztu

scena egzekucji Szálasiego na okładce ówczesnej gazety

Szálasi jako ofiara – zdjęcie prywatne chętnie używane obecnie przez skrajną prawicę

Uderzyło mnie, że na ani na Csengery 64 ani na więzieniu nie ma tablic upamiętniających niewinne ofiary (w więzieniu powieszono też, między innymi, Imre Nagya). W Polsce przeróżne tablice upamiętniające są wszędzie: na budynkach, w kościołach, cmentarzach. Pytana o Csengery 64 Andrea powiedziała mi, że na Węgrzech zabrakło sił, które by do umieszczenia takiej tablicy dążyły. Nie były nimi anie rząd ani organizacje żydowskie a rodziny ofiar zwykle okazywały się zbyt słabe by do tego doprowadzić. W tle tej sytuacji jest, jak rozumiem, brak wspólnej narracji historycznej, która pozwoliłaby jasno nazwać ofiary i sprawców, tych pierwszych też upamiętnić.

Sukces przechadzek jest zastanawiający. Nie są tanie (w weekend to 3 800 forintów czyli ponad 50 złotych, w ciągu tygodnia jest taniej) i koniec końców większość informacji, które się dostaje podczas przechadzki jest do znalezienia w internecie czy kiążkach ale jednak, urok wspólnego pochodzenia po mieście w towarzystwie znanych osób w charakterze przewodnika, z którymi można swobodnie pogadać po drodze, okazuje się być nie odparcia. Przypomnę, że BUPAP nie jest jedynym organizatorem takich spacerów, jakiś czas temu przeszliśmy się po ósmej dzielnicy w ramach przechadzki zorganizowanej przez Beyond Budapest.

Część przechadzek odbywa się po angielsku lub niemiecku, warto sprawdzić strony organizatorów by sprawdzić szczegóły.