Niezapomniany klasyk filmu węgierskiego Kontrolerzy (Kontroll) zaczyna się tak absurdalną sceną, że trudno uwierzyć, że nie jest wyreżyserowaną częścią filmu. Aba Botond, dyrektor zakładów komunikacyjnych BVK, stojąc na tle wagonu metra odczytuje z kartki oświadczenie, że świat przedstawiony w filmie jest fikcyjny i nie ma nic wspólnego z tym jakie metro jest naprawdę. Reżyser filmu wytłumaczył mu, że w filmie chodzi o walkę dobra i zła. Dyrektor jest przekonany, że widzowie będą potrafili odróżnić postaci z filmu od rzeczywistych kontrolerów, bo świat filmu jest symboliczny (do obejrzenia tu 0:00-1:20 [HU]).
Ta scena chodziła mi po głowie gdy czytałem ostatnio dwie książki Györgya Spiró. Jedna, ostatnio wydana, to dziennik z 1986 roku pt. Repedt kályhámon macska ül, druga natomiast to wydana także po polsku powieść z 1981 roku pt. Az Ikszek (Iksowie). Łączą się one: pierwsza dokumentuje skandal związany z drugą.


Az ikszek to powieść dziejąca się w 1815 roku. Jej bohaterem jest ważna postać polskiego teatru, Wojciech Bogusławski, który właśnie wrócił do Warszawy i próbuje odbudować swoją pozycję. Jest urodzonym aktorem i za wszelką cenę chce grać. Wszystko jednak sprzysięga się przeciwko niemu: rywalizacja w środowisku teatralnym, intrygi personalne, osobista sytuacja materialna, cenzura a także polityka, która dotyka go poprzez tajemniczą grupę nazywająca się Iksami i publikującą anonimowo manipulatorskie recenzje teatralne. Najważniejszym problemem jest pewnie jednak wiek: Bogusławski, mimo przebłysków geniuszu, najlepsze lata ma już za sobą, starzeje się i z tym nie da się nic zrobić.
Spiró zna język polski i zna literaturę polską, więc książkę oparł na badaniach archiwalnych tak by możliwie wiernie oddać realia epoki. Jako autor sztuk teatralnych z pierwszej ręki zna też świat teatru. Jednak jak się wydaje popełnił błąd nie zamieszczając wstępu w stylu Aby Botonda wyjaśniającego, że świat przedstawiony w książce jest fikcyjny mimo podobieństwa do środowiska teatru Warszawy z początku XIX wieku. I tak za „fałszywy i negatywny obraz Polski” zaatakował go Robert Jerzy Nowak, hungarysta, dyplomata – i nacjonalista.
Nowak opublikował długi tekst krytykujący książkę za opis Warszawy jako zapuszczonego miasta i przedstawienie historycznych postaci, zdaniem Nowaka, wspaniałych Polaków, w uwłaczający im sposób. Napisał, że negatywne opinie o Polsce wyrażane przez bohaterów książki są w rzeczy samej opiniami antypolskiego Spiró.
Nowak nie ograniczył się do jednego tekstu, opublikował ich szereg zarówno w Polsce jak i na Węgrzech. Do swoich opinii przekonał szereg zajmujących się tematyką polską węgierskich specjalistów. Debata na temat książki w budapeszteńskim Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej (obecnie to Instytut Polski) odbyła się bez Spiró, który nie został na nią zaproszony. Jego kampania miała reperkusje polityczne: szykowane polskie i czeskie tłumaczenia Az Ikszek zostały zatrzymane, samemu Spiró zaczęto utrudniać, jeśli nie uniemożliwiać, badania archiwalne potrzebne do powieści o Mickiewiczu, nad którą pracował.
Fascynujące się przyglądać się temu skandalowi z dystansu czasowego. Po pierwsze, w Polsce, poza samym Nowakiem pewnie, nikt tej książki nie czytał więc wszelkie opinie na jej temat wyrażano na podstawie tego co on sam napisał. Dyskusja przypomina odbywającą się w tym samym czasie pełną oburzenia polemikę na temat filmu Shoah, którego podobnie nikt nie widział ale na temat którego wszyscy mieli swoje zdanie.
Po drugie, Nowak narzucił obraz Polski w książce jako centralną kwestię debaty. Tymczasem Bogusławski, Warszawa, Polska to kostium, tematem książki jest sprawa funkcjonowania teatru – kultury – w warunkach autorytarnego państwa, cenzury, władzy kontrolującej wszelkie aspekty życia, tajnej policji i donosicielstwa. O tym jednak w latach 80-tych ani na Węgrzech ani w Polsce nie można było otwarcie rozmawiać, więc wszyscy potulnie zgodzili się debatować na temat wrzucony przez Nowaka pomijając to co w książce jest najważniejsze.
Gdyby podobna sytuacja miała miejsce w odniesieniu do filmu Kontroll, w debacie na jego temat ograniczonoby się zapewne do krytyki manier filmowych kontrolerów – bo nie tak się przecież zachowują naprawdę nasi dziarscy pracownicy BKV – pomijając przekaz filmu. Tam nasz szczęście przestrzegł nas przed tym Aba Botond, zaniechanie Spiró się jednak na nim pomściło.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że Nowak, który zarzucał Spiró, że ten, ustami jednego ze swoich bohaterów twierdzi „tu wszyscy są kapusiami” sam był współpracownikiem bezpieki.
Tłumaczenie Az Ikszek na polski ukazało się pod tytułem Iksowie w 2013 roku. Recenzje były generalnie pozytywne, skandalu nie było. A samą książkę, mimo pokaźnych rozmiarów, i dziś świetnie się czyta. Może dlatego właśnie, że jej bohaterowie i świat, w którym przyszło im żyć, nie są idealni i przez to lepiej ich się rozumie.


















































































