Plakat to raczej efemeryczna dziedzina sztuki. W większości wypadków plakaty pojawiają się tylko na krótki czas w związku z wydarzeniami, z którymi się łączą. Najlepsze trafiają na wystawy czy stają się elementem dekoracyjnym mieszkania – wtedy możemy mówić o dużym sukcesie.
Co jednak jeśli plakat stanie się częścią kodu kulturowego, odwołaniem zrozumiałym dla wszystkich? To rzadkie zjawisko właśnie mogliśmy zaobserwować w niedawnej kampanii wyborczej.
Mowa jest o dwóch plakatach z 1990 roku kiedy na Węgrzech miała miejsce, jak to się tutaj mówi, zmiana systemu (rendszerváltás). Plakaty te powstały na potrzeby ówczesnej kampanii wyborczej – były to pierwsze wolne wybory – i stały się nie tylko ikoniczne ale i żywym odniesiem w komunikacji społecznej.
Pierwszy to plakat Istvána Orosza Товарищи, конец! (Towarzysze, koniec!) Przestawiał one nalany kark mężczyzny w mundurze w charakterystycznej, talerzowatej czapce.
Tekst był po rosyjsku bo wtedy wszyscy na Węgrzech znali ten język przynajmniej na tyle by go przeczytać i zrozumieć. Dodam, że plakatu w kampanii używało nieistniejące już prawicowe Węgierskie Forum Demokratyczne (Magyar Demokrata Fórum).
Drugi to plakat Fideszu, który był wówczas – tak! – partią młodzieżową, liberalną, antyrosyjską i proeuropejską, z tekstem Prosimy wybierać (Tessék választani). Górna część plakatu przedstawiała Leonida Breżniewa (przywódcy ZSRR) całującego, po rosyjsku, w usta Ericha Honeckera (przywódcy NRD), a dolna dwoje całujących się (niespecjalnie namiętnie, trzeba dodać) młodych ludzi. Autorem jego był Sándor Kállai, inżynier mechanik.
Oba plakaty stały się częścią ikonografii tego okresu przemian. Może dlatego właśnie teraz, kiedy znów mamy moment poważnego zawirowanie, ponownie wypłynęły.
A oto jak zaistniały w kampanii przezd ostatnimi wyborami.
Aż wreszcie przykład użycia tej frazy w przemówieniu Pétera Magyar (1:24), najpierw po węgiersku a potem o rosyjsku
A tu przeróbki plakatu Prosimy wybierać.
do takiego Putin-Orbán pocałunku nigdy nie doszło ale autor plakatu najwyraźniej uznał, że ten fikcyjny obraz dobrze ilustruje stosunki między nimi, źródło: Vastag Bőr
Ten sam motyw, inne wykonanie – marsz Tiszy 15 marca tego roku
To nie były zwykłe wybory ani też ich rezultat nie jest zwyczajną w demokracji zmianą rządu. Już po paru dniach widać, że na naszych oczach widowiskowo sypie się poprzedni system a to dopiero początek.
Ale teraz chciałbym jeszcze o wyborach i o tym przez co zapamiętam je na długo.
Plakaty
Węgry były zarzygane propagandą rządową przez lata. Telewizji nie oglądam ale czasem coś weszło mi pod oczy w internecie czy też nagle słuchając Bartóka musiałem wysłuchać „ogłoszenia publicznego”, w którym rząd czymś mnie straszył. Nie do uniknięcia były niezliczone plakaty na ulicach i przy drogach, pełne szczucia, nienawiści i straszenia.
Nie tylko były niezliczone ale i co chwila pojawiały się nowe, tak więc starałem się na nie znieczulić, nie zauważać ich. Tak pewnie robiło wielu ludzi. Reakcje na nie były nieliczne.
Jednak w trakcie kampanii wyborczej sytuacja się zmieniła. Propagandowe plakaty zaczęto zrywać – jeśli nie całkowicie to przynajmniej częściowo, pojawiły się ręcznie pisane komentarze, przeróbki, naklejki, zamazywanie sprejem. Widać było przy tym, że działania są w większości oddolne, bo niemal każde z nich było inne. W śródmieściu Budapesztu trudno było znaleźć plakat, który nie byłby w taki czy inny sposób nimi dotknięty. A takie rzeczy działy się wszędzie, nawet jeśli nie z taką samą intensywnością.
Kłamstwo!NaderwanyNa tym pojawiły się napisy ale już idzie na niego następnyФидес czyli FideszRuszkik haza czyli Ruscy wonM_CSK_S F_D_SZ czyli zgadywanka hasła Parszywy Fidesz (lokalny odpowiednik ̣̣***** ***)Napis z drugiej strony Na to są pieniądze?Wlepki Tisza Tisza TiszaPrzeróbka Csak a Fidesz (Tylko Fidesz) na Csal a Fidesz (Fidesz oszukuje)Nie tłumaczęDziękujemy, że usunęliście tę szczującą propagandęIndywidualna wojna na pisaki: Magyar Péter takarodj(tu akurat zwolennik Fideszu się popisał) przerobione na Magyar Péter takaríts(zwolennik Magyara) czyli jak z Péter Magyar zmiataj zrobiło się Péter Magyar pozamiataj
Koncert
Wielki. siedmiogodzinny koncert uliczny, który w przedwyborczy piątek zgromadził z sześćdziesięciu wykonawców i około stu tysięcy uczestników był skrzyżowaniem demonstracji politycznej z festiwalem. Co chwila skandowano hasła skierowane przeciw Fideszowi (co swoją drogą w zeszłym roku było normą w trakcie letnich festiwali) i oklaskiwano kolejnych wykonawców. Wielu popijało piwo czy wino wprost z butelki, tu i ówdzie roznosił się zapach marihuany. Tak na oko ponad 90% uczestników było młodych.
Pod koniec koncertu na scenie pojawili się Bence Szabó i Szilverszter Pálinkás. Pierwszy to policjant z Krajowego Biura Śledczego, który opowiedział publicznie o próbie spenetrowania systemów informatycznych Tiszy środkami tajnych służb i wykorzystaniu do tego prowokacji policyjnej. Drugi, który pojawił się w mundurze, to oficer, który w niezależnych mediach opowiedział o stosunkach panujących w wojsku i roli syna Orbána, Gáspára, który wymyślił i zaczął realizować bezsensowną interwencję wojskową w Czadzie. Obaj mieli krótkie wystąpienia przerywane owacjami. Na końcu tłum skandował „Bohaterzy, bohaterzy!”
Pachnący marihuaną, popijający piwo festiwalowy tłum wiwytujący na cześć policjanta i umundurowanego żołnierza – czegoś takiego chyba więcej w życiu nie zobaczę.
Świat
Niby się przyzwyczaiłem, że śledzimy wybory w różnych częściach świata (któż z nas nie jest ekspertem od polityki amerykańskiej, gdy w Stanach wybierają prezydenta) ale ilość reakcji ze świata, jakie dostałem w trakcie wyborów i po nich zaskoczyła mnie. Już w niedzielę nie mogłem niczego robić bo ciągle ktoś pisał na komunikatorach, dzwonił, słał smsy z pytaniami, zamieszczał komentarze na fejsie. Jak stoją sprawy? Kto może wygrać? Jakie są sondaże? I tak bez przerwy cały dzień. Po zakończeniu głosowania zjywisko zrobiło się intensywniejsze. Dzwoniła do mnie rodzina, znajomi pisali, wszyscy gratulowali.
Co ciekawe, wiadomości szły z całego świata: najdalszym miejscem, z którego pisano do mnie była Afryka Południowa i Kalifornia, ale pewnie gdybym miał znajomych albo rodzinę w Japonii to i stamtąd ktoś się do mnie odezwał. Kontaktowało się ze mną wielu ludzi, z którymi nie miałem kontaktu od lat, tak ważne dla nich było podzielić się ze mną swoją radością (tak, nikt zasmucony wynikami wyborów się do mnie zgłosił). Kilka osób mówiło czy też pisało mi o ogromnych emocjach, które przeżywali tego dnia, był ktoś kto wspomniał coś o łzach.
Tak, tego dnia Węgry były w centrum uwagi. Ciekaw jestem, czy zwolennicy Fideszu też dostali tyle reakcji z całego świata – nie zdziwiłbym się gdyby też tak było.
Na körúcie (zresztą nie tylko) szaleństwo. Grupy młodych ludzi okupując lokalne knajpy, krzyczą Mocskos Fidesz (Parszywy Fidesz), Ruszkikhaza (hasło z powstania 1956 roku: Ruscywynocha), Árada Tisza (Cisa wylewa), Véged van (Koniec z tobą) auta rytmicznie trąbią, kierowcy i pasażerowie strzelają sobie piątki z ludźmi na ulicach, wszyscy filmują to komórkami.
Radość z końca Fideszu i OrbánaKierowca częstujący demonstrującego faceta z chodnika czymś w małej butelceSą auta z flagamiTo był plakat kandydatki FideszuWyborcze materiały zdjęte ze słupów 1Péter MagyarWyborcze materiały zdjęte ze słupów 2Węgierskie flagi i inne elementy symboliki narodowej odzyskane od FideszuPrzybijanie piątki z kierowcami (wszyscy ciągle trąbią)Propozycja polityczna na dachu przystanku tramwajowegoMachanie do kierowcówMachanie do ludzi na chodnikachZdzieranie plakatów propagandowych FideszuPéter Magyar – zaraz premier
Od jakiegoś czasu zbieramy odpadki organiczne do wiaderka, które raz na tydzień wynoszę do wspólnotowego kompostu na placu Almássyego (Almássy tér). Raz spotkałem tam ekipę, która przesiewała gotowy już kompost. Zaprosili mnie bym się przyłączył do grupy kompostowych wolontariuszy – zrobiłem to.
Moje zadanie jest proste: zapisuję się na dyżur do internetowego excela (tak mniej więcej raz na miesiąc), i potem, kiedy przychodzi na mnie kolej, idę ogarnąć kompost. Polega to przegrabieniu jego wierzchniej warstwy, wybraniu i wyrzuceniu do kubła nieodpowiednich rzeczy, które tam trafiły jak kawałki folii, kości czy grube kawałki drewna, i rozbiciu na mniejsze kawałki większych odpadków. Przybory są na miejscu związane łańcuchem zabezpieczonym kłódką na kod. No i niekiedy – raz na jakieś osiem miesięcy – odbywa się przesiewanie, które już wspomniałem. Komunikacja odbywa się w publicznej grupie na fb.
Ostatnie przesiewanie odbyło się w poprzedni weekend. Ekipa schodziła się powoli ale w końcu było nas tylu, że praca szła na dwóch sitach. Choć w zasadzie nie szła ale pełzła bo na skutek wcześniejszych opadów kompost był glinowaty i zamiast żwawo przesypywać się przez sita cały czas je zapychał. Z kompostu do przesiania wybieraliśmy dżdżownice, które trafiły do najświeższego kompostu, który dopiero się robi. Była tych robaków masa. Udało się przesiać może jedną czwartą kiedy zapadła decyzja, żeby kontynuować później (jest data: niedziela 29 marca o 15, można się dołączyć).
Ekipa przy pacy, pod sitami zbiera się przesiany kompostPrzesiewanieDżdżownice
Parę dni po przesiewaniu spotkałem się z Anną Sipos, która jest duszą grupy wolontariuszy, by dowiedzieć się więcej o tym projekcie. Mimo, że ma on jak najbardziej charakter grass root, zrodził się on w urzędzie. W roku 2020 w stołecznym biurze zieleni miejskiej (Főkert) pracował Balázs Zsolnai, który wymyślił, że warto byłoby wprowadzić komposty w parkach miejskich. Pierwszy powstał w Tabán, potem Városmajor, i poszło. Almássy tér był pierwszym projektem na poziomie dzielnicy. Wszędzie wokół kompostów tworzono wspólnoty.
Kompost na Almássy tér też formalnie powstał jako odgórna inicjatywa. Balázs zainspirował do tego Csabę Tótha, który pracował wówczas w Biurze Ochrony Klimatu i Zrównoważonego Rozwoju w VII dzielnicy. Ciekawe jest historia jak tam się znalazł. Csaba związany był z zieloną partią Polityka Może Być Inna (Lehet Más a Politika, LMP). Wybory samorządowe w 2019 wygrała koalicja partii opozycyjnych koordynująca swoich kandydatów w całym kraju i burmistrzem został Péter Niedermüller z Koalicji Demokratycznej (Demokratikus Koalició, DK). Większe partie dostały stanowiska wiceburmistrzów, a dla niedużej LMP stworzono to trzyosobowe biuro, na jego czele stanął Csaba.
Anna zaangażowała się w projekt od samego początku. Wolontariuszy zebrała dzięki plakatom rozwieszonym w okolicznych domach. Odpadki na kompost przynoszą okoliczni mieszkańcy, w sumie około 80-100 gospodarstw domowych. Kiedy kompost już jest gotowy i został przesiany, każdy może go sobie zabrać. Wolontariuszy cieszy to jak szybko on znika.
Przesiany przez nas kompost natychmiast zaczyna znikać
Zarówno Balázs jak i Csaba nie pracują już w samorządach. Zdaje się, że biurokracja ich pokonała, ale nadal są aktywni w różnych kreatywych projektach ekologicznych. Ich inicjatywy kompostowe jednak przetrwały budząc szacunek dla wytrwałości wolontariuszy.
Wrażenie robi na mnie przełożenie wielkiej polityki na lokalny, wspólnotowy projekt. Gdyby LMP nie była częścią koalicji w wyborach samorządowych, pewnie Csaba nie dostałby posady w samorządzie i, być może, kompost by nie powstał. Efekt wyborczych decyzji jest tu namacalny.
Węgierskie flagi, kokardy, węgierski trikolor malowany na twarzy – te elementy węgierskiego patriotyzmu były jednakowo obecne na obu dzisiejszych wielkich marszach: Marszu Pokoju Fideszu (Békement) i Narodowego Marszu Tiszy (Nemzeti Menet). Choć byłem tylko na demonstracji Tiszy to przechodziłem obok tłumu zbierającego się na Békemenet, więc miałem okazję do zauważenia tych rzeczy.
Rzecz jasna, poza nie całkiem zaskakującymi podobieństwami – w końcu zarówno Fidesz jak i Tisza odwołują się do uczuć narodowych – dominowały różnice. Zgromadzenia Fideszu przyciągnęło raczej starszych ludzi, u Tiszy więcej było widać młodych. Na tym pierwszym transparenty były raczej wykonane centralnie – dominowały standardowe tabliczki z nazwami miejscowości – na tym drugim było sporo wykonanych własnoręcznie, często kreatywnych, bannerów. Inne były też hasła, np. facet w koszulce „No migration. No gender. No war”, którego widziałem na Marszu Pokoju był raczej niewyobrażalny u Tiszy.
Sama demonstracja Tiszy miała rozpocząć się o 14 na placu Deáka. Trudno powiedzieć kiedy dokładnie ruszył marsz, bo uczestnicy cały dopływali z różnych kierunków i choć może z przodu już ludzie się ruszali, to z tyłu jeszcze stali. Przez dwie godziny doszliśmy jedynie do placu Ferenca Liszta, dalej już nie było jak iść bo aż do placu Bohaterów (Hősök) cała ulica Andrássy była zatkana. Jak na Węgry to tłum był ogromny.
Tu przerywnik: ilość uczestników demonstracji była istotna bo dziś w zasadzie najważniejszą kwestią było które zgromadzenie przyciągnie więcej ludzi, używając nazwy popularnej tutaj gry dziecięcej, mieliśmy wojnę numerową. Padają różne szacunki, brak źródeł informacji godnych zaufania, nie potrafię niestety powiedzieć, kto w tej wojnie wygrał.
Wracając do demonstracji: stojąc na Andrássy wysłuchaliśmy przemówienia Pétera Magyara. Nagłośnienie, mimo dystansu, było zaskakująco dobre, więc wszystko było świetnie i czysto słychać. Odnotowuję, że największe oklaski chyba dostał kiedy powiedział, że Węgry są częścią Europy, i pozostaną członkiem UE i NATO.
Poniżej parę zdjęć z dzisiejszego dnia.
Element polski: Ruch Obrony Granic na czele Marszu PokojuMarsz Tiszy: takie rzeczy były nie do pomyślenia na BékemenetFlaga z wyciętym środkiem – symbol powstania 1956 roku oraz flaga europejska też niemożliwe na Békemenet – to zdjęcie z marszu TiszyPapuga na marszu TiszyOficjalny plakat propagandowy obklejony wlepkamiOficjalny plakat propagandowy „Nie pozwólmy, by Żełeński śmiał się ostatni” z naklejką „on ma kręgosłup”„Wiosenny wiatr wzburza wodę” tekst popularnej piosenki ludowej, chętnie odtwarzanej na demonstracjach Tiszy„Teraz – albo nigdy” te ostatnie dwa słowa przekreślone to cytat z bardzo znanego rewolucyjnego wiersza Sándora Petőfiego używany przez Tiszę jako hasło w kampanii wyborczejMłody zwolennik TiszyStarsi zwolennicy Tiszy, którzy pamiętają jeszcze rosyjski (napis cyrylicą „car”)Orbán-Judasz: 1-1. Zdradził Węgrów – zdradził JezusaSkrót wulgarnego epitetu pod adresem Orbána na koszulce faceta na balkonie: kiedy tylko obracając się pokazywał go przechodzącym wywoływał entuzjazm tłumuPastisz kultowego plakatu Fideszu z wyborów 1990 roku „Prosimy wybierać” (poniżej)Oryginał plakatu, na górze, rosyjską tradycją „usta-w-usta” całują się Leonid Breżniew i Erich Honecker, odpowiednio przywódcy ZSRR i NRD, źródło: Törtenelem mindenkinek
Ta ruchoma instalacja dobrze oddała uczucia zebranych i cieszyła się wielką popularnościąPéter Magyar przemawia z telebimuTo już koniec, prosiaku
Życiorys miał modelowy. Wziął udział w wojnie 1920, gdzie został ranny. W czasie II wojny światowej był dowódcą Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Armii Krajowej w okręgu warszawskim. Wziął udział w powstaniu warszawskim, gdzie znowu został ranny. Po wojnie działał w WiN-ie (Wolność i Niepodległość). Aresztowany, godnie zachował się w czasie śledztwa: przesłuchującemu go stalinowskiemu oprawcy Józefowi Różańskiemu miał powiedzieć, że poglądów nie zmienia się w więzieniu. Dostał dziesięć lat, które potem zamieniono mu na sześć.
Po zwolnieniu z więzienia nie poszedł na kolaborację z oficjalnym ZBoWiD-em (Związek Bojowników o Wolność i Demokrację). Od samego początku włączył się do działalności KOR-u (Komitet Obrony Robotników), gdzie należał do „starszych państwa” czyli bardziej znanych osób swoją obecnością dających względną ochronę młodszym, nieznanym działaczom. Umarł w 1986 roku. (Te informacje podaję za artykułem w Wyborczej pt. Nagabującym go tajniakom odpowiadał, że chętnie się spotka, tylko się umyje, by mogli go pocałować w d…)
Józef Rybicki wśród żołnierzy w trakcie powstania warszawskiego, źródło: Kronika Tygodnia
Nic mi nie wiadomo na temat jego ewentualnych wypowiedzi czy też poglądów dotyczących Węgier.
Jednocześnie jednak jego postać, na zasadzie kontrastu, pomaga zrozumieć Węgry. Rybicki usosabia pewne kontinuum obecne w polskiej mentalności, które w zasadzie nie ma odpowiednika na Węgrzech. Rybicki mówił, że wychował się na roku 1863 (powstanie styczniowe), potem wziął udział we wszystkich zrywach patriotycznych, które miały miejsce za jego życia: wojnie 1920 roku, konspiracji akowskiej, powojennym podziemiu, KOR-ze – zaliczając w międzyczasie stalinowskie więzienie. Dla niego, jak i dla innych uczestników tych zrywów, były one zawsze kontynuacją poprzednich działań, odwoływały się do nich i z nich czerpały siłę.
Tego na Węgrzech nie ma. Historia tu inaczej przebiegła, w poczuciu wielu nie ma do czego się odwoływać, ciągłość została zerwana. Przychodzą mi do głowy tu jedynie dwa wyjątki.
Pierwszy to postać Tibora Pákha, uczestnika powstania 1956 roku, za co trafił do więzienia. Z z powodu swojej nieugiętej postawy był potem nawet poddany przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu. Do końca angażował się w działania opozycji lat 80-tych.
Drugi to György Krassó, podobnie uczestnik powstania 1956 roku, podobnie za to uwięziony. Później działacz opozycji demokratycznej.
Są to jednak postaci jednostkowe. Ponadto, w ich przypadku ciągłość obejmuje tylko okres od powstania 1956 roku po lata 80-te, nie ma, jak w przypadku Rybickiego – a i wielu innych jemu podobnych – nawiązania do wcześniejszych zrywów.
Te różnice, uważam, pomagają zrozumieć dlaczego wydarzenia w Polsce i na Węgrzech toczyły się – i toczą – często innymi torami.
Plakat z wyborów 1989 roku. Pełna ciągłość: dziewięcioletni chłopiec symbolizował tylużletnią Solidarność, brodacz opozycję przedsierpniową, a starszy mężczyzna pokolenie akowców. Źródło: Teatr NN
Parszywe czasy (Mocskos idők) śpiewał zespół Európa Kiadó w latach 80-tych. W Polsce szalał kryzys, komuniści walczyli z Solidarnością, na Węgrzech Polacy byli wyśmiewani przez oficjaną propagandę. Promowano taki typ humoru:
–Kiedy Polak widzi mięso? -Wtedy kiedy kot wskoczy na stół.
-Polacy odesłali na Węgry dary z lekarstwami. -Czemu? -Bo było na nich napisane “zażyć po jedzeniu”.
-Kto pracuje więcej? Jeden Węgier czy dwóch Polaków?
Wielu to kupowało bo zawsze naśmiewanie się nad słabszym znakomicie pomaga w pompowaniu własnego poczucia wartości. Problemy Polaków potwierdzały słuszność węgierskiej kadarowskiej stabilizacji.
Polski supermarket, rysunek z Ludas Matyi
Byli jednak i tacy, którzy Polską – Solidarnością – byli zafascynowani i widzieli raczej przykład i inspirację do działania. O nich zrobiliśmy właśnie z Gáborem Danyim wystawę dla Instytutu Polskiego. Jej tytułem jest linijka tekstu ze wspomnianej piosenki Mocskos idők: Tak wielu nas, a tak mało (Sokan vagyunk kevesen)
Wystawa zaczyna od przypomnienia wyjściowej sytuacji lat 70-tych. Z jednej strony gulaszowy komunizm, z drugiej, gospodarka niedoborów w Polsce, której synonimem były kolejki po jedzenie. Szereg ówczesnych dowcipów przybliża klimat tamtych czasów.
Wybuch Solidarności spowodował wzrost zainteresowania Polską wśród niektórych przedstawicieli węgierskiej inteligencji. Zaczęły się wyjazdy do Polski, nawiązywanie kontaktów, nabywanie pewnych przydatnych do działalności opozycyjnej umiejętności jak druk na wykonanej własnoręcznie ramce (słowo „rámkázik” trafiło wówczas do węgierskiego języka), zasady legalizmu w działaniu ale i podstawy konspiracji. Taką oryginalną ramkę można obejrzeć na wystawie. Jeden z tych gości, Gábor Demszky, wyrósł wkrótce na najaktywniejszą postać węgierskiej opozycji.
Te kontakty ograniczył znacząco choć ich nie przerwał całkowicie stan wojenny. Poza ogólnymi utrudnieniami w odwiedzaniu Polski pojawiły się szykany dotyczące konkretnych postaci z kręgów węgierskiej opozycji, które zawracano z granicy nie raz odbierając przy tym paszport. Inwigilacja szła pełną parą, zdjęcia węgierskim opozycjonistom odwiedzającym Polską robiła współpracująca z węgierską policją polityczną polska ubecja.
Ubeckie zdjęcia węgierskich opozycjonistów w Warszawie, źródło: OSA
Działalność opozycyjna na Węgrzech rozwinęła się. W miejsce nieformalnych grup produkujących przepisywane na maszynie samizdatowe Napló pojawiły się regularnie wydawane, obszerne objętościowo czasopismy jak Beszélő czy Hírmondó, działalność rozpoczęło niezależne wydawnictwo AB, pojawił się – też z polskiej inspiracji – Latający Uniwersytet.
Polską inspirację widać w ikonografii tego okresu. Solidarycy używano często i gęsto. Pojawiła się na przykład w logo undergroundowej grupy artystycznej Inconnu, na transparencie wykonanym na pogrzeb księdza Popiełuszki czy też w logo czasopisma Hírmondó, gdzie w cieniu, który rzuca tytuł pojawia się flaga węgierska – a także flagi innych krajów wschodnioeuropejskich. Logo to zaprojektował aktywny w opozycji László Rajk.
Trzeba wspomnieć kontakty na płaszczyźnie religijnej. Wielu Węgrów zafascynowanych było polską religijnością, tym bardziej, że na wydarzeniach kościelnych pojawiały się wątki solidarnościowe. Węgrzy, bywało, że niewierzący, przyjeżdzali na pielgrzymki papieskie, brali udział w pielgrzymce pieszej do Częstochowy. Szerokim echem odbiło się na Węgrzech morderstwo dokonane na księdzu Popiełuszcze. Na jego pogrzebie pojawił się transparent z napisem Solidarni w bólu Węgrzy.
Materiały z Polski, zarówno książki jak i teksty analityczne, wśród ważny tekst Adama Michnika pt. Új evoluciónizmius czyli Nowy ewolucjonizm, czy też bieżące informacje, dominowały w pierwszym okresie działalności węgierskiej opozycji. Zainteresowanie nie było przy tym jednostronne bo i w Polsce pojawiało się sporo materiałów o tematyce węgierskiej. Głównie były to teksty o powstaniu 1956 roku. Na przykład Trzynaście dni nadziei Sándora Kopácsiego doczekało się na przestrzeni dekady kilkunastu wydań, co robi duże wrażenie.
Jednak, co ciekawe, pierwszy przykład współpracy polskiej i węgierskiej opozycji pochodzi jeszcze sprzed rewolucji Solidarności. Tibor Pákh, uczestnik powstania 1956 roku, więzień polityczny usłyszawszy w radiu Wolna Europa o strajku głodowym w obronie aresztowanych drukarzy z niezależnego wydawnictwa NOWA, który miał miejsce w Podkowie Leśnej w maju 1980 roku, pojechał tam i przyłączył się do protestu.
Uczestnicy głodówki w Podkowie Leśnej w 1980 roku, na zdjęciu nie ma niestety Tibora Pákha, źródło: IPN
Opozycyjnie nastawieni Węgrzy na wiele sposobów wyrażali swoją sympatię wobec Polaków. Niektórzy nosili plakietki z logo Solidarności, rozklejano naklejki. Latem 1981 nad Balatonem zorganizowano kolonie dla grupy polskich dzieci (pisałem o tym tu). Rok później już władze do tego nie dopuściły.
Zbiórka pieniędzy na kolonie
Owoc tej zbiórki, zdjęcie: Róza Hodosán
W drugą rocznicę podpisania porozumień gdańskich 31 sierpnia 1982 próbowano zorganizować demostrację poparcia pod pomnikiem Bema ale węgierska bezpieka skutecznie zapobiegła zgromadzeniu dokonując prewencyjnych zatrzymań.
31 sierpnia 1982, pomnik Bema, zdjęcie węgierskiej służby bezpieczeństwa
Undergroundowy zespół Kontroll Csoport wykonywał piosenkę – z polskim tekstem – popierającą Solidarność (Polak – Venger – pisałem o tym tu).
Kontroll Csoport, zdjęcie Jánosa Vető
Takie gesty pojawiały się i po drugiej stronie. W rocznicę wybuchu powstania 1956 roku, 23 października 1986 roku w Podkowie Leśnej odsłonięto pierwszą w Europie Wschodniej tablicę upamiętniającą tę rewolucję.
Spektakularna była akcja uliczna w obronie Zsolta Keszthelyia, którego na Węgrzech skazano na karę więzienia za odmowę służby wojskowej. Rozwieszono olbrzymi transparent, rozrzucono ulotki.
Z czasem opozycja węgierska poszerzyła obszary swoich zainteresowań i działalności. Pojawiły się kwestia mniejszości węgierskich poza granicami kraju, zwłaszcza w Siedmiogrodzie, sprawa planowaje zapory na Dunaju w Gabčíkovie-Nagymaros, zaczęto dyskutować nad koniecznymi reformami. Tematyka polska odsunęła się na dalszy plan ale pozostała istotna. Był to wyraz usamodzielnienia węgierskiej opozycji, która sama była już w stanie definiować istotne dla siebie tematy.
Pojawiła się wówczas, na wzór aktywnej Solidarności Polsko-Czechosłowackiej, Solidarność Polsko-Węgierska. Nie działała długo bo wydarzenia przyspieszyły i wkrótce byli już opozycjoniści zajęli pozycję we władzach obu krajów. Te więzi jednak zaprocentowały w przyszłości i dały podstawę do utworzenia Grupy Wyszehradzkiej.
Powtórny pogrzeb Imre Nagya na placu Bohaterów, źródło Fortepan / tm
Cieszę się, że wystawą mogliśmy przypomnieć o tych, wielu zresztą żyjących, godnych szacunku postaciach, przyjaciołach Polski i Polaków. Dobrze, że wielu z nich dostało Medal Wdzięczności przyznawany przez Europejskie Centrum Solidarności (było o tym tu i tu). Warto byśmy o nich pamiętali tym bardziej, że pamięć o nich wśród samych Węgrów jest nikła. A w tych parszywych czasach to oni byli tymi, do których i dziś można się odwoływać.
***
Wystawa jest do obejrzenia w galerii Nyitott na ulicy Nádor 11 do 27 marca w godzinach 12-18 poza niedzielą i poniedziałkiem.
Praca nad nią na tyle mnie zajęła, że nie dałem rady pisać bloga, teraz mam nadzieję, że znowu dam radę to robić.
W Budapeszcie Nawrocki zanotował imponujący skok z pozycji czwartej na drugą a Trzaskowski był przedostatni choć, jak już wiemy, w kontekście ogólnym wyborów nie ma to znaczenia. Dla porządku podaję pełne wyniki za PKW.
Liczba głosów: 2 068
Liczba głosów ważnych: 2 052
Karol Tadeusz Nawrocki: 582 (28.4%)
Rafał Kazimierz Trzaskowski: 1 470 (71.6%)
W Budapeszcie tradycyjnie kandydaci liberalni wypadają dużo lepiej niż nacjonalistyczni, te wybory trendu nie zmieniły.
Głosowałem po południu, kolejka była około czterdziestominutowa, wszystko szło sprawnie mimo upału.
Poniżej dwa screenshoty (nie udało mi się wembedować grafiki niestety) ale warto otwarzyć link i klinąwszy na guzik na lewo od linii czasu zobaczyć sobie ewolucję listy.
before
after
after
Gwiazdami są członkowie dynastii Viktora Orbána czyli Lőrinc Mészáros, monter gazowy i były wójt z jego rodzinnej wsi Felcsút, i István Tiborcz, jego zięć. Ten pierwszy od 2014 roku swój majątek powiększył blisko dwustukrotnie. Tiborczowi natomiast w ciągu siedmiu lat udało się dojść do pięknej kwoty 180 miliardów forintów (niemal 1.9 miliarda złotych)
Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.
Budapeszteńskie wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich wpisują się (aliteracja niezamierzona 🙂 ) w dłuższy trend: jak zwykle wysoko (34.71%) – wyżej niż w Polsce – zwyciężył kandydat Platformy, Rafał Trzaskowski. Kandydat popierany przez PiS czyli Karol Nawrocki zajął dopiero czwarte miejsce po Adrianie Zandbergu i Sławomirze Mentzenie.
A oto i całe wyniki, podaję liczbę głosów uzyskanych przez każdego z kandydatów (w sumie padło ich tutaj 1360) i procenty.
głosów
procent
BARTOSZEWICZ Artur
4
0.29
BIEJAT Magdalena Agnieszka
121
8.90
BRAUN Grzegorz Michał
53
3.90
HOŁOWNIA Szymon Franciszek
72
5.29
JAKUBIAK Marek
8
0.59
MACIAK Maciej
1
0.07
MENTZEN Sławomir Jerzy
190
13.97
NAWROCKI Karol Tadeusz
188
13.82
SENYSZYN Joanna
35
2.57
STANOWSKI Krzysztof Jakub
20
1.47
TRZASKOWSKI Rafałł Kazimierz
472
34.71
WOCH Marek Marian
1
0.07
ZANDBERG Adrian Tadeusz
195
14.34
Same protokoły wyborcze można sobie obejrzeć tu i tu.
Kolejka do głosowanie przed ambasadą
Będzie możliwość głosowania w Budapeszcie także w drugiej turze, wszystkich zachęcam!