Sátántangó

W języku węgierskim istnieje pojęcie bakancslista co na polski można przetłumaczyć jako listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Bakancslista ma pochodzenie turystyczne, dosłownie to lista dla butów turystycznych, chodzi o listę tras do przejścia i miejsc do odwiedzenia ale pojęcie używane jest powszechnie także w innych obszarach. I tak dla każdego turysty podstawowym elementem bakancslisty jest przejście całego niebieskiego szlaku tak dla kinomanów jest to obejrzenie filmu Sátántangó Béli Tarra.

I jedno i drugie jest wyczynem. Niebieski szlak ma 1128 kilometrów a Sátántangó 7 godzin.

Do filmu przymierzałem się od dłuższego czasu. Właściwy moment nadszedł w ostatnią sobotę. Pierwotnie planowałem zrobienia wokół tego małej balangi: zaproszenie paru osób, jakąś pizza w połowie, kawę&wino ale z powodu covida zdecydowałem się jednak na samotne oglądanie.

W ramach przygotowań przeczytałem książkę pod tym samym tytułem (Ukazała się po polsku jak Szatańskie tango), na podstawie której powstał film. Jej autorem jest László Krasznahorkai, o którym mówi się, że może dostać Nobla, więc było więcej powodów, żeby sięgnąć po niego.

Książka i film
7 godzin zmieściło się na trzech płytach

Książkę, a zarazem film, mogę spokojnie streścić, akcja nie jest tu istotna więc nie ma mowy o spojlerowaniu.

Akcja dzieje się w jakimś nieokreślonym miejscu (Siedmiogród? węgierski Alföld?) w nieokreślonym czasie (70-te? 80-te lata?) w małej wiosce jakiś czas po zamknięciu przylegającego do niej PGR-u, których dawał mieszkańcom utrzymanie. Ostatnich kilku mieszkańców szykuje się do opuszczenia tego miejsca ale nie pewne czy im się to uda bo sami ledwo wierzą w to, że to możliwe.

Do wioski przybywa dwóch cwaniaków, którzy są tu znani, zniknęli półtora roku temu. Można się domyślać, że byli w więzieniu ale nie wiadomo za co. Przed przybyciem do wioski spotykają się z miejscowym policjantem, który nakłania ich do współpracy.

We wiosce trafiają oni na moment śmierci upośledzonej dziewczynki, która popełniła samobójstwo zażywając trutkę na szczury. Wykorzystując trudny moment dla niewielkiej wspólnoty mieszkańców wsi, inteligentniejszy z cwaniaków, Irimiás, manipuluje nimi nakłaniając ich na oddanie właśnie otrzymanej ostatniej wypłaty pod pretekstem utworzenie nowego PGR-u, który wszystkim zabezpieczy stabilny dochód i utrzymanie.

Zamiast tego jednak rozsyłają wieśniaków po całym województwie mamiąc ich obietnicami późniejszej realizacji planów. Tak Irimiás stworzył sobie siatkę informatorów, którą wykorzysta by wysługiwać się policji.

Oglądanie filmu, które trwa mniej więcej tyle co przeczytanie książki, jest przeżyciem jedynym w swoim rodzaju. Nie jest to bindżowanie jakiegoś serialu kryminalnego w Netflixie, którego po prostu nie da się zostawić. Oglądanie Sátántangó może być męczące bo film jest bezczelny w swoim wyzwaniu by porzucić zwykły pośpieszny, intensywny tryby życia, w którym w przypadku filmów mających parę minut ponad półtorej godziny narzekamy na „dłużyzny”, by zwolnić, i poświęcić cały dzień dla obejrzenia jednego zaledwie filmu.

Sam film jednak poza długością ma wiele do zaoferowania. Sznyty są długie, początkowa scena, w której stado krów wychodzi z obory trwa ponad osiem minut, nie jest wyjątkiem. Mimo, że na ekranie dominują obrazy rozpadu, brudu, błota, jesiennego schyłku, i niemal wyczuwalny jest smród, to jednak są one zawsze pięknie skomponowane. Dźwięk z offu jakby nagrany w studio niezależnie od danej sceny tworzy wrażenie dziwności.

Przejmująca jest muzyka: ambientowe szmery w tle oraz akordeonowe kawałki do tańca, w tym i tytułowe tango. Te kawałki są wspaniałym tłem do kluczowych scen, które odbywają się w kocsmie.

Szereg postaci jest dokładnie taka jak je sobie wyobrażałem czytając książkę. Nie wszyscy jednak grający są przekonujący. Największą słabością filmu jest dla mnie postać Irimiása, którego gra nie kto inny jak kompozytor właśnie chwalonej przeze mnie muzyki, Mihály Víg. Ma on w sobie charyzmę nauczyciela rysunków z ósmej klasy, trudno uwierzyć, że to przestępca w dodatku zdolny do zawrócenia w głowie grupie wieśniaków.

Historia pokazana w książce i w filmie ma ogromny potencjał symboliczny. Każdy może znaleźć coś dla siebie: jest melancholia, beznadzieja podkreślana przez nieustający deszcz i wszechobecne błoto, jest obraz wyprowadzania do ziemi obiecanej, manipulowanie naiwnymi ludźmi, jest pragnienie odtworzenie starego, bezpiecznego świata, który znikł – i którego nie da się odtworzyć, jest igranie prostymi ludźmi przez potężne interesy i władzę. Stado koni, które uciekły z rzeźni a teraz biegają po opustoszałym mieście przywodzi na myśl zagrożenie, próbę ucieczki a zarazem jej beznadziejność.

Pomaga w tym wszystkim ta nieokreśloność historii: nie wiemy tego gdzie oraz kiedy się znajdujemy ale także dlaczego zamknięto PGR, za co trafili do więzienia Irimiás i jego towarzysz, co robili wcześniej dla policji, skąd mają swoje kontakty, i tak dalej. Brak konkretności czyni historię bardziej uniwersalną.

Nie odbiera to jednak filmowi bardzo węgierskiego charakteru. Ta opowieść o upadku, beznadziei, skazanej na niepowodzenie próbie wyrwania się z niej, manipulacji przez siły potężniejsze od nas jest nader węgierska. Motyw tej nieudanej ucieczki pojawia się też choćby w kultowym dramacie Portugál.

Czy z tej sytuacji da się jakoś uciec? Dwie rzeczy w filmie wskazują na możliwe wyjście. Jedna to nihilistyczny bunt: planowane przez Irimiása „wysadzenie w powietrze tego wszystkiego”. A druga, którą przywodzi na myśl postać wariata walącego w zaimprowizowany dzwon i wykrzykującego przy tym ostrzeżenia przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, to odwołanie do brakującego w życiu bohaterów elementu nadprzyrodzonego. W duchu filmu jest jednak wątpić na ile te opcje mają szansę na realizację.

PS Warto wspomnieć motyw polski w Sátántandó. W książce właściciel kocsmy ma samochód Warszawę, w filmie niestety jego pojazd jest innej marki. Jestem niepocieszony.

Radio Polonia Węgierska – 18 odcinek podcastu/ prywatne muzeum wojenne

W najnowszym odcinku audycji mówię o prywatnym muzeum wojennym na Słowacji oraz potędze działań społecznych.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Przegląd tygodników Roberta Rajczyka – 02:13
3. Jeż Węgierski w eterze, czyli felieton Jerzego Celichowskiego – 06:34
4. Książka na Głos – 11:03
5. Urywki historii autorstwa Izabeli Gass – 15:06
6. Wykład dr hab. Pétera Pátrovicsa – 26:24

Niedawno byliśmy na Słowacji. Trafiliśmy do prywatnego muzeum wojennego w Pohronským Ruskovie niedaleko granicy węgierskiej.

Jadąc tam spodziewaliśmy się takiego typowego małego wiejskiego muzeum: niewielka izba, trochę małointeresujących eksponatów na zakurzonych półkach, tematyka ważna jedynie lokalnie. Tu jednak zaskoczenie. Przed samym gospodarstwem, w który mieści się muzeum zaaranżowane pole bitwy: okopy, ruiny domu, zniszczone pojazdy, słup z tabliczkami „Berlin”, „Moskau” czy też „Budapest”, zapory przeciwczołgowe. Nieco to wszystko amatorskie, na przykład zapory z desek a nie żelaza ale czuć rozmach przedsięwzięcia.

Ikona muzeum: drzewo z wrośniętym w nie hełmen

W środku zapłaciliśmy 3 euro od osoby, dostaliśmy tablet z nagranym oprowadzaniem przez twórcę muzeum László Zsákovicsa juniora (w technice 360 stopni!) i ruszyliśmy na zwiedzanie. Ekspozycja zdaje się nie mieć końca. Ciągnie się po dwóch poziomach sporego budynku gospodarczego, do tego dochodzi podwórze. Na obejrzenie tego wszystkiego bez jakiegoś przeciągania potrzeba co najmniej półtorej godziny.

Eksponatów jest masa: broń, przybory wojskowe, mundury, fragmenty pojazdów i samolotów, odznaczenia, zdjęcia, i tak dalej. Oprowadzanie jest zarazem kompetentne – widać, że pan Zsákovics wie wszystko o najmniejszym kawałku metalu, który ma w swoim muzeum, a także rozrywkowe bo o niektórych eksponatach opowiada anekdoty no i ma spore poczucie humoru. Chichraliśmy więc nieraz, bez tego tabletowego przewodnika muzeum byłoby dużo mniej ciekawe.

Muzeum jest tym bardziej godne uwagi, że László Zsákovics jest Węgrem a Węgrzy w zasadzie nie zajmują się tematem drugiej wojny światowej – przynajmniej jeśli porównać ich do Polaków.

Na terenach koło Pohronskýego Ruskova miała miejsce bitwa, w której węgierska elitarna dywizja świętego Stefana (Szent László hadosztály) poniosła ciężkie straty, dzięki tej bitwie właśnie w okolicy było tyle eksponatów do zebrania. Ekspozycja pokazuje zarówno walczących Węgrów, jak i Rosjan oraz Niemców. Właściciel muzeum zajmuje się też organizacją ekshumacji i odpowiedniego pochówku wszystkich żołnierzy, niezależnie od tego, w jakiej armi walczyli, co zasługuje na szacunek.

Imponujące jest jak wiele László Zsákovics zdołał osiągnąć niemal wyłącznie dzięki swojej pracy, pasji, znajomości okolicy oraz zaufania miejscowych. Muzeum dostaje niewielką obecnie pomoc od władz Słowacji i Węgier ale to rzecz wtórna.

Podobnie jest zresztą z budapeszteńskim radiem Tilos, które operując niemal wyłącznie na podstawie wolontariatu oraz zbierając fundusze wśród wspólnoty słuchaczy podczas dorocznego Tilos Maraton oferuje fantastyczną gamę audycji.

A także internetowym archiwum Fortepan, który przy minimalnym budżecie, dzięki oddaniu założyciela Miklósa Tamásiego oraz armii wolontariuszy robi rzeczy, o którym nie śniło się nawet instytucjom finansowanym z budżetu państwa.

Takie przykłady można by mnożyć. Łączy je to, że w każdym przypadku pasja, wolontariat, oddolna inicjatywa, kreatywność potrafią stworzyć rzeczy, którym pewnie żadne państwowe instytucje z dowolnym budżetem nie byłyby w stanie dorównać.

#FreeSzFE

Dawno nie byłem na tak pozytywnej, inspirującej demonstracji. Protest przeciwko zabraniu Uniwersytetowi Teatralnemu i Filmowemu autonomii był zorganizowany przez ludzi teatru, którzy wiedzą, jak się okazało, potrafią dać przeżycia nie tylko widzom teatralnym czy filmowym ale także uczestnikom imprezy politycznej.

Uniwersytetowi rząd właśnie odebrał samorządność. Przekazano go fundacji, na czele której stanęło kuratorium kierowane przez prorządowego byłego dyrektora Teatru Narodowego Attilę Vidnyánszkyego. Wybranego już dawno temu przez senat rektora nie zatwierdzono, sam senat utracił większość swoich uprawnień.

Przejmowanie instytucji to nie jest rzecz nowa pod rządami Fideszu. Tym razem jednak, podobnie jak w niedawnym przypadku Indexu, władze napotkały opór. Studenci zajęli budynek, ogłosili, że rządają odwołania kuratorium z Vidnyánszkyim, zorganizowali szereg demonstracji, ta niedzielna była największa. Władze uczelni ustąpiły a wielu wykładowców ogłosiło, że rezygnują z pracy na uczelni.

W międzyczasie codziennie spływają wyrazy poparcia z kraju z zza granicy (aktualizowana lista tu). Ciekawostka, że w kraju pochodzą one zwykle od małych, alternatywnych instytucji albo też nieformalnych grup pracowników, z senatów innych uczelni SzFE, bo taki jest węgierski skrót nazwy Uniwersytetu Teatralnego i Filmowego, poparły tylko CEU oraz protestanckie seminarium duchowne im. Jánosa Wesleya.

Niedzielna demonstracja miała formę żywego łańcucha sformowanego od centralnego budynku SzFE aż po parlament po drodze dotykając inne używane przez uniwersytet budynki. Celem jej było przekazanie do parlamentu dokumentu nazwanego Magna Charta Universitatum, w którym zostały wyłożone zasady, na podstawie których protestujący widzą współpracę z władzami. Biorący udział w łańcuchu przekazywali sobie dokument z ręki do ręki aż dotarł on do parlamentu, gdzie najmłodsza studentka uczelni umieściła go między łapami lwa stojącego przy wejściu do budynku. Była muzyka i skandowanie ale żadnych przemówień.

Łańcuch pojedyńczy
Łańcuch podwójny
Łańcuch w zawijasy
Maski z logo protestu
Kto zatrąbi jest z nami!
Rękawiczki chronią i protestują
Wolny kraj, wolny uniwersytet!
Nie ma dobrej demonstracji bez uczestniczących psów
Muzycy uprzyjemniają czekanie na Chartę
Aktywiści Extiction Rebellion w łańcuchu
Transparent z poparciem od węgierskich studentów z Târgu Mureș (Marosvásárhely) oraz Klużu (Kolozsvásár) w Rumunii
Nie jest łatwo ale na filmiku można wypatrzeć jak dokument przekazywane jest z ręki do ręki
Artyści uliczni na placu
Studenci Akademii Muzycznej śpiewają
Student SzFE czyta Chartę – takie swoją drogą było nagłośnienie
Charta, owinięta kultową taśmą, dotarła do celu
Teraz już w rulonie w rękach najmłodszej studentki SzFE, zaraz zostanie złożona pod lwem

W wezwaniu do demonstracji napisano, że potrzeba do niej pięciu tysięcy ludzi – z tyloma uda się stworzyć łańcuch na całej długości trasy. Przyszło ich dużo więcej, w kilku miejscach łańcuch był podwójny a przed parlamentem ludzi ustawiono w zawijasy całkowicie wypełniając plac.

Demonstracja zaczęła się o trzeciej po południu, do Charta, wówczas już, po przejściu przez tyle rąk, dość wymięta, dotarła do parlamentu dopiero po szóstej. Nikt się jednak nie niecierpliwił, panowała atmosfera pikniku. Aktorzy teatrów ulicznych chodzili na szczudłach, grali muzycy, a studenci Akademii Muzycznej śpiewali, między innymi nieformalny hymn protestów przerobiony z piosenki ludowej:

Hej, a Titkos Egyetem
Titkosan kezdődik,
Mégis utoljára kivilágosodik.


Hej, Tajny Uniwersytet
W tajemnicy rodzi się
Ale jednak to on na końcu zabłyśnie


Co jakiś czas rozbrzmiewało, znane z protestów przeciwko wyrzuceniu CEU z Węgier, hasło Wolny kraj, wolny uniwersytet! (Szabad ország, szabad egyetem!). Widziałem jak organizatorzy prosili demonstranta z tablicą Covidnyánszki przedstawiającą Vidnyánszkyiego jako koronawirusa by ją schował.

Wizualnie demonstrację zdominowały biało-czerwone paski od taśmy, którą studenci „zamknęli” wejście do uniwersytetu. Te paski, te kolory, są obecnie używane do wyrażenia poparcia dla protestu.

Wejście do SzFE
Czerwona szarfa na białym tle
Kiedyś przyszłyby mi głowy pasy Árpádów ale teraz …
poparcie instytucjonalne (Kisüzem na placu Klauzála) or indywidualne (kolega z kawałkiem taśmy w drodze na demonstrację)
Muzeum etnograficzne popiera
Firma kurierska Hajtás Pajtás popiera

Covid był ważnym wyzwaniem dla organizatorów, z którym sobie ciekawie poradzili. Sama forma łańcucha – zamiast za ręce ludzie trzymali się za kawałki taśmy – umożliwiała zachowanie dystansu społecznego. W wezwaniu do demonstracji apelowano o przyjście w maseczkach i przyniesienie rękawiczek, rozdawano je zresztą później tym, co ich nie mieli. Widziałem jak porządkowa prosiła uczestników o pełne założenie maseczki w przypadkach gdzie ludzie nosili ją na gardle.

Czy studenci odniosą sukces? Nie wydaje się to prawdopodobne. Rząd może protesty przeczekać, póki co nie wygląda na to by był to początek większej fali – SzFE nie tylko nie poparły, ze wspomnianymi wyjątkami, senaty innych uczelni ale nawet nie próbowano organizować tam podobnych strajków. Sami protestujący nie bardzo mają inne środki, do których mogliby sięgnąć. Mimo tego jednak jestem z nimi.

#FreeSzFE

Radio Polonia Węgierska – 17. odcinek podcastu/ Podziemna Kőbánya

W najnowszym odcinku audycji mówię o historii dzielnicy Kőbánya.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – autorka Iga Kolasńska – 03:33
3. Przegląd tygodników – autor Robert Rajczyk – 05:35
4. Jeż Węgierski w eterze – autor Jerzy Celichowski – 11:20
5. Książka na głos – autor Istvan Balazs, czyta Robert Rajczyk – 15:08
6. Urywki historii – autorka Izabela Gass – 19:21
7. Wykład prof. Hanny Krajewskiej, dyrektorki Archiwum PAN – 27:39

Kőbánya to po węgiersku kamieniołom. Choć dzielnica tak się nazywa pierwotnie był to region winny. Zbocza znajdującej się tam Starej Góry (Óhegy) pokryte były winnicami. Wino tu wytwarzane podobno było na tyle dobre, że zdarzało się, że gorszy produkt sprzedawano we Wiedniu jako „kőbáński”, taka była to marka.

W połowie dziewiętnastego wieku w Kőbányi pojawił się przemysł. Winiarze patrzyli na to krzywym okiem, ale ich protesty na nic się nie zdały. Władze miasta usunęły początkowe ograniczenia dla budowy zakładów przemysłowych, epidemia filoksery zadała winiarstwu ostateczny cios.

Ważną gałęzią przemysłu były kamieniołomy. Wydobywano tu łatwo dostępny wapień, którego używano do budowy dynamicznie rozwijającego się wówczas miasta. Pewnego razu część wyrobiska zapadła się. Całość równo obsunęła się, winnica leżąca nad piwnicą po prostu znajdowała się parę metrów niżej jak gdyby nic się nie stało. Efekt obsunięcia był mocno odczuwalny pod ziemią: podmuch wybijał drzwi, szyby, rzucił o ścianę wóz zaprzężony wołami.

Powstałe piwnice przyciągnęły piwowarów, którzy zobaczyli w nich idealne środowisko do produkcji piwa. W czasach, gdy nie istniały przemysłowe lodówki pomieszczenia o stałej i niskiej temperaturze były specjalnie cenne.

Wydobycie kamienia kontynuowano jeszcze przez jakiś czas tworząc regularną siatkę korytarzy z odnogami aż w końcu tańsza cegła wyparła kamień jako materiał budowlany. Pod koniec wojny przeniesiono tu produkcję lotniczą ze zbombardowanych zakładów na Csepelu.

Koniec socjalizmu przyniósł też koniec wykorzystywania piwnic. W tej chwili służą one jedynie celom turystycznym, czasami odbywają się tam wyścigi rowerowe. Samorząd szuka pomysłów na wykorzystanie podziemi, którą są dla niego ciężarem.

Sam dzielnica leżąca nad podziemiami długo była synonimem nędzy. Ulice były niebrukowane, ciemne i niebezpieczne, a warunki mieszkaniowe fatalne. To właśnie tu oraz w Budafok mieściły się jaskinie, w których aż do lat 50-tych mieszkali ludzie. Mieszkańcy cierpieli z powodu szeregu chorób, pracownicy kamieniołomu z powodu pylicy, dzieci krzywicy, wszyscy gruźlicy.

Piwnice można dziś zwiedzać. Warto, choćby dlatego, że to tu kiedyś pracowali i mieszkali Polacy.

Pomnik Trianonu

Tego pomnika byłem bardzo ciekaw. Setna rocznica Trianonu zdarza się raz, co będą miały wtedy władze do powiedzenia? Czy będzie to to, co zawsze, czy też może coś nowego (na to raczej jednak nie miałem nadziei)?

Pomnik budowano, był już niemal gotów kiedy ogłoszono, że w powodu koronawirusa jego planowane odsłonięcie dokładnie w rocznicę Trianonu zostanie przełożone na 20 sierpnia. Przed tą drugą datą zacząłem szukać informacji odnośnie uroczystości ale, ku mojemu zdziwieniu, nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Wyjaśnienie problemu było pouczające: szukając informacji używałem frazy Pomnik Trianonu podczas gdy jego oficjalna nazwa to Miejsce Pamięci Jedności Narodowej (Nemzeti Összetartozás Emlékhelye).

Wybrałem się na odsłonięcie pomnika. Było ono połączone z uroczystością przysięgi oficerskiej na placu Kossutha. Nagłośnienie było fatalne więc połowy mowy Orbána nie słyszałem ale potem byłem blisko kiedy trójka najważniejszych polityków węgierskich czyli Viktor Orbán (premier), János Áder (prezydent) i László Kövér (marszałek parlamentu) podeszła by przeciąć wstęgę. Nigdy nie widziałem ich z tak małej odległości więc nie mogę sobie odmówić przytoczenia tej historyjki:)

Z powodu zamieszania przy odsłonięciu pomnik obejrzałem przy innej okazji. Pierwsze wrażenie to miłe zaskoczenie, że nie powstał kolejny emocjonalny, ponury potworek z obowiązkowym kształtem wielkich Węgier, turulem, pełnym religijnych i nie tylko symboli wyrażających węgierskie cierpienie jak choćby ten.

Pomnik mieści się pod poziomem ulicy Alkotmány – chodziło o to, by nie naruszać wyglądu placu Kossutha z lat 30-tych, który został ostatnio odtworzony. Monument ma postać opadającej rampy, która zaczyna się przy placu. Na ścianach umieszczono tabliczki z nazwami miejscowości, które znajdowały się na terenach przedtrianońskich Węgier. Na końcu rampy znajduje się wieczny płomień a także cytat z księgi Izajasza (32:17):

Dziełem sprawiedliwości będzie pokój, a owocem prawa – wieczyste bezpieczeństwo.

Oficjalna tablica przy wejściu: Miejsce Pamięci Jedności Narodowej. Rząd węgierski ustanowił je na cześć Węgier świętego Stefana, które przez tysiąc lat dawały Węgrom oraz żyjącym wraz z nimi ludom dom i ojczyznę.
Wejście – a może raczej zejście – do pomnika
Już w środku
Wieczny ogień
Cytat z proroka Izajasza

Najważniejsze są tabliczki. Jest ich 13 tysięcy i są wśród nich zarówno miejscowości z terenów utraconych jak i z terytorium obecnych Węgier. W ten sposób symbolicznie wyrażono ich jedność.

O rozmieszczeniu tabliczek zdecydował losowy algorytm tak więc by znaleźć daną miejscowość należy skorzystać z wyszukiwarki, do której link można dostać skanując kod QR przy wejściu do rampy.

Ze wszystkich elementów pomnika to te tabliczki w pełni oczarowują odwiedzających. Wyszukują oni miejscowości, z których pochodzą, lub te, które są dla nich z innych powodów ważne, pokazują sobie nawzajem, robią zdjęcia czy selfie. Dowcipnisie szukają nazw, których znaczenie pozwala na żarty językowe (przykłady tu [HU]).

Zdjęcia
Coś na Instagram.

Te tabliczki stanowią o interaktywnym charakterze pomnika, dzięki nim ma on, paradoksalnie, raczej pozytywny niż, typowo dla tematyki Trianonu, smętnawy charakter.

Będące centralną częścią pomnika tabliczki są zarazem najważniejszym elementem jego przekazu. Ciekawe jest, że upamiętnienie jedności narodowej odbywa się przez odniesienie do jedności terytorialnej. W dyskursie Trianonu w zależności od kontekstu podnosi się oderwanie Węgrów od ojczyzny, lub utratę terytorium czy też przesunięcie „tysiącletnich”, „naturalnych” granic. Pomnik miesza te dwa pierwsze argumenty sugerując, że całość przedtrianońskich Węgier była tożsama z narodem węgierskim.

Dla kogokolwiek kto choć trochę wie o składzie narodowościowym Węgier przed pierwszą wojną światową, o tym ilu żyło tam Węgrów a ilu nie-Węgrów, jak wyglądały te proporcje w poszczególnych częściach państwa jest to sugestia, hmm, zaskakująca. Interesujące jest też mówienie o jedności narodowej przy całkowitym pominięciu sporej przecież obecnie diaspory węgierskiej w Europie zachodniej czy też, starszej nieco, w Ameryce. Tak jakby naród węgierski nadal zamieszkiwał każdy zakątek Wielkich Węgier a poza tym nigdzie więcej go na świecie nie było.

Jak się okazało, same nazwy nie są też neutralne. Wzięto jest z oficjalnego spisu miejscowości opublikowanego w 1913 roku.

Zdawałoby się, cóż może być w tym politycznego ale jednak. Jak wyczytałem w pewnym artykule spis powstał formalnie po to by zapewnić, że każda miejscowość ma unikalną nazwę, było to ważne dla funkcjonowania poczty i kolei. Tak powstały na przykład Bátaapáti, Gyöngyösapáti i Somogyapáti, czy też Bakonyszentiván, Cserhátszentiván, Győrszentiván oraz Pilisszentiván. Przy okazji jednak skodyfikowano dokonywaną w tym czasie madziaryzację nazw miejscowości, które z węgierskim nie miały nic wspólnego, gdyż zamieszkałe były przez mniejszości. Jak pisze autor, stworzono wrażenie, jakby na całym terytorium Basenu Karpackiego od zawsze dominującą grupą etniczną byli Węgrzy.

Element polski: Nedec na prawo od Monoru to Niedzica

Widząc identyczne w formacie tabliczki z nazwami takimi jak Monor czy Újterebes zwiedzający uzna zapewne, że obie miejscowości były w takim samym stopniu węgierskie, tyle tylko, że Monor leży niedaleko Budapesztu a Újterebes to polski Trybsz ze Spisza. Tak więc monument upamiętnił zarazem politykę madziaryzacji, która była jednym z czynników odpychających mniejszości od ówczesnego państwa węgierskiego.

Wracając do cytatu biblijnego, zastanawia co chciano przez niego wyrazić. Odwołanie religijne to częsta rzecz w dyskursie trianońskim, z prorokiem Izajaszem jednak dotąd się nie spotkałem. Ponieważ Węgrzy często podkreślają „niesprawiedliwość” Trianonu można zaryzykować następującą interpretację: kiedy Węgrzy zostaną zjednoczeni w jednym państwie nastąpi pokój i bezpieczeństwo, dopóki jednak to się nie stanie nie liczcie na to.

Budapeszt – Węgry – zyskały znaczący monument. Wszyscy junkie duszy węgierskiej jak ja powinni go sobie obejrzeć.

Gólya

Starsi ludzie pamiętają jeszcze czasy kiedy romkocsmy nie były miejscem gdzie za nieduże pieniądze upijali się tani turyści z Anglii i Francji ale przestrzenią, którą funkcjonowali lokalni młodzi, kreatywni ludzie. Kiedyś główne skupisko romkocsm znajdowało się w VII dzielnicy (pisałem o nich tu) i choć do dziś wiele z nich tam funkcjonuje to jednak w dużej mierze „utyły, spuchły i posiwiały”: przeszły na komercję tracąc swą młodzieńczą energię. Z powodu tej gentryfikacji ciekawsze miejsca w tej chwili mieszczą się w sąsiedniej, ósmej dzielnicy. Jednym z nich, choć nie jedynym (istnieje przecież choćby i Auróra), jest Gólya czyli Bociek.

Gólya to nie tylko pub. Jak kiedyś szereg innych takich miejsc, np. Iskola, Sirály czy, trudno dziś uwierzyć, Fogasház, ma ambicję tworzenia przestrzeni dla działań wspólnotowych.

Oto jak Gólya widzi się sama (z opisu na stronie internetowej):

Gólya to kocsma i ośrodek wspólnotowy działający na zasadzie spółdzielczej w VIII dzielnicy Budapesztu. Funkcjonuje na trzech poziomach: na parterze jest sala dla koncertów, na piętrze część kawiarniano-barowa a na dachu taras. W oddzielnej części budynku działa dziewięć innych organizacji, mieszczą się tam pomieszczenia do uprawiania sportu, sala do tańca, warsztat, radio, redakcja, przedszkole i biura. Bar oferuje szereg napojów i dań. Kilka razy w tygodniu miejsce wypełnia się muzyką na żywo, obok koncertów organizujemy kluby filmowe, spektakle, pogadanki, gry planszowe i inne zajęcia, niekiedy użyczamy innym miejsca na takie wydarzenia. Odbywają się u nas otwarte i zamknięte imprezy dla prywatnych grup (przyjaciół czy rodzin) oraz organizacji: urodziny, zabawy maturalne, konferencje, imprezy fundraisingowe, szkolenia i zajęcia, różnego rodzaju spotkania, na których dyskutowane są sprawy publiczne i kwestie polityczne. Współpracujemy z wieloma organizacjami partnerskimi, które korzystają z naszej przestrzeni i podzielają nasz sposób myślenia.

Gólya mieści się obecnie – musiała się przenieść z poprzednego miejsca w okolicach kina Corvin z powodu gentryfikacji okolicy – w zrujnowanym zakładzie przemysłowym (Orczy út 46, Budapest 1089), jest to zatem autentyczna romkocsma. Trzymam kciuki za wspólnotę Gólyi i za samo miejsce.

golya_wejscie

Wejście

golya_parter

Parter

golya_rower

Rower na parterze: Dyscyplina i uwaga chronią przed wypadkiem

golya_plakaty

Plakaty

golya_kulturabezpolicji

Żądamy kultury wolnej od policji!

golya_angeladavis

Uwolnić Angelę Davis!

golya_dogory

Do góry

golya_bar

Bar …

golya_kartanapojow

… i to co oferuje

golya_pietro1

Konsumenci

golya_pietro

Całe piętro

golya_koszulki

Sprzedaż lokalnych koszulek

golya_nataras

Na taras

golya_taras

Na tarasie

golya_tara3

Widok z księżycem

golya_taras1

Siedzi się nisko …

golya_taras2

… ale zarazem wyżej

golya_krata

Uwagę zwraca artystycznie sztukowana krata

golya_dach2

Hardkorowy widok na dach w drugą stronę

golya_taraswnocy

W ciemności

Radio Polonia Węgierska – 16. odcinek podcastu/ Via Carpatia Szczerka

W najnowszym odcinku audycji mówię o książce Ziemowita Szczerka pt. Via Carpatia.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny- Iga Kolasińska- 03:12
3. Jeż Węgierski w eterze – Jerzy Celichowski – 05:03
4. Urywki historii – Izabela Gass – 09:25
5. Konferencja PIBM – dr Robert Rajczyk – 15:08

radiopoloniawegierska1-1

Wyliczyłem, że w ciągu ostatnich dziesięciu-piętnastu lat ukazało się w Polsce co najmniej pięć książek o współczesnych Węgrzech: trylogia Krzysztofa Vargi Gulasz z turula, Czardasz z mangalicą oraz Langosz w jurcie, napisana przez Igora Janke biografia Viktora Orbána pt. Napastnik oraz Via Carpatia Ziemowita Szczerka, którą właśnie skończyłem czytać.

Ta ostatnia to zapiski, jak głosi podtytuł, z podróży po Węgrzech i Basenie Karpackim autora. W ich ramach odwiedza on dość nieturystyczne miejsca wybierając do tego często kiepskie drogi. Nie jest to więc przewodnik turystyczny a raczej reportaż polityczny i literacki. Interesują go nie lokalne atrakcje co raczej dusza Węgier oraz szeroko pojętej całej Europy Środkowej.

szczerek_blog

Zagląda do takich miejsc jak Felcsút, Oroszlány, Várpalota, Ózd czy też osławione osiedle Luník IX w Koszycach, Oradea, Timisoara, Targu Mures, Chust, Mukaczewo, Czop, Subotica oraz Nowy Sad ale w książce pojawiają się również Gruzja, Macedonia a także Austria – cały nasz region.

Szczerek podróżuje, rozmawia z napotkanymi ludźmi, robi wywiady z prominentnymi politykami i wszystko to opisuje. Robi to cudownie bogatym językiem nie stroniącym od potoczności. Czuje się, że to brat-łata, który dogada się z każdym – osiedlowym gopnikiem, facetem z warsztatu samochodowego czy też wielkomiejskim blogerem – nawet jeśli nie całkiem zna ich język.

Nie raz wychodzi poza prostą relację z podróży i spotkań opisując zachodzące na Węgrzech czy też w innych kraju procesy. Nie ukrywa, że jest z przekonania liberałem ale nie unika rozmów z osobami stojących gdzie indziej ideowo. Potrafi wykazać empatię wobec tego, co usłyszy a także wytykać słabe punkty w poglądach bliskich mu rozmówców.

Szczerka kręcą wszelkie przejawy nacjonalizmu, resentymentów narodowych, pojawiający się między wierszami rewizjonizm, nemzeti rock, czy też dziwaczne teorie jak ta, w myśl której Jezus był w zasadzie Węgrem. Wyszukuje je, opisuje, pokazuje jak wpływają na bieżącą politykę. Przygląda się „wstawianiu z kolan”, które, jak pokazuje, nie jest ani polską ani węgierską specjalnością ale raczej przejawem napięcia między peryferiami a centrum, co jest przewodnim motywem tesktu.

To subiektywna ale fascynująca książka wspisująca się w szeroki nurt reportażu literackiego, który ma się w Polsce dobrze.

Wspomniane książki Vargi i Jankego wydano po węgiersku, prawdopodobnie także Via Carpatia ukaże się tutaj. Ciekawe a zarazem szkoda, że brak podobnych pozycji po stronie węgierskiej. Chciałoby się poczytać jak Węgrzy doświadczają Polski.

Radio Polonia Węgierska – 15. odcinek podcastu/ węgierskie Chinatown

W najnowszym odcinku audycji mówię o Chińczykach na Węgrzech.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Jeż węgierski w eterze – felieton Jerzego Celichowskiego – 01:55
3. Książka na Glos – tekst I. Balazsa w interpetacji R. Rajczyka – 05:21
4. Urywki historii – tekst I. Gass o Węgrach w Powstaniu Warszawskim – 09:47
5. Wykład dr hab. Tadeusza Kopysia o pomocy Węgrów w wojnie polsko – bolszewickiej 1920 roku – 12:40

radiopoloniawegierska1-1

Pamiętam kiedy jeszcze w latach 90-tych poszedłszy na rentgena płuc ze zdumieniem zauważyłem, że intrukcje co robić (wciągnąć powietrze, nie oddychać, i tak dalej) podane były, poza angielskim, także po chińsku. Że to niejednostkowa rzecz przekonałem się w biurze kontroli cudzoziemców, które było wytapetowane chińskimi kalendarzami, makatkami i innymi gadżetami. Było jasne: Chińczycy są tutaj i jest ich sporo.

Przypomiało mi się to wszystko gdy niedawno trafiłem do Monori Center, które jest częścią budapeszteńskiego Chinatown mieszczącego się na Kőbányi. Jest tam masa chińskich sklepów i fantastycznych restauracji – to do jednej z nich się właśnie wybraliśmy – nie przypominających w najmniejszym stopniu wszystkim nam znane kínai büfé. Mimo, że to tereny poprzemysłowe wszystko jest zadbane, stoi sporo nowoczesnych budynków: to kwitnące centrum handlowe a nie bazar.

(Tak na marginesie, wypatrzyłem tam nawet motyw polski – napis na budynku jakby stworzony przy pomocy automatycznych tłumaczy internetowych z 2010 roku: Wschód Chiny (Shanghai) Europa Handlowa bezpośrednie Platforma.)

chinatown

Napis po polsku z prawej u góry

Węgry oficjalnie uznają kilka mniejszości, między innymi Polaków, nadając im różne prawa. Chińczyków nie ma wśród nich mimo tego, że jest ich wielu i są gospodarczo znaczący. Potwierdza to fakt, że na stronie internetowej urzędu podatkowego pomoc oferowana jest w językach angielskich oraz właśnie chińskim. A także to, że Chińczycy są jedyną grupą etniczną, która stworzyła własną dzielnicę. Wygląda zresztą na to, że Kőbánya to punkt startowy dla wielu imigrantów na Węgry: ponad sto lat temu licznie mieszkali tu Polacy.

Chińczycy zapuszczają na Węgrzech korzenie. Bogacą się choć niekoniecznie się z tym obnoszą, coraz więcej z nich mówi po węgiersku, ich dzieci chodzą tu do szkół, widuje się mieszane pary. Bracia Liu, których ojciec jest Chińczykiem a matka Węgierką, zdobywają dla Węgier kolejne medale w łyżwiarstwie szybkim. Mimo, że Chińczycy to zdecydowanie migranci o obcej kulturze, nie wydaje się by rząd próbował powstrzymać ich napływ. Są już i długo będą częścią Węgier.

Warto ruszyć się poza śródmieście Budapesztu i sobie to Chinatown, tę część dzisiejszych Węgier, obejrzeć. To małoturystyczna ale bardzo ciekawa część miasta.

narodowe konsultacje na temat koronawirusa

Minął właśnie termin uczestnictwa w narodowych konsultacjach na temat koronawirusa i otwarcia gospodarki. Kwestionariusz wszyscy dostaliśmy pocztą, można go było wypełnić w formie papierowej albo przez internet. Najświeższe oficjalne dane odnośnie ilości nadesłanych wypełnionych kwestionariuszy, które znalazłem (sprzed tygodnia) to 1 367 322. Jak wykazali opozycyjni politycy (np. tu) kwestionariusz przez internet można wypełnić dowolną ilość razy używając także nieistniejących adresów ale to tylko jeden ze związanych z tą, kolejną już, kampanią propagandową. To wspaniały dokument manipulacji, dlatego pisałem o nich już wcześniej, tu, tu oraz tu.

Obecna konsultacja zdaje się mieć niewinny temat: czy nie obchodzi nas wszystkich koronawirus oraz los gospodarki? Ale i tu nie zabrakło manipulacji.

Szereg punktów sformułowanych jest w taki sposób, że aż trudno wyobrazić sobie kogoś, kto nie odpowiedziałby w oczywisty sposób, na przykład ale nie tylko 2, 3, 4 czy 5. We wprowadzeniu pojawia się fraza „szczególnie ważna jest dla nas Pana/Pani opinia” ale paternalistyczne sformułowanie pytań przywodzi na myśl ojca manipulującego swoje pięcioletnie dziecko raczej niż partnerskie odniesienie między rządem a obywatelami.

W innych pojawiają się uszczypliwości wobec, a jakże, „Brukseli”, np. 6. Obecni są też inni zwyczajowi wrogowie: wszyscy musimy wspólnie ponieść koszty obrony przed koronawirusem – czy jesteś za opodatkowaniem banków i międzynarodowych korporacji? (7)

Prawdziwy szacunek wzbudza fakt, że w kwestionariuszu na temat koronawirusa udało się zmieścić topowe szwarccharaktery czyli Sorosa i migrantów (10, 12, 13). Pytanie 12 to majstersztyk: połączeni są w nim i Soros, i Bruksela i migranci. Nie zmieścił się koronawirus ale nie chciejmy zbyt wiele.

W sumie jest to ciekawy dokument obecnego okresu. Zachęcam do lektury – przetłumaczyłem go poniżej, podaję też węgierski oryginał.

konsultajewirus1

konsultajewirus2

Narodowe konsultacje o koronawirusie i ponownym otwarciu gospodarki

Epidemia koronawirusa w pierwszej połowie 2020 roku postawiła wszystkie kraje na świecie w bezprecedensowej sytuacji. My, Węgrzy, wspólnym wysiłkiem, w porę podjęliśmy odpowiednie kroki i tak udała nam się w porę zatrzymać zarazę. Lekarze i specjaliści epidemiolodzy jednocześnie ostrzegają, że należy pozostać w gotowości, bo druga fala epidemii może dotrzeć także na Węgry. Specjaliści zgodni są co do tego, że skuteczne będą te środki, które zostały przedsięwzięte przy szerokim poparciu społecznym, dlatego teraz szczególnie ważna jest dla nas Pana/Pani opinia.

1. W przypadku nowej fali epidemii które z poniżej zaproponowanych kroków Pan/Pani by poparli? (Można zaznaczyć więcej odpowiedzi)

  • Zakaz wychodzenia z domu
  • Obowiązek zachowania dystansu od innych osób
  • Obowiązek noszenia maseczek
  • Zamknięcie granic kraju
  • Zamknięcie szkół i uczelni
  • Ograniczenia odnośnie imprez masowych
  • Wyznaczenie okresu na zakupy dla osób powyżej 65 lat
  • Ograniczenie exportu środków konieczny do obrony przez koronawirusem
  • Bezpłatne parkowanie

2. W wielu krajach na świecie epidemia koronawirusa doprowadziła do załamania systemu służby zdrowia. Na Węgrzech udało się spowolnić epidemię, czym zdobyliśmy czas na lepsze przygotowanie naszej służby zdrowia. Niebezpieczeństwo nowej fali epidemii jednak nie przeminęło.

Czy Pan/Pani zgadza się, że stan gotowości epidemiologicznej w służbie zdrowia należy podtrzymać tak długo istnieje ryzyko nawrotu epidemii?

Tak
Nie

3. W trakcie epidemii domy pomocy społecznej są najbardziej narażone na zarażenia. Co czwarta ofiara koronawirusa na Węgrzech była mieszkańcem takich domów. W Budapeszcie DPS na ulicy Pesti kilkaset osób zachorowało i spośród nich wielu straciło życie.

Czy uważa Pan/Pani, że należy dalej wzmacniać ochronę DPS-ów?

Tak
Nie

4. W wyniku epidemii na całym świecie pojawiły się braki środków medycznych i sprzętu ochronnego. Węgrom udało się je zdobyć za granicą, zaczęto je też produkować w kraju.

Czy zgadza się Pan/Pani, że rząd powinien dążyć do tego by potrzebny sprzęt ochronny był wytwarzany w kraju tak by zmniejszyć zależność od zewnętrznych źródeł?

Tak
Nie

5. Z powodu epidemii koniecznym stało się przejście z dnia na dzień na cyfrową edukację. Wprowadzono ją po to by zapewnić uczniom bezpieczeństwo a zarazem uniknąć przerywania roku szkolnego. Wszystko to wymagało dużego wysiłku od nauczycieli, uczniów oraz rodziców.. Za ten sukces wszystkim im należy się podziękowanie.

Czy Pan/Pani zgadza się by w trakcie epidemii rodziny z dziećmi w wieku szkolnym oraz nauczyciele mieli dostęp do bezpłatnego internetu?

Tak
Nie

6. Brukselska organizacja epidemiologiczna, Europejski Ośrodek Zapobiegania Chorobom i Ochrony przed Epidemiami (ECDC), w momencie wybuchu epidemii nie dostrzegła niebezpieczeństwa. Unijny urząd jeszcze w dzień pierwszego przypadku śmierci od koronawirusa określał ryzyko zarażenia się wirusem jako „umiarkowane”. W odróżnieniu, odpowiednie węgierskie organy na czas rozpoczęły przygotowania do obrony. Sztab operacyjny rozpoczął działanie 31 stycznia 2020 roku – wtedy kiedy w Europie nie zauważano jeszcze niebezpieczeństwa.

Czy zdaniem Pana/Pani celem odpowiednio wczesnego wykrywania zagrożeń epidemiologicznych i ochrony przed nimi na Węgrzech powinien funkcjonować stały system monitoringu epidemiologicznego tak, by zmniejszyć naszą zależność od zewnętrznych struktur?

Tak
Nie

7. Zdrowie i bezpieczeństwo Węgrów jest najważniejsze. Dlatego rząd zdecydował, że na  działania przeciwko epidemii nie może zabraknąć środków i wszyscy powinni mieć swój udział w ponoszeniu związanych z tym ciężarów.

Czy zdaniem Pana/Pani w okresie walki z epidemią banki i międzynarodowe korporacje powinny dokładać się do związanych z tym kosztów?

Tak
Nie

8. Epidemia koronawirusa odcisnęła piętno na gospodarkach krajów na całym świecie. Także na Węgrzech oczekiwane jest spowolnienie gospodarcze choć niższe, niż w Europie Zachodniej.  Są tacy, którzy uważają, że dla odbudowy węgierskiej gospodarki należy dawać preferencje węgierskim produktom i usługom oraz popularyzować turystykę na Węgrzech.

Czy zgadza się Pan/Pani, że należy stymulować sprzedaż węgierskich produktów i usług oraz promować węgierską turystykę?

Tak
Nie

9. Pandemia zagraża nie tylko naszemu zdrowiu ale i miejscom pracy. Dlatego rząd zdecydował, że doprowadzi do powstania tylu miejsc pracy ile ich zniszczy wirus. Wsparcie dla inwestycji, programy edukacyjne i obniżka podatków wszystkie służą właśnie temu celowi.

Czy zdaniem Pana/Pani także po zakończeniu epidemii rząd powinien utrzymać program ochrony i tworzenia miejsc pracy?

Tak
Nie

10. George Soros zaproponował nowy plan dla walki z kryzysem gospodarczym wywołanym przez epidemię koronawirusa. Proponuje w nim by kraje Unii Europejskiej pożyczyły ogromne kwoty pieniędzy (wieczne obligacje), od których przez całe pokolenia trzeba będzie wiecznie płacić procenty. Według ekspertów wpędziłoby to narody w pułapkę zadłużenia.

Czy odrzuca Pan/Pani plan Sorosa, który na niemożliwy do określenia okres zadłużyłby naszą ojczyznę?

Tak
Nie

11. Kryzys gospodarczy spowodowany przez epidemię doprowadził wiele firm na skraj bankructwa. Istnieje niebezpieczeństwo, że międzynarodowi spekulanci finansowi wykorzystają to przejęcia strategicznych przedsiębiorstw węgierskiej gospodarki.

Czy zdaniem Pana/Pani Węgry powinny bronić węgierskich przedsiębiorstw przed wrogim przejęciem z zagranicy?

Tak
Nie

12. Sąd Europejski zdecydował, że zmuszanie imigrantów do czekania w strefach tranzytowych na granicy węgierskiej jest nielegalne. Wynika z tego, że także w okresie zagrożenia epidemiologicznego należy wpuszczać migrantów na teren kraju. Ten wyrok zbiega się ze starym planem George Sorosa odnośnie migracji, w myśl którego do Europy należy co roku za wszelką cenę wpuszczać dwa miliony imigrantów.

Czy Pan/Pani zgadza się, by rząd w dalszym ciągu sprzeciwiał się migracji i nadal twardo bronił granicy węgierskiej?

Tak
Nie

13. Bruksela gotuje się by zaatakować regulacje odnośnie imigracji w węgierskiej konstytucji. Chcą nas zmusić byśmy zmienili rozporządzenia konstytucji zakazujące migracji.

Czy zgadza się Pan/Pani, by rząd węgierski, nawet za cenę otwartego konfliktu z Brukselą, utrzymał rozporządzenia zakazujące imigracji?

Tak
Nie

 

 

Protest po likwidacji Indexu

Tak, wiem, że Indexu nikt oficjalnie nie zamyka ale też nie ma wątpliwości, że to co się stało to koniec tego jednego z najstarszych i najbardziej znaczącego portalu informacyjnego na Węgrzech. Przynajmniej takiego jakim był dotąd.

Istniejący od 1999 roku Index był od początku czysto internetową publikacją. To dawało mu pewną przewagę nad publikacjami, który do wersji papierowej próbowały dobudować, wtórną, wersję internetową. Index zawsze zabiegał o niezależność i mimo swojego liberalnego ducha potrafił pisać krytycznie o wszystkich politycznych aktorach na Węgrzech. Wyróżniał się żywym, bliskim slangowi, językiem. Był jednym z najbardziej czytanych portali informacyjnych.

W 2014 roku Zoltán Spéder, jego ówczesny właściciel w tajemnicy podpisał umowę na opcję na zakup portalu z Lajosem Simicską który był wówczas głównym oligarchą Fideszu. Ten opcję zrealizował w 2017 ku szokowi nieświadomych wcześniejszej umowy dziennikarzy i czytelników Indexu.

Parę dni temu, 22 lipca, właściciel Indexu wyrzucił z posady głównego redaktora portalu Szabolcsa Dulla zarzucając mu ujawnienie tajemnic firmy (chodziło o to, że materiały dziennikarskie miały teraz przygotowywać spółki zewnętrzne, co zdaniem Dulla zagrażało niezależności portalu). Ten nie przyjął wysokiej odprawy, której warunkiem było odejście po cichu i nagłośnił sprawę. Wraz z nim wymówienie złożyła większość członków zespołu – ponad 80 osób (ich liczba może się zwiększyć bo część osób jest na wakacjach) z dziewięćdziesięcioosobowego zespołu. To rzecz bez precedensu na Węgrzech. Precedensowe jest niestety niszczenie opozycyjnych mediów: parę lat temu Fideszowi udało się przejąć kontrolę nad portalem Origo, który z krytycznego źródła informacji stał się propagandową tubą prorządową.

Wczoraj odbyła się demontracja protestująca przeciwko temu co się stało z Indexem. Zorganizowała ją partia Momentum. Tłum przeszedł od redakcji Indexu na placu Kolosy aż na zamek pod siedzibę Orbána. Oto parę zdjęć z niej.

index_czolowka

Czołówka marszu „Wolny kraj, wolne media”. Transparent trzymają przywódcy Momentum, w tle flagii tej partii.

index_widok_z_mostu

Tłum widziany z mostu Małgorzaty – nie widać końca pochodu.

index_70_bator_ember

„70 odważnych ludzi” – wtedy wiadomo było o tylu wymówieniach.

index_nincs_masik

„Drugiego takiego nie ma” – to część hasła Indexu: Index, drugiego takiego nie ma

index_kell_masik

„Chcemy następnego!”

index_widok_z_mostu1

Flagi niegdyś skrajnie prawicowego Jobbiku ramię w ramię z flagami Momentum w obronie Indexu.

index_solidarisok

„Solidaryzujemy się! Zwolennicy wolnych mediów”

index_mocskos_fidesz

Pan w koszulce z napisem „Parszywy Fidesz” oraz symbolem O1G nie był najbardziej typowym uczestnikiem demonstracji.

index_O1G_MKKP

A tu uczestnik z O1G na masce oraz symbolem Partii Psa o Dwóch Ogonach na koszulce (na demonstracji był z psem)

index_bem

Przed pomnikiem Bema

index_rowerzysta

„AArrrrgggghhhh!!!!”

index_oklaski

Oklaski z dachu

Byli dziennikarze Indexu założyli profil na facebooku (Távozó indexesek czyli Byli pracownicy Indexu). Ma już on ponad sto siedemdziesiąt tysięcy polubień co wskazuje na popularność portalu. Ich logo – Legyen másik czyli Chcemy następnego (Indexu) – sugeruje, że będą próbować coś robić. Sukces Radia Nowy Świat pokazuje, że może im to się udać.