Radio Polonia Węgierska 67 / co nam mówi butelka w przypadku tokajów

W 67 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska opowiadam o tym co nam mówi butelka w przypadku tokajów (26:40). Pełen program podcastu:

1. Powitanie
2. Serwis polonijny
3. Rozmowa z Andrzejem Pisalnikiem
4. Jeż Węgierski w eterze
5. Urywki historii
6. Pożegnanie

Wina tokajskie to wina o światowej sławie znane jedynie na Węgrzech, brzmi ironiczny bonmot w nieco przesadny ale jednak prawdziwy sposób streszczający pozycję tokajów dziś.

Częściej słychać wyznawców wielkości tokajów, którzy chętnie przytaczają maksymę „wino królów, król win” czy też wyliczają dawnych władców, którzy uwielbiali to wino. Wszystko to prawda tak jak i prawdą jest, że obecnie tokaje straciły na popularności. Na Węgrzech pamięta się ich dawną świetność ale poza granicami tokaje to już raczej rzecz dla koneserów.

Warto dodać, że mowa jest o słodkich winach, głównie aszú, choć dochodzą tu również takie pochodne gatunki jak szamorodni, wina późnego zbioru, fordítás, máslás i tak dalej, bo istnieją też wytrawne tokaje.

Wyczytałem niedawno parę ciekawych faktów ilustrujących niegdysiejszą pozycję tokajów jako luksusowego towaru. Otóż pierwszy przypadek butelkowania tego wina datuje się na 1606 rok. Jest to znaczące bo wytwarzane wówczas ręcznie butelki były drogie i używano ich tylko do przechowywania kosztownych napojów. Dla porównania: równie słynne wina z Bordeaux zaczęto butelkować dopiero w połowie XVIII wieku czyli jakieś 150 później.

Mimo znacznego spadku kosztu butelek butelkowana i dziś nie jest cała produkcja winna i chodzi tu nie tu tylko o tanie sikacze. W budapeszteńskim hotelu Astoria wino stołowe rozlewano z beczki jeszcze w latach 60-tych, butelka po dziś dzień oznacza pewnego rodzaju ekskluzywność.

Jeszcze nie tak dawno tokaje biły na głowę swojego głównego konkurenta na rynku towarów luksusowych czyli właśnie win z Bordeaux także cenowo. W przedwojennym katalogu piwnic Fukiera, a Fukier był jednym z najważniejszych miejsc handlu starymi tokajskimi winami, najdroższe czerwone wino kosztowało 25 złotych podczas gdy w przypadku tokajów cena dochodziła do 450 złotych.

Obecnie sytuacja się odwróciła i na aukcjach droższe są wina z Bordeaux. Przyczyną jest między innymi brak dokumentacji tokajskich win muzealnych, mam tu na myśli dane dotyczące wytwórcy, ilości butelek wyprodukowanych w ramach danego rocznika, ich rodzaju, korka, etykiety i tym podobne, nie pomógł też spadek jakości okresu socjalizmu.

Co by nie było, wina tokajskie są nadal znakomite. I jeśli nawet świat ich nie docenia tak jak kiedyś to my możemy się nimi i tak delektować.

(Dociekliwym polecam artykuł Krisztiána Ungváry’ego pt. A királyok bora a világpiacon egykor és most w Vince Szeptember 2021, w którym wyczytałem te ciekawostki)

Dowód na wyższość tokajów, źródło: Fortepan / Vojnich Pál

Radio Polonia Węgierska 66 / Drugie życie Budapesztu

Budapeszt ma swoje drugie życie – w filmach, w których występuje. O tym mówię w najnowszym odcinku podcastu (25:25).

Program podcastu:

  1. Powitanie
  2. Serwis polonijny
  3. Przegląd prasy węgierskiej i polskiej
  4. Jeż Węgierski w eterze
  5. Relacja z Wilna
  6. Pożegnanie
    przygotowali – R.Rajczyk, J.Celichowski, P.Piętka

Często myślimy, że znamy Budapeszt, wiemy czym jest, gdzie są jakie budynki, potrafimy zacytować to i owo z jego historii, mamy swoje ulubione restauracje, bary, sklepy czy rynki i tak dalej i dalej a jednak miasto ma swoje drugie życie. Budapeszt potrafi udawać, że jest czymś innym, co mu zresztą często świetnie wychodzi. Budapeszt mianowicie występuje w filmach.

W tych filmach Budapeszt gra inne miasta. Różne, co akurat potrzeba. W takim Monachium zagrał ich kilka: Rzym, Londyn, Paryż oraz miasto Hoorn w Holandii. W Spy game (polski tytuł Zawód: szpieg) jest Berlinem wschodnim. W Treadstone, kolejnym filmie o Jasonie Bournie granego przez Matta Damona, Budapeszt gra samego siebie a także Berlin, Paryż, Londyn, Bukareszt oraz Moskwę. W Marsjaninie udaje, że jest Pekinem a budynek Wieloryba (Balna) występuje jako centrum NASA. W Evicie przekonująco występuje jako Buenos Aires, w Die Hard 5 jako Moskwa, która gra zresztą często. Budapeszt potrafi nawet udawać Polskę, w tej roli zagrał w Sztuce kradzieży oraz w Jakubie kłamcy. Tych filmów i miast jest wiele, nie sposób ich teraz wszystkich tu wymienić.

Mieszkając w Budapeszcie często trafia się na moment kręcenia filmu. Zwykle jest to irytujące bo nagle nie można gdzieś przejść i trzeba iść dookoła. Samego momentu kręcenia nie widać, jest tylko masa pojazdów, personelu technicznego i sprzętu, na ziemi walają się kable, buczą generatory, cateringowy autobus kusi napojami i kanapkami. Raz próbowałem zrobić zdjęcie scenografii, interweniował ochroniarz.

I tak jak kręcenie filmu żadnej radości budapeszteńczykom nie daje to już oglądanie filmów, w których wystąpiło nasze miasta, to czysta przyjemność. Poza śledzeniem samej akcji filmu dodatkowej rozrywki dostarcza wychwytywanie momentów, w których pojawia się Budapeszt no i określanie, które to dokładnie miejsce. Można sobie z tego zrobić niezłą zabawę.

Choć zwykle szczęka opada gdy w filmowym Paryżu, Londynie czy Moskwie odkryje się Budapeszt, który nader przekonująco wcielił się w swoją filmową rolę jak kameleon dopasowywujący się do klimatów różnych miast to bywa jednak, że efekt jest nieco, hmm, zaskakujący. Tak było na przykład w serialu Homeland, gdzie Budapeszt miał udawać Moskwę. Na ekranie pokazano budański zamek widziany ze strony Pestu – jeden z najbardziej klasycznych widoków miasta – wyświetlając przy tym napis „Moskwa”.

Taki jest to nasz Budapest, fascynujący kiedy jest sobą a także kiedy udaje inne miasta.

Już nawet nie Bukareszt. źródło: Homeland S8:E12 50:17

Radio Polonia Węgierska 65 / Balatonboglár

Powstaje właśnie w Balatonboglár nowy ośrodek dla Polonii na Węgrzech a ja proponuję by, jak w latach wojny, w tej miejscowości znów pojawili się uchodźcy. Mówię o tym w kolejnym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (20:30).

  1. Ciekawostka o Węgrzech
  2. Powitanie
  3. Serwis polonijny
  4. Przegląd polski tygodników
  5. Jeż Węgierski w eterze
  6. Pożegnanie
    Autorzy- R.Rajczyk, J.Celichowski, P.Piętka

Dobra wiadomość: samorządowowi krajowemu udało się zdobyć sporą kwotę finansowania na Centrum Edukacyjne w Balatonboglár, albo też Centrum Edukacyjne, Ośrodek Rekreacyjny dla Dzieci i Kaplicę w Balatonboglár bo i taką nazwę miejsca znalazłem w internecie, tak więc wydaje się, że jesteśmy na ostatniej prostej do ukończenia remontu i rozpoczęcia działalności tego ośrodka.

Jak na wskazuje sama nazwa, ma to być miejsce gdzie będzie można organizować konferencje oraz przyjmować grupy dziecięce i młodzieżowe. Nie udało mi się ustalić jakie konkretnie imprezy są tu planowane ale pewnie po prostu na to za wcześnie bo remont budynku jeszcze się nie skończył.

Może więc jest to czas na zgłaszania pomysłów. Ze swej strony mam propozycję odnośnie programu działalności ośrodka. Ale najpierw jak do niej doszedłem.

Jeśli spojrzeć na Balatonboglár polskim okiem to nasunie się parę skojarzeń: przyjaźń polsko-węgierska, szkoła, dzieci i młodzież, uchodźcy, wojna. Co do przyjaźni polsko-węgierskiej nie mam wątpliwości, że w ośrodku należycie uhonorowana będzie pomoc Węgrów dla Polaków w czasie wojny. Należy się im za to pamięć i podziękowania.

Patrzmy dalej: szkoła, dzieci i młodzież, uchodźcy, wojna – a może teraz to Polacy pomogliby uchodźcom, którzy dziś przebywają na Węgrzech? Raz do roku ośrodek mógłby przyjąć przez tydzień czy dwa grupę dzieci żyjących na co dzień w ośrodkach dla uchodźców, które, może razem z polskimi dziećmi oraz wolontariuszami, trochę odpoczęłyby nad Balatonem. Przy okazji można by przeprowadzić jakieś lekkie w formie działania edukacyjne choćby związane z przekazaniem wiedzy o Polsce.

Warto tu przypomnieć także kolonie dla dzieci polskich zorganizowane przez opozycjonistów węgierskich też nad Balatonem, choć w innym miejscu – Kékkút w 1981. Obozy dla dzieci uchodźców zorganizowane w boglarskim ośrodku przypominałyby zarówno o wojennej szkole w Balatonboglár jak i o tych koloniach, o wielkoduszności Węgrów, która i dziś potrafi inspirować do pomocy innym.

Uczniowie szkoły w czasie wojny, źródło: mult-kor.hu

W jedności z naturą

Hasło W jedności z naturą, na plakatach wysmakowane zdjęcia zwierząt czy też lasu – czysty National Geographic! O co chodzi? Reklamuje się WWF? Greenpeace? Park narodowy? Eksluzywne osiedle położone w puszczy? A może najnowszy program Davida Attenborougha, tym razem o Węgrzech? Nie, to plakaty wystawy łowieckiej, którą właśnie z wielkim zadęciem organizuje rząd.

Samą wystawę pominę choć i ona sama ma sporo ciekawych aspektów. Pozostanę przy tej zdumiewającej nieco kampanii reklamowej. Slogan W jedności z naturą brzmi jakby tu mowa była o buddyźmie i naukach jakiś guru a nie o zabijaniu zwierząt. Piękne zdjęcia natomiast, jakby to powiedzieć, nie oddają tego czym łowiectwo jest czyli zabijaniem zwierząt.

Chyba że, pomyślałem, to jest taka przemyślna kampania reklamowa oparta na schemacie Before i After. Before – piękne zwierzę na tle lasu, After – dzik zastrzelony parę metrów od ambony, przed którą rozsypano kukurydzę by go tam przynęcić, uciekająca brodząca krwią sarna, dobijanie rannego zająca czy też cierpienie ranionych śrutem ptaków. Póki co mamy befory, aftery przyjdą później. Czekałem, czekałem ale się nie doczekałem – afterów jednak, wygląda na to, nie zobaczymy. Nie to chcą nam o sobie pokazywać miłośnicy tradycji myśliwskich.

Kontempując te plakaty przyszło mi do głowy kazanie na mszy dla myśliwych z okazji dnia św. Huberta z powieści Olga Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych. Jego tekst autorka stworzyła korzystając z autentycznych fragmentów kazań duszpasterzy myśliwych, które znalazła w internecie. Oto jego fragmenty:

Myśliwi, moi drodzy bracia i siostry, są ambasadorami i wspólnikami Pana Boga w dziele stworzenia, opieki na zwierzyną, współpracy. Przyrodzie, w której człowiek żyje, trzeba pomóc, by się rozwijała. Myśliwi poprzez odstrzały prowadzą właściwą politykę łowiecką. […]

Od wielu lat nasze koło myśliwskie kupuje i puszcza do lasu bażanty, by organizować polowania dewizowe, co poprawia budżet koła. Kultywujemy tradycje i zwyczaje łowieckie, pasowania i ślubowania nowo wstępujących do nas. […] Dwa najważniejsze polowania w roku, w dzień Hubertusa, jak dzisiaj, i w wigilię Bożego Naordzenia, przeprowadzamy zgodnie z tradycją i z poszanowaniem zasad łowieckich. Ale nade wszystko pragniemy doświadczać piękna przyrody, pielęgnować zwyczaje oraz tradycje. […] Wielu jest wciąż kłusowników, oni nie liczą się z prawami przyrody, prawami natury, zabijają zwierzęta w okrutny sposób, nie dbając w prawo łowieckie. W przestrzegacie prawa. Dzisiaj pojęcie łowiectwa na szczęście się zmieniło. Nie jesteśmy postrzegani jako ci, którzy chcę wystrzelać wszystko, co się rusza. Tylko jako ci, co dbają o piękno przyrody; o porządek i harmonię. […]

Czyńcie sobie ziemię poddaną. To do was, do myśliwych, Bóg skierował te słowa, bo Bóg czyni człowieka swoim wpółpracownikiem, aby uczestniczył w dziele stworzenia i by to dzieło było realizowane do końca. W nazwie „myśliwy” jest zawarte słowo myśl, co oznacza, że swoje powołanie dbania o ten dar boży, jakim jest przyroda, myśliwi realizują świadomie, rozumnie i roztropnie.

Węgierska wystawa łowiecka ze swoim hasłem i plakatami to te same absurdalne klimaty, które uchwyciła w swojej antymyśliwskiej powieści Tokarczuk.

Czy ktoś lubi łowiectwo czy nie, pytanie pozostaje: dlaczego myśliwi, tak dumni ze swojej działalności, misji i tradycji, tak zakłamują swój obraz gdy zwracają się do zewnętrznego świata.

Radio Polonia Węgierska 64 / pomnik ofiar covidu

Na wyspie Małgorzaty powstał oddolnie pomnik ofiar Covidu. Mówię o nim w 64 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (28:15). Program podcastu:

1. Ciekawostka
2. Powitanie
3. Serwis informacyjny
4. Przegląd prasy węgierskiej
5. Przegląd prasy polskiej
6. Jeż Węgierski w eterze
7. Urywki historii
8. Pożegnanie

Autorzy: R.Rajczyk, I.Balázs, J.Celichowski, P.Pietka

Pomnik kojarzy się zwykle z czymś dużym, oficjalnym, ciężkim, wykonanym z trwałych materiałów, postawionym przy tym przez instytucję państwową czy też, niekiedy, społeczny komitet. Do postawienia pomnika potrzeba decyzji na wysokim poziomie, zezwoleń. Pomniki upamiętniają zwykle wybitne postaci i wydarzenia z przeszłości, o ich wybitności zresztą często decyduje polityka historyczna, monumenty stawiane żyjącym to przeważnie znak totalitaryzmu. Często istnieją regulacje dopuszczające różne formy upamiętnienia zmarłych poprzez nazwanie nimi ulicy, instytucji czy też postawienie pomnika dopiero ileś tam lat po ich śmierci.

W tym kontekście niezwykły jest, choć trudno użyć tu tego słowa to jednak, pomnik ofiar covidu na Węgrzech. Powstał na wyspie Małgorzaty w Wielki Czwartek tego roku. Miał formę niedużych kamieni ułożonych w jednej linii wzdłuż peszteństkiej strony wyspy obok ścieżki do biegania. Każdy kamień upamiętnia jednego zmarłego, jest na nim numer i wiek tej osoby. Początkowo kamieni było 22 409, obecnie ich liczba, wraz z liczbą ofiar covidu, wzrosła do ponad trzydziestu tysięcy. Rząd kamieni ciągnący się wzdłuż całej dwuipółkilometrowej wyspy mimo swojej niepozornej formy robił wielkie wrażenie. Z czasem ludzie zaczęli przynosić tam świeczki i kwiaty by upamiętnić swoich bliskich, którzy stracili życie przez pandemię.

Przez dłuższy czas kamyki mniej więcej pozostawały na miejscu. Z czasem jednak, przyczyniły się do tego tłumy, które w pewnym momecie wróciły na wyspę, a pewnie i pogoda, linia kamieni się rozmyła, zostały one poruszone ze swoich miejsc.

Dlatego twórcy upamiętnienia, na facebooku nazywający się Margiszigeti Kavicsok, czyli Kamyki z wyspy Małgorzaty, w ostatni weekend zorganizowali akcję odrestaurowania kamieni (niekiedy starciu uległ napis na nich) oraz przeniesienia ich w spokojniejsze miejsce na wyspie czyli do Ogrodu Różanego, który mieści się mniej więcej na środku wyspy. Wolontariusze mieli zebrać i przenieść po 25 kamieni do namiotu, skąd po przejrzeniu trafić miały one na ostateczne miejsce.

Pomnik ułożony z kamyków opisanych flamastrem nie robi wrażenia trwałego ale nie o to tutaj chodzi. Jego spontaniczność, oddolność, minimalistyczny a przy tym symbolicznie bogaty charakter, lepiej odpowiadają potrzebie chwili by choć przez jakiś czas pamiętać o tych zmarłych, umożliwić przeżycie żałoby po nich. A że pandemia jeszcze się nie skończyła i ludzie wciąż umierają do pomnika można dokładać kolejne kamienie.

Lipiec, równa jeszcze linia kamieni
Lipiec, na każdym kamieniu numer i wiek zmarłej osoby
Sierpień, nieco porozrzucane kamienie
Sierpień, kamienie już nie w jednej linii
Sierpień, wolontariusz szykuje kamienie do przeniesienia

Dodane 7 września 2021

Zrobiłem parę zdjęć kamieni ułożonych właśnie w Ogrodzie Różanym.

Radio Polonia Węgierska 63 / pokojowy tłum na fajerwerkach

Węgrzy potrafią zebrać się w wielkim tłumie i zachowywać się całkiem spokojnie, co dla mnie jest niesamowite. Opowiadam o tym w 63 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (29:30).

Właśnie odbyły się w Budapeszcie fajerwerki. Według policji obejrzało je na żywo siedemset tysięcy ludzi, żadnych incydentów nie było. Takie wiadomości nie przestają mnie zdumiewać. Siedemset tysięcy ludzi i nic?

Kto choć raz oglądał fajerwerki to wie jak to jest. Tłum ludzi, niektórzy z własnymi krzesełkami zajmujący miejsca na wiele godzin przed ich rozpoczęciem by tylko mieć dobry widok. Domówki organizowane w mieszkaniach z widokiem na Dunaj, na które wpraszają się bliźsi i dalsi znajomi. Pokoje wynajmowane w naddunajskich hotelach na ten właśnie wieczór. Specjalne rejsy statkiem po Dunaju, podobno także loty samolotem nad miastem. Ale przede wszystkim ogromny tłum na nabrzeżach rzeki.

Pamiętam jak kiedyś braliśmy udział w fajewerkowej domówce organizowanej przez kolegę Australijczyka. Był zdumiony: jakże to, tylu ludzi i żaden nie rzuci butelki od piwa w powietrze, czy też nie zrobi czegoś podobnego? W Australii, zresztą nie tylko tam, to niemal gwarantowane, od razu zaczęłaby się od tego bijatyka.

Nie na Węgrzech. Tutaj samo zebranie się tłumu, no poza demonstracjami skrajnej prawicy czy też meczami piłkarskimi, nie wyzwala agresji. Na fajerwerkach byłem też w roku 2006, kiedy skrajne załamanie pogody doprowadziło do tragedii: życie straciło 5 osób a trzysta zostało rannych. Także wtedy mimo elementów paniki udało się w dużej mierze zachować spokój: w tłumie uciekającym przed osiągającą 100 kilometrów na godzinę wichurą i gwałtowną ulewą nikt nie został stratowany na śmierć.

Sam fajerwerków nie lubię, 20 sierpnia jednak to dla mnie zawsze okazja do przypomnienia sobie o tej fascynującej cesze węgierskiego społeczeństwa, z której wszyscy tu powinni być dumni.

Fajerwerki w Budapeszcie w 1938 roku, pewnie i wtedy tłum był pokojowy, źródło: Fortepan / Bojár Sándor

Warszawska Akademia Teatralna pomaga Free SzFE

Przekazywanie państwowych uniwersytetów do prywatnych fundacji przez Fidesz napotkało na opór tylko w przypadku maleńkiej szkoły teatralnej (Szinház- és Filmműveszéti Egyetem w skrócie SzFE). Tam w proteście studenci zorganizowali strajk okupacyjny, zastrajkowali też wykładowcy. Odbyło się szereg demonstracji, o największej z nich pisałem tu.

Wobec kolejnego lockdownu strajk przerwano i na teren uniwersytetu wszedł nowy kurator, nota bene zawodowy oficer wojska, któremu to wcześniej uniemożliwiano. Z uniwersytetu odeszło wielu wykładowców. Zaczęło działać stowarzyszenie Free SzFE.

Stowarzyszeniu udało się osiągnąć to, że studenci, którzy nie będą chcieli dalej się uczyć na przejętym uniwersytecie mogą studia zakończyć w jednej z pięciu zagranicznych szkół teatralnych, które zgodziły się ich przygarnąć uznając zdobyte przez nich kredyty. Studiować będą dalej w ramach kursów zorganizowanych przez Free SzFE pod nazwą Emergency Exit, natomiast dyplomy dostaną od tych uczelni.

Niedawno ukazała się dość sensacyjna informacja [HU], że z niemal wszyscy studenci wydziałów filmowych opuszczają uniwersytet by kontynuować studia w ramach programu utworzonego przez stowarzyszenie.

A oto te pięć uniwersytetów, które zgodziły się przyjąć byłych studentów SzFE: Akademia Muzyczna w Salzburgu (Universitat Mozarteum), Akademia Sztuk Teatralnych w Ludwigsburgu (Akademie für Darstellende Kunst Baden-Württemberg), szwajcarska Akadedmia Teatralna (Accademia Teatro Dimitri), wiedeńska Akademia Filmowa (Filmakademie Wien) – oraz warszawska Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza – Filia w Białymstoku. Oświadczenie tego ostatniego uniwersytetu można przeczytać tu.

Taki miły przyczynek do historii przyjaźni polsko-węgierskiej.

Radio Polonia Węgierska 60 / Komunizm na wyspie Szentendryńskiej

W 60-tym odcinku podcastu opowiadam (27:30) o założonym przed niemal stu laty przez komunistów i do dziś zachowującym nieco swojego pierwotnego charakteru letniskowym osiedlu na wyspie szentendryńskiej.

Program podcastu:

– powitanie
– serwis informacyjny
– przegląd prasy węgierskiej
– przegląd prasy polskiej
– jeż węgierski
– urywki z historii
– Węgrzy w Powstaniu Warszawskim
– pożegnanie

przygotowali: A. Szczęsnowicz-Panas, R.Rajczyk, P.Piętka, J. Celichowski

Czy możliwy jest komunizm dla chętnych? Dziwne pytanie, bo ustrój ten zwykle zaprowadzano przemocą, przy pomocy rewolucji czy też na bagnetach Armii Czerwonej.

A jednak, jest na Węgrzech jedno takie miejsce, które, można powiedzieć, urządzono w duchu komunizmu i to w dodatku zupełnie dobrowolnie.

Mowa jest o osiedlu Horány na wyspie Szentendryńskiej. Ogrodzone jest ono płotem i wejść tam można tylko gdy wprowadzi nas ktoś, kto tam ma domek – jeden ze stu pięćdziesięciu, które na osiedlu się znajdują. Na terenie samego osiedla żadnych płotów już nie ma, nie ma oddzielnych działek, każdy chodzi gdzie chce – a zwłaszcza dzieci, które biegają po całym terenie pod zbiorowym okiem wszystkich dorosłych. W razie problemu zawsze jest ktoś, kto pomoże, pocieszy, nakarmi, odprowadzi do domu. Nie wolno tu wjeżdzać samochodem, większe przedmioty transportuje się skrzypiąca, wspólną, a jakże, taczką.

Na osiedlu sporo jest elementów wspólnotowych. Wspólny jest prąd, woda, wywóz śmieci. Kiedyś nawet gotowanie było wspólne. Działa małe muzeum, są imprezy kulturalne, kino pod gołym niebem, stoły pingpongowe, boisko i hangar dla łódek, Dunaj przecież tuż-tuż. By dojść do plaży trzeba tylko przejść przez asfaltową drogę i już można się kąpać niekiedy poddając się falom wywołanym przez przepływające obok gigantyczne wycieczkowce.

Osiedle powstało w latach 20-tych. Założyli je członkowie żydowskiego komunistycznego klubu wioślarskiego, co wyjaśnia wewnętrzną organizację terenu. Z czasem dołączyli do nich inni, esperantyści, wolnomyśliciele – a także turyści, miłośnicy natury.

Wielu mieszkańców osiedla w czasie wojny stało się ofiarami Holocaustu. Niektórzy porobili kariery w okresie socjalizmu. Jednak zaraz po rewolucji 1956 roku blisko jedna czwarta mieszkańców uciekła z Węgier na emigrację.

Na osiedlu letniskuje kolejne, trzecie już pokolenie. Dawną nazwę Vörös Meteor (Czerwony Meteor) zmieniono na zwykły Meteor by nie kłuła w oczy. Wspólnotowy charakter miejsca jednak pozostał. Taki komunizm dla chętnych, przeciwko któremu sam nic nie mam.

Komuniści na plaży przy Horány, źródło; Fortepan / Dénes János
Miłośnicy sportów wodnych odsłaniający pomnik ruchu robotniczego na osiedlu, źródło: Fortepan / Dénes János

Lot do Baku a przyszłość węgierskiej elity

Linia lotnicza oferuje bezpośredni lot z Budapesztu do Baku. Z powodu różnicy czasu między miastami w Baku jest trzy godziny później niż w Budapeszcie. Ile trwa lot jeśli rusza on z Budapesztu o 23:45 a ląduje w Baku o 5:30 rano miejscowego czasu?

To jedno z pytań, na które mieli odpowiedzieć uczniowie biorący udział w niedawnym krajowym badaniu kompetencji edukacyjnych. (Nie mogę sobie odmówić podania innego przykładu, który z pewnością wzbudził żywe emocje: co jest większego, dwie pizze o przekroju 18 cm czy jedna o przekroju 32 cm?). Przebadano trzysta tysięcy uczniów uczących się na 6, 8 i 10 poziomie edukacji (to termin używany na Węgrzech by uniknąć problemów łączących się z odmienną numeracją klas w różnych szkołach).

Wyniki, między innymi, pokazały, że poziom kompetencji w szkołach zawodowych dalej spadł. Przeciętny rezultat ucznia dziesiątego poziomu słabszy jest od komptencji ucznia szóstej klasy podstawówki. Łączy się to z tym niezaskakującym faktem, że do zawodówek trafiają ci uczniowie, którzy już wcześniej osiągali słasze wyniki. Analiza tej sytuacji, przeprowadzona w artykule w eduline.hu, na którym się tu opieram, wykazała ciekawą zależność.

Decydującym czynnikiem, mimo że najlepsze rezultaty na wszystkich poziomach osiągane są przez uczniów w Budapeszcie a najsłabsze na biednych północnych Węgrzech oraz północnej części Niziny Węgierskiej, jest jednak nie geografia ale rodzina. Na rezultaty osiągane przez uczniów o podobnym pochodzeniu nie ma wpływu to gdzie mieszkają. Decydują wskaźniki takie jak ilość książek w domu (mniej jak jedna półka to sytuacja bez szans) czy posiadanie komputera.

Pochodzenie wpływa też na plany uczniów: gdy rodzice posiadają wyższe wykształcenie, ponad 90% ich dzieci również planuje pójść na studia, gdy rodzice są po zawodówce tylko jedna trzecia ich dzieci ma takie plany.

Niby to oczywiste ale nie potrafię tego tak po prostu przyjąć. Dla mnie szalenie smutna konkluzją jest to, że struktura węgierskiego społeczeństwa kostnieje. Przyszłą wykształconą elitą będą dzieci obecnej elity. Trafić do niej z mniej wykształconych rodzin będzie trudno bo, jak widać z badań, szkoła nie niweluje różnic a je konserwuje. W debatach społecznych ten temat nie istnieje więc pewnie, przez jakiś czas co najmniej, nic się tu nie zmieni a kraj dalej będzie marnował talent, który urodzi się rodzinach mniej uprzywilejowanych posiadanym poziomem wykształcenia.

Niby uczniowie jednej szkoły a część ma z górki podczas gdy reszta pod górkę, źródło: Fortepan / Hámori Gyula

Węgierski parlament strefą wolną od LGBT

Tabliczkę o takiej treści zamieścił na głównej bramie do parlamentu aktywista Bart Staszewski, który uprzednio takie tabliczki umieszczał pod tablicami miejscowości, które ogłosiły się strefami wolnymi od „ideologii LGBT” zwracając uwagę na ich dyskryminujące działania. Akcja ta odbiła się szerokim echem na świecie doprowadzając m.in. do zerwania współpracy między kilkoma wprowadzającymi uchwałę polskimi miastami a ich europejskimi partnerami. Z tego powodu wytoczono mu szereg spraw, jak dotąd, we wszystkich z nich go uniewinniono.

Tabliczka w Kraśniku, źródło: wikipedia

Tabliczkę na tutejszym parlamencie Staszewski zamieścił 3 lipca. Policja interweniowała próbując nakłonić aktywistę by tabliczkę usunął, co spotkało się z jego odmową. Próby wylegitymowania czy dania mandatu również zakończyły się niepowodzeniem. Po godzinie, w trakcie której policjanci intensywnie konsultowali się przez telefony, Staszewskiego zostawiono w spokoju informując go, że nie będą go spisywać, może odejść kiedy chce.

Tabliczka w Budapeszcie, źródło: 444.hu

Powodem akcji Barta Staszewskiego jest niedawno przyjęta na Węgrzech ustawa o zapobieganiu pedofilii, która świadomie łączy pedofilię z homoseksualizmem i zakazuje „popularyzację” tego ostatniego.

Aktywista udzielił wywiadu portalowi 444.hu, w którym przedstawił sytuację środowiska LGBT+ w Polsce a także wezwał do współpracy aktywistów polskich i węgierskich. Cytuję (tłumaczenie moje):

Istnieje powiedzenie o przyjaźni polsko-węgierskiej, do którego często odwołują się nacjonaliści, może jednak spróbowalibyśmy je zrealizować we wspólnocie queer, potrzeba tego. Nasze rządy kopiują nawzajem swoje pomysły, z powodu tych podobieństw może moglibyśmy wymyślić jakieś wspólne metody walki z nimi.

Tak więc przyjaźń polsko-węgierska ma szansę o wzbogacenie się o kolejny odcień dodając wszystkie barwy tęczy to istniejących kolorów.

Dla Barta Staszewskiego szacunek.