dr.

Zwykle w czasie wyborów gdy na ulicach pojawia się masa plakatów promujących poszczególnych kandydatów kolejny raz przypomina mi się węgierski zwyczaj podawania tytułu dr. przed nazwiskiem bo nazwiska sporej część kandydatów takie dr. zawierają. Jak mi tłumaczono, to nie tylko tytuł naukowy jak prof. czy doc. ale część nazwiska. Wiele razy próbowałem czegoś na ten temat się dowiedzieć ale nikt nie był w stanie mi niczego pewnego powiedzieć. Ostatnio jednak spytałem chata gpt a ten okazał się pomocny.

Dr. w latach 90-tych
Dr. podczas ostatnich wyborów
Dr. w obecnym parlamencie

Zwyczaj ten nie jest ograniczony do Węgier. Spotkać się z nim można na terenie byłej monarchii Austro-Węgierskiej, a zwłaszcza w Austrii. Istotą jego jest rozróżnienie między tytułem naukowym (doktorat) a statusem społecznym. Kiedyś ukończenie prawa lub medycyny oznaczało wstąpienie do elity społecznej i upoważniało to używania tytułu doktor, który to oznaczał. Funkcjonował on wtedy podobnie do tytułów arystokratycznych jak książę czy hrabia.

W tej chwili tytuł doktora, który można wpisać do dokumentów tożsamości, przynależy się absolwentom prawa, nauk o państwie, medycyny, stomatologii, farmacji i weterynarii (dla lubiących czytać ustawy podaję link do stosownego aktu prawnego).

Taki dowód osobisty wygląda wtedy, na przykład, tak:

A tacy doktorzy przedstawiając się mówią właśnie „jestem doktor Péter Kovács”. Robią to także w sytuacjach, w których ich profesja jest zupełnie nieistotna, np. składając zamówienie w cukierni na tort.

Teoretycznie osoba z doktoratem, dajmy na to, z fizyki, też może używać tytułu dr., i nie da się jej takiego doktora odróżnić od, powiedzmy, prawnika. Zazwyczaj jednak osoby z doktoratem raczej swoich tytułów nie używają w życiu codziennym.

Ciekawie się robi w przypadkach gdy ktoś z tytułem doktora należnym z racji ukończonych studiów zrobi też doktorat. Będzie wtedy to, na przykład, tak: dr. Kovács Péter PhD.

Jeszcze ciekawiej jest w przypadku kobiet z tytułem doktora, które wyszły z osobę z tytułem i używają też nazwiska męża. Będzie wtedy to tak: dr. Kovács Péterné dr. Takács Anikó.

Rzecz jasna, jeśli zrobiła ona w międzyczasie doktorat to będzie to, zgadliście, dr. Kovács Péterné dr. Takács Anikó PhD.

A teraz historyjka. Znajoma – rzecz jasna, dr. – miała polecieć samolotem do jednego z krajów azjatyckich. Omal jej się to nie udało, bo na bilecie miała po prostu nazwisko i imię a w paszporcie dodatkowo jeszcze dr. no i według systemów używanych przy rejestracji były to dwie inne osoby. Problem udało się rozwiązać ale widać, że życie osób z dr. przed nazwiskiem niekiedy niesie ze sobą dreszczyk emocji.

Suchy Dunaj

Mało jest wody w Dunaju i jak to zwykle w takich przypadkach wokół filaru mostu Małgorzaty pojawia się suchy ląd, który przyciąga ciekawych budapeszteńczyków. Chodzą, oglądają, robią zdjęcia. Pojawili się też poszukiwacze metalu w wodzie, którzy rzucają linkę z magnesem do wody z nadzieją, że gdy ją wyciągną na magnesie będzie coś ciekawego (podobno znaleźli jakieś pistolety). Oto parę zdjęć.

Nowy cypelek na końcu wyspy, most jest za nami, konstrukcje z kamieni są dziełem odwiedzających
Tak wygląda stamtąd most
Tak wygląda parlament
To przejście pod mostem jest zwykle całkiem pod wodą
Koło filaru mostu jakieś resztki drewnianych słupów – konstrukcja wcześniejszego mostu?
Pod piramidką chyba element mostu, który do wody pewnie trafił w czasie zniszczenia mostu podczas wojny
Kupka żelastwa, pewnie wyciągnięta z wody przez poszukiwaczy skarbów
Widać kiedy poprzednim razem było tak sucho

A teraz coś dodatkowego dla ludzi, którzy już się niczemu nie dziwią. Kiedy robiłem te zdjęcia było południe, temperatura jak na zdjęciu a pani się opalała. Trudno przejść koło czegoś takiego obojętnie.

Skandal Iksów po czterdziestu latach

Niezapomniany klasyk filmu węgierskiego Kontrolerzy (Kontroll) zaczyna się tak absurdalną sceną, że trudno uwierzyć, że nie jest wyreżyserowaną częścią filmu. Aba Botond, dyrektor zakładów komunikacyjnych BVK, stojąc na tle wagonu metra odczytuje z kartki oświadczenie, że świat przedstawiony w filmie jest fikcyjny i nie ma nic wspólnego z tym jakie metro jest naprawdę. Reżyser filmu wytłumaczył mu, że w filmie chodzi o walkę dobra i zła. Dyrektor jest przekonany, że widzowie będą potrafili odróżnić postaci z filmu od rzeczywistych kontrolerów, bo świat filmu jest symboliczny (do obejrzenia tu 0:00-1:20 [HU]).

Ta scena chodziła mi po głowie gdy czytałem ostatnio dwie książki Györgya Spiró. Jedna, ostatnio wydana, to dziennik z 1986 roku pt. Repedt kályhámon macska ül, druga natomiast to wydana także po polsku powieść z 1981 roku pt. Az Ikszek (Iksowie). Łączą się one: pierwsza dokumentuje skandal związany z drugą.

Az ikszek to powieść dziejąca się w 1815 roku. Jej bohaterem jest ważna postać polskiego teatru, Wojciech Bogusławski, który właśnie wrócił do Warszawy i próbuje odbudować swoją pozycję. Jest urodzonym aktorem i za wszelką cenę chce grać. Wszystko jednak sprzysięga się przeciwko niemu: rywalizacja w środowisku teatralnym, intrygi personalne, osobista sytuacja materialna, cenzura a także polityka, która dotyka go poprzez tajemniczą grupę nazywająca się Iksami i publikującą anonimowo manipulatorskie recenzje teatralne. Najważniejszym problemem jest pewnie jednak wiek: Bogusławski, mimo przebłysków geniuszu, najlepsze lata ma już za sobą, starzeje się i z tym nie da się nic zrobić.

Spiró zna język polski i zna literaturę polską, więc książkę oparł na badaniach archiwalnych tak by możliwie wiernie oddać realia epoki. Jako autor sztuk teatralnych z pierwszej ręki zna też świat teatru. Jednak jak się wydaje popełnił błąd nie zamieszczając wstępu w stylu Aby Botonda wyjaśniającego, że świat przedstawiony w książce jest fikcyjny mimo podobieństwa do środowiska teatru Warszawy z początku XIX wieku. I tak za „fałszywy i negatywny obraz Polski” zaatakował go Robert Jerzy Nowak, hungarysta, dyplomata – i nacjonalista.

Nowak opublikował długi tekst krytykujący książkę za opis Warszawy jako zapuszczonego miasta i przedstawienie historycznych postaci, zdaniem Nowaka, wspaniałych Polaków, w uwłaczający im sposób. Napisał, że negatywne opinie o Polsce wyrażane przez bohaterów książki są w rzeczy samej opiniami antypolskiego Spiró.

Nowak nie ograniczył się do jednego tekstu, opublikował ich szereg zarówno w Polsce jak i na Węgrzech. Do swoich opinii przekonał szereg zajmujących się tematyką polską węgierskich specjalistów. Debata na temat książki w budapeszteńskim Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej (obecnie to Instytut Polski) odbyła się bez Spiró, który nie został na nią zaproszony. Jego kampania miała reperkusje polityczne: szykowane polskie i czeskie tłumaczenia Az Ikszek zostały zatrzymane, samemu Spiró zaczęto utrudniać, jeśli nie uniemożliwiać, badania archiwalne potrzebne do powieści o Mickiewiczu, nad którą pracował.

Fascynujące się przyglądać się temu skandalowi z dystansu czasowego. Po pierwsze, w Polsce, poza samym Nowakiem pewnie, nikt tej książki nie czytał więc wszelkie opinie na jej temat wyrażano na podstawie tego co on sam napisał. Dyskusja przypomina odbywającą się w tym samym czasie pełną oburzenia polemikę na temat filmu Shoah, którego podobnie nikt nie widział ale na temat którego wszyscy mieli swoje zdanie.

Po drugie, Nowak narzucił obraz Polski w książce jako centralną kwestię debaty. Tymczasem Bogusławski, Warszawa, Polska to kostium, tematem książki jest sprawa funkcjonowania teatru – kultury – w warunkach autorytarnego państwa, cenzury, władzy kontrolującej wszelkie aspekty życia, tajnej policji i donosicielstwa. O tym jednak w latach 80-tych ani na Węgrzech ani w Polsce nie można było otwarcie rozmawiać, więc wszyscy potulnie zgodzili się debatować na temat wrzucony przez Nowaka pomijając to co w książce jest najważniejsze.

Gdyby podobna sytuacja miała miejsce w odniesieniu do filmu Kontroll, w debacie na jego temat ograniczonoby się zapewne do krytyki manier filmowych kontrolerów – bo nie tak się przecież zachowują naprawdę nasi dziarscy pracownicy BKV – pomijając przekaz filmu. Tam nasz szczęście przestrzegł nas przed tym Aba Botond, zaniechanie Spiró się jednak na nim pomściło.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że Nowak, który zarzucał Spiró, że ten, ustami jednego ze swoich bohaterów twierdzi „tu wszyscy są kapusiami” sam był współpracownikiem bezpieki.

Tłumaczenie Az Ikszek na polski ukazało się pod tytułem Iksowie w 2013 roku. Recenzje były generalnie pozytywne, skandalu nie było. A samą książkę, mimo pokaźnych rozmiarów, i dziś świetnie się czyta. Może dlatego właśnie, że jej bohaterowie i świat, w którym przyszło im żyć, nie są idealni i przez to lepiej ich się rozumie.

Smaczny dzień przyjaźni polsko-węgierskiej

Dzień przyjaźni polsko-węgierskiej można obchodzić na wiele sposobów, od oficjalnych wydarzeń typu akademia czy koncert po oddolne, nieformalne inicjatywy. Te ostatnie bywają ciekawsze.

W tym roku śródmiejska restauracja Két Szerecsen z okazji tego dnia przez dwa tygodnie (od 18 do 31 marca) oferowała polskie menu. Ogłaszając go Két Szerecsen tak sympatycznie napisał:

Od dziesiątków lat naszymi sąsiadami są Polacy, mówiąc dokładniej, zarówno Két Szerecsen oraz Instytut Polski są ulokowane przy skrzyżowaniu ulic Nagymező i Andrássy. Dyrektorzy Instytutu od dawna regularnie są naszymi gośćmi.

Z okazji dnia przyjaźni polsko-węgierskiej (23 marca), czekamy na Was z specjalnym zestawem przygotowanym przez naszych chefów. Przez dwa tygodnie będziemy podawać polskie klasyczne dania.

-śledź z sałatką buraczaną
-kapuśniak z kwaszonej kapusty z kotlecikiem
-pierogi grzybami leśnymi
-gulasz z jelenia
-gołąbki ze świeżej kapusty w sosie pomidorowym
-sernik z sosem jagodowym

Tak wygląda Két Szerecsen

Dodam, że do śledzia oferowano dobrze zmrożoną wódkę Chopin. Te klasyki polskiej kuchni zostały nieco podrasowane w stylu tej restauracji przez jej chefów. 

Papierowy jadłospis
Jadłospis na tablicy na ścianie

Mimo tego, że planowany dużo wcześniej remont z tego okresu akurat wyłączył sam dzień przyjaźni to całość udała się znakomicie. Oprócz samej restauracji (zobacz na przykład tu) w promocję włączył się Instytut Polski (popularna rolka na przykład tu), który doradzał w sprawie wyboru dań oraz pomógł w zdobyciu niektórych składników. Pomógł filmik influencerki Olgi Groszek, który zdobył niemal 500 like-ów. Artykuł na temat wydarzenia opublikował portal We love Budapest. W efekcie, jak dowiedziałem się od szefów Két Szerecsenu, polskim jadłospisem udało im się osiągnąć większe zasięgi niż w przypadku niedawnej wizyty gwiazd kina Indiry Varmy i Ralpha Fiennesa.

Rzecz jasna, skorzystaliśmy z okazji i w większym gronie zjedliśmy tam miłą polską kolację.

Z szefostwem restauracji rozmawiałem już po zakończeniu tego polskiego okresu. Spytałem, które danie cieszyły się największą popularnością. Nie zaskoczę nikogo jeśli powiem, że były to pierogi i gołąbki. Na pytanie czy w przyszłości chcieliby projekt powtórzyć usłyszałem jednogłośne tak!

Szlagier 1: pierogi
Szlagier 2: gołąbki
Ale był też śledź
czy też kapuśniak

Projekt więc, miejmy nadzieję, nie był jednorazowy.

Co więcej, służyć może on jako inspiracja lub model dla podobnych działań. Kto z mieszkających na Węgrzech Polaków nie ma ulubionej restauracji czy baru, z których właścicielami zna się i lubi? Czy nie można by spróbować ich namówić by w dzień przyjaźni polsko-węgierskiej – czy też jakieś święto narodowe – podali jakieś polskie danie, przyjść tam z polskimi oraz węgierskimi przyjaciółmi i wspólnym obiadem czy kolacją uczcić okazję?

Jak pokazuje przykład Két Szerecsenów, może być to pozytywnym doświadczeniem dla wszystkich, które chce się powtórzyć w przyszłości.

Zaskakująco długowieczne plakaty

Plakat to raczej efemeryczna dziedzina sztuki. W większości wypadków plakaty pojawiają się tylko na krótki czas w związku z wydarzeniami, z którymi się łączą. Najlepsze trafiają na wystawy czy stają się elementem dekoracyjnym mieszkania – wtedy możemy mówić o dużym sukcesie.

Co jednak jeśli plakat stanie się częścią kodu kulturowego, odwołaniem zrozumiałym dla wszystkich? To rzadkie zjawisko właśnie mogliśmy zaobserwować w niedawnej kampanii wyborczej.

Mowa jest o dwóch plakatach z 1990 roku kiedy na Węgrzech miała miejsce, jak to się tutaj mówi, zmiana systemu (rendszerváltás). Plakaty te powstały na potrzeby ówczesnej kampanii wyborczej – były to pierwsze wolne wybory – i stały się nie tylko ikoniczne ale i żywym odniesiem w komunikacji społecznej. 

Pierwszy to plakat Istvána Orosza Товарищи, конец! (Towarzysze, koniec!) Przestawiał one nalany kark mężczyzny w mundurze w charakterystycznej, talerzowatej czapce. 

Tekst był po rosyjsku bo wtedy wszyscy na Węgrzech znali ten język przynajmniej na tyle by go przeczytać i zrozumieć. Dodam, że plakatu w kampanii używało nieistniejące już prawicowe Węgierskie Forum Demokratyczne (Magyar Demokrata Fórum).

Drugi to plakat Fideszu, który był wówczas  – tak! – partią młodzieżową, liberalną, antyrosyjską i proeuropejską, z tekstem Prosimy wybierać (Tessék választani). Górna część plakatu przedstawiała Leonida Breżniewa (przywódcy ZSRR) całującego, po rosyjsku, w usta Ericha Honeckera (przywódcy NRD), a dolna dwoje całujących się (niespecjalnie namiętnie, trzeba dodać) młodych ludzi. Autorem jego był Sándor Kállai, inżynier mechanik.

Prosimy wybierać, źródło: Törtenelem mindenkinek

Oba plakaty stały się częścią ikonografii tego okresu przemian. Może dlatego właśnie teraz, kiedy znów mamy moment poważnego zawirowanie, ponownie wypłynęły. 

A oto jak zaistniały w kampanii przezd ostatnimi wyborami.

źródło: Tovarisi konyec
źródło: strona facebookowa dziennikarza śledczego Szabolcs Panyiego
demonstracja ruchu A Hang w Szolnoku – tu zacytowano sam tekst w węgierskiej transkrypcji, źródło: Pavel Bogolepov Népszava
źródło: Zsúpubi
źródło: Vastag bőr
Aż wreszcie przykład użycia tej frazy w przemówieniu Pétera Magyar (1:24), najpierw po węgiersku a potem o rosyjsku

A tu przeróbki plakatu Prosimy wybierać.

do takiego Putin-Orbán pocałunku nigdy nie doszło ale autor plakatu najwyraźniej uznał, że ten fikcyjny obraz dobrze ilustruje stosunki między nimi, źródło: Vastag Bőr
Ten sam motyw, inne wykonanie – marsz Tiszy 15 marca tego roku
A tu przykład wykorzystania plakatu przez zwolenników Fideszu, źródło: Magyar Nemzet

Te plakaty mają 46 lat i nadal świetnie, jak widać, się trzymają.

Twórcom, choć nie mam potwierdzonych informacji, że czytają tego bloga, serdecznie stąd gratuluję!

Jeszcze o wyborach

To nie były zwykłe wybory ani też ich rezultat nie jest zwyczajną w demokracji zmianą rządu. Już po paru dniach widać, że na naszych oczach widowiskowo sypie się poprzedni system a to dopiero początek. 

Ale teraz chciałbym jeszcze o wyborach i o tym przez co zapamiętam je na długo.

Plakaty

Węgry były zarzygane propagandą rządową przez lata. Telewizji nie oglądam ale czasem coś weszło mi pod oczy w internecie czy też nagle słuchając Bartóka musiałem wysłuchać „ogłoszenia publicznego”, w którym rząd czymś mnie straszył. Nie do uniknięcia były niezliczone plakaty na ulicach i przy drogach, pełne szczucia, nienawiści i straszenia. 

Nie tylko były niezliczone ale i co chwila pojawiały się nowe, tak więc starałem się na nie znieczulić, nie zauważać ich. Tak pewnie robiło wielu ludzi. Reakcje na nie były nieliczne.

Jednak w trakcie kampanii wyborczej sytuacja się zmieniła. Propagandowe plakaty zaczęto zrywać – jeśli nie całkowicie to przynajmniej częściowo, pojawiły się ręcznie pisane komentarze, przeróbki, naklejki, zamazywanie sprejem. Widać było przy tym, że działania są w większości oddolne, bo niemal każde z nich było inne. W śródmieściu Budapesztu trudno było znaleźć plakat, który nie byłby w taki czy inny sposób nimi dotknięty. A takie rzeczy działy się wszędzie, nawet jeśli nie z taką samą intensywnością.

Kłamstwo!
Naderwany
Na tym pojawiły się napisy ale już idzie na niego następny
Фидес czyli Fidesz
Ruszkik haza czyli Ruscy won
M_CSK_S F_D_SZ czyli zgadywanka hasła Parszywy Fidesz (lokalny odpowiednik ̣̣***** ***)
Napis z drugiej strony Na to są pieniądze?
Wlepki Tisza Tisza Tisza
Przeróbka Csak a Fidesz (Tylko Fidesz) na Csal a Fidesz (Fidesz oszukuje)
Nie tłumaczę
Dziękujemy, że usunęliście tę szczującą propagandę
Indywidualna wojna na pisaki: Magyar Péter takarodj (tu akurat zwolennik Fideszu się popisał) przerobione na Magyar Péter takaríts (zwolennik Magyara) czyli jak z Péter Magyar zmiataj zrobiło się Péter Magyar pozamiataj

Koncert

Wielki. siedmiogodzinny koncert uliczny, który w przedwyborczy piątek zgromadził z sześćdziesięciu wykonawców i około stu tysięcy uczestników był skrzyżowaniem demonstracji politycznej z festiwalem. Co chwila skandowano hasła skierowane przeciw Fideszowi (co swoją drogą w zeszłym roku było normą w trakcie letnich festiwali) i oklaskiwano kolejnych wykonawców. Wielu popijało piwo czy wino wprost z butelki, tu i ówdzie roznosił się zapach marihuany. Tak na oko ponad 90% uczestników było młodych. 

Pod koniec koncertu na scenie pojawili się Bence Szabó i Szilverszter Pálinkás. Pierwszy to policjant z Krajowego Biura Śledczego, który opowiedział publicznie o próbie spenetrowania systemów informatycznych Tiszy środkami tajnych służb i wykorzystaniu do tego prowokacji policyjnej. Drugi, który pojawił się w mundurze, to oficer, który w niezależnych mediach opowiedział o stosunkach panujących w wojsku i roli syna Orbána, Gáspára, który wymyślił i zaczął realizować bezsensowną interwencję wojskową w Czadzie. Obaj mieli krótkie wystąpienia przerywane owacjami. Na końcu tłum skandował „Bohaterzy, bohaterzy!” 

Pachnący marihuaną, popijający piwo festiwalowy tłum wiwytujący na cześć policjanta i umundurowanego żołnierza – czegoś takiego chyba więcej w życiu nie zobaczę.

Świat

Niby się przyzwyczaiłem, że śledzimy wybory w różnych częściach świata (któż z nas nie jest ekspertem od polityki amerykańskiej, gdy w Stanach wybierają prezydenta) ale ilość reakcji ze świata, jakie dostałem w trakcie wyborów i po nich zaskoczyła mnie. Już w niedzielę nie mogłem niczego robić bo ciągle ktoś pisał na komunikatorach, dzwonił, słał smsy z pytaniami, zamieszczał komentarze na fejsie. Jak stoją sprawy? Kto może wygrać? Jakie są sondaże? I tak bez przerwy cały dzień. Po zakończeniu głosowania zjywisko zrobiło się intensywniejsze. Dzwoniła do mnie rodzina, znajomi pisali, wszyscy gratulowali.

Co ciekawe, wiadomości szły z całego świata: najdalszym miejscem, z którego pisano do mnie była Afryka Południowa i Kalifornia, ale pewnie gdybym miał znajomych albo rodzinę w Japonii to i stamtąd ktoś się do mnie odezwał. Kontaktowało się ze mną wielu ludzi, z którymi nie miałem kontaktu od lat, tak ważne dla nich było podzielić się ze mną swoją radością (tak, nikt zasmucony wynikami wyborów się do mnie zgłosił). Kilka osób mówiło czy też pisało mi o ogromnych emocjach, które przeżywali tego dnia, był ktoś kto wspomniał coś o łzach. 

Tak, tego dnia Węgry były w centrum uwagi. Ciekaw jestem, czy zwolennicy Fideszu też dostali tyle reakcji z całego świata – nie zdziwiłbym się gdyby też tak było. 

Po zwycięstwie Tiszy

Na körúcie (zresztą nie tylko) szaleństwo. Grupy młodych ludzi okupując lokalne knajpy, krzyczą Mocskos Fidesz (Parszywy Fidesz), Ruszkik haza (hasło z powstania 1956 roku: Ruscy wynocha), Árad a Tisza (Cisa wylewa), Véged van (Koniec z tobą) auta rytmicznie trąbią, kierowcy i pasażerowie strzelają sobie piątki z ludźmi na ulicach, wszyscy filmują to komórkami.

Radość z końca Fideszu i Orbána
Kierowca częstujący demonstrującego faceta z chodnika czymś w małej butelce
Są auta z flagami
To był plakat kandydatki Fideszu
Wyborcze materiały zdjęte ze słupów 1
Péter Magyar
Wyborcze materiały zdjęte ze słupów 2
Węgierskie flagi i inne elementy symboliki narodowej odzyskane od Fideszu
Przybijanie piątki z kierowcami (wszyscy ciągle trąbią)
Propozycja polityczna na dachu przystanku tramwajowego
Machanie do kierowców
Machanie do ludzi na chodnikach
Zdzieranie plakatów propagandowych Fideszu
Péter Magyar – zaraz premier

Kompost

Od jakiegoś czasu zbieramy odpadki organiczne do wiaderka, które raz na tydzień wynoszę do wspólnotowego kompostu na placu Almássyego (Almássy tér). Raz spotkałem tam ekipę, która przesiewała gotowy już kompost. Zaprosili mnie bym się przyłączył do grupy kompostowych wolontariuszy – zrobiłem to.

Moje zadanie jest proste: zapisuję się na dyżur do internetowego excela (tak mniej więcej raz na miesiąc), i potem, kiedy przychodzi na mnie kolej, idę ogarnąć kompost. Polega to przegrabieniu jego wierzchniej warstwy, wybraniu i wyrzuceniu do kubła nieodpowiednich rzeczy, które tam trafiły jak kawałki folii, kości czy grube kawałki drewna, i rozbiciu na mniejsze kawałki większych odpadków. Przybory są na miejscu związane łańcuchem zabezpieczonym kłódką na kod. No i niekiedy – raz na jakieś osiem miesięcy – odbywa się przesiewanie, które już wspomniałem. Komunikacja odbywa się w publicznej grupie na fb.

Ostatnie przesiewanie odbyło się w poprzedni weekend. Ekipa schodziła się powoli ale w końcu było nas tylu, że praca szła na dwóch sitach. Choć w zasadzie nie szła ale pełzła bo na skutek wcześniejszych opadów kompost był glinowaty i zamiast żwawo przesypywać się przez sita cały czas je zapychał. Z kompostu do przesiania wybieraliśmy dżdżownice, które trafiły do najświeższego kompostu, który dopiero się robi. Była tych robaków masa. Udało się przesiać może jedną czwartą kiedy zapadła decyzja, żeby kontynuować później (jest data: niedziela 29 marca o 15, można się dołączyć).

Ekipa przy pacy, pod sitami zbiera się przesiany kompost
Przesiewanie
Dżdżownice

Parę dni po przesiewaniu spotkałem się z Anną Sipos, która jest duszą grupy wolontariuszy, by dowiedzieć się więcej o tym projekcie. Mimo, że ma on jak najbardziej charakter grass root, zrodził się on w urzędzie. W roku 2020 w stołecznym biurze zieleni miejskiej (Főkert) pracował Balázs Zsolnai, który wymyślił, że warto byłoby wprowadzić komposty w parkach miejskich. Pierwszy powstał w Tabán, potem Városmajor, i poszło. Almássy tér był pierwszym projektem na poziomie dzielnicy. Wszędzie wokół kompostów tworzono wspólnoty.

Kompost na Almássy tér też formalnie powstał jako odgórna inicjatywa. Balázs zainspirował do tego Csabę Tótha, który pracował wówczas w Biurze Ochrony Klimatu i Zrównoważonego Rozwoju w VII dzielnicy. Ciekawe jest historia jak tam się znalazł. Csaba związany był z zieloną partią Polityka Może Być Inna (Lehet Más a Politika, LMP). Wybory samorządowe w 2019 wygrała koalicja partii opozycyjnych koordynująca swoich kandydatów w całym kraju i burmistrzem został Péter Niedermüller z Koalicji Demokratycznej (Demokratikus Koalició, DK). Większe partie dostały stanowiska wiceburmistrzów, a dla niedużej LMP stworzono to trzyosobowe biuro, na jego czele stanął Csaba.

Anna zaangażowała się w projekt od samego początku. Wolontariuszy zebrała dzięki plakatom rozwieszonym w okolicznych domach. Odpadki na kompost przynoszą okoliczni mieszkańcy, w sumie około 80-100 gospodarstw domowych. Kiedy kompost już jest gotowy i został przesiany, każdy może go sobie zabrać. Wolontariuszy cieszy to jak szybko on znika.

Przesiany przez nas kompost natychmiast zaczyna znikać

Zarówno Balázs jak i Csaba nie pracują już w samorządach. Zdaje się, że biurokracja ich pokonała, ale nadal są aktywni w różnych kreatywych projektach ekologicznych. Ich inicjatywy kompostowe jednak przetrwały budząc szacunek dla wytrwałości wolontariuszy.

Wrażenie robi na mnie przełożenie wielkiej polityki na lokalny, wspólnotowy projekt. Gdyby LMP nie była częścią koalicji w wyborach samorządowych, pewnie Csaba nie dostałby posady w samorządzie i, być może, kompost by nie powstał. Efekt wyborczych decyzji jest tu namacalny.

Na marszu Tiszy

Węgierskie flagi, kokardy, węgierski trikolor malowany na twarzy – te elementy węgierskiego patriotyzmu były jednakowo obecne na obu dzisiejszych wielkich marszach: Marszu Pokoju Fideszu (Békement) i Narodowego Marszu Tiszy (Nemzeti Menet). Choć byłem tylko na demonstracji Tiszy to przechodziłem obok tłumu zbierającego się na Békemenet, więc miałem okazję do zauważenia tych rzeczy.

Rzecz jasna, poza nie całkiem zaskakującymi podobieństwami – w końcu zarówno Fidesz jak i Tisza odwołują się do uczuć narodowych – dominowały różnice. Zgromadzenia Fideszu przyciągnęło raczej starszych ludzi, u Tiszy więcej było widać młodych. Na tym pierwszym transparenty były raczej wykonane centralnie – dominowały standardowe tabliczki z nazwami miejscowości – na tym drugim było sporo wykonanych własnoręcznie, często kreatywnych, bannerów. Inne były też hasła, np. facet w koszulce „No migration. No gender. No war”, którego widziałem na Marszu Pokoju był raczej niewyobrażalny u Tiszy.

Sama demonstracja Tiszy miała rozpocząć się o 14 na placu Deáka. Trudno powiedzieć kiedy dokładnie ruszył marsz, bo uczestnicy cały dopływali z różnych kierunków i choć może z przodu już ludzie się ruszali, to z tyłu jeszcze stali. Przez dwie godziny doszliśmy jedynie do placu Ferenca Liszta, dalej już nie było jak iść bo aż do placu Bohaterów (Hősök) cała ulica Andrássy była zatkana. Jak na Węgry to tłum był ogromny.

Tu przerywnik: ilość uczestników demonstracji była istotna bo dziś w zasadzie najważniejszą kwestią było które zgromadzenie przyciągnie więcej ludzi, używając nazwy popularnej tutaj gry dziecięcej, mieliśmy wojnę numerową. Padają różne szacunki, brak źródeł informacji godnych zaufania, nie potrafię niestety powiedzieć, kto w tej wojnie wygrał.

Wracając do demonstracji: stojąc na Andrássy wysłuchaliśmy przemówienia Pétera Magyara. Nagłośnienie, mimo dystansu, było zaskakująco dobre, więc wszystko było świetnie i czysto słychać. Odnotowuję, że największe oklaski chyba dostał kiedy powiedział, że Węgry są częścią Europy, i pozostaną członkiem UE i NATO.

Poniżej parę zdjęć z dzisiejszego dnia.

Element polski: Ruch Obrony Granic na czele Marszu Pokoju
Marsz Tiszy: takie rzeczy były nie do pomyślenia na Békemenet
Flaga z wyciętym środkiem – symbol powstania 1956 roku oraz flaga europejska też niemożliwe na Békemenet – to zdjęcie z marszu Tiszy
Papuga na marszu Tiszy
Oficjalny plakat propagandowy obklejony wlepkami
Oficjalny plakat propagandowy „Nie pozwólmy, by Żełeński śmiał się ostatni” z naklejką „on ma kręgosłup”
„Wiosenny wiatr wzburza wodę” tekst popularnej piosenki ludowej, chętnie odtwarzanej na demonstracjach Tiszy
„Teraz – albo nigdy” te ostatnie dwa słowa przekreślone to cytat z bardzo znanego rewolucyjnego wiersza Sándora Petőfiego używany przez Tiszę jako hasło w kampanii wyborczej
Młody zwolennik Tiszy
Starsi zwolennicy Tiszy, którzy pamiętają jeszcze rosyjski (napis cyrylicą „car”)
Orbán-Judasz: 1-1. Zdradził Węgrów – zdradził Jezusa
Skrót wulgarnego epitetu pod adresem Orbána na koszulce faceta na balkonie: kiedy tylko obracając się pokazywał go przechodzącym wywoływał entuzjazm tłumu
Pastisz kultowego plakatu Fideszu z wyborów 1990 roku „Prosimy wybierać” (poniżej)
Oryginał plakatu, na górze, rosyjską tradycją „usta-w-usta” całują się Leonid Breżniew i Erich Honecker, odpowiednio przywódcy ZSRR i NRD, źródło: Törtenelem mindenkinek
Ta ruchoma instalacja dobrze oddała uczucia zebranych i cieszyła się wielką popularnością
Péter Magyar przemawia z telebimu
To już koniec, prosiaku

Co mówi o Węgrzech Józef Rybicki?

On sam nic, jego postać wiele.

Życiorys miał modelowy. Wziął udział w wojnie 1920, gdzie został ranny. W czasie II wojny światowej był dowódcą Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Armii Krajowej w okręgu warszawskim. Wziął udział w powstaniu warszawskim, gdzie znowu został ranny. Po wojnie działał w WiN-ie (Wolność i Niepodległość). Aresztowany, godnie zachował się w czasie śledztwa: przesłuchującemu go stalinowskiemu oprawcy Józefowi Różańskiemu miał powiedzieć, że poglądów nie zmienia się w więzieniu. Dostał dziesięć lat, które potem zamieniono mu na sześć.

Po zwolnieniu z więzienia nie poszedł na kolaborację z oficjalnym ZBoWiD-em (Związek Bojowników o Wolność i Demokrację). Od samego początku włączył się do działalności KOR-u (Komitet Obrony Robotników), gdzie należał do „starszych państwa” czyli bardziej znanych osób swoją obecnością dających względną ochronę młodszym, nieznanym działaczom. Umarł w 1986 roku. (Te informacje podaję za artykułem w Wyborczej pt. Nagabującym go tajniakom odpowiadał, że chętnie się spotka, tylko się umyje, by mogli go pocałować w d…)

Józef Rybicki wśród żołnierzy w trakcie powstania warszawskiego, źródło: Kronika Tygodnia

Nic mi nie wiadomo na temat jego ewentualnych wypowiedzi czy też poglądów dotyczących Węgier.

Jednocześnie jednak jego postać, na zasadzie kontrastu, pomaga zrozumieć Węgry. Rybicki usosabia pewne kontinuum obecne w polskiej mentalności, które w zasadzie nie ma odpowiednika na Węgrzech. Rybicki mówił, że wychował się na roku 1863 (powstanie styczniowe), potem wziął udział we wszystkich zrywach patriotycznych, które miały miejsce za jego życia: wojnie 1920 roku, konspiracji akowskiej, powojennym podziemiu, KOR-ze – zaliczając w międzyczasie stalinowskie więzienie. Dla niego, jak i dla innych uczestników tych zrywów, były one zawsze kontynuacją poprzednich działań, odwoływały się do nich i z nich czerpały siłę.

Tego na Węgrzech nie ma. Historia tu inaczej przebiegła, w poczuciu wielu nie ma do czego się odwoływać, ciągłość została zerwana. Przychodzą mi do głowy tu jedynie dwa wyjątki.

Pierwszy to postać Tibora Pákha, uczestnika powstania 1956 roku, za co trafił do więzienia. Z z powodu swojej nieugiętej postawy był potem nawet poddany przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu. Do końca angażował się w działania opozycji lat 80-tych.

Drugi to György Krassó, podobnie uczestnik powstania 1956 roku, podobnie za to uwięziony. Później działacz opozycji demokratycznej.

Są to jednak postaci jednostkowe. Ponadto, w ich przypadku ciągłość obejmuje tylko okres od powstania 1956 roku po lata 80-te, nie ma, jak w przypadku Rybickiego – a i wielu innych jemu podobnych – nawiązania do wcześniejszych zrywów.

Te różnice, uważam, pomagają zrozumieć dlaczego wydarzenia w Polsce i na Węgrzech toczyły się – i toczą – często innymi torami.

Plakat z wyborów 1989 roku. Pełna ciągłość: dziewięcioletni chłopiec symbolizował tylużletnią Solidarność, brodacz opozycję przedsierpniową, a starszy mężczyzna pokolenie akowców. Źródło: Teatr NN