kibol-drukker dwa bratanki

Niedawno zwracałem się do czytelników bloga z prośbą o pomoc w napisaniu prezentacji pt. Kibol-drukker dwa bratanki na temat kibicowskiej przyjaźni polsko-węgierskiej. Parę osób się zgłosiło, za co jestem im niezmiernie wdzięczny. (Jakby ktoś jeszcze chciał ze mną na temat pogadać to zawsze chętnie – ten tekst nie zamyka tematu).

Wykład się odbył i mimo, że konferencja była niewielka co najmniej jedna osoba wzięła w niej udział – przyjeżdzając specjalnie z Budapesztu – ze względu na moją prezentację.

Zgodnie z obietnicą zamieszczam tekst wykładu poniżej.  Miłej lektury i czekam na komentarze!

Kibol-drukker dwa bratanki

http://www.scribd.com/embeds/241268424/content?start_page=1&view_mode=scroll&show_recommendations=true

GRA MIEJSKA „Operacja E.W.A” na ulicach Budapesztu!

Wrzucam ogłoszenie Polonii Novej i zachęcam wszystkich do udziału w grze.

Włącz się do gry! Ułóż strategię, wypełnij misję i bądź najlepszy!

Data: 28 września 2014

Godzina: 14:00-19:00

Rejestracja zespołów: do 24 września, na adres novapolonia@gmail.com

Język: polski i węgierski

Jeśli pociąga Cię konspiracja, tajemnica i tajni agenci a jednocześnie lubisz spędzać wolny czas w niestandardowy sposób weź udział w strategicznej grze miejskiej o kryptonimie „Operacja E.W.A.”, organizowanej w ramach projektu „Polskie ślady w Budapeszcie”.

Na ulicach Budapesztu rozegra się walka z czasem i wrogiem. Ty i Twój zespół, jako pracownicy organizacji konspiracyjnej ewakuującej do Francji polskich uchodźców przebywających na Węgrzech podczas II wojny światowej, macie ich przerzucić za granicę w niezauważalny dla III Rzeszy sposób i ocalić w ten sposób ich życie. Podczas całej akcji czyha na was wiele niebezpieczeństw a by ją zakończyć pomyślnie należy wykonać wiele ryzykownych zadań. Czy Wam się uda zależy od Waszej odwagi i przebiegłości.


Szczegóły:

Fabuła gry:

Budapeszt, koniec marca 1940 roku.

Na Węgrzech wciąż przebywa ponad 40 tysięcy polskich uchodźców, którzy uciekli z kraju jesienią 1939 roku. Skutecznie pomagają im powołane w tym celu polskie i węgierskie instytucje. Powstały również organizacje konspiracyjne utrzymujące kontakt z okupowanym krajem i Rządem Polskim we Francji. Równolegle trwa tajna ewakuacja polskich oficerów i żołnierzy z obozów internowania na Węgrzech do tworzącej się armii polskiej we Francji, szlakiem przez Jugosławię i Włochy. „Turyści Sikorskiego” – jak nazwa ich propaganda niemiecka – wyjeżdżają na ogół wyposażeni w legalne cywilne dokumenty i ubrania, bilety na pociąg i pieniądze na podróż. Akcję prowadzi Biuro Ewakuacyjne o kryptonimie „EWA”, powołane przy ataszacie wojskowym Poselstwa RP. Dzięki przychylności rządu węgierskiego, ludności cywilnej i pomocy Komitetu Obywatelskiego do Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami dotąd udało się ewakuować z Węgier kilkanaście tysięcy osób. Niestety, masowa ewakuacja i związane z nią ucieczki wojskowych z obozów internowania nie uszły uwadze agentów III Rzeszy ani węgierskiego kontrwywiadu. Przygotowują oni akcję likwidacji „EWY”, śledząc każdy krok jej pracowników i współpracowników. Działalność Biura staje się coraz trudniejsza, każdy błąd może oznaczać wsypę i aresztowania. Czując zbliżający się koniec, członkowie Biura starają się wszelkimi sposobami jak najszybciej przerzucić przez granicę jak najwięcej polskich żołnierzy, nim  pętla wokół „EWY” ostatecznie się zaciśnie…

 

Mechanizm gry:

Gra jest zabawą strategiczną, nie ma jednej trasy ani wspólnego przebiegu. Do tego samego celu prowadzą różne drogi. Gracze układają własną rozgrywkę, starając się zdobywać narzędzia niezbędne do realizacji celu gry (tu: ewakuacja żołnierzy) i pozostać „żywym” (w tej grze gracze mogą „ginąć”). W trakcie gry wykonują zadania, podejmują ryzykowne misje, handlują, konspirują ,walczą…

 

Gracze:

2-4-osobowe zespoły w wieku 10+

Głównym zadaniem graczy jest przerzucenie jak największej liczby polskich żołnierzy z obozów internowania na Węgrzech do Francji.

Członkowie zespołu mogą grać razem lub oddzielnie, wykonując w tym samym czasie różne zadania (dzięki temu oszczędzają czas i mogą więcej osiągnąć).


Szczegółową instrukcję i opis przebiegu Gry, otrzymują Gracze po dokonaniu rejestracji na adres novapolonia@gmail.com do dnia 24 września.

putynizacja Węgier

W lipcowym przemówieniu Viktor Orbán oświadczył, że liberalna demokracja się przeżyła i na Węgrzech będzie on wprowadzał nieliberalną demokrację. To ważne stwierdzenie, niedające się zakwalifikować jako prowokacja intelektualna bo Orbán takimi rzeczami się nie bawi, on wprowadza tego rodzaju prowokacje nie na poziomie dyskuty intelektualnej ale w realu. (Przy okazji, zachęcam do lektury tego prawdopodobnie historycznego tekstu, Budapeszter przetłumaczyła go w całości na blogu Codziennik węgierski, za co należą się jej szacunek i wdzięczność, oryginał mowy tu). Wspomniał tam o dwóch przeszkodach przy wprowadzaniu nieliberalizmu (chyba do takiego to słowa musimy się przyzwyczajać), jedną z nich są „opłacani z zagranicy przez określone koła aktywiści polityczni”. Powiało Putinem. Szerszy fragment poniżej, tłumaczenie moje:

Stosunki między zawodowymi politykami a aktywistami społecznymi. Państwo mianowicie trzeba organizować i nim kierować, powinien to robić ktoś, kto został do tego wybrany i upoważniony. Natomiast zawsze pojawiają się na skraju obszaru działalności państwa organizacje społeczne. Obecnie węgierski trzeci sektor przedstawia swoisty obraz. Aktywiści, w odróżnieniu od polityków, to ludzie, lub też wspólnota, która organizuje się od dołu, sama się finansuje i jest rzecz jasna oparta na wolontariacie. Obecnie jednak, jeśli spojrzeć na węgierski trzeci sektor, który często pojawia się w życiu publicznym – obecne dyskusje wokół Funduszu Norweskiego [rząd oskarżył go o finansowanie partii politycznych, przyp. Jeża W.] wyciągnąły to na powierzchnię – to widać, że mamy tu do czynienia z opłacanymi aktywistami politycznymi. W dodatku ci opłacani aktywiści opłacani są z zagranicy. Aktywiści opłacani przez określone koła zagraniczne, co do których trudno sobie wyobrazić, że traktują to jako inwestycję społeczną, znacznie bardziej uzasadnione jest przypuszczenie, że poprzez ten system próbują zdobyć wpływ w danym momencie i w danej kwesti na węgierskie życie państwowe.

Jeśli wtedy powiało Putinem retorycznie to wczoraj Putinem zaduło. Do biura atakowanej werbalnie (zarzut: finansowanie partii politycznych) i poprzez kontrolę podatkową fundacji Ökotárs w poniedziałek zawitała policja. Pojawienie się silnego oddziału, do którego potem dołączyło dziesięciu agentów w cywilu, wywołało w okolicy sensację ale wkrótce okazało się, że zamiast spektakularnej akcji przeciwko gangsterom chodzi o kontrolę dokumentów biurze NGO. Policja prowadziła rewizję do 18. W południe podobno kontrola odbyła się w innej organizacji rodzielającej fundusze norweskie Demnet.

Wieczorem odbyła się przed biurem Ökotársu demontracja protestująca przeciwko akcji policji. Wzięło w niej udział 400 osób.

Nieco tła: fundusz norweski rozdziela pieniądze dla organizacji społecznych poprzez cztery fundacje wyłonione na drodze konkursu. Jakiś czas temu rząd zaczął atakować ten mechanizm utrzymując, że pieniądze tak rozdzielane trafiają do partii politycznych, konkretnie LMP. Dowodów na to jednak nie przedstawiono. Rząd utrzymywał też, że te pieniądze to w zasadzie węgierskie fundusze publiczne i jako takie powinny trafić pod kontrolę państwową. Najnowszym zarzutem, na podstawie którego obecnie toczy się śledztwo, jest to, że Ökotárs prowadził nielegalną działalność gospodarczą poprzez udzielanie pożyczek dla innych organizacji pozarządowych. Ökotárs wyjaśnia, że chodzi o wsparcie tych organizacji, które zdobyly finansownie płatne z dołu i tylko dzięki tym pożyczkom mogły przeprowadzenie swoich projektów, oprocentowanie pożyczek było takie jakie Ökotárs dostałby na lokacie bankowej.

Rząd norweski ostro zaprotestował przeciwko temu co się stało. Napięte już stosunki węgiersko-norweskie pogorszyły się dalej.

Jeśli ktokolwiek interesuje się losem organizacji społecznych w Rosji to natychmiast dostrzeże analogię. Najpierw atak polityczny, potem przesadna akcja policji na wątpliwych podstawach, w efekcie zastraszenie aktywistów społecznych.

Nie lubię przesady w ocenach politycznych (“dyktatura”, “faszyści”, “komuniści”) bo zamyla ona obraz ale obecnie analogie do putinowej Rosji są jak najbardziej na miejscu. Powodem jest wspomniana mowa Orbána, w której wymienia on Rosję jako jeden ze swoich modeli i atakuje NGOsy. Akcja policji jest u logiczną konsekwencją.

Zgadzam się z Orbánem, że lepiej byłoby gdyby organizacje społeczne były finansowane przez ofiarnych obywateli. By to osiągnąć rząd mógłby jednak działać inaczej, wprowadzić ulgi podatkowe na darowizny, propagować te darowizny, itd. Zamiast tego mamy jednak atak na “aktywistów opłacanych przez określone koła z zagranicy”.

***

A tak przy okazji jeszcze jedna uwaga na temat mowy Orbána. Podaje on parę krajów, które jego zdaniem są przykładami jak ustrój niebędący liberalną demokracją może odnosić sukces: Chiny, Indie, Rosja, Singapur i Turcja. Ich wzrost gospodarczy za każdym razem ma inne podłoże – trudno do jednego worka wrzucać jedną ze finansowych stolic globalnego kapitalizmu, jaką jest Singapur z żyjącą z gazu i ropy Rosji oraz opartych o tanią siłę roboczą Chin – ale ważniejsze jest chyba to, że poza Indiami, które są raczej liberalną demokracją, pozostałe państwa są autorytarne i o to chyba chodzi najbardziej. Ciekawe, że szukając swojego modelu daleko Orbán jakoś nie chce zauważyć tego, co ma pod nosem, a mianowicie Polski. Będąc liberalną demokracją ten kraj, dużo podobniejszy do Węgier niż Chiny czy Indie, i tak nieźle się rozwija, i, co ważne, robi to dużo szybciej niż Węgry. Może więc demokracja liberalna nie jest tak straszna?