(ilościowy) gigant węgierskiej literatury

719. 723. Różnica to cztery czyli niewiele.

Pierwsza to liczba wydanych już książek Istvána Nemere. Druga to liczba wydanych książek Barbary Cartland, która jest, jak dotąd, rekordzistką w tej kwestii. Nemere jest o krok od pobicia jej rekordu.†

Zaczynam od tego bo i dla tego pisarza liczba ta zdaje się kluczowa: pojawia się ona na samym początku jego strony internetowej.

719

Ten, bez dwóch zdań, gigant literatury węgierskiej nie jest nawet członkiem węgierskiego związku literatów. Mimo tak ogromnej ilości wydanych książek – ułożone jedna na drugiej utworzyłyby kolumnę o wysokości 10 metrów twierdzi – żyje skromnie: jego emerytura jest tak niska (37 000 forintów, czyli niecałe 500 złotych), że dostaje też zasiłek. Dyplom z bibliotekoznawstwa udało mu się zrobić dopiero kiedy był koło trzydziestki.

Nemere zaczął od pisania kryminałów, potem doszły to tego science fiction, sensacja, historia, książki dla dzieci a także powieści dla kobiet. Jest outsiderem, pisze to co się sprzedaje nie zważając na krytykę. Jego książkom na temat UFO, zjawisk paranormalnych, sensacji (np. Gagarin nigdy nie poleciał w kosmos) zarzucono opieranie się na teoriach spiskowych i antynaukowość. Książki historyczne czyli seria życiorysów nazistów, węgierskich królów, szereg książek „prywatne życie X”, itp. spotkały się z zarzutem amatorszczyzny, broni się przed nim twierdzeniem, że popularyzuje historię pisząc tak, jak ludzie chcą czytać.

Gdy trzeba ucieka się do pseudonimów. Pal sześć kiedy te pseudonimy mają nadawać jego książkom aurę autentyczności, na przykład kiedy serię biografii nazistów sygnuje nazwiskiem Stefan Niemayer a „romatyczne powieści dla kobiet” wydaje jako Melissa Moretti. Gorzej jest kiedy, podobnie jak w przypadku podróbek z Chin, pseudonimy minimalnie różnią się o znanych autorów: autorem kontynuacji Małego księcia uczynił niejakiego Antona de Saint-Etienne a kontynuację Piszkos Fred-a, kultowej książki Jenő Rejtő wydanej przez niego pod pseudonimem T. Howard, wydał jako T. Moward.

Pseudonimów zresztą, nie tylko zagranicznych ale i węgierskich, używa Nemera masę. Oto ich lista: Pjotr Sztyepanovics Alihanov, Alissa Altamira, Dániel Bíró, Chris Brandt, Raymond Darieni, Norbert Dax, Róbert Falvai, Daniel Florion, Nigel Forest, Richard Haack, Henry Hamilton, Stewart Harrington, Stuart Harrington, Henry Hemilton, Stuart Herrington, Miklós Kiss-Béry, Gergely István Kovács, Jean-Paul Leblanc, von Klaus Lottinge, Mack Maloney, Keira McKenzie, Melissa Moretti, Maria Messina, Miranda Miller, Sir Steve Morton, T. Moward, Stefan Niemayer, S. Nording, Steve Nording, Stephanie Nordking, Paul Patrick, Palma Patton, Angela Preston, Robert Repton, Steve Repton, al-Salome Saffin, Anton de Saint Etienne, Lilly Seymour, R. C. Smith, Richard Stone, István Tihanyi, Angelo Totti, Miklós Vitéz, Neil Omar Watson, Oscar Welden, Vanessa Wilmon. Warto dodać, że niektóre jego książki ukazały się anonimowo.

Tu uwaga. Ponieważ Nemere jest ignorowany przez literacki establishment, jego książki nie są recenzowane a w prasie pojawia się głównie w tekstach pisanych z życzliwym i uprzejmym zainteresowaniem jakim darzymy osoby, err, odmienne, trudno znaleźć w pełni godne zaufania źródła informacji na jego temat. Większość tego co o nim można znaleźć w internecie opiera się na jego stronie internetowej bez żadnej weryfikacji. Zważywszy na fantastyczność niektórych rzeczy, które twierdzi o sobie warto zachować nieco sceptycyzmu.

Na przykład, kiedy 11 września 2001 Al-Kaida zaatakowała samolotami wieże World Trade Center w Nowym Jorku ale jeszcze przed ich zawaleniem, do Nemere miał zadzwonić wydawcą z prośbą o napisanie powieści opartej na dokumentach jak Al-Kaida szykowała ataki. Nemere zamówienie przyjął (kolejni dzwoniący dwaj wydawcy odeszli z kwitkiem) i książkę napisał w dziesięć dni. Od dwudziestu pięciu lat zbierał podobno materiały na ten temat, wszystko miał, twierdzi, pod ręką.

Czytając to człowiek drapie się po głowie. Bo jednocześnie Nemere twierdzi, że z internetu w zasadzie nie korzysta bo informacje tam podawane są „niewiarygodne”, korzysta jedynie z biblioteki w Segedynie, języki obce, poza dwoma wyjątkami, o których za chwilę, w najlepszym wypadku zna słabo, przez większość dnia zajęty jest pisaniem. Kiedy ma czas na gromadzenie tych, przed 2001 rokiem niedostępnych aż tak szeroko, informacji?

István Nemere pisze w tempie piorunującym. Pracę zaczyna rano, kiedy kończy pisanie popołudniu ma za sobą zwykle napisane czterdzieści tysięcy znaków. Po spacerze znów siada do komputera, tym razem pisze lżejsze rzeczy czyli nowele czy listy, wtedy też zajmuje się tłumaczeniami.

Dwa języki obce, które zna dobrze to polski i esperanto. Polski poznał dzięki pierwszej żonie (obecnie ma czwartą), przez kilka lat mieszkał w Polsce. Przetłumaczył z polskiego, głównie w latach 80-tych, kilkanaście książek w tym Cesarza Kapuścińskiego (pełna list tłumaczeń Nemere oraz jego książek wydanych po polsku dostępna jest tu).

Esperanto nauczył się jeszcze w gimnazium. Napisał w tym języku szereg książek (twierdzi, że najwięcej na świecie) i dlatego wybrano go na przewodniczącego grupy esperanto międzynarodowego PEN Clubu. Z całą powagą podaje, że to jego co roku Komitet Noblowski pyta o kandydatów do literackiego Nobla spośrób pisarzy esperanto.

Co by nie powiedzieć o Nemere jest on na Węgrzech znany i popularny. Przeprowadziłem nieformalne badania opinii publicznej i większość moich znajomych o nim wiedziała, głównie za sprawą książek science fiction, których był jednym z pierwszych autorów na Węgrzech. (Chłopak Nemere nie czytał ale pamięta, że w jakiejś kanciapie jego książką zablokowane były drzwi tak więc choć tak zetknął się z tym autorem). W antykwariacie spytałem jakie książki Nemere mają i wyłożyli na blat ich całkiem sporą kupkę, ktoś to więc chyba kupuje i czyta.

w antykwariacie

Zdecydowałem się spróbować przeczytać coś z jego książek, kolega pożyczył mi Titkok könyve czyli Księgę tajemnic z 1986 roku (Nemere napisał ich w sumie bodaj pięć). Opisuje tam zjawiska paranormalne czyli telepatię, alternatywną medycynę, jest o odczuwaniu przez rośliny, o różdzkarstwie, Nessie i jeti, trójkącie bermudzkim, UFO, Syriuszu, itp., zestaw klasyczny można powiedzieć. Zainteresował mnie tylko opis działalności bioenergoterapeuty Clive’a Harrisa w Polsce bo szukam na ten temat informacji, poza tym jednak, przyznam się, książka mnie znużyła i nie dałem rady jej skończyć.

Księga tajemnic

Ciekawszy od samej książki był wstęp napisany przez Gábora Szántó, w którym broniąc autora przed krytyką w zasadzie potwierdza jej słuszność. Tak, Nemere błądzi ale stawia pytania. Owszem, jego książki są antynaukowe, ale on jeszcze jest młody i nie nauczył się politycznie wypowiadać. A nauka jest biurokratyczna i wiele doktoratów nie ma wartości, wynikło z jakiś badań. Za pozytywne uważa, że Nemere podejmuje tematy, których nikt inny nie tyka.

Gdyby kogoś zainteresował István Nemere cztery z jego książek dostępne są po polsku:

  • Gagarin = kosmiczne kłamstwo?
  • Operacja Neutron
  • Kochanek z Malty: włoski romans / Melissa Moretti
  • Klaustropolis: (zamknięte miasto) – przełożone z esperanto!

Zachęcam do trzymania kciuków za Istvána Nemere, niech mu się uda napisać jeszcze te parę książek i niech zostanie ilościowym literackim mistrzem świata.††††

posty zagubione podczas migracji na WordPress

Migracja z Bloxa na WordPress nie była gładka. Najwięcej problemów było z obrazkami: najpierw wogóle nie chciały się pojawić, potem pojawiły się tylko niektóre. Musiałem ręcznie przebrnąć przez wszystkie posty dodając te obrazki, które nie chciały się same z siebie pojawić. Okazało się przy tym, że, w przeciwieństwie do Bloxa, obrazki .png się nie pojawiają a także, że dla WordPressa małe .jpg to to samo co duże .JPG (Blox dostrzegał tu różnicę). W przypadku gdy istniały dwa posty z tym samym tytułem (możliwe u Bloxa) WordPress migrował tylko jeden.

Niestety na WordPressa nie dało się przenieść komentarzy, wśród których tyle było naprawdę świetnych, żałuję tego bardzo.

Koniec końców przy okazji manualnej aktywizacji obrazków zauważyłem, że trzy posty się nie przeniosły z Bloxa, wklejam je poniżej by nie znikły całkiem.

ostatnia Masa Krytyczna

12.09.2012 jezw

W kręgach rowerowych szok wywołało ostatnia deklaracja dwóch głównych organizatorów Masy Krytycznej Gábora Kürti i Károlya Sinka [HU], że wrześniowa demonstracja zostaje odwołana a wiosenna będzię ostatnia. To ich własna decyzja, która wszystkich totalnie zaskoczyła.

Uznali, że dalsze organizowanie CM nie ma sensu bo swój podstawowy cel – popularyzycję rowerów jako środka komunikacji – osiągnęła, obecnie natomiast trzeba wzmocnić organizacje społeczne reprezentujące rowerzystów, przede wszystkim Węgierskie Klub Rowerowy (Magyar Кеrékpáros Klub – MKK) bo to one, mimo, że mniej widowiskowe niż CM, mają największą rolę do odegrania. MKK powinien mieć więcej członków – ma ich tylko 1316 – by starczało mu pieniędzy na działalność. (Z Chłopakiem od lat jesteśmy członkami, jeśli ktoś chciałby wstąpić to proszę o kontakt, chętnie pomogę.)

W wywiadzie [HU] jakiego Kükü i Sinya, bo tak są ci dwaj organizatorzy szerzej znani, udzielili blogowi Kerékágy, padło interesujące stwierdzenie, które odnotowuję. Powiedzieli, że uznają swój cel za osiągnięty gdy znikną rowerzyści a w ich miejsce pojawią się uczestnicy ruchu. Chodzi tu o zmianę subkulturowego charakteru jazdy na rowerze na mainstream.

Ponadto dowiedziałem się, że podnoszenie rowerów w trakcie CM to wynalazek węgierski, który stąd rozprzestrzenił się po innych miejscach. Jakby ktoś chciał sobie rzucić okiem na takie podnoszenie to może to zrobić na przykład tu.y

nowa twarz przyjaźni polsko-węgierskiej

08.03.2011 jezw Niedawno rozmawiając z koleżanką Polką na temat widocznych elementów polskich w Budapeszcie rzuciłem „VV Jerzy”. Na co ona: A kto to? Nawet wyjaśnienie skrótu (VV=Való Világ czyli Prawdziwy Świat) nie pomogło. Koleżanka nie zna węgierskiego co trochę tłumaczy sprawę. Przestraszyłem się jednak, że na naszych oczach wyrasta postać, która w stosunkach polsko-węgierskich (nawet jeśli tylko na piętnaście minut) przesłoni wkrótce Józefa Bema i dla Węgrów stanie się nową kwintescencją polskości a w Polsce nikt na ten temat nic nie wie. Postanowałem szybko nadrobić to zaniedbanie.

Wprowadzenie: Való Világ czyli Prawdziwy Świat to nazwa programu telewizyjnego typu Big Brother kanału RTL Klub. Z braku telewizora znam go jedynie z drugiej ręki ale i tak chyba wiem o co chodzi. W willi zamyka się kilkunastu młodych ludzi i filmując ich nieustannie czeka się aż się rozbiorą, pójdą do łóżka czy też zrobią sobie dobrze w inny sposób. Mniejsze skandale takie jak załamanie, odkrycie pornograficznej przeszłości któregoś z uczestników też są ok. Poza telewizorem co lepsze kawałki można sobie oglądać w internecie, piszą też on nich obficie tabloidy. Uczestnicy przed imieniem używają literek VV.

Nasz Jerzy wygląda tak:

źródło: valovilag.eu

Pewne informacje na jego temat można znaleźć tu. Wyczytałem między innymi, że jest tancerzem i tłumaczem, że ulubioną jego muzyką jest chill out, najgorszym jego zwyczajem spóźnianie się a seks uprawia nieregularnie.

Więcej niestetz na temat Jerzego nie udało mi się znaleźć. Jakby ktoś wiedział więcej to proszę pisać w komentarzach. Dzięki!

PS Uwieczniłem właśnie Jerzego: dodałem wzmiankę na jego temat do artykułu w polskiej wikipedii na temat Való Világ.

Elektra

24.11.2007 jezw

Co jakiś czas zafascynuje mnie jakiś plakat na ulicy. Ostatnio był to plakat do Elektry, opery napisanej przez RIcharda Straussa. Choć opery nie lubię gdy go zobaczyłem przemknęło mi się przez głowę, że ciekaw jestem przedstawienia.

plakat do Elektry, Budapeszt listopad 2007

Sam budynek opery też specjalnie udekorowany – dotąd czegoś takiego nie widziałem.

Dekoracja budynku opery w Budapeszcie z okazji wystawienia Elektry

Obiecałem sobie częściej pisać o ciekawych plakatach na blogu.

Kis Grofó na poważnie (?)

Kis Grofó nie trzeba na Węgrzech przedstawiać. Ten wykonawca muzyki lakodalmas czyli węgierskiego odpowiednika disco polo jest tutaj megapopularny. Jaka to muzyka można sobie łatwo wyobrazić, próbka poniżej (33,324,997 odsłon do dnia dzisiejszego):

Takie właśnie utwory wziął sobie na warsztat projekt Vers Mindenkié czyli Wiersz dla każdego internetowej telewizji Nuheadztv. W ramach projektu znani aktorzy, ze pełną powagą i wykorzystaniem swojego aktorskiego warsztatu, deklamują teksty takich utworów nadając im zaskakująco odmienny charakter. Tak więc czy jest to kretyński tekst tyle, że mądrze recytowany? Czy też głęboki tekst zaśpiewany w idiotycznej piosence? Każdy niech zdecyduje sam. Jak ktoś nie zna węgierskiego to tym lepiej, w pełni można poddać się działaniu iluzji wykonania.

Poniżej tekst powyższej piosenki w wykonaniu również popularnego, choć nie aż tak jak Kis Grofó, aktora Jánosa Gálvölgyiego (1,169,567 odsłon). 

Więcej wierszy do znalezienia na youtubie pod kategorią Vers Mindenkié (pod każdym wideo podany jest link to oryginalnego wykonania).

Dzięki Chłopakowi za wprowadzenie mnie do węgierskiego świata dramatic reading [EN]!

pedofil i alkoholik najpopularniejszym księdzem na Węgrzech

Ponad milion lajków na facebooku w dziesięciomilionowym kraju, że już nie wspomnę o takich drobiazgach jak kultowe koszulki, książka, czy też wino i dwie budapeszteńskie knajpy nazwane od niego: pozwólcie przedstawić sobie węgierską gwiazdę kleru, księdza Tibiego (Tibi atya). Ten menelowaty duchowny, pedofil i alkoholik, w typowo księżowskich, przyciemnianych brylach cieszy się tu ogromną popularnością zwłaszcza wśród młodych ludzi. Zaniepokojonych uspokajam: Tibi atya istnieje tylko wyłącznie w postaci memu internetowego.

TibiAtya

Tibi atya powstał (na facebooku, jak wspomniałem, gdzie indziej nie istnieje) pod koniec 2012 roku. Jego poprzednikiem było blog Ex szakasz, działając w latach 2008-2012. Trzech młodych przedsiębiorców, którzy stoją za księdzem Tibim, czyli jak się nazywają w wywiadach, jego ministrantów, do dziś wolą pozostać anonimowymi.

Siłą persony Tibi atya jest oparty na alkoholiźmie dość dosadny humor z rzadka tylko okraszony iskierką inteligencji. Na stronie księdza na fejsie codziennie pojawia się parę alkoholowych sentencji często w postaci graficznej z nieodłączną postacią w okularach z kieliszkiem. Na przykład taka:

TibiAtyarachunki

Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Nie musiałem płacić rachunków

TibiAtyadwarodzajeludzi

Są dwa rodzaje ludzi, ci, z którymi piłeś i ci, przez których pijesz.

Tak, takie mądrości zbierają po kilkanaście tysięcy lajków. Przeglądając facebooka spostrzegłem wśród lajkujących ładnych paru znajomych, których dotąd nie podejrzewałem o taki typ humoru.

Są też klimaty polskie, te mi się akurat podobają:

TibiAtyanevedlengyelul

Naucz się swojego nazwiska po polsku! 1. Wypij litr palinki 2. Spróbu się przedstawić

Albo takie:

TibiAtyamindekitudlengyelul

Wszyscy potrafią mówić po polsku. Tyle, że niektórzy trzeźwieją

TibiAtyapolski

Szanuję Polaków. Zbudowali cały język korzystając wszystkiego z ostatnich pięciu liter alfabetu.

I tak dalej. Czytałem o imprezie, na której grupa znajomych, gdzieżby indziej, w knajpie przez cały wieczór opowiadała sobie nawzajem ulubione dowcipy Tibi atya, balangę kończąc wspólnym „pochwalony!” Tak te żarciki funkcjonują w kulturze młodzieżowej a pewnie i nie tylko.

Twórcy Ministranci księdza Tibiego bronią się przed zarzutem rozpowszechniania alkoholizmu argumentem, że Tibi atya to krzywe zwierciadło podstawione pod twarz społeczeństwu. Na ile się zgodzimy z tym nasza rzecz, jednak głównym aspektem tibiatyawskiej przedsiębiorczości jest wino i knajpa.

Sikacz księdza Tibiego, źródło: Mandiner

No właśnie, knajpa a właściwie dwie knajpy. Pierwszą ministranci otwarli we współpracy z jakimś przedsiębiorcą na ulicy József Attila pod nazwą Fröccskocsma. Miejsce zrobiło się w mgnieniu oka szalenie popularne, tłum wylewał się aż na ulicę. Jednak współpraca szybko się popsuła, Tibi atya odżegnał się od knajpy w internecie a ministranci otworzyli nowe miejsce, tym razem na rogu körútu i ulicy Dohány. Tym razem knajpę nazwano Humbák művek (Zakłady Humbák).

Nazwa pochodzi od krainy, gdzie mieszka i pracuje Tibi atya. Pierwotnie jego historię osadzono w Máriakálnok, istniejącej miejscowości, ale na skutek protestów burmistrzyni, która sobie nie życzyła by miejscowość kojarzono z nieciekawą (jego zdaniem) osobą, księdza Tibiego przeniesiono do już fikcyjnego kraju Humbákföld.

JATibiAtyaulica

Fröccskocsma

JATibiAtyawejscie

Już od wejścia jest z nami Tibi atya

JATibiAtyachlebiwino

Jak to było, chleb i wino?

JATibiAtyawsrodku

W środku

JATibiAtyabar

Bar, malowidło przedstawia Humbákföld, uwagę zwraca rozlewnik fröccsa na barze z lewej

JATibiAtyagyrospizza

Tibi atya pomaga też wybrać coś do jedzenia

JATibiAtyakwiatek1

Są kwiatki księdza Tibiego jak ten: Alkoholizm to droga, którą nie da się iść ale ja ją wybetonowałem


Przestrzeń jest nasycona księdzem Tibi. Ten jego obraz oświetlony jest stale zmieniającym się światłem, naprawdę piękna rzecz (ten gif jest dziełem Chłopaka)

A to już druga _autentyczna_ tym razem knajpa Tibi atya: Humbák művek

DTibiAtyazulicy

Humbák művek widziane z ulicy

DTibiAtyaokno

Tiby atya z okna zachęca przechodniów do wizyty

DTibiAtyawsrodku2

W środku. Playébános to po węgiersku proboszcz

DTibiAtyawsrodku1

Uwaga! Fröccs tylko czeka na to by się wyswobodzić z butelki

DTibiAtyahosszulepes

Mały krok dla człowieka, długi krok dla mnie (długi krok to nazwa jednego z gatunków fröcsa, wyjaśniam niezorientowanym)

DTibiAtyastworzenie

Tibi atya w sztuce światowej. Swoją drogą pierwotnie twarzy naszemu bohaterowi, nieświadomie, użyczył amerykański franciszkanin Stephen Valenta skazany za przestępstwa na tle seksualnym. Później, ze względu na brak zgody na użycie jego wizerunku, Tibi atya uległ grafizacji i obecnie wygląda jak wygląda

DTibiAtyaHorthy

Ale tu jeszcze w dalszym ciągu przypomina Valentę

DTibiAtyalaudetur

„Pochwalony” to częsty motyw związany z ikonografią księdza Tibiego

Może jeszcze warto dodać, że popularność Tibi atya nie umknęła uwagi polityków. Ministranci dostali zaproszenia ze wszystkich stron politycznej palety do zaangażowania duchownego po stronie któregoś z politycznych obozów, według swoich deklaracji jednak ani nie skorzystali ani nie zamierzają skorzystać z tych zaproszeń.

Jest też wspomniana książka.

JATibiAtyaksiazka

Lufka na każdy dzień. Kwiatki z życia księdza Tibiego. Ta dość umiarkowanie śmieszna publikacja wpisuje się w tradycję parodiowania wieśniaków (głupi i pijacy) przez ludzi z miasta. Ujęły mnie tam tylko piętrowe bluzgi, dajmy na to takie

Tak ich kopnę w dupę, że zaraz dogonią Voyagera 2, który przelatuje właśnie przez obłok Oortu już za układem slonecznym!

Strażnik zabrał nam kupione na wyprzedaży trzyprocentowe piwa, którym upłynęła data ważności ale klnę się na boga, że raczej napiłbym się na Saharze chorego na cukrzycę moczu Karesza Drótosa niż tego gówna ale i tak je nam zabrali.

Dla mnie dużo mówi o Węgrzech, że można sobie takiego Tibi atya stworzyć i nikomu to nie zdaje się przeszkadzać. W Polsce takie rzeczy byłyby nie do pomyślenia!

Johnny Gold

Jak tłumaczy się Johnny Gold na węgierski? Tak, tak, János Arany, tak jak się nazywał ten wielki dziewiętnastowieczny poeta. Z tak intrygującym pseudonimem oczywistym jest chyba, że ukrywający się za nim artysta wart jest uwagi. I to bardzo.

Johnny Gold to bohater internetowego serialu pt. Johnny Gold. A magyar celeb (Johnny Gold. Węgierski celebryta), którego siedemnaście odcinków (z planowanych 24) powstało w 2011 roku. Serial to absolutnie oddolna, niefinansowana kultura – twórcy pracowali nad nim bez pieniędzy, dlatego zresztą nie dali rady dokończyć planowanej serii – istniejąca dzięki internetowi i w nim. Widać przy tym, że na tworzeniu filmów się znają, technika filmowa (zdjęcia, montaż, dźwięk) są bez zarzutu.

Johnny Gold to, krótko mówiąc, idiota, z którego jego manager stara się zrobić celebrytę. Johnny ma imponującą muskulaturę, którą wciąż rzeźbi w siłowniach, i mózg wielkości orzeszka. Nie ma też głosu ani talentu muzycznego ale tworzy teledyski i te są najlepszą częścią tego projektu. Johnny nie ma zahamowań i dzięku temu jest świetny, wykonując kretyńskie piosenki chodzi w obisłych majtkach po ulicy, w Wenecji śpiewa o Paryżu, błyszczy całym ciałem pod prysznicem, szokuje angielskim, przyjmuje kulturystyczne pozy, które są strasznie sexy, i tak dalej.

Zainteresowani serialem, niestety, polskich napisów brak, powinni zacząć tu. Miłośnikom muzyki polecam dwa klipy Johnniego.

Na początek Minden Jó Velem (Wszystko jest dobrze ze mną) – ponad milion odtworzeń!

Potem Paris, Paris (Not Canon C300) – nie tłumaczę

Jeśli komuś byłoby mało to niech sobie obejrzy, choćby dla tytułu, również Mellizmom túl czyli Poza mój mięsień piersiowy: Johnny we wszystkich klipach bardzo pięknie porusza tym właśnie mięśniem.

Nie jestem pewien jaką przyszłość filmową mają twórcy serialu, ale sam Johnny (w cywilu Tamás Tánczos) to spontaniczny talent, naturszczyk w rodzaju Himmilsbacha. Nie zdziwiłbym gdybym go znów zobaczył w jakimś bardziej profesjonalnym filmie. Póki co miłego oglądania!

PS Dzięki Waldkowi za zwrócenie mi uwagi na niecodzienną postać Johnny Golda