BUBI rusza

BUBI (Budapest Bicikli) to system wypożyczalni rowerów miejskich. Po latach gadania na ten temat i doniesień o kolejnych miastach na świecie, które system wprowadzają BUBI ma odpalić w kwietniu (trudno uwierzyć ale tak jest: mimo, że kwiecień już tuż-tuż dotąd nie ma konkretnego terminu).

Co warto wiedzieć na temat systemu:

  • W pierwszej fazie będzie 1100 rowerów dostępnych w 75 punktach. List punktów tu, mapa poniżej.

BUBI_mapa

  • Rowery wypożyczać będzie można na dwa sposoby. Jeden to rejestracja połączona z kupnem sieciówki na określony okres (dzień, trzy, tydzień, pół roku, rok). Drugi to rejestracja za pomocą karty bankowej w punkcie wypożyczeń, wówczas zapłacić należy również kaucję.
  • Pierwsze 30 minut jest bezpłatne
  • Podany cennik (uwaga: może się zmienić) podaje następujące ceny
    • Dzień – 500 forintów – 6.80 złotych
    • Trzy dni – 1000 forintów – 13.50 złotych
    • Tydzień – 2000 forintów – 27 złotych
    • Pół roku – ?
    • Rok – 18 900 forintów – 250.50 złotych
    • Przekroczenie limitu czasowego – do półtorej godziny 500/30 minut, potem koszt rośnie progresywnie – 6.80 złotych/30 minut
    • Kaucja – 25 000 forintów – 338 złotych
  • Sponsorem jest MOL stąd oficjalna nazwa MOL BUBI

Czy te ceny to dużo czy mało? Pojawiły się opinie, że będziemy mieli najdroższy system rowerów publicznych na świecie i faktycznie, wśród szeregu miast europejskich porównanych na blogu Kerékágy [HU] tylko Londyn przebija Budapeszt cenowo. Cała nadzieja w tym, że powyższy cennik, jak wspomniałem, nie jest ostateczny.

Strona internetowa BUBI napisana jest lekkim stylem. Na przykład, w sekcji poświęconej przedstawieniu argumentów za systemem pojawiają się takie stwierdzenia:

  • Korzystanie z roweru jest bezpłatne przez 30 minut i nie ma kontrolerów
  • Nie trzeba korzystać z zatłoczonego pojazdu, zawsze mamy miejsce siedzące, którego nie trzeba nikomu ustępować.
  • Przez całą drogę oddychamy świeżym powietrzem.

Mogliby dodać, że na rowerze nie stoi się w korku:)

Czekam aż system ruszy. Może wtedy ktoś zrobi wersję strony internetowej także w innych językach.

BUBI_plac1

Wypożyczalnia na placu Klauzála, zdjęcie zrobione dziś rano

BUBI_plac2

Ta sama wypożyczalnia w południe – pojawiły się pierwsze rowery!

BUBI_rower

A oto i same rowery

BUBI_tablica_1

Informacja w wypożyczalni – po węgiersku i angielsku

Krym dla Rosji, Zakarpacie dla Węgier

Pisałem niedawno o mojej zmorze: Rosja proponuje Polsce, Rumunii i Węgrom „ochronę” swojej mniejszości na Ukrainie czy też odzyskanie „swoich” terenów tamże a któryś z tych krajów korzysta z oferty. Minęło parę dni i choć nie tak jak myślałem to pomysł został wrzucony, zrobił to właśnie Żyrinowski. Na Węgrzech równolegle zrobił to poseł Jobbiku Márton Gyöngyösi, wiceprzewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych.

Formalnie stwierdził [HU] tylko, że Krym zwiększa szansę na autonomię terytorialną Zakarpacia ale pozostałe części jego wypowiedzi, dzięki często stosowanemu przez skrajną prawicę kodowaniu przekazu, dają zrozumieć, że chodzi mu o więcej. „Z Rosji możemy brać przykład w zdolności do walkę o swoje interesy”, stwierdził, kraj ten „z sukcesem stanął w obronie swojej mniejszości i tą lekcję Węgry powinny sobie przyswoić.”

W ramach wspólnoty euroatlantyckiej nie można liczyć na wspólpracę z Polską i Rumunią w sprawie mniejszości na Ukrainie, w obecnej sytuacji Rosja „może być sojusznikiem w realizacji naszej polityki mniejszościowej”. Referendum na Krymie jest rzecz jasna legalne. To wszystko powiedział, przypomnijmy, wiceprzewodniczący komisji spraw zagranicznych węgierskiego parlamentu reprezentujący partię, która w wyborach mających się odbyć za dwa i pół tygodnia ma szansę zdobyć 16% głosów i jest na fali wzrostowej.

Cytuję obszernie tego skrajnego polityka bo odnoszę wrażenie, że takie poglądy są podzielane szerzej niż tylko w ramach jego obozu politycznego. Wśród przyczyn pojawia się znów nieszczęsny Trianon.

W Polsce rewizjonizmu w zasadzie nie ma i samo pojęcie funkcjonuje jako zagrożenie zewnętrzne, w przypadku Węgier jest inaczej. Przed wojną stanowił on polityką państwową a i obecnie dla sporej ilości Węgrów jest on naturalnym stanem mentalnym. Retoryka ziemi, która „tak naprawdę nigdy nie była słowacka/rumuńska/ukraińska” (niepotrzebne skreślić), obrona mniejszości, wspominanie dawnej „należnej nam” wspaniałości jest znajome każdemu, kto spędził tu trochę czasu. Cała ta postawa ma korzenie w tragedii Trianonu. Nie trzeba wielkiego intelektu by dostrzec analogie z Rosją, dla której odpowiednikiem Trianonu był rozpad ZSRR.

W oficjalnym dyskursie w zasadzie brak głosów sprzeciwiających się trianońskiemu lamentowi, co pobudza poczucie krzywdy i wzmacnia głosy o prawie do odtworzenia poprzedniej sytuacji. Choć skrajności typu Żyrinowskiego i Gyöngyösiego to harcownicy sądzę, że ich wyczyny – a także reakcje na nie – uważnie są obserwowane z obozów politycznych sił głównych. Przy odpowiednio nakręconych emocjach rządzącym może być trudno oprzeć się pokusie rewizjonistych kroków. Zwłaszcza, że przynieść one mogą radykalny skok popularności jak w przypadku Putina [RU].

Obecnie aktywna polityka rewizjonistyczna na Węgrzech jest abstrakcją ale była nią też jeszcze niedawno aneksja Krymu przez Rosję. Mam nadzieję, że rewizjonizm węgierski nie nabierze wiatru w żagle ale dużo może się zdarzyć.

Gdańsk w Budapeszcie

„Ty, co dokładnie znaczy chrząszcz?” podsłuchałem fragment rozmowy (po węgiersku, sam chrząszcz natomiast był po polsku) w Gdańsku, czyli nowej polskiej księgarni i kawiarni otwartej miesiąc temu na ulicy Bartók Béla 46. Jak się dowiedziałem trafiłem na spotkanie członków projektu Szlávtextus bo Gdańsk przyciąga ludzi mających związki z Polską.

To maleńkie, urokliwe miejsce prowadzi Marzena Jagielska (pojawiła się już na blogu jako jedna z założycielek Kém Csoport) wraz z mężem Ákosem. Historia Gdańska jest krótka ale plany ambitne. Poza księgarnią i kawiarnią ma tu działać ośrodek informacji turystycznej, ma też się odbywać nauka polskiego w ramach jednodniowych kursów przygotowawczych przed wyjazdem do Polski.

Ale niech o miejscu opowie sama Marzena, oto filmik, który tam nakręciłem, no i parę zdjęć.

)

 

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

w nocy, rower przed Gdańskiem świadczy o tym, że miejsce jest cool

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

menu

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

jak księgarnia to i książki

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

więcej książek

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

Ákos, mąż Marzeny, w akcji (zaraz poda coś klientowi)

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

plakat wieczoru poświęconego Szymborskiej

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

dowód na polski charakter miejsca

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

a za oknem Bartók Béla út

polscy kandydaci w wyborach do parlamentu

Jak już pisałem wcześniej w tych wyborach, po raz pierwszy, wyborcy zarejestrowani jako mniejszość będą mieli możliwość głosować na kandydatów na posłów z danej mniejszości. Udało mi się właśnie znaleźć listę polskich kandydatów. Nie było łatwo – z jakiś powodów na głównej stronie polonii nijak na nią trafić nie mogłem, strona krajowej komisji wyborczej, gdzie listę w końcu znalazłem, też nie była w tym zakresie przyjazna. Sekret zatem odkryty, oto sama lista:

  1. Dr. Csúcs László Györgyné
  2. Dr. Biernacki Karol Franciszek
  3. Bátori Zsolt
  4. Rémiás István
  5. Buskó András
  6. Modrzejewska Ewa Krystyna
  7. Bárcziné Sowa Halina Dorota

W wideo zamieszczonym przez krajowy samorząd mniejszościowy 20 lutego jego przewodniczącza Halina Csúcs (pierwsza na powyższej liście, po węgiersku uzywa tradycyjnej formy nazwy mężatek stąd różnica) mówi, że spośród ponad 7000 osób, które podały narodowość polską w ostatnim spisie powszechnym do wyborów zarejestrowało się 194.

Znów odwołuję do mojego poprzedniego wspisu: wyborcy polscy zdają się zachowywać racjonalnie. Polacy na Węgrzech szansy na posła nie mają, rzecznika będą mieć w zasadzie w każdym wypadku. A o tym kto nim będzie od nich nie zależy bo głosować mogą na jedną jedyną listę samorządu krajowego. W takiej sytuacji zapewne wielu uznało, że lepiej zagłosować na wybraną przez siebie partię większościową.

męski parlament

W wybranym w 2006 roku parlamencie było – na 386 – 43 posłanek (11%). Cztery lata później było ich już tylko 35 (9%). W nadchodzących wyborach ich liczba zapewnie będzie podobna.

Dla porównania: w ostatnich wyborach do parlamentu europejskiego trafiło 35% kobiet [HU] – i liczba ta od lat rośnie. W Szwecji posłanek jest niemal 45%, w Polsce 23,7%. Ze wszystkich krajów-członków EU najmniej kobiet w parlamencie mają właśnie Węgry.

liczba kobiet w parlamentach krajów członkowskich EU, źródło: Hol vannak, hol lesznek női képviselők? Intézet a Demokratikus Alternatíváért

Analizę kandydatów ze względu na płeć przeprowadzili niedawno Index [HU] oraz instytut Policy Solutions [HU]. Według Indexu w nowym parlamencie możemy oczekiwać pomiędzy 14 (7%) a 27 (13,5%) posłanek, realistycznie 16 czyli 8% (liczba parlamentarzystów zmniejszy się po tych wyborach do 199).

Z analizy Policy Solutiony wynika, że posłanek będzie 20, czyli 10%. Najwięcej procentowo wśród koalicji Összefogás (Współpraca), najmniej w Fideszie.

Ciekawostką w analizach jest to, że liczba kandydatek jest wyższa niż liczba oczekiwanych posłanek. Wystawiane są one po prostu w okręgach gdzie nie mają wielkiej szansy na zwycięstwo lub też na odległych miejscach na listach.

Kandydatka Fideszu w moim rejonie. Wejdzie? Nie wejdzie?

Index przypomina, że kobiet na Węgrzech jest 52,4%. Wesołego Dnia Kobiet!

Słodka prawda o kuchni węgierskiej

Sorry Robercie Makłowiczu, sorry Krzyśku Vargo, mam dla was – a także wszystkich innych którzy uważają, że kuchnia węgierska to zupa gulaszowa lub rybacka, dania z zawiesistym sosem na bazie zasmażki ze smalcu, cebuli i papryki itp. – złą wiadomość. Internet nie pozwala na dalej hołubić tego typu złudzeń: okazuje się, że Węgrzy jedzą (kochają) przede wszystkim proste – i głównie słodkie – dania.

Źródłem tych relewacji jest google oraz węgierskie serwisy kuchenne (na te informacje trafiłem za pośrednictwem niedawnego artykułu w Indexie). Zacznijmy od googla, lista najczęściej wyszukiwanych przepisów przedstawia się następująco:

  • naleśniki
  • gofry
  • mufinki
  • langosz
  • tiramisu
  • pizza
  • lasagna
  • pączek (fánk)
  • brownie

Na serwisie o apetycznej nazwie Mind megette (wszystko zjadł) królują następujące przepisy:

  • krem bakłażanowy
  • langosze dla leniwych
  • kulki kokosowe
  • főzelék (rodzaj potrawki jarzynowej) z kabaczka
  • Brassói aprópecsenye (rodzaj gulaszu z ziemniakami)
  • pizza
  • knedle śliwkowe
  • gofry
  • sałatka Cezara

Natomiast na stronie No salty prym wiodą te oto dania:

  • pączki cynamonowe
  • ciastka wiśniowo-makowe
  • rolada kiełbasiano-baleronowa
  • pień kokosowy (ciasto)
  • rogaliki
  • zapiekanka ziemniaczana z kiełbasą
  • pączki tradycyjne
  • zupa ragou z kurczaka z estragonem
  • mufinki

Oczywiście jest możliwe, że Węgrzy przepisy na te wszystkie paprykarze, gulasze czy zupy mają w małym palcu i są w stanie je recytować na wyrywki nawet w środku nocy a w internecie wyszukują wyłącznie przepisy na dania im zupełnie nieznabe. Może choć obecność na liście tak arcywęgierskiej potrawy jak naleśniki podważa tę teorię. Pozostaje chyba pogodzić się z tym, że realni Węgrzy nie są do końca tacy jak typowi Węgrzy ze stereotypów. Co nie jest znów takie zaskakujące czy odkrywcze.

typowa kuchnia węgierska, źródło: Flickr

Węgry a Ukraina 2

Pisałem niedawno o stosunku Węgrów do wydarzeń na Ukrainie, jak odbijają się one w oficjalnej polityce? W sumie jest dość cicho. Na poziomie międzynarodowym minister spraw zagranicznych Martonyi stawia się na spotkaniach ministrów spraw zagranicznych Unii, NATO czy Grupy Wyszegradzkiej, gdzie nie wychyla się i przyłącza się do wszystkich oświadczeń, apeli i potępień.

Jeśli przyjrzeć się natomiast deklaracjom czysto węgierskim to ton jest już inny. Uderza, że uwaga jest udzielana w dominującym stopniu mniejszości węgierskiej na Ukrainie. Zapewnia się ją, że nie jest sama, potępia się ewentualne ataki na jej przedstawicieli, podkreśla jej trudne położenie. W razie potrzeby Węgry przyjmą wszystkich uchodźców węgierskiego pochodzenia (kwestia uchodźców nie-Węgrów jest dyplomatycznie przemilczana).

Mimo oświadczenia Martonyiego, że Węgry szanują jedność terytorialną Ukrainy wyczuwa się wysiłek, by zachować dystans. W jednym z oświadczeń Orbán nawet kuriozalnie stwierdził [HU], że Węgry „nie są stroną w konflikcie”.

Na stronie internetowej Fideszu w odniesieniu do Ukrainy znaleźć można artykuły, że Węgry podzielają stanowisko EU a także że podzielają stanowisko Grupy Wyszegradzkiej, oraz apel, by Ukraina nie była tematem kampanii wyborczej (o tym zaraz więcej).

Socjaliści są bardziej bojowi. Znaleźć tam można informacje o przygotowywanej deklaracji parlamentu z ważnym sformułowaniem „Ukraina nie może być kolonią Rosji” a także krytyka Orbána za pasywność wobec wydarzeń, nazywany jest wręcz tchórzem.

LMP (Polityka Może Być Inna) domaga się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia parlamentarnej komisji spraw zagranicznych oraz samego parlamentu. Jest zatroskana ukraińską ustawą językową.

Na stronie Együtt 2014 dominują zdjęcia z weekendowej pikiety przed ambasadą rosyjską. Rząd ma bronić ukraińskiej niepodległości.

Jobbik głosi, że rząd ukraiński jest nielegalny i szownistyczny. Rząd (węgierski) za mało troszczy się o zakarpackich Węgrów: „Martonyi musi odejść”. Kryzys natomiast może stworzyć „historyczną okazję by satysfakcjonująco a może nawet ostatecznie uporządkować sytuację Węgrów zakarpackich” [HU].

By zrozumieć te reakcje trzeba znać szerszy kontekst polityki węgierskiej. Rządowa retoryka „walki o niepodległość” zakłada wyzwolenie od wpływów EU i – szerzej – zachodu („nie będziemy kolonią” – to do tego hasła nawiązują socjaliści) a także „otwarcie na wschód”, do czego zalicza się nagła decyzja powierzenia rosyjskiemu Rosatomowi rozbudowy elektrowni jądrowej w Paks. Ukraińska walka o uniezależnienie od wpływów Rosji i spektakularny wybór europejski obnaża żałosność propagandy rządowej: Bruksela to krytyczne oświadczenia a w najgorszym razie rozważania na temat zawieszenia prawa głosu Węgier, Rosja to inwazja a przedtem setka zabitych przez prorosyjskiego autokratę. Powstanie 1956 roku, do którego rząd się chętnie odwołuje przypomina niestety bardziej walki na Majdanie niż słowne zapasy Orbána w parlamencie europejskim.

Ponadto niepoprzedzone żadnymi konsultacjami energetyczne uzależnienie Węgier od Rosji na długie lata w kontekście wydarzeń ukraińskich nabiera złowieszczego znaczenia. Nic dziwnego, że Fidesz wolałby by Ukraina nie pojawiała się w wyborczej propagandzie.

Inaczej widzi to opozycja, która w kryzysie ukraińskim widzi możliwość punktowania rządu.

A sam Jobbik, który w ocenie wydarzeń na Ukrainie podziela raczej punkt widzenia Rosji, zdecydował się, jak zwykle, atakować rząd z prawej strony. Jobbik ma sojuszników: w skrajnie prawicowej Echo TV w jednym z programów prowadzący wezwał niedawno [HU] do przygotowań do zajęcia Zakarpacia.

Przyszło mi głowy, że gdyby Putin chciał rozbić jedność Europy mógłby zaoferować Węgrom zajęcie Zakarpacia, Polsce Lwów i okolice a Rumunii Bukowinę. Ktoś mógłby się skusić na „ochronę swojej mniejszości w obliczu rozpadu państwa”. W tej chwili wydaje się to być polical fiction ale kto przewidywał inwazję Krymu miesiąc temu? Z tych trzech krajów najbardziej skłonne przyjąć tę hipotetyczną propozycję wydają się być Węgry, gdzie trenowany latami odruch warunkowy na słowo „Trianon” to nader często bezkrytyczny impuls rewizjonistyczny. Obyśmy nie musieli obserwować testu mądrości politycznej Węgrów – i pozostałych krajów – na żywo.

Nigdy już nie będzie takiego prezydenta, takiego premiera, takiego prymasa

Tak śpiewał (hmm, może raczej recytował) Marcin Świetlicki w ramach koncertu Świetlików na statku A38, który odbył się 27 lutego. Koncert był połączony z koncertem kultowego w latach 80-tych zespołu Balaton. No i co mnie absolutnie urzekło, w trakcie koncertu na ekranach wyświetlano tłumaczenia tekstów, Balatonu po polsku a Świetlików po węgiersku, umożliwiając mieszanej publiczności śledzenie treści piosenek. Niekiedy operator rzutnika gubił się nieco, niekiedy wykonawcy zmieniali tekst nieco (tego prymasa na przykład nie ma w oryginale Filandii Świetlików) ale w sumie i tak ogromny plus dla organizatorów tego wydarzenia za wysiłek udostępnienia tekstów poprzez barierę językową.

A ze swojej strony wrzucam moje stare tłumaczenie wiersza pt. Opluty na węgierski. A także wideo z budapeszteńskim wykonaniem Filandii. Przy okazji: słowa Świetlickiego o znanym na Węgrzech aktorze odnoszą się do wykonującego Filandię Bogusława Lindy, który faktycznie wystąpił tu w kilku filmach.

 

Le vagyok köpve

Egy napon enyém lesz ez a város.
Egyelőre csak járkálok, egyelőre csak nézelődöm, egyelőre csak a késem élesítem,
hol felveszem, hol leteszem a boxert.
Le vagyok köpve.
Le vagyok köpve.
Ráköptek a hátamra.
Nem tudok róla.
A városban járkálok. A városban járkálok.
PLANTY, SZEWSKA, PIACTÉR.
A városban járkálok.
Piactérszewskaplanty.
Leköpveleköpveleköpveleköpve.
Puuu.
Egy napon enyém lesz ez a város.
Egyelőre csak járkálok, nézelődöm. Egyelőre semmi.
Egy napon a Vistula folyón ideúszik egy kalózhajó.
Öt árbócos. Húsz ágyús.
És azt kérdezik: melyik az a Świetlicki?
És akkor én a piactér közepén állok és újjal mutatom meg:
ŐT, ŐT, ŐT, ŐT, ŐT
MINDENKIT!
Leköpve. Leköpve.
Leeeeeeköpve.
Krakkó és Nowa Hute – Szodoma és Gomorra –
Szodomából villamos visz Gomorrába.
A városban járkálok.
A városban járkálok.
Le vagyok köpve.

rodzić po węgiersku

Polecam mój artykuł na temat Ágnes Geréb, który ukazał się w Dzienniku Opinii Krytyki Politycznej (o jego bohaterce pisałem już wcześniej tu i tu). Zaczyna się on tak:

Gdy pojawiła się po raz pierwszy przed sądem, na rękach i nogach miała zaciśnięte kajdany. Ta drobna, ciemnowłosa kobieta traktowana jest jak zbrodniarka. W więzieniu poddawana była rewizjom osobistym. W zamknięciu była ponad trzech lata; początkowo w areszcie śledczym, potem domowym. W jej obronie odbywają się demonstracje matek z niemowlętami na rękach i w wózkach. W jej urodziny, mimo mrozu, kilkudziesięciosobowa grupa jej zwolenników śpiewała pod więzieniem Sto lat. Takie wystąpienia mają miejsce nie tylko w jej rodzinnym Budapeszcie, ale i w Nowym Jorku czy Pradze. Nawet w Warszawie pojawiło się poświęcone jej graffiti. Kim jest Ágnes Geréb?

Odpowiedź jest, rzecz jasna, w tekście.

Współpraca z redaktorem nie udała się tak, jakbym sobie to wymarzył więc proszę o zrozumienie dla paru stylistycznych poślizgów.

A sama Geréb została tydzień temu zwolniona z aresztu domowego. Wolno jej teraz poruszać się w ramach komitatu peszteńskiego. Nie wolno jej jednak wogóle stykać się z kobietami w ciąży, więc jej wolność dalej jest mocno ograniczona.