10 lat

Jeż Węgierski istnieje już dziesięć lat! Kto by się spodziewał. Proszę golnąć sobie coś za bloga, jego czytelniczki i czytelników.

PS Zdaje mi się, że gdzieś istnieje jakaś lista najstarszych blogów polskich, czy ktoś wie gdzie ona jest? Niewykluczone, że Jeż W się kwalifikuje.

Dwa szokujące świąteczno-noworoczne zwyczaje węgierskie

Zwyczaj pierwszy: na święta je się rybę. Jest to szokujące bo poza świętami ryb się na Węgrzech je tylko minimalne ilości: 4-4.5 kilo rocznie wobec 55 kilogramów Portugalii (wiem takie rzeczy stąd). Tak więc zjadając porcja wigilijnej zupy rybackiej lub panierowanego karpia (karp rules) przeciętny Węgier spożywa 40% rocznej konsumpcji ryb.

Zwyczaj drugi: w okolicy świąt a zwłaszcza nowego roku na Węgrzech pije się szampana. Nie tyle zresztą pije ale w zasadzie wypija niemal całego szampana: w ciągu tego krótkiego okresu następuje konsumpcja 80% tego napoju. I to mimo tego, że na Węgrzech coraz więcej winiarzy produkuje szampana: niedawno miałem przyjemność uczestnictwa w degustacji 11 różnych wyłącznie tokajskich szampanów i win musujących a i ten wybór nie wyczerpywał asortymentu dostępnego w okolicach Tokaju, nie mówiąc już o innych regionach winnych.

tokajskie szampany

tokajskie szampany

Równie szokująca jest popularność szampana Sowieckoje igristoje (pisałem o tym wcześniej), co jest jedynym znanym mi przypadkiem kiedy określenie sowieckie pomaga w sprzedaży jakiegoś towaru.



skandal okładkowo-świąteczny

Schemat jest typowy: tygodnik + okładka + Boże Narodzenie = skandal. HVG zamieściło na okładce przeróbkę obrazu przedstawiającego scenę betlejemską, na niej główni bohaterowie ostatnich doniesień o ostentacyjnym bogactwie lub podejrzeniach korupcyjnych, wszystko to politycy rządowi. Tytuł Nagy Harácsony to w zasadzie nieprzetłumaczalna zabawa słowna, w bardzo wolnym tłumaczeniu byłoby to coś w rodzaju Boskie Nagrabienie.

Haracsony

Okładka wywołała szereg przewidywalnych protestów. Największy rozgłos zdobyło chyba oświadczenie Unii Stowarzyszeń Rodzinnych Niecki Karpackiej (Kárpát-medencei Családszervezetek Szövetsége) głoszące:

Kopnięto w ponad pięć milionów ludzi. Unia Stowarzyszeń Rodzinnych Niecki Karpackiej wzywa redakcję tygodnika HVG do przeproszenia za to, że na nienawistnej i szyderczej okładce świątecznego numeru obraziła wszystkich chrześcijan i ludzi dobrej woli. Na Węgrzech ponad 5.3 miliona ludzi jest członkiem jakiegoś kościoła chrześcijańskiego.

Kto wie, może to być okładka porównywalna do okładki przedstawiającej kierownictwo Fideszu jako mafijną rodzinę, od czasu której Orbán po dziś dzień nie chce udzielić wywiadu tygodnikowi.

Demonstracje nie ustają

Ale wyczuć się da zmęczenie demonstrujących. Nie chodzi tu o zmęczenie samymi demonstracjami, w trakcie których obecnie da się nieźle zmarznąć ale brakiem jasnej wizji co dalej. Te same hasła, ta sama powściągliwość (“jesteśmy tu by” – pauza -”zatrzymać” (a nie obalić) “rząd”), transparenty, które się już opatrzyły, bez wyraźnie określonych celów, bez nadziei na fundamentalną zmianę na lepsze. Ale po kolei.

Ostatni tydzień był politycznie gorący. W niedzielę 14 grudnia odbyła się demonstracja przeciwko zaciskaniu pasa proponowanemu w budżecie na następny rok, który potem w poniedziałek miał przyjąć parlament. Poza facebookową grupą 60ezren a MAGÁN nyugdíjukért (60 tysięcy w obronie swoich PRYWATNYCH emerytur, 60 tysięcy nawiązuje do liczby osób, który wytrwały w kasach, sam zaliczam się do nich) demonstrowali też związkowcy. Do tłumu wypełniającego plac Kossutha przemawiali ciekawy twórca grupy 60 tysięcy ekonomista Zoltán Vajda a także eklektyczna składanka innych działaczy znanych z poprzednich demonstracji.

demoemerytflagieu

prywatne flagi EU na parlamencie wywieszone bodajże przez opozycyjnych posłów, oficjalnie miejsce flagi unijnej zajęła flaga seklerska


inna flaga – flaga Armenii – przypomnienie, że to obecny rząd w nadziei na korzyści ekonomiczne przekazał Azerbejdżanowi azerskiego oficera odsiadującemu na Węgrzech wyrok za zabójstwo siekierą ormiańskiego oficera, czym zdecydowanie nie podbił serc Ormian

duch demonstracji przeciwko podatkowi internetowemu żyje

przemawia – i dowcipkuje – Zoltán Vajda

Nastroje podgrzała informacja o planowanym wprowadzeniu opłat za użytkowanie autostradowej obwodnicy Budapesztu M0 a także wypływające co chwila informacje o finansowych ekstrawagancjach polityków Fideszu. Do tego doszły planowane cięcia w budżecie, zakaz otwierania sklepów w niedzielę oraz ogłoszone przejęcie resztek pieniędzy z funduszy emerytalnych. W przemówieniach było więc sporo emocji i demagogii, poza Vajdą, który wykazał się nieczęstym przy takich okazjach poczuciem humoru.

Po organizowanych przez związkowców w poniedziałek blokadach dróg – i przyjęciu przez parlament budżetu – we wtorek odbyła się wspólna demonstracja kilku facebookowych grup, które ostatnio organizowały demonstracje. Nosiła ona hasło Nincs hova hátrálnunk! (Nie mamy gdzie się już cofać). Poza Budapesztem demonstrowano w szeregu innych miast na Węgrzech i za granicą.

Rozpoczęła się ona na kultowym obecnie placu Józsefa Nándora. Sam początek przyniósł nieco emocji: z wielką flagą z pasami Árpádów w tłumie pojawiła się grupa działaczy skrajne prawicy. Powitało ją skandowanie “Názik haza” (Naziści do domu), po czym grupa wycofała się ona korzystając z asysty policji.

przykład nawiązań internetowo-gamersko-piłkarskich

Demonstrację zorganizowali dość niedoświadczeni studenci, co mimo obecności imponującego serwisu rozdającego gorącą herbatę dawało się wyczuć w trakcie jej przebiegu. Przemawiający, często szerzej nieznani, dobrani by reprezentować grupy z marginesów społeczeństwa, reprezentowali różny poziom. Największe wrażenie zrobił na mnie poruszający się na wózku działacz Rehab Critical Mass, który był chyba pierwszym na świecie mówcą ze stwardnieniem rozsianym (do obejrzenia tu) ale w sumie brakowało wizjonerskich, przekonujących czy choćby politycznie wyrobionych głosów. Braki w organizacji spowodowały, że tłum idąc na plac Kossutha poruszał się różnymi ulicami. Już na placu okazało się, że nagłośnienie nie dochodzi wszędzie i w czasie przemówień na scenie u wylotu ulicy Alkotmány część tłumu pod samym parlamentem niezależnie od organizatorów skandowała hasła antyrządowe i niekiedy przepychała się nieco z policją.

„Goodfriend – best friend” dotąd nie pojawiały się plakaty popierające krytyczną wobec ostatnich wydarzeń na Węgrzech politykę USA (Goodfriend to czołowy dyplomata amerykański na Węgrzech, związany z zakazem wjazdu do USA wydanym niedawno dla kilku osób związanych z rządem), to nowość

McCain nazwał Orbána neofaszystowskim dyktatorem, ten demonstrant uważa, że McCain ma rację – inny przykład poparcia dla Amerykanów

W sumie poza katalogiem narzekań i dawką demagogii brakowało pomysłów co dalej. Mimo popularności hasła “Orbán, spadaj” nie wiadomo można doprowadzić do ustąpięnia rządu, kto miałby go zastąpić i co miałby potem robić. Zastanawiająca jest totalna pasywność opozycyjnych partii politycznych, które nie robią nic by wykorzystać niezadowolenie społeczne.

Szansą na przełamanie tej jałowości może być planowana na 2 stycznia demonstracja pod hasłem  Most mi (Teraz My), którą organizują Bori Takács i Zsolt Várady, ten ostatni często zabierający głos na obecnych demontracjach. Chcę oni stworzyć ruch dyskusji nad przyszłością Węgier. A jak ktoś chce to w Sylwestra może pójść sobie na plac Kossutha na wspólne żegnanie Orbána. Końca demonstracji na razie nie widać.

bezodwrotuNEM

Pendolino a sprawa węgierska

A raczej a koleje węgierskie. Wśród licznych ostatnio memów o tematyce pendolińskiej pojawił się i ten:

PendolinoDemotywatory

Śmieszne te nasze PKP, prawda? Bardzo, tyle tylko, że nie PKP ale węgierski MÁV (napis MÁV-Start można rozpoznać na wagonie). Zauważył to Chłopak, za co mu dziękuję.

Niechcący wyszedł z tego komentarz porównawczy: koleje węgierskie jako usobienie zapyziałości wobec Pendolino w Polsce.

Rodzi się klasa średnia?

Co ja bredzę: klasa średnia przecież jest już od dawna! Wystarczy zajść do bardziej trendziastej restauracji, obejrzeć domy na obrzeżach Budapesztu, zajrzeć do jakiejś miejscowości na północnym brzegu Balatonu czy popatrzeć na lotnisku na oczekujących na lot gdzieś na daleki wschód by się przekonać, że klasa średnia jak najbardziej istnieje.

Jest tak i zarazem tak nie jest. Nie ma wątpliwości, że mamy tu warstwę ludzi, którym się nieźle powodzi. To te wszystkie domy, samochody, restauracje i podróże. Co więcej, nad stworzeniem i wzmocnieniem tej grupy społecznej deklaratywnie trudzi (obecnie mniej, kiedyś więcej) rząd. W dużej mierze ta grupa, a raczej jednostki w jej skład wchodzące, zachowuje się egoistycznie starając się powiększyć swój dobrobyt nie przejmując się innymi, a ściślej ignorując tych co są niżej, i zazdroszcząc tym co mają więcej.

I jeśli coś się zmienia to to, że chyba zaczyna się pojawiać wrażenie odpowiedzialności za sprawy wspólne. Wrażenie, jak piszę, mogę się mylić, ale to co ostatnio widzę może być początkiem trendu. Zauważyłem mianowicie, że coraz więcej ludzi wspiera materialnie różne społeczne i polityczne inicjatywy, a jest to coś co dotąd było raczej domeną zagranicznych fundacji. Ewentualnie przekazywało się jeden procent podatku – i tyle.

Nie ma tu na myśli jedynie demonstracji (np. tej), na które ostatnio głównie chodzi klasa średnia i które organizowane są składkowo: zwołanie przez facebooku, finansowanie przez zbiórkę w trakcie. Chodzi o głębsze w charakterze zjawisko. Organizacje społeczne coraz częściej z sukcesem apelują o wsparcie do swoich zwolenników. Rozpoczął to przed dwoma laty Węgierski Klub Rowerowy stawiając sobie za cel zebranie bodajże trzech tysięcy członków by mieć wystarczające wsparcie dla swojej działalności (ma ich teraz 1828).

Nieprzypadkowo pierwsza na to zdecydowała się organizacja działająca w ramach fantastycznie popularnego ruchu rowerowego. Teraz przyłączają się inne, bardziej polityczne grupy. I tak Átlátszó.hu, z sukcesem, rozpoczęła kampanię budowania bazy 4000 osób, które każdego miesiąca przekazałyby po 1000 forintów na tę organizację. Obecnie jest ich 1774.

Taki K-Monitor (“K” od korupcji) zbiera celowo: wspólnie z Hosszúlépés, grupą organizującą przechadzki miejskie, zbiera pieniądze na utworzenie nowej trasy śladami budynków, z którymi się łączą różne afery korupcyjne. Potrzebują pół miliona, mają 121 tysięcy.

kmonitor1

K-Monitor zbiera na stronie adjukossze.hu (zrzućmysię.hu)

Prawdziwy blitzkrieg fundraisingowy przeprowadził instytut badań społecznych Tárki. Od 1990 wydają oni co dwa lata Társadalmi Riport (Raport społeczny) omawiający społeczne i gospodarcze trendy. Raport przez lata wspierały kolejne rządy, ale dwa lata temu Orbán odmówił finansowania. Wtedy udało się jakoś wydać raport ale w tym roku wobec ponownego braku poparcia Tárki ogłosił, że raportu nie będzie. Pojawiło się jednak tyle głosów nawołujących do wydania raportu, że instytut zdecydował się otworzyć stronę internetową dla zbierania wpłat na publikację. Potrzebną kwotą było pięć milionów, w dwa tygodnie zebrano ich ponad sześć. Nadeszło w sumie 70 przelewów, 59 od osób prywatnych, 11 od firm. Pięćdziesiąt pięć z nich opiewało na sumę niższą niż 20 000, 9 na kwotę pomiędzy 20 000 a 100 000, ponadto pięciu wspierających wpłaciło pół miliona lub więcej.

Te pieniądze wpłacają przedstawiciele naszej klasy średniej. Dotąd zajęci gromadzeniem swoich majątków, egoistyczni i zwykle politycznie ostrożni czyżby zaczęli się przekształcać w klasę średnią z prawdziwego zdarzenia czyli taką, która bierze odpowiedzialność, wykazuje inicjatywę i zamiast czekać na łaskę rządu domaga się swoich praw?