Radio Polonia Węgierska 26/ Polka, Węgierka – dwie siostry

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o solidarności i przyjaźni między Polkami a Węgierkami i innymi przykładami na to jak się potrafi konkretyzować przyjaźń polsko-węgierska. Pełen program podcastu, jeszcze niżej mój tekst:

1. Powitanie
2. Serwis polonijny (aut. Robert Rajczyk)
3. Autorski przegląd polskich tygodników (aut. Robert Rajczyk)
4. Jeż Węgierski w eterze (aut. Jerzy Celichowski) 28:21
5. Urywki historii (aut. Izabela Gass)
6. Muzyczne Listy Radia PW
7. Pożegnanie

Zeszłotygodniowy protest przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego ograniczającej prawo do aborcji zgromadził pod ambasadą bardzo duży, w porównaniu do odbywających się tam w poprzednich latach demonstracji, okołotysięczny tłum. Manifestacja była znacząca także w kontekście węgierskim, o czym świadczy to, że odnotowało ją szereg tutejszych mediów. Wśród zebranych dominowali Polacy ale byli także Węgrzy oraz przedstawiciele innych narodowości. Pojawiło się mnóstwo transparentów, najciekawszym wśród nich był zdecydowanie ten z nawiązaniem do znanego powiedzenia o bratankach: Polka, Węgierka – dwie siostry.

Tak, ta demonstracja była przykładem solidarności i przyjaźni polsko-węgierskiej, tym razem w odniesieniu do osób, głównie kobiet, o feministycznych poglądach.

Przyjaźń polsko-węgierska często przybiera konkretny a nie ogólny charakter. Jak to ktoś powiedział: ta przyjaźń ma się tak dobrze ponieważ każdy typ Polaka znajdzie swój odpowiednik wśród Węgrów i odwrotnie. Poza wspomnianymi feministkami (i feministami) wystarczy pomyśleć o uwielbiających Viktora Orbána członkach klubów Gazety Polskiej, którzy do niedawna tłumnie przyjeżdzali na uroczystości państwowe, na kwitnącą przyjaźń między kibicami poszczególnych klubów piłkarskich (na przykład między UTE a Legią Warszawa), na kontakty nacjonalistów z Ruchu Narodowego i Jobbiku, patrząc dalej na współpracę polskiej i węgierskiej opozycji demokratycznej z okresu komunizmu – i równoległe kontakty między polską a węgierską partią komunistyczną w ramach socjalistycznej przyjaźni między narodami.

Bywa więc tak, że zamiast lubić Polaków – czy też Węgrów – „w ogóle” ktoś lubi tylko pewnych Polaków (Węgrów) nie lubiąc przy tym pozostałych Polaków czy Węgrów. Jest tak wtedy gdy ich polskość czy węgierskość okazuje się wtórna wobec innej cechy, na przykład poglądów politycznych czy też tego, któremu klubowi kibicują. Nie jest to zaskakujące w naszych podzielonych społeczeństwach.

Strajk kobiet – druga demonstracja w Budapeszcie

Kiedy ogłoszono, że odbędzie się druga demonstracja poparcia dla polskich kobiet (o pierwszej było tu) a wczoraj, na kiedy podano jej termin, cały dzień padał uporczywie deszcze spodziewałem się przed ambasadą spotkać dwudziestu znajomych. Znajomi byli ale poza nimi przyszło też sporo innych ludzi, w tym wielu Węgrów. Mimo deszczu tych ponad dwustu ludzi zrobiło porządną demonstrację. Policja zmuszona była nawet zamknąć Fasor bo nie mieścili się wszyscy na chodnikach.

Uczestnicy demonstracji, parasolki nie są tu w celach symbolicznych. Na budynku ambasady plakat To jest wojna.

Co ciekawe, element węgierski był silniej zaakcentowany jak poprzednio. Parę przemówień było po węgiersku, poza wyrazami solidarności z kobietami w Polsce mowa w nich była o tutejszych problemach tak jakby ta „polska” demonstracja poruszyła coś wśród Węgrów.

Znane z wielu demonstracji (np. tej) hasło „Wolny kraj, wolny uniwersytet” zaktualizowane na „Wolna kobieta, wolny kraj”
Jak widać, byli tam nie tylko Polacy i Węgrzy
Transparentów było mniej bo rozmywał je deszcz, ten też niedługo po sfotografowaniu spadł nasiąknięty wodą

Technicznie demonstracja tym razem lepiej wypadła niż tydzień temu. Nagłośnienie było znacznie silniejsze i był nawet projektor, z którego leciały strajowe plakaty na budynek ambasady. Jacyś mili węgierscy wolontariusze przywieźli na wózku herbatę (węgierską, ulepek), którą częstowali moknących uczestników.

Ekipa z herbatą
Scena, ta folia chroniła sprzęt techniczny

Na koniec zabrzmiał wspólny przebój Erica Prydza i Cypisa, do wykonania którego żywo włączyli się dość mokrzy zebrani.

Jak poprzednio, protest opisała część węgierskiej prasy: 444 i Mérce.

Znów czuję, że to nie ostatnia demonstracja w tej sprawie.

Strajk kobiet – demonstracja w Budapeszcie

Do dzisiejszych protestów Strajku Kobiet w Polsce dołączyła demonstracja w Budapeszcie. Odbyła się przed polską ambasadą wieczorem.

Solidarność
wywiady przed początkiem demonstacji, tutaj z główną organizatorką Marzeną Jagielską

Na proteście pojawiło się tylu ludzi, że trzeba było zamknąć ulicę Fasor. W artykułach w prasie (tu czy tu) szacunki odnośnie ilości uczestników wahają się pomiędzy 500 a 2000 osób, na moje oko było ich tak do tysiąca, co jest dalece więcej niż kiedykolwiek się tu zebrało przed ambasadą, włączając w to pamiętny czarny protest w 2016 roku.

To nie cały tłum – ludzi było zdecydowanie więcej

Była muzyka, między innymi Bella Ciao czy też Wolność Chłopców z placu Broni, były przemówienia po polsku, węgiersku i angielsku, było skandowanie. Dominowały hasła znane z Polski choć pojawiło się jedno, zresztą bardzo ładne, o charakterze lokalnym: Polka Węgierka dwie siostry. Uczestnicy byli Polakami, Węgrami a także przedstawicielami innych narodowości: udało mi się porozmawiać z dziewczyną z Brazylii, jeden z porządkowych był Gruzinem. Nagłośnienie było niewystarczające jak na taki tłum, dlatego też stojący z tyłu nie bardzo słyszeli mówców.

Hasło lokalne
Hasło globalne
Plakaty z Polski
Strajk kobiet po węgiersku
Pies z błyskawicą

Do żywego oddźwięku wśród Węgrów przyczyniła się zapewne też informacja o przystąpieniu kraju do koalicji antyaborcyjnej, sporo haseł po węgiersku nawiązywało do praw reprodukcyjnych.

Dzisiaj my, jutro wy

Policja zabezpieczała demonstrację zauważalnie dużymi siłami. Ambasadę oddzielono płotkiem, ciągle na widoku było 15-20 policjantów, dalej podobno parkowało sporo pojazdów policyjnych. Wyglądało to jakby przedtem naoglądali się sporo informacji o protestach w Polsce i bali się czegoś podobnego także tutaj.

Część sił policyjnych

Ta demonstracja to piękny przykład polsko-węgierskiej oraz międzynarodowej solidarności kobiet. Sądzę, że jeśli sytuacja w Polsce nie zmieni się szybko można spodziewać się kolejnych takich wydarzeń.

Ekipa organizatorek – brawo!!

Radio Polonia Węgierska 23/ musical o Józefie Bemie

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o musicalu, którego nie widziałem, ale który chciałbym obejrzeć. Mowa jest o musicalu pt. Bem! Musical o patriotach i renegatach.

Pełen program podcastu:

1.  Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – przyg. Robert Rajczyk – 05:50
3. Przegląd polskich tygodników – przyg. Robert Rajczyk – 11:32
4. Jeż Węgierski w eterze – przyg. Jerzy Celichowski – 22:23
5. Rozmowa z J.. Urbańską i M.Takács z Instytutu Polskiego – 30:32
6. Urywki historii – 01:05:18
7. Pożegnanie – 01:10.06

Józej Bem, Bem Apó – Ojczulek Bem, wielki bohater narodowy Polaków i Węgrów – a także bohater niezliczonych mniej lub bardziej schematycznych obchodów, składania kwiatów, akademii, itd. Postać pomnikowa czyli jednoznacznie określona i rozumiana, niebudząca już specjalnych emocji.

I tu, w ramach obchodów setnej rocznicy niepodległości Polski („Sto wskrzeszeń na 100-lecie Polski”), pojawia się spektakl pt. Bem! Musical o patriotach i renegatach. Stworzyły go kabaret Pożar w Burdelu, Teatr Syrena w Warszawie oraz Teatr im. Żeromskiego w Kielcach, reżyserem jest Michał Walczak a scenarzystą Maciej Łubieński.

Nie widziałem – bo nie miałem jak – ale chętnie bym zobaczył. Pożar w Burdelu to najciekawszy chyba obecnie kabaret literacko-polityczny. Już samo to, że na warsztat wzięli sobie najbardziej znanego Polaka w historii Węgier, tworząc przy tym swój pierwszy musical, jest warte zainteresowania.

Z artykułów prasowych dowiaduję się co jest treścią spektaklu. Tak piszą o nim Kulturalne Media: Generał Bem, który umarł jako muzułmanin (przeszedł dobrowolnie na islam po to, aby w armii tureckiej walczyć z Rosją) zażywa zasłużonego szczęścia w islamskim raju. Niestety jego dusza opuszcza raj, gdy polska ekspedycja rządowa przeprowadza ekshumację w Aleppo i ściąga jego szczątki do Polski. Okazuje się jednak, że nastąpiła pomyłka i nie są to szczątki Bema, a Araba Aziza.” I dalej Wymogiem musicalu jest opowiadanie o miłości. Bem nie miał żony, ani kochanki, więc w spektaklu jego wybranką serca jest Polska.

Przedstawienie pełne jest nawiązań do historii Polski, współczesności, odniesień do innych utworów literackich. Pojawiają się kwestie między innymi pozycji Polski na arenie międzynarodowej, planów zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, problemu uchodźców.

Wiele recenzji chwali muzykę Wiktora Stokowskiego i poszczególnych aktorów. Niektóre krytykują zbytnio kabaretowy styl, który nie jest najlepszą alternatywą dla „wyśmiewanego nadęcia, wielkich słów i grzebania się w prochach przeszłości.” Znalazłem też słowa oburzenia nad „niesmaczymi żartami kojarzącymi się z katastrofą smoleńską.”

Musical nie jest kolejną nużąca akademią na cześć Bema ale przykładem jak żywy może być odbiór tej niecodziennej postaci. Ciekaw jestem tego spektaklu, ciekawych jest jego zapewne sporo tutejszych Polaków a na pewno i wielu Węgrów. Świetnie byłoby ten musical tutaj ściągnąć – albo przynajmniej zaaranżować jego pokaz przez internet.

Radio Polonia Węgierska 21/ węgierska piosenka w języku polskim

W najnowszym odcinku audycji mówię o piosence, którą węgierski zespół rockowy stworzył w języku polskim a którą węgierska publiczność w pełni rozumiała.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie
2. Serwis informacyjny – aut. Robert Rajczyk
3. Autorski Przegląd polskich tygodników – aut. Robert Rajczyk
4. Jeż Węgierski w eterze – felieton radiowy Jerzego Celichowskiego
5. Książka na Głos
6. Urywki historii
7. Wykład Izabeli Gass
8. Pożegnanie

Polski nie jest językiem, w którym nie-Polacy by się komunikowali, by w tym języku powstawały utwory literackie czy muzyczne jak to jest z angielskim czy francuskim czy paroma innymi językami.

Dlatego tak ciekawa jest piosenka z lat 80-tych węgierskiego zespołu Kontroll Csoport pt. Polak-Wenger. Nie dość, że ma polski tekst a przy tym jest węgierskiego autorstwa, to w dodatku była wykonywana dla węgierskiej publiczności, która ją przy tym rozumiała. Co więcej, była to, a mowa jest o szczytowym okresie kadaryzmu, piosenka opozycyjna wyrażająca poparcie dla Solidarności. Kto wie jak wyglądały te lata na Węgrzech doceni odwagę grupy.

Kontroll Csoport to jeden z najważniejszych zespołów alternatywnej sceny na Węgrzech w tym okresie. Grupa należała do kategorii “tolerowane” (w kulturze były wówczas trzy takie kategorie: popierane, tolerowane, zakazane, co się po węgiersku ładnie aliteruje támogatott, tűrt, tiltott) jej pierwsza płyta ukazała się dopiero w latach 90-tych. W ówczesnej kulturze zdecydowanie należała do nurtu opozycyjnego.

Tekst piosenki napisała Ági Bárdos Deák, wokalistka zespołu. Ági, jak wielu Węgrów wówczas, była zakochana w Polsce – i jak w przypadku wielu Węgrów wówczas ta forma uczucia spersonifikowała się w postaci polskiego ukochanego. Do Polski jeździli chętnie i dużo, podróżowali autostopem, nie mogli się nasycić polską atmosferą. Ági jako aktorkę teatru alternatywnego interesowała polski teatr eksperymentalny, jeździła do Wrocławia na spektakle Grotowskiego. Fascynowali się Szajną, jazzem. Przy okazji łapali język, przede wszystkim powtarzane przez wielu powiedzonko Polak-Węgier.

Zespół Kontroll założyli w 1980, pierwszy koncert miał w sylwestra tego roku w prywatnym domu. Tam po raz pierwszy też zaśpiewali piosenkę Polak-Wenger, jeden spośród pięciu utworów wówczas wykonanych.

Występować mogli tylko w domach kultury, bywało, że gdy o koncercie dowiedział się ktoś z miejscowego komitetu to go zakazywano. Dlatego niekiedy występowali pod pseudonimem Ági és a fiúk czyli Ági i chłopaki, który mniej rzucał się w oczy. Zespół jakoś tolerowano ale na ich występy przychodziła milicja niejednokrotnie bijąc uczestników. Na takich koncertach wykonywali, ku wielkiemu aplauzowi publiczności, także piosenkę pt. Polak-Wenger.

W zeszłym roku członkowie zespołu otrzymali w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku Medal Wdzięczności. Cieszę się z tego ich uhonorowania.

A oto i sama piosenka.

Radio Polonia Węgierska – 19 odcinek podcastu/ Węgrzy wobec Powstania Warszawskiego

W najnowszym odcinku audycji przytaczam wspomnienia mojej Mamy, która zetknęła się z Węgrami pod Warszawą w czasie Powstania Warszawskiego .

Pełen program podcastu:

  1. Powitanie – 00:00
  2. Serwis informacyjny – przyg. Robert Rajczyk
  3. Jeż Węgierski w eterze – przyg. Jerzy Celichowski
  4. Książka na Głos
  5. Urywki historii – przyg. Izabela Gass
  6. Wykład Erika Turnara z Uniwersytetu Pecs

Historia Węgier w okresie drugiej światowej jest dość przygnębiająca ale są tam i jaśniejsze momenty. Dwa z nich łączą się z Polakami: pierwszy to pomoc uchodźcom w 1939 roku a drugi to postawa wojska węgierskiego wobec powstania warszawskiego.

Tak się składa, że moja mama, Krystyna Celichowska, wówczas Rostafińska lub Chomiczówna bo z rodziną używali fałszywycyh papierów, mieszkała koło Warszawy w czasie powstanie i zetknęła się z Węgrami. W swoim czasie nagrałem jej wspomnienia. Nie ma tam jakiś historycznie istotnych szczegółów, raczej anegdoty potwierdzające to, co wiemy. Jest to jednak o tyle ważne, że opowiada to osoba, która, choć jako nastolatka, przeżyła to wszystko osobiście.

-A co było z Węgrami?

-Węgrzy byli właśnie w Młochowie. W Młochowie był oddział węgierski i oni byli sympatyczni, byli traktowani zupełnie inaczej jak Niemcy, tak że byli zapraszani do stołu oficerowie, bardzo mili. Pani Januszewska to była taka ładna pani bardzo, bardzo ją adorowali w tym dworze i wszystko było bardzo dobrze. Któregoś dnia pułkownik przychodzi to taty i mówi „Bezczelność Polaków przechodzi wszelkie granice”. Więc tata się napuszył – co to za gadanie: „O co chodzi?”

-W jakim języku rozmawiali?

-Po niemiecku. „Bo przyszło do mnie dwóch takich”, chodzili wówczas w płaszczach prochowcach luźnych „tacy w prochowcach, widać pod spodem koalicyjkę i przychodzą do mnie, żebym im broń sprzedał”. No i tata struchlał i pyta „Co Pan z nimi zrobił?” „Odesłałem do żołnierzy, czy ja mam, oficer, broń sprzedawać?

Więc to było jedno takie niesłychanie sympatyczne a drugie to właśnie ci z naszego oddziału, oni bardzo chcieli wrócić do Warszawy. Już tam zdobyli broń bo oni, jak to się wyrażali, obrabiali reflektory, które były dookoła Warszawy, stały takie reflektory przeciwlotnicze, załoga było stosunkowo nieliczna i im się udało raz czy drugi tę załogę sterroryzować, zabrać broń, i już byli uzbrojeni i chcieli wrócić. Kombinowali jak, bo ta Warszawa była obstawiona pierścieniem wojsk bardzo solidnie.

Kiedy tam nocowali w takiej gajówce gdzie byli także Węgrzy i rano, jeden z naszych znajomych opowiadał, wychodzi na ganek i stoi tam taki oficer węgierski i mówi tak po polsku „Pan … ty … dużo drzew … ale ty nic nie rozumiesz! Idzie … Niemiec … a ty pif-paf! Ale ty nic nie rozumiesz!” Tak się dogadali, znaczy że wie kim on jest i oni przekazali mapy, na których było zaznaczone gdzie stoją wojska niemieckie i węgierskie, i że właśnie tam gdzie Węgrzy tam można by było przejść.

Warto pamiętać co w czasie wojny Węgrzy zrobili dla Polaków i im samym o tym przypominać bo często nie wszyscy są tego świadomi.

Radio Polonia Węgierska – 13. odcinek podcastu/ Mała Warszawa

W najnowszym odcinku audycji mówię o Małej Warszawie.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis przygotowany przez Igę Kolasińską – 02:43
3. Autorski przegląd polskich tygodników Roberta Rajczyka – 04:40
4, Jeż Węgierski w eterze czyli felieton Jerzego Celichowskiego – 10:25
5. Rozmowa z dr hab. Tadeuszem Kopysiem o gen. J. Bemie – 17:31
6. Książka na Głos – 55:22
7. Urywki historii – Izabela Gass o hungarikach w Warszawie – 59:31
8. Pożegnanie – 01:01:14

radiopoloniawegierska1-1

Na domu przy ulicy Népszínház 46 w ósmej dzielnicy znajduje się tablica z następującym napisem:

Ulicę Népszínház nazwano Małą Warszawą ze względu na podobieństwo do powstania w getcie. To tu między 15 a 17 października 1944 roku żydowscy cywile, członkowie oddziałów pracy i żołnierze chwycili za broń przeciwko niemieckim okupantom i współpracującym z nimi strzałokrzyżowcom. Odwet był straszliwy. Niech będzie błogosławiona pamięć bohaterów i męczenników!

VIIImalaWarszawatablica

Z okna tego budynku miano ostrzelać patrol strzałokrzyżowców (lub Niemców), za co go zaatakowano mordując jego mieszkańców. W niektórych relacjach pojawiają się czołgi Tygrysy, które oddały strzały w dom. Walki miały się rozszerzyć i trwać długo.

Tyle tylko, że relacje świadków są sprzeczne i często oparte tylko na zasłyszanych informacjach. Pojawiają się w nich różne adresy. Strzały z okna miały paść z rąk zdesperowanych członków oddziałów pracy bądź też członków żydowskiego ruchu oporu. Pojawia się nawet teza, że była to prowokacja: strzałokrzyżowców z okna zabił dozorca, sam nie-Żyd, który chciał w ten sposób wywołać represje przeciwko Żydom. Strzałów miało być kilka lub miała to być wielogodzinna strzelanina w całej okolicy. I tak dalej.

Historycy z Centrum Holocaustu oraz Yad Vashem, z którymi na ten temat rozmawiałem, uważają, że to legenda miejska. Zdaniem jednego z nich Kis Varsó, bo tak brzmi po węgiersku Mała Warszawa, odpowiada na zapotrzebowanie na akt oporu przeciwko wywózkom zaprzeczający opinii o biernym poddaniu się eksterminacji przez Żydów.

Jednak mimo tego nie jest tak, że w Budapeszcie w tym czasie zabrakło ludzi gotowych stawić opór strzałokrzyżowcom i Niemcom. Syjonistyczny ruch oporu, mimo swojego potencjału bojowego, świadomie unikał starć zbrojnych – szanse przeżycia były dla Żydów dużo wyższe w Budapeszcie jesienią 1944 roku niż w Warszawie w kwietniu 1943 kiedy wybuchło tam w getcie powstanie. Chciał on przede wszystkim ocalić jak najwięcej Żydów dla przyszłego państwa żydowskiego. Do mistrzostwa doprowadził sztukę fałszowania dokumentów, co pomogło wielu uniknąć śmierci. Ponadto, i tu pojawia się autentyczny wątek polski, przykład dopiero co tragicznie zakończonego powstania warszawskiego działał odstraszająco wobec głosów wzywających do akcji zbrojnej. I koniec końców siedemdziesiąt tysięcy Żydów przeżyło w Budapeszcie.

Ta historia, mimo że niepotwierdzona, i tak wskazuje na związki łączące Polskę i Węgry. Na to, że także dla polskich i węgierskich Żydów kraje te potrafiły być dla siebie punktem odniesienia.

Radio Polonia Węgierska – 10. odcinek podcastu/ zakazane kontakty antysocjalistycznej opozycji

W najnowszym odcinku audycji opowiadam o książce Miklósa Mitrovicsa pt. Zakazane kontakty.

Pełen program podcastu:

1. Powitanie – 00:00
2. Serwis polonijny – 03:31
3. Autorski przegląd tygodników Roberta Rajczyka – 06:03
4. Jeż Węgierski w eterze czyli radiowy felieton Jerzego Celichowskiego – 15:27
5. Rozmowa tygodnia – Mama na Zanzibarze czyli Katarzyna Werner, dziennikarka TVN24 – 19:56
6. Książka na Głos – 54:59
7. Urywki historii – druga część romansowej opowieści Izabeli Gass – 01:00:03
8. Pożegnanie – 01:03:56

Kiedy przytacza się przykłady przyjaźni polsko-węgierskiej zazwyczaj wspomina się udział Polaków w wiośnie ludów na Węgrzech, pomoc Węgier dla Polski w 1920, przyjęcie polskich uchodźców w 1939, ewentualnie przychylność węgierskich oddziałów wobec Polaków w trakcie powstania Warszawskiego czy też oddawanie krwi dla Węgrów w 1956. Najnowsza książka Miklósa Mitrovicsa pt. Tiltott kapcsolat (Zakazane kontakty) przypomina, że do tej kanonicznej listy powinniśmy na zawsze już dołączyć współpracę opozycji z okresu socjalizmu czyli od końca lat siedemdziesiątych aż do wolnych wyborów w 1990 roku.

Był to okres kiedy dla węgierskich opozycjonistów Polska była absolutnym modelem do naśladowania. Jak Mitrovics opisuje to w swojej książce, jeździli oni tam by odetchnąć atmosferą wolności, bywało, że chodzili z pielgrzymką do Częstochowy, nawiązywali i rozwijali kontakty, zbierali pomysły do działalności, szukali inspiracji programowej, gdy się dało, współpracowali w różnych formach.

Węgierska bibuła początkowo miała nieregularny charakter, teksty przepisywano na maszynie. Po wizycie Gábora Demszkyego w Polsce w 1981 roku, kiedy nauczył się on różnych technik drukarskich, i tu jednak pojawiły się wyższe nakłady oraz regularne wydawnictwa. O polskiej inspiracji świadczył tytuł gazetki Hírmondó (Wiadomości) pisany solidarycą z flagą węgierską nad literami. W bibule dużo miejsca poświęcano tematyce polskiej.

Koncepcja nowego ewolucjonizmu Adama Michnika (należy starać się nie tyle obalać komunistów co budować niezależne instytucje społeczne) w pełni zainspirowała myśl programową opozycji na Węgrzech. Przykładem wdrożenia tego podejścia był poniedziałkowy wolny uniwersytet, którego spotkania odbywały się po domach, też swoją drogą efekt inspiracji latającym uniwersytetem w Polsce.

Niesamowitym dowodem solidarności były kolonie zorganizowane przez tutejszych opozycjonistów dla biednych dzieci z Polski. Odbyły się raz w 1981 roku, próba powtórzenia ich w kolejnym roku nie doszła do skutku dzięki zmasowanym szykanom władz.

Do wspólnych działań należy zaliczyć udział Tibora Pakha w głodówce w kościele w Podkowie Leśnej, która miała miejsce jeszcze przed strajkami sierpniowymi w 1980 roku. W tym kościele zresztą parę lat później odsłonięto tablicę upamiętaniającą powstanie 1956 roku. Warto pamiętać o obronie przez Ruch Wolność i Pokój uwięzionego węgierskiego pacyfisty Zsolta Keszthelyiego.

Także Fidesz powstał częściowo z polskiej inspiracji.Viktor Orbána napisał pracę dyplomową z polskiej Solidarności a Wacław Felczak zachęcał młodych działaczy skupionych wobec obecnego premiera Węgier do założenia partii opozycyjnej.

To rzecz jasna tylko wybrane informacje z tej bogatej książki, za którą powinniśmy być wdzięczni Miklósowi Mitrovicsowi. Byłoby świetnie, gdyby ukazała się też po polsku, to kawałek historii, który warto znać i pamiętać.

Radio Polonia Węgierska – pierwszy odcinek podcastu

Z inicjatywy Piotrka Piętki powstał podcast o nazwie Radio Polonia Węgierska. Mam przyjemność być jednym z zaproszonych do jego współtworzenia. Poniżej zamieszczam krótki tekst, który czytam w pierwszym odcinku.

Dzień przyjaźni polsko-węgierskiej jest, na ile wiem, unikalnym świętem. W innych krajach go nie ma.

Dobrze więc byłoby je świętować w odpowiednio unikalny sposób. Jeśli zastanowić się nad przyjaźnią polsko-węgierską to poza spontaniczną sympatią, którą Węgrzy odczuwają do Polaków a Polacy do Węgrzy, zwykle wspomina się udzielaną sobie nawzajem pomoc. Polacy z generałem Bemem na czele walczyli w powstaniu 1848 roku, Węgrzy posłali amunicję armii polskiej walczącej z bolszewikami w 1920 roku, Węgrzy przyjęli uchodźców w 1939 a potem wspomagali powstańców warszawskich, Polacy zbierali pieniądze i oddawali krew w 1956 roku, co mniej znane, węgierscy opozycjoniści zorganizowali kolonie dla dzieci polskich w czasie stanu wojennego. I tak dalej i tak dalej.

Jak warto więc świętować te akty sympatii i pomocy? Niekoniecznie tradycyjnymi obchodami typu akademia, składanie kwiatów, msza, uroczysty koncert czy wystawa a może raczej właśnie poprzez praktykowanie tej przyjaźni konkretnymi aktami pomocy.

Parę lat temu Instytut Polski zorganizował w dzień przyjaźni polsko-węgierskiej akcję krwiodawstwa. Połączenie konkretności oddania krwi z symboliką tego działania – krew można było przelać dosłownie, nawiązanie do pomocy z 1956 roku, umożliwienie indywidualnego zaangażowania, wszystko to pokazuje jak takie obchody mogłyby wyglądać.

W tym roku z inicjatywy Marzeny Jagielskiej oraz grupy zaangażowanej w organizację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy udało się, pomimo obecnej pandemii, zorganizować internetową zbiórkę na najpilniejsze potrzeby bezdomnych, pieniądze zostały przekazane do wykorzystania uznanej organizacji Budapest Bike Maffia.

To tylko przykłady pokazujące, że da się. Warto każdego roku spróbować wymyślić coś nowego by takie obchody zachowały świeży charakter, a przyjaźń polsko-węgierska pozostała żywa i unikła instytucjonalnego skostnienia.

Węgierska bibuła

Jakiś czas temu znajomy znajomego dał mi torbę pełną węgierskiej bibuły z lat 80-tych mówiąc, na pewno mnie to zainteresuje. I faktycznie tak się stało.

zawartość torby

W torbie były parę numerów czasopism (Beszélő, Hírmondó i Demokrata) oraz kilka książek. Były to w zasadzie główne periodyki tego okresu.

Najważniejszym z nich było Beszélő. Ukazywało się od października 1981 roku aż do października 2012, kiedy to czasopismo, rzecz jasna wychodzące już oficjalnie, przestało się ukazywać. W formie samizdatu (do 1989 roku) ukazało się 27 numerów Beszélő. Pismo miała charakter intelektualny, zawierało teksty programowe. Nakład wahał się od jednego do dwóch tysięcy egzemplarzy. Redagowali je János Kis, Ferenc Kőszeg, György Petri, Bálint Nagy, Miklós Haraszti, János Eörsi, Bálint Magyar, Ottilia Solt, Gábor Havas i Gábor Iványi. Wydawcą, drukarzem i kolporterem był Gábor Demszky.

Numer 10 Beszélő

Demokrata powstał później i niejako w opozycji do Beszélő. Było to czasopismo bardziej wyraziste, antykomunistyczne, miało ambicję dotarcia poza zamknięty krąg opozycyjnej inteligencji. Jego redaktorem by Jenő Nagy. Między 1986 a 1991 rokiem ukazało się 41 numerów pisma.

Numer 4 Demokraty

Hírmondó było bardziej informacyjne, zawierało krótsze artykuły. Redagował je Gábor Demszky.

Hírmondó ze skądziś znajomą flagą

W sumie ukazywały się następujące podziemnie czasopisma: ABC tájékoztató, A Duna Kör Hírei, A Helyettes Szomjazók Magazinja, A Hírmondó, A Kisúgó, Aktuális Levél – AL – Artpool Letter, Angol Figyelő, Az Elnyomás és Ellenállás Dokumentumai, Béke Füzetek, Beszélő, Máshonnan Beszélő, Külön-Beszélő, Demokrata, Dialógus újság, Égtájak Között, Földalatti Vonal, Határ/Idő/Napló, Hiány, Ifjúsági Magazin, Zsaru Magazin, Magyarság, Magyar Figyelő, Magyar Zsidó, Munkás, Munkások a demokráciáért, Pofon, Res Publica Lapok, Szféra, Sznob, Túlélés, Vakond i Vízjel.

Działało też szereg wydawnictw, najważniejszym wśród nich było wydawnictwo AB, od połowy lat 80-tych wydające Beszélő. Oto ich lista: AB, ABC, Áramlat, Artéria, Elsötétítés, Magyar Október, Magyar Október Szabadsajtó, Katalizátor Iroda, Független, Magyar Figyelő, Magyar Március, Alulnézet, Rien de rien, Szabad Idő, SZETA: Szegényeket Támogató Alap i Group Inconnu.

Podaję te informacje bo pracując nad tym postem dowiedziałem się (bardzo pomocni byli ludzie z Open Society Archive), że nie istnieje żadne opracowanie węgierskiego samizdatu, dostępne dane są rozproszone. Co znalezłem spróbowałem więc tu umieścić. Jakbyś kogoś interesował głębiej temat trochę ten post może mu, albo jej, pomóc.

Zanurzenie się w świat bibuły lat 80-tych pozwoliło mi na zauważenie paru interesujących rzeczy.

W kręgu podziemnych wydawnictw rząd dusz należał do środowiska liberalno-lewicowego. Jeśli spojrzeć na wspomniane wyżej nazwiska widać to wyraźnie, ci ludzie pojawiali się później głównie w kręgach liberalnego SzDSz-u. Nie wiem, czemu brakowało prawicowych inicjatyw, te pojawiły się dopiero pod koniec lat 80-tych (trochę pisałem o nich już tu i tu).

Środowisko samizdatu określało się jako opozycja demokratyczna. Przymiotnik „demokratyczna” z jednej strony służył do odróżnienia się od niedemokratycznych komunistów, którzy rządzili ale także od niedemokratycznych postaw, które pojawiały się wśród opozycji. Kiedy na przykład pojawiła się inicjatywa skrajnie prawicowej publikacji, samizdatowcy zdecydowanie odcięli się od niej.

Ciekawa jest lista poruszanych tematów. Na pierwszym miejscu wśród nich, rzecz jasna, prawa człowieka, sporo jest informacji o ich naruszaniu. Pisze się o sytuacji Węgrów mieszkających w krajach sąsiednich, pojawiają się głosy domagające dla nich zbiorowych praw. To jest szokujące o tyle, że obecnie mniejszości węgierskie w krajach sąsiednich są domeną prawicy a liberałowie i lewica odsądzane są na tym polu od czci i wiary chociaż to oni pierwsi podjęli ten temat.

Podobnie nieoczekiwane są głosy w obronie wolności religijnych, przede wszystkim odnośnie mniejszych grup. Wówczas postawy religijne były szykanowane, obecnie obserwować można raczej sojusz ołtarza z (prawicową) władzą. Są materiały w obronie wolności w kulturze, między innymi relacja z procesu grupy punkowej CPG.

Pojawia się ekologia, katalizatorem są protesty przeciwko budowie zapory na Dunaju w Gabčíkovie-Nagymaros. Pisze się też o rewolucji 1956 roku. Są materiały o pacyfiźmie.

Publikowane są informacje na temat innych krajów bloku wschodniego. Wśród artykułów są tłumaczenia autorów z tych krajów, znalazłem nazwiska Adama Michnika, Václava Havla oraz Krzysztofa Pomiana. Są wspólne deklaracje opozycyjne Karty 77, KOR-u i Solidarności.

Uderza jak prominentne miejsce zajmują sprawy polskie. O Polsce, Solidarności, opozycji pisze się dużo, widać jak silnym echem odbyła się sprawa morderstwa ks. Popiełuszki. Licznie reprezentowani są polscy autorzy. Tytuł Hírmondó pisany jest solidarycą.

Specjalny materiał wydane po morderstwie ks. Popiełuszki

Polskie wpływy były zresztą głębsze. Nie widać tego po samej bibule, ale w tym czasie do języka węgierskiego trafiło słowo „ramka” (przykłady tu strona 19 i tu). Pracy z tym prostym przyrządem używanym głównie, choć nie tylko, do podziemnego sitodruku, Węgrzy uczyli się od Polaków.

Człowiek z żelaza, listy dialogowe – wydane drugie poprawione!

Pacjentem zero tej polskiej zarazy był Gábor Demszky. (Warto dodać, że samizdat wydawany w formie przepisywanych na maszynie publikacji istniał już od drugiej połowy lat 70-tych, ale jego skala i zasięg były bardzo ograniczony, dopiero od Demszkyego można mówić o niezależnej działalności wydawniczej). Ten późniejszy wieloletni burmistrz Budapesztu tak opisywał jak przebiegała jego inicjacja na tym polu.

Jesienią 1980 roku przeczytałem wywiad przeprowadzony przez redaktora naczelnego austriackiego tygodnika „Profil” z przedstawicielem niezależnego polskiego wydawnictwa NOWA. Konrad Bieliński mówił w nim, że NOWA jeszcze przed powstaniem zorganizowanej „Solidarności” była dobrze funkcjonującą oficyną podziemną. […] Polskie sukcesy wzbudziły we mnie entuzjazm i uświadomiły mi, że na Węgrzech należy zinstytucjonalizować niezależne media. […]

Postanowiłem zorganizować niezależne wydawnictwo. Nie wystąpiłem o pozwolenie, bo i tak bym go nie dostał. Kapitał początkowy wynosił 10 tysięcy forintów honorarium, które otrzymałem za mój tekst socjologiczny opublikowany w antologii lrószemmel [Oczyma pisarza]. Była to wówczas znacząca suma, kilka moich miesięcznych pensji. Podjąłem błyskawiczną decyzję – kupiłem pryzmę papieru, który ukryłem w suchym kącie piwnicy moich rodziców, tak niskiej, że nie można było się w niej wyprostować. Zakup papieru przesądził sprawę – zapełnił tylne siedzenie i bagażnik mojego samochodu. Kiedy padło pytanie, na kogo mają wystawić rachunek, podałem jakąś zmyśloną nazwę firmy. Początkowo ten sposób dobrze się sprawdzał.

W maju 1981 wziąłem miesiąc urlopu, ale nikomu nie powiedziałem, że jadę do Warszawy. Wyruszyłem, tak jak zawsze, na socjologiczne badania terenowe. Zabrałem ze sobą aparat fotograficzny i magnetofon. Miałem kilka adresów i telefonów.

Rok wcześniej […] widywałem się z polskim historykiem, Karolem Modzelewskim, późniejszym rzecznikiem „Solidarności”, który u mnie spotykał się potajemnie z paryskim rzecznikiem KOR-u. Mieszkali u mnie przez kilka dni, miałem więc okazję dobrze poznać działanie pomocy prawnej KOR-u. Tak więc Modzelewski był moim polskim kontaktem, a drugim – Bieliński, o którym wiedziałem, że będę mógł nawiązać z nim kontakt przez warszawską Solidarność. Kiedy wylądowałem w Warszawie, chciałem podać taksówkarzowi adres siedziby Regionu Mazowsze, ale ten się odwrócił i powiedział, że nie trzeba, wie, dokąd jechać. […]

Głównym celem mojej podróży była nauka technik drukarskich stosowanych przez podziemnych wydawców. Poznano mnie z drukarzem imieniem Andrzej [Zieliński], który nauczył mnie używanej także przez grafików techniki sitodruku. […] Montowaliśmy ramki, uczyłem się konspiracji i pławiłem w polskiej wolności. Przyjęto mnie więcej niż po przyjacielsku. Oczekiwano, że zabiorę ze sobą do Budapesztu tutejszą wolność. Przekazywano mnie sobie z rąk do rąk, poznawałem coraz to piękniejsze dziewczyny, niewiele spałem. […]

Moje polskie doświadczenia opisałem w politycznym dzienniku, zatytułowanym Odnowa, przeznaczonym dla słuchaczy węgierskiego Uniwersytetu Latającego. W lipcu 1981 bałem się, że policja skonfiskuje moje notatki wraz z przywiezionymi z Warszawy dokumentami, dlatego przeprowadziłem się do innego, pustego mieszkania. W kawalerce przy ulicy Lajosa nie było nic poza materacem i kuchennym stołem, na który wypakowałem wszystko, co zebrałem w Warszawie i we Wrocławiu. Przez trzy dni nie wychodziłem z mieszkania. Nigdy wcześniej nie robiłem czegoś podobnego, ale doszedłem do wniosku, że w ten sposób, kiedy jest to konieczne, można znikać także w Budapeszcie. Technikę znikania w szczegółach objaśnili mi moi polscy przyjaciele. Najważniejsze, żeby siedzieć w jednym miejscu i mieć w mieszkaniu wszystko, co niezbędne. W ten sposób tylko raz trzeba umknąć przed śledzącymi cię osobnikami.

Mieszkanie Ferenca Kőszega, w którym opowiadałem o podróży do Polski, było pełne ludzi. Czułem, że jeśli zdam ten egzamin, może znajdą się chętni do wdawania bibuły. Nie byłem wprawnym prelegentem, przestępowałem z nogi na nogę, często traciłem wątek. Miałem w głowie mnóstwo materiału, a niewiele czasu, żeby dobrze przygotować swoje wystąpienie. […] Od tego wykładu zaczyna się calkowicie nowy okres w moim życiu.

źródło: Gábor Demszky: Elveszett szabadság, Noran Libro, Budapest 2012. Fragm. tłumaczenie Elżbieta Sobolewska, za: Karta 90/2017, Gábor Danyi: Wracanie Wolności

Dzięki dla Ryśka za zwrócenie mojej uwagi na ten tekst!

Zabawna jest anekdota związana z drukarską przeszłością Demszkyego. Kiedy w latach 90-tych do Budapesztu przyjechała Madonna, ten podejmował ją jako gospodarz miasta. Między innymi pokazano jej powielacz, na którym Demszky drukował w swoim czasie bibułę. Pamięć heroicznych lat jest jeszcze świeża, Demszky stoi dumny, a Madonna na to: Co za kariera, od prostego drukarza do burmistrza!

Warto pamiętać ten okres, kiedy przykład z Polski tak mocno oddziaływał na Węgry.