Radio Polonia Węgierska 67 / co nam mówi butelka w przypadku tokajów

W 67 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska opowiadam o tym co nam mówi butelka w przypadku tokajów (26:40). Pełen program podcastu:

1. Powitanie
2. Serwis polonijny
3. Rozmowa z Andrzejem Pisalnikiem
4. Jeż Węgierski w eterze
5. Urywki historii
6. Pożegnanie

Wina tokajskie to wina o światowej sławie znane jedynie na Węgrzech, brzmi ironiczny bonmot w nieco przesadny ale jednak prawdziwy sposób streszczający pozycję tokajów dziś.

Częściej słychać wyznawców wielkości tokajów, którzy chętnie przytaczają maksymę „wino królów, król win” czy też wyliczają dawnych władców, którzy uwielbiali to wino. Wszystko to prawda tak jak i prawdą jest, że obecnie tokaje straciły na popularności. Na Węgrzech pamięta się ich dawną świetność ale poza granicami tokaje to już raczej rzecz dla koneserów.

Warto dodać, że mowa jest o słodkich winach, głównie aszú, choć dochodzą tu również takie pochodne gatunki jak szamorodni, wina późnego zbioru, fordítás, máslás i tak dalej, bo istnieją też wytrawne tokaje.

Wyczytałem niedawno parę ciekawych faktów ilustrujących niegdysiejszą pozycję tokajów jako luksusowego towaru. Otóż pierwszy przypadek butelkowania tego wina datuje się na 1606 rok. Jest to znaczące bo wytwarzane wówczas ręcznie butelki były drogie i używano ich tylko do przechowywania kosztownych napojów. Dla porównania: równie słynne wina z Bordeaux zaczęto butelkować dopiero w połowie XVIII wieku czyli jakieś 150 później.

Mimo znacznego spadku kosztu butelek butelkowana i dziś nie jest cała produkcja winna i chodzi tu nie tu tylko o tanie sikacze. W budapeszteńskim hotelu Astoria wino stołowe rozlewano z beczki jeszcze w latach 60-tych, butelka po dziś dzień oznacza pewnego rodzaju ekskluzywność.

Jeszcze nie tak dawno tokaje biły na głowę swojego głównego konkurenta na rynku towarów luksusowych czyli właśnie win z Bordeaux także cenowo. W przedwojennym katalogu piwnic Fukiera, a Fukier był jednym z najważniejszych miejsc handlu starymi tokajskimi winami, najdroższe czerwone wino kosztowało 25 złotych podczas gdy w przypadku tokajów cena dochodziła do 450 złotych.

Obecnie sytuacja się odwróciła i na aukcjach droższe są wina z Bordeaux. Przyczyną jest między innymi brak dokumentacji tokajskich win muzealnych, mam tu na myśli dane dotyczące wytwórcy, ilości butelek wyprodukowanych w ramach danego rocznika, ich rodzaju, korka, etykiety i tym podobne, nie pomógł też spadek jakości okresu socjalizmu.

Co by nie było, wina tokajskie są nadal znakomite. I jeśli nawet świat ich nie docenia tak jak kiedyś to my możemy się nimi i tak delektować.

(Dociekliwym polecam artykuł Krisztiána Ungváry’ego pt. A királyok bora a világpiacon egykor és most w Vince Szeptember 2021, w którym wyczytałem te ciekawostki)

Dowód na wyższość tokajów, źródło: Fortepan / Vojnich Pál

Radio Polonia Węgierska 66 / Drugie życie Budapesztu

Budapeszt ma swoje drugie życie – w filmach, w których występuje. O tym mówię w najnowszym odcinku podcastu (25:25).

Program podcastu:

  1. Powitanie
  2. Serwis polonijny
  3. Przegląd prasy węgierskiej i polskiej
  4. Jeż Węgierski w eterze
  5. Relacja z Wilna
  6. Pożegnanie
    przygotowali – R.Rajczyk, J.Celichowski, P.Piętka

Często myślimy, że znamy Budapeszt, wiemy czym jest, gdzie są jakie budynki, potrafimy zacytować to i owo z jego historii, mamy swoje ulubione restauracje, bary, sklepy czy rynki i tak dalej i dalej a jednak miasto ma swoje drugie życie. Budapeszt potrafi udawać, że jest czymś innym, co mu zresztą często świetnie wychodzi. Budapeszt mianowicie występuje w filmach.

W tych filmach Budapeszt gra inne miasta. Różne, co akurat potrzeba. W takim Monachium zagrał ich kilka: Rzym, Londyn, Paryż oraz miasto Hoorn w Holandii. W Spy game (polski tytuł Zawód: szpieg) jest Berlinem wschodnim. W Treadstone, kolejnym filmie o Jasonie Bournie granego przez Matta Damona, Budapeszt gra samego siebie a także Berlin, Paryż, Londyn, Bukareszt oraz Moskwę. W Marsjaninie udaje, że jest Pekinem a budynek Wieloryba (Balna) występuje jako centrum NASA. W Evicie przekonująco występuje jako Buenos Aires, w Die Hard 5 jako Moskwa, która gra zresztą często. Budapeszt potrafi nawet udawać Polskę, w tej roli zagrał w Sztuce kradzieży oraz w Jakubie kłamcy. Tych filmów i miast jest wiele, nie sposób ich teraz wszystkich tu wymienić.

Mieszkając w Budapeszcie często trafia się na moment kręcenia filmu. Zwykle jest to irytujące bo nagle nie można gdzieś przejść i trzeba iść dookoła. Samego momentu kręcenia nie widać, jest tylko masa pojazdów, personelu technicznego i sprzętu, na ziemi walają się kable, buczą generatory, cateringowy autobus kusi napojami i kanapkami. Raz próbowałem zrobić zdjęcie scenografii, interweniował ochroniarz.

I tak jak kręcenie filmu żadnej radości budapeszteńczykom nie daje to już oglądanie filmów, w których wystąpiło nasze miasta, to czysta przyjemność. Poza śledzeniem samej akcji filmu dodatkowej rozrywki dostarcza wychwytywanie momentów, w których pojawia się Budapeszt no i określanie, które to dokładnie miejsce. Można sobie z tego zrobić niezłą zabawę.

Choć zwykle szczęka opada gdy w filmowym Paryżu, Londynie czy Moskwie odkryje się Budapeszt, który nader przekonująco wcielił się w swoją filmową rolę jak kameleon dopasowywujący się do klimatów różnych miast to bywa jednak, że efekt jest nieco, hmm, zaskakujący. Tak było na przykład w serialu Homeland, gdzie Budapeszt miał udawać Moskwę. Na ekranie pokazano budański zamek widziany ze strony Pestu – jeden z najbardziej klasycznych widoków miasta – wyświetlając przy tym napis „Moskwa”.

Taki jest to nasz Budapest, fascynujący kiedy jest sobą a także kiedy udaje inne miasta.

Już nawet nie Bukareszt. źródło: Homeland S8:E12 50:17

Radio Polonia Węgierska 65 / Balatonboglár

Powstaje właśnie w Balatonboglár nowy ośrodek dla Polonii na Węgrzech a ja proponuję by, jak w latach wojny, w tej miejscowości znów pojawili się uchodźcy. Mówię o tym w kolejnym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (20:30).

  1. Ciekawostka o Węgrzech
  2. Powitanie
  3. Serwis polonijny
  4. Przegląd polski tygodników
  5. Jeż Węgierski w eterze
  6. Pożegnanie
    Autorzy- R.Rajczyk, J.Celichowski, P.Piętka

Dobra wiadomość: samorządowowi krajowemu udało się zdobyć sporą kwotę finansowania na Centrum Edukacyjne w Balatonboglár, albo też Centrum Edukacyjne, Ośrodek Rekreacyjny dla Dzieci i Kaplicę w Balatonboglár bo i taką nazwę miejsca znalazłem w internecie, tak więc wydaje się, że jesteśmy na ostatniej prostej do ukończenia remontu i rozpoczęcia działalności tego ośrodka.

Jak na wskazuje sama nazwa, ma to być miejsce gdzie będzie można organizować konferencje oraz przyjmować grupy dziecięce i młodzieżowe. Nie udało mi się ustalić jakie konkretnie imprezy są tu planowane ale pewnie po prostu na to za wcześnie bo remont budynku jeszcze się nie skończył.

Może więc jest to czas na zgłaszania pomysłów. Ze swej strony mam propozycję odnośnie programu działalności ośrodka. Ale najpierw jak do niej doszedłem.

Jeśli spojrzeć na Balatonboglár polskim okiem to nasunie się parę skojarzeń: przyjaźń polsko-węgierska, szkoła, dzieci i młodzież, uchodźcy, wojna. Co do przyjaźni polsko-węgierskiej nie mam wątpliwości, że w ośrodku należycie uhonorowana będzie pomoc Węgrów dla Polaków w czasie wojny. Należy się im za to pamięć i podziękowania.

Patrzmy dalej: szkoła, dzieci i młodzież, uchodźcy, wojna – a może teraz to Polacy pomogliby uchodźcom, którzy dziś przebywają na Węgrzech? Raz do roku ośrodek mógłby przyjąć przez tydzień czy dwa grupę dzieci żyjących na co dzień w ośrodkach dla uchodźców, które, może razem z polskimi dziećmi oraz wolontariuszami, trochę odpoczęłyby nad Balatonem. Przy okazji można by przeprowadzić jakieś lekkie w formie działania edukacyjne choćby związane z przekazaniem wiedzy o Polsce.

Warto tu przypomnieć także kolonie dla dzieci polskich zorganizowane przez opozycjonistów węgierskich też nad Balatonem, choć w innym miejscu – Kékkút w 1981. Obozy dla dzieci uchodźców zorganizowane w boglarskim ośrodku przypominałyby zarówno o wojennej szkole w Balatonboglár jak i o tych koloniach, o wielkoduszności Węgrów, która i dziś potrafi inspirować do pomocy innym.

Uczniowie szkoły w czasie wojny, źródło: mult-kor.hu

W jedności z naturą

Hasło W jedności z naturą, na plakatach wysmakowane zdjęcia zwierząt czy też lasu – czysty National Geographic! O co chodzi? Reklamuje się WWF? Greenpeace? Park narodowy? Eksluzywne osiedle położone w puszczy? A może najnowszy program Davida Attenborougha, tym razem o Węgrzech? Nie, to plakaty wystawy łowieckiej, którą właśnie z wielkim zadęciem organizuje rząd.

Samą wystawę pominę choć i ona sama ma sporo ciekawych aspektów. Pozostanę przy tej zdumiewającej nieco kampanii reklamowej. Slogan W jedności z naturą brzmi jakby tu mowa była o buddyźmie i naukach jakiś guru a nie o zabijaniu zwierząt. Piękne zdjęcia natomiast, jakby to powiedzieć, nie oddają tego czym łowiectwo jest czyli zabijaniem zwierząt.

Chyba że, pomyślałem, to jest taka przemyślna kampania reklamowa oparta na schemacie Before i After. Before – piękne zwierzę na tle lasu, After – dzik zastrzelony parę metrów od ambony, przed którą rozsypano kukurydzę by go tam przynęcić, uciekająca brodząca krwią sarna, dobijanie rannego zająca czy też cierpienie ranionych śrutem ptaków. Póki co mamy befory, aftery przyjdą później. Czekałem, czekałem ale się nie doczekałem – afterów jednak, wygląda na to, nie zobaczymy. Nie to chcą nam o sobie pokazywać miłośnicy tradycji myśliwskich.

Kontempując te plakaty przyszło mi do głowy kazanie na mszy dla myśliwych z okazji dnia św. Huberta z powieści Olga Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych. Jego tekst autorka stworzyła korzystając z autentycznych fragmentów kazań duszpasterzy myśliwych, które znalazła w internecie. Oto jego fragmenty:

Myśliwi, moi drodzy bracia i siostry, są ambasadorami i wspólnikami Pana Boga w dziele stworzenia, opieki na zwierzyną, współpracy. Przyrodzie, w której człowiek żyje, trzeba pomóc, by się rozwijała. Myśliwi poprzez odstrzały prowadzą właściwą politykę łowiecką. […]

Od wielu lat nasze koło myśliwskie kupuje i puszcza do lasu bażanty, by organizować polowania dewizowe, co poprawia budżet koła. Kultywujemy tradycje i zwyczaje łowieckie, pasowania i ślubowania nowo wstępujących do nas. […] Dwa najważniejsze polowania w roku, w dzień Hubertusa, jak dzisiaj, i w wigilię Bożego Naordzenia, przeprowadzamy zgodnie z tradycją i z poszanowaniem zasad łowieckich. Ale nade wszystko pragniemy doświadczać piękna przyrody, pielęgnować zwyczaje oraz tradycje. […] Wielu jest wciąż kłusowników, oni nie liczą się z prawami przyrody, prawami natury, zabijają zwierzęta w okrutny sposób, nie dbając w prawo łowieckie. W przestrzegacie prawa. Dzisiaj pojęcie łowiectwa na szczęście się zmieniło. Nie jesteśmy postrzegani jako ci, którzy chcę wystrzelać wszystko, co się rusza. Tylko jako ci, co dbają o piękno przyrody; o porządek i harmonię. […]

Czyńcie sobie ziemię poddaną. To do was, do myśliwych, Bóg skierował te słowa, bo Bóg czyni człowieka swoim wpółpracownikiem, aby uczestniczył w dziele stworzenia i by to dzieło było realizowane do końca. W nazwie „myśliwy” jest zawarte słowo myśl, co oznacza, że swoje powołanie dbania o ten dar boży, jakim jest przyroda, myśliwi realizują świadomie, rozumnie i roztropnie.

Węgierska wystawa łowiecka ze swoim hasłem i plakatami to te same absurdalne klimaty, które uchwyciła w swojej antymyśliwskiej powieści Tokarczuk.

Czy ktoś lubi łowiectwo czy nie, pytanie pozostaje: dlaczego myśliwi, tak dumni ze swojej działalności, misji i tradycji, tak zakłamują swój obraz gdy zwracają się do zewnętrznego świata.

Radio Polonia Węgierska 64 / pomnik ofiar covidu

Na wyspie Małgorzaty powstał oddolnie pomnik ofiar Covidu. Mówię o nim w 64 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (28:15). Program podcastu:

1. Ciekawostka
2. Powitanie
3. Serwis informacyjny
4. Przegląd prasy węgierskiej
5. Przegląd prasy polskiej
6. Jeż Węgierski w eterze
7. Urywki historii
8. Pożegnanie

Autorzy: R.Rajczyk, I.Balázs, J.Celichowski, P.Pietka

Pomnik kojarzy się zwykle z czymś dużym, oficjalnym, ciężkim, wykonanym z trwałych materiałów, postawionym przy tym przez instytucję państwową czy też, niekiedy, społeczny komitet. Do postawienia pomnika potrzeba decyzji na wysokim poziomie, zezwoleń. Pomniki upamiętniają zwykle wybitne postaci i wydarzenia z przeszłości, o ich wybitności zresztą często decyduje polityka historyczna, monumenty stawiane żyjącym to przeważnie znak totalitaryzmu. Często istnieją regulacje dopuszczające różne formy upamiętnienia zmarłych poprzez nazwanie nimi ulicy, instytucji czy też postawienie pomnika dopiero ileś tam lat po ich śmierci.

W tym kontekście niezwykły jest, choć trudno użyć tu tego słowa to jednak, pomnik ofiar covidu na Węgrzech. Powstał na wyspie Małgorzaty w Wielki Czwartek tego roku. Miał formę niedużych kamieni ułożonych w jednej linii wzdłuż peszteństkiej strony wyspy obok ścieżki do biegania. Każdy kamień upamiętnia jednego zmarłego, jest na nim numer i wiek tej osoby. Początkowo kamieni było 22 409, obecnie ich liczba, wraz z liczbą ofiar covidu, wzrosła do ponad trzydziestu tysięcy. Rząd kamieni ciągnący się wzdłuż całej dwuipółkilometrowej wyspy mimo swojej niepozornej formy robił wielkie wrażenie. Z czasem ludzie zaczęli przynosić tam świeczki i kwiaty by upamiętnić swoich bliskich, którzy stracili życie przez pandemię.

Przez dłuższy czas kamyki mniej więcej pozostawały na miejscu. Z czasem jednak, przyczyniły się do tego tłumy, które w pewnym momecie wróciły na wyspę, a pewnie i pogoda, linia kamieni się rozmyła, zostały one poruszone ze swoich miejsc.

Dlatego twórcy upamiętnienia, na facebooku nazywający się Margiszigeti Kavicsok, czyli Kamyki z wyspy Małgorzaty, w ostatni weekend zorganizowali akcję odrestaurowania kamieni (niekiedy starciu uległ napis na nich) oraz przeniesienia ich w spokojniejsze miejsce na wyspie czyli do Ogrodu Różanego, który mieści się mniej więcej na środku wyspy. Wolontariusze mieli zebrać i przenieść po 25 kamieni do namiotu, skąd po przejrzeniu trafić miały one na ostateczne miejsce.

Pomnik ułożony z kamyków opisanych flamastrem nie robi wrażenia trwałego ale nie o to tutaj chodzi. Jego spontaniczność, oddolność, minimalistyczny a przy tym symbolicznie bogaty charakter, lepiej odpowiadają potrzebie chwili by choć przez jakiś czas pamiętać o tych zmarłych, umożliwić przeżycie żałoby po nich. A że pandemia jeszcze się nie skończyła i ludzie wciąż umierają do pomnika można dokładać kolejne kamienie.

Lipiec, równa jeszcze linia kamieni
Lipiec, na każdym kamieniu numer i wiek zmarłej osoby
Sierpień, nieco porozrzucane kamienie
Sierpień, kamienie już nie w jednej linii
Sierpień, wolontariusz szykuje kamienie do przeniesienia

Dodane 7 września 2021

Zrobiłem parę zdjęć kamieni ułożonych właśnie w Ogrodzie Różanym.