Kis Grofó na poważnie (?)

Kis Grofó nie trzeba na Węgrzech przedstawiać. Ten wykonawca muzyki lakodalmas czyli węgierskiego odpowiednika disco polo jest tutaj megapopularny. Jaka to muzyka można sobie łatwo wyobrazić, próbka poniżej (33,324,997 odsłon do dnia dzisiejszego):

Takie właśnie utwory wziął sobie na warsztat projekt Vers Mindenkié czyli Wiersz dla każdego internetowej telewizji Nuheadztv. W ramach projektu znani aktorzy, ze pełną powagą i wykorzystaniem swojego aktorskiego warsztatu, deklamują teksty takich utworów nadając im zaskakująco odmienny charakter. Tak więc czy jest to kretyński tekst tyle, że mądrze recytowany? Czy też głęboki tekst zaśpiewany w idiotycznej piosence? Każdy niech zdecyduje sam. Jak ktoś nie zna węgierskiego to tym lepiej, w pełni można poddać się działaniu iluzji wykonania.

Poniżej tekst powyższej piosenki w wykonaniu również popularnego, choć nie aż tak jak Kis Grofó, aktora Jánosa Gálvölgyiego (1,169,567 odsłon). 

Więcej wierszy do znalezienia na youtubie pod kategorią Vers Mindenkié (pod każdym wideo podany jest link to oryginalnego wykonania).

Dzięki Chłopakowi za wprowadzenie mnie do węgierskiego świata dramatic reading [EN]!

instagram

Postanowienia noworoczne: otworzyłem profil na instagramie. Wrzucać tam będę zdjęcia rzeczy, które mnie zaciekawiły czy zdziwiły, z krótkim komentarzem – dla odmiany po angielsku. Na początek takie zdjęcie:

HofiGezaStopa

To mój ulubiony i najśmieszniejszy odcisk stopy na alei gwiazd na ulicy Nagymező (przed Instytutem Polskim). Tak, Géza Hofi był humorystą:)

Zachęcam do subskrybowania mojego instagrama – będzie świetnie!

pedofil i alkoholik najpopularniejszym księdzem na Węgrzech

Ponad milion lajków na facebooku w dziesięciomilionowym kraju, że już nie wspomnę o takich drobiazgach jak kultowe koszulki, książka, czy też wino i dwie budapeszteńskie knajpy nazwane od niego: pozwólcie przedstawić sobie węgierską gwiazdę kleru, księdza Tibiego (Tibi atya). Ten menelowaty duchowny, pedofil i alkoholik, w typowo księżowskich, przyciemnianych brylach cieszy się tu ogromną popularnością zwłaszcza wśród młodych ludzi. Zaniepokojonych uspokajam: Tibi atya istnieje tylko wyłącznie w postaci memu internetowego.

TibiAtya

Tibi atya powstał (na facebooku, jak wspomniałem, gdzie indziej nie istnieje) pod koniec 2012 roku. Jego poprzednikiem było blog Ex szakasz, działając w latach 2008-2012. Trzech młodych przedsiębiorców, którzy stoją za księdzem Tibim, czyli jak się nazywają w wywiadach, jego ministrantów, do dziś wolą pozostać anonimowymi.

Siłą persony Tibi atya jest oparty na alkoholiźmie dość dosadny humor z rzadka tylko okraszony iskierką inteligencji. Na stronie księdza na fejsie codziennie pojawia się parę alkoholowych sentencji często w postaci graficznej z nieodłączną postacią w okularach z kieliszkiem. Na przykład taka:

TibiAtyarachunki

Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Nie musiałem płacić rachunków

TibiAtyadwarodzajeludzi

Są dwa rodzaje ludzi, ci, z którymi piłeś i ci, przez których pijesz.

Tak, takie mądrości zbierają po kilkanaście tysięcy lajków. Przeglądając facebooka spostrzegłem wśród lajkujących ładnych paru znajomych, których dotąd nie podejrzewałem o taki typ humoru.

Są też klimaty polskie, te mi się akurat podobają:

TibiAtyanevedlengyelul

Naucz się swojego nazwiska po polsku! 1. Wypij litr palinki 2. Spróbu się przedstawić

Albo takie:

TibiAtyamindekitudlengyelul

Wszyscy potrafią mówić po polsku. Tyle, że niektórzy trzeźwieją

TibiAtyapolski

Szanuję Polaków. Zbudowali cały język korzystając wszystkiego z ostatnich pięciu liter alfabetu.

I tak dalej. Czytałem o imprezie, na której grupa znajomych, gdzieżby indziej, w knajpie przez cały wieczór opowiadała sobie nawzajem ulubione dowcipy Tibi atya, balangę kończąc wspólnym „pochwalony!” Tak te żarciki funkcjonują w kulturze młodzieżowej a pewnie i nie tylko.

Twórcy Ministranci księdza Tibiego bronią się przed zarzutem rozpowszechniania alkoholizmu argumentem, że Tibi atya to krzywe zwierciadło podstawione pod twarz społeczeństwu. Na ile się zgodzimy z tym nasza rzecz, jednak głównym aspektem tibiatyawskiej przedsiębiorczości jest wino i knajpa.

Sikacz księdza Tibiego, źródło: Mandiner

No właśnie, knajpa a właściwie dwie knajpy. Pierwszą ministranci otwarli we współpracy z jakimś przedsiębiorcą na ulicy József Attila pod nazwą Fröccskocsma. Miejsce zrobiło się w mgnieniu oka szalenie popularne, tłum wylewał się aż na ulicę. Jednak współpraca szybko się popsuła, Tibi atya odżegnał się od knajpy w internecie a ministranci otworzyli nowe miejsce, tym razem na rogu körútu i ulicy Dohány. Tym razem knajpę nazwano Humbák művek (Zakłady Humbák).

Nazwa pochodzi od krainy, gdzie mieszka i pracuje Tibi atya. Pierwotnie jego historię osadzono w Máriakálnok, istniejącej miejscowości, ale na skutek protestów burmistrzyni, która sobie nie życzyła by miejscowość kojarzono z nieciekawą (jego zdaniem) osobą, księdza Tibiego przeniesiono do już fikcyjnego kraju Humbákföld.

JATibiAtyaulica

Fröccskocsma

JATibiAtyawejscie

Już od wejścia jest z nami Tibi atya

JATibiAtyachlebiwino

Jak to było, chleb i wino?

JATibiAtyawsrodku

W środku

JATibiAtyabar

Bar, malowidło przedstawia Humbákföld, uwagę zwraca rozlewnik fröccsa na barze z lewej

JATibiAtyagyrospizza

Tibi atya pomaga też wybrać coś do jedzenia

JATibiAtyakwiatek1

Są kwiatki księdza Tibiego jak ten: Alkoholizm to droga, którą nie da się iść ale ja ją wybetonowałem


Przestrzeń jest nasycona księdzem Tibi. Ten jego obraz oświetlony jest stale zmieniającym się światłem, naprawdę piękna rzecz (ten gif jest dziełem Chłopaka)

A to już druga _autentyczna_ tym razem knajpa Tibi atya: Humbák művek

DTibiAtyazulicy

Humbák művek widziane z ulicy

DTibiAtyaokno

Tiby atya z okna zachęca przechodniów do wizyty

DTibiAtyawsrodku2

W środku. Playébános to po węgiersku proboszcz

DTibiAtyawsrodku1

Uwaga! Fröccs tylko czeka na to by się wyswobodzić z butelki

DTibiAtyahosszulepes

Mały krok dla człowieka, długi krok dla mnie (długi krok to nazwa jednego z gatunków fröcsa, wyjaśniam niezorientowanym)

DTibiAtyastworzenie

Tibi atya w sztuce światowej. Swoją drogą pierwotnie twarzy naszemu bohaterowi, nieświadomie, użyczył amerykański franciszkanin Stephen Valenta skazany za przestępstwa na tle seksualnym. Później, ze względu na brak zgody na użycie jego wizerunku, Tibi atya uległ grafizacji i obecnie wygląda jak wygląda

DTibiAtyaHorthy

Ale tu jeszcze w dalszym ciągu przypomina Valentę

DTibiAtyalaudetur

„Pochwalony” to częsty motyw związany z ikonografią księdza Tibiego

Może jeszcze warto dodać, że popularność Tibi atya nie umknęła uwagi polityków. Ministranci dostali zaproszenia ze wszystkich stron politycznej palety do zaangażowania duchownego po stronie któregoś z politycznych obozów, według swoich deklaracji jednak ani nie skorzystali ani nie zamierzają skorzystać z tych zaproszeń.

Jest też wspomniana książka.

JATibiAtyaksiazka

Lufka na każdy dzień. Kwiatki z życia księdza Tibiego. Ta dość umiarkowanie śmieszna publikacja wpisuje się w tradycję parodiowania wieśniaków (głupi i pijacy) przez ludzi z miasta. Ujęły mnie tam tylko piętrowe bluzgi, dajmy na to takie

Tak ich kopnę w dupę, że zaraz dogonią Voyagera 2, który przelatuje właśnie przez obłok Oortu już za układem slonecznym!

Strażnik zabrał nam kupione na wyprzedaży trzyprocentowe piwa, którym upłynęła data ważności ale klnę się na boga, że raczej napiłbym się na Saharze chorego na cukrzycę moczu Karesza Drótosa niż tego gówna ale i tak je nam zabrali.

Dla mnie dużo mówi o Węgrzech, że można sobie takiego Tibi atya stworzyć i nikomu to nie zdaje się przeszkadzać. W Polsce takie rzeczy byłyby nie do pomyślenia!

Papierowy blog

W moje ręce trafił niedawno taki właśnie blog. Ma tytuł, nakład (200), numer ISSN i cenę (3 zł) a także stronę na facebooku. Nazywa się Magyazyn, wydają go studenci hungarystyki z Warszawy.

Przeczytałem go od deski do deski, co nie jest takie trudne bo chodzi o 59 stron. To klasyczne czasopismo studenckie, jednocześnie widać, że wszystkie teksty w zasadzie mogłyby się ukazać jako posty na jakimś blogu. Co więc tu mamy: tekst o metrze budapeszteńskim i warszawskim, historie De Hory’ego (znany fałszerz węgierskiego pochodzenia) i Járosy’ego (znany artysta kabaretowy węgierskiego pochodzenia mieszkający przed wojną w Polsce), relacje z wydarzeń na hungarystyce (wystawa fotografii oraz konferencja poświęcona Madáchowi), omówienie blogów o tematyce węgierskiej – w tym i mojego, a także recenzje filmów i płyt węgierskich, przepis na tort naleśnikowy (bardzo smakowity już przy czytaniu!) a także inne rzeczy.

Zdecydowana większość tekstów, choć nie wszystkie, była dla mnie ciekawa. Znalazłem tu parę nowych i interesujących rzeczy włączając w to blog piszący o filmach węgierskich Kociołek węgierski. (Zupełnie przypadkowo wczorej dowiedziałem o ciekawym i bardzo kompetentnym polskim blogu na temat win węgierskich NieWINNE podróże, oba linki dodane).

Cieszę się z odrodzenia tej inicjatywy, bo jak wiem Magyazyn to tradycyjny tytuł czasopism wydawanego już wcześniej na warszawskiej hungarystyce. Szkoda tylko, że cały ten, bardzo znaczący, wysiłek redaktorów dosięgnie zaledwie 200 czytelników. Może więc warto publikować Magyazyn równolegle jako blog lub przynajmniej gdzieś w formie pdfów? Wart jest tego! No i jak inaczej będę mógł go czytać?

Polonica.hu

Strona ma być zbiorem informacji na temat polskich miejsc na Węgrzech. Chodzi o tablice, instytucje, kościoły, pomniki, cmentarze itd. Autorzy projektu piszą o nim tak:

Serwis Polonica.hu powstał z inicjatywy Ambasady RP w Budapeszcie, ale chcemy by był to nasz wspólny projekt. Jego celem jest zebranie i skatalogowanie miejsc związanych z Polską i Polakami na Węgrzech. Nasze relacje i przede wszystkim przysłowiowa już przyjaźń polsko-węgierska mają piękną, tysiącletnią tradycję. Jej dowody coraz częściej nikną jednak w ludzkiej pamięci – projektem Polonica.hu chcemy zachować chociaż materialne pamiątki obecności Polaków na przyjaznych im Węgrzech.

Chcemy, by serwis Polonica.hu był bazą, może nawet swoistą encyklopedią polskiej obecności na Węgrzech. Każdą związaną z naszym krajem pamiątkę będziemy starali się umieścić na stronach internetowych z właściwym opisem i zdjęciem oraz lokalizacją na mapie. To zadanie ogromne i liczymy tu na współpracę wszystkich, którzy czują się z Polską związani – węgierskiej Polonii, Polaków mieszkających czy pracujących na Węgrzech, Węgrów darzących Polskę sympatią i wszystkich, którzy chcą z nami współtworzyć Polonica.hu.

Nasz serwis można nazwać wręcz społecznościowym i liczymy, że społeczność wokół niego powstanie. Mamy ambicję stać się swoistą Wikipedią polskich śladów na Węgrzech – nie uda się to bez Waszej pomocy, na którą bardzo liczymy.

Pomysł super. Wikipediowy, trochę podobny do projektu Otwarte zabytki, o którym pisałem kiedyś.

Póki co wersja beta więc jest nieco problemów. Nie można dodawać własnej informacji, mimo, że istnieje specjalna zakładka dla tego. Dalej, nie wszystkie przedstawione na stronie informacje są poprawne, na przykład tablica przy synagodze ma być ulokowana się w na placu Erzsébet, co jest jakieś pół kilometra dalej. Ikonka “wszystkie kategorie” opatrzona jest etykietą “wszysykie kategorie”.

Park przy synagodze na placu Erzsébet

Jak wspomniałem, to wciąż beta więc błędy mają prawo się zdarzyć. Liczę na to, że będą szybko poprawione. Projektowi życzę jak najszybszego oficjalnego odpalenia a potem długiego i owocnego życia!

A swoją drogą co by było gdyby powstała taka mapowa baza danych obejmująca cały świat?

10 lat

Jeż Węgierski istnieje już dziesięć lat! Kto by się spodziewał. Proszę golnąć sobie coś za bloga, jego czytelniczki i czytelników.

PS Zdaje mi się, że gdzieś istnieje jakaś lista najstarszych blogów polskich, czy ktoś wie gdzie ona jest? Niewykluczone, że Jeż W się kwalifikuje.

druga demonstracja przeciwko podatkowi od internetu

Jeśli niedzielna demonstracja zaskoczyła wszystkich rozmachem, to przedwczorajsza to wrażenie przebiła. Krążąca liczba stu tysięcy uczestników jest pewnie przesadna ale tłlum był ogromny, co liczy się tym bardziej, że za demonstracjami nie stoi jakaś bogata w środki partia, która może pozwolić sobie na zwożenie zwolenników z daleka.

Początek ma miejsce tam gdzie i w niedzielę, na placu Józsefa Nándora. Z głośników leci kojarząca się z 1956 owertura Beethovena. Na scenę wychodzi Balázs Gulyás. Mówi krótko, zapowiada następnych mówców. Brak mu energii z niedzieli, widać, że ma za sobą dwa wyczerpujące dni.

Pierwszy mówi Zsolt Várady. To założyciel legendarnego IWIWu, który na Węgrzech poprzedził Facebooka i zgromadził w zasadzie wszystkich użytkowników internetu w tym czasie. Várady IWIW sprzedał już dawno temu (serwis zamknięto jakiś rok temu), obecnie jest raczej aktywistą. W przemówieniu mówi dużo na temat potrzeby wprowadzenia takiego systemu podatkowego, który skłaniał by ludzi do płacenia podatków a nie oszustw. To ciekawe, dużo łatwiej jest pomstować na korupcję rządu i domagać się jego ustąpienia niż w przemówieniu wiecowym mówić, że chciałoby się normalnie płacić podatki. Kończy podaniem wysokości podatku od internetu jaka byłaby do przyjęcia: zero.

Zsolt Várady, jeszcze o nim możemy usłyszeć

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

optymalna wysokość podatku od internetu: zero

Następny jest młody działacz Balázs Füzessi. On jest bardziej ogólny populistyczny. Mówi, że protesty mają miejsce jeszcze w dziesięciu innych miastach – a także w Warszawie, co wywołuje falę aplauzu. Zapowiada, że jeśli parlament podda ustawę o podatku od internetu pod głosowanie, co może mieć miejsce około 17 listopada, będą dalsze protesty, każdy ma starać się być wolny tego dnia.

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

zbiórka bitcoinów na protesty

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

Na sieć! sporo jest kreatywnych transparentów

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

Są nawiązania do Anonymous, ale to tym razem – w przeciwieństwie do demonstracji przeciwko ACTA – margines

Rusza marsz, celem jest kamień z zerowym kilometrem pod zamkiem, skąd liczy się na Węgrzech odległości. Początek jest wolny ze względu na ilość ludzi. Ilu ich jest widać dopiero na moście Erzsébet, który jest wypełniony podczas gdy koniec pochodu nie doszedł jeszcze do Asztórii.

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

na moście, więcej ludzi nie widać jak widać

Atmosfera jest spokojna, nie ma agresji, choć czuje się, że ludzie są wściekli. Dominują okrzyki „Nie pozwolimy” (Nem hagyjuk) i „Przecz z Orbánem” (Orbána takarodj). W powietrzu dron, na wzgórzu Gellérta ludzie machają święcącymi się komórkami.

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

Nie płacimy podatków kryminalistom – sporo jest nawiązań do korupcji w rządzie

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

Gra słów: Minielnök (miniprezydent) – Miniszterelnök (premier) – Orbán nie jest pozytywnym bohaterem demonstrantów

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014 

Znów Orbán

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

Znów o podatkach, z lewej: „1000 miliardów niewpłaconego VATu – 20 miliardów podatku od internetu” w nawiązaniu do niewyjaśnionej do dziś afery machlojek wokół VATu na cukier (ten transparent akurat trzyma były poseł LMP do parlamentu), z prawej: „internet to też usługa komunalna” – przed wyborami rząd kolejny raz nakazał obniżenie opłat komunalnych – zobacz też tu – a teraz je chce podnieść.

Dochodzimy do zerowego kamienia i tam płynny koniec: miejsce jest za małe by pomieścić wszystkich, ludzie przyszedłszy ruszają do domu. Choć nie wszyscy – 1-2 tysiące idą na plac Kossutha, gdzie jednak obywa się bez incydentów.

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

Flaga Unii nad tunelem – nowy symbol opozycji. W trakcie demonstracji skandowano też „Europa, Europa”.

protest przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 28.10.2014

Jeśli w Fideszie używają Facebooka to zrozumieją

Cyfrowy analfabeta won!

Z OSTATNIEJ CHWILI: Fidesz nie rezygnuje z podatku od internetu,

jutro (wtorek) druga demonstracja, też na placu Józsefa Nádora o 18:00.

Nie wiem czy ci, co przyszli siedzą w internecie zawodowo, czy też może oglądają w nim filmy i grają w gry, godziny i dni spędzają na fejsie, są maniakami wiadomości z internetu, wikipedystami, czytelnikami bloga Jeż Węgierski czy też, jak sugeruje to złośliwa propaganda, to wstydliwie uzależnieni od sieciowej pornografii a przyszło ich dużo, kilkadziesiąt tysięcy. Kilkadziesiąt tysięcy na wczorajszej demonstracji przeciwko podatkowi od korzystania z internetu. To tutaj naprawdę sporo.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

takich geeków jest nieco ale zdecydowanie przeważają normalsi

Tłum zbiera się na placu Józsefa Nándora. Na początek, bez wprowadzenia, odtworzone zostaje nagranie z konferencji prasowej Fideszu bodajże z 2008 roku, w ramach której partia wyrażała stanowczy sprzeciw wobec proponowanego wówczas podatku internetowego. Nagranie tłum komentuje gwizdami i nieprzyjaznymi okrzykami.

Potem głos zabiera jedyny mówca, organizator protestu i twórca internetowego ruchu Sto tysięcy przeciwko podatkowi od internetu, Balázs Gulyás.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

B. Gulyás mówi

Zaczyna od trzech próśb: wpłacajmy na koszt organizacji demonstrajci, żadnego zakrywania twarzy, żadnych symboli partyjnych.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

zrzutka do skrzyneczki

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

Przewodniczący partii Polityka Może Być Inna (LMP) stoi cichutko w tłumie. Jako uczestnik jest ok, ale nie wolno mu się obnosić ze swoją partią.

Mówi krótko i dobitnie: nie będzie żadnego podatku od internetu, nie pozwolimy na to! Największe oklaski dostaje gdy mówi: nie będziemy płacić podatku skorumpowanemu rządowi!

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

hasła: niech żyje republika sieciowa! oraz nie będziemy płacić podatków przestępcom!

Orbána nazywa cyfrowym analfabetą. Gdy tłum zaczyna skandować “Orbán won!” reague: to demonstracja przeciwko podatkowi od internetu ale jeśli Orbán ustąpi to rzecz jasna podatku nie będzie. Brawa.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

chodzi o podatek od internetu ale nie udaje się uniknąć innych tematów

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

ten przeciwnik podatku swoje hasło umieścił na starej klawiaturze

Gulyás daje rządowi 48 godzin na wycofanie się z planów podatku, zapowiada następną demonstrację za dwa dni. Potem zaprasza na scenę przedstawicieli mediów i wzywa wszystkich do podniesienia komórek, reporterzy fotografują morze świetlików ekranów.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

komórki uczestników

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

fotografowanie komórek uczestników

Po sesji Gulyás wzywa do przejścia pod siedzibę Fideszu na ulicy Lendvay, gdzie demonstrancji mają złożyć stary zużyty sprzęt elektroniczny na znak protestu.

Ruszamy. Tłum jakby większy, media napiszą potem o kilkudziesięciu tysiącach uczestników. Idziemy i nie widzę ani końca ani początku demonstracji.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

Flaga unijna nabiera powoli charakteru opozycyjnego

Nad nami lata mały dron, w internecie leci materiał, który nagrywa. Co jakiś czas na przemian okrzyki “Nie pozwolimy” i “Orbán won”, ale w sumie spokojnie.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

tłum na Andrássy, nie widać końca ani początku

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

Prostestuję przeciwko podatkowi od internetu!

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

Wolności dla internetu!

Gdy dochodzimy do placu Bohaterów jest już on pełen. Centralna rzeźba oblepiona jest ludźmi, są tam organizatorzy z transparentem.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

Gulyás to tutaj ten nad transparentem, na środku

Gulyás przemawia ale ledwo go słychać bo mam tylko megafon a tłum jest wielki. Znów nad demonstrantami świecą ekrany komórek.Odśpiewanie hymnu, demonstracja oficjalnie zakończona.

Większość jednak rusza pod pobliską siedzibę Fideszu.

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

z klawiaturą na smyczy, ruszają w stronę siedziby Fideszu

demonstracja przeciwko podatkowi od internetu, Budapeszt 26.10.2014

na zdjęciu tego nie slychać ale akurat pod siedzibą Fideszu odchodzi ostre skandowanie

Pojawiają się kibice, którzy mieli dziś wcześniej demonstrację przeciwko Węgierskiemu Związkowi Piłki Nożnej i zdaje się, że to oni rozrabiają najwięcej. Przewrócone zostaje ogrodzenie, w stronę budynku lecą elektroniczne graty, wybite zostają szyby. Na balkon dostają się demonstranci, wywijają flagą unijną. Policja wzywa do rozejścia się, z czasem tłum rzednie i się rozchodzi. Na dzisiaj tyle.

Tak się składa, że 23 października, w rocznicę rewolucji 56 roku, też byliśmy na opozycyjnej demonstracji, uderzyło mnie jej podobieństwo do wczorajszej manifestacji.

  1. I tu i tu przemawiali młodzi, nieznani szerzej działacze. Mówili konkretnie, świeżo a przy tym dobrze wiecowo.
  2. Partie polityczne były niemile widziane.
  3. Na koszt demonstracji uczestnicy zrzucali się na miejscu – coś jak taca w kościele.
  4. Atmosfera była dość nieformalna.
  5. Uczestnicy mieli coś pokazywać a dziennikarze byli zaproszeni zostali na scenę by ich fotografować

Czy to nowy model demonstracji politycznych – a w konsekwencji rodzący się nowy ruch polityczny? Nie wiem, przekonamy się wkrótce.

Johnny Gold

Jak tłumaczy się Johnny Gold na węgierski? Tak, tak, János Arany, tak jak się nazywał ten wielki dziewiętnastowieczny poeta. Z tak intrygującym pseudonimem oczywistym jest chyba, że ukrywający się za nim artysta wart jest uwagi. I to bardzo.

Johnny Gold to bohater internetowego serialu pt. Johnny Gold. A magyar celeb (Johnny Gold. Węgierski celebryta), którego siedemnaście odcinków (z planowanych 24) powstało w 2011 roku. Serial to absolutnie oddolna, niefinansowana kultura – twórcy pracowali nad nim bez pieniędzy, dlatego zresztą nie dali rady dokończyć planowanej serii – istniejąca dzięki internetowi i w nim. Widać przy tym, że na tworzeniu filmów się znają, technika filmowa (zdjęcia, montaż, dźwięk) są bez zarzutu.

Johnny Gold to, krótko mówiąc, idiota, z którego jego manager stara się zrobić celebrytę. Johnny ma imponującą muskulaturę, którą wciąż rzeźbi w siłowniach, i mózg wielkości orzeszka. Nie ma też głosu ani talentu muzycznego ale tworzy teledyski i te są najlepszą częścią tego projektu. Johnny nie ma zahamowań i dzięku temu jest świetny, wykonując kretyńskie piosenki chodzi w obisłych majtkach po ulicy, w Wenecji śpiewa o Paryżu, błyszczy całym ciałem pod prysznicem, szokuje angielskim, przyjmuje kulturystyczne pozy, które są strasznie sexy, i tak dalej.

Zainteresowani serialem, niestety, polskich napisów brak, powinni zacząć tu. Miłośnikom muzyki polecam dwa klipy Johnniego.

Na początek Minden Jó Velem (Wszystko jest dobrze ze mną) – ponad milion odtworzeń!

Potem Paris, Paris (Not Canon C300) – nie tłumaczę

Jeśli komuś byłoby mało to niech sobie obejrzy, choćby dla tytułu, również Mellizmom túl czyli Poza mój mięsień piersiowy: Johnny we wszystkich klipach bardzo pięknie porusza tym właśnie mięśniem.

Nie jestem pewien jaką przyszłość filmową mają twórcy serialu, ale sam Johnny (w cywilu Tamás Tánczos) to spontaniczny talent, naturszczyk w rodzaju Himmilsbacha. Nie zdziwiłbym gdybym go znów zobaczył w jakimś bardziej profesjonalnym filmie. Póki co miłego oglądania!

PS Dzięki Waldkowi za zwrócenie mi uwagi na niecodzienną postać Johnny Golda