spotkanie maturalne

Czy ponad dwudziestu byłych uczniów na nieco ponad trzydziestu w byłej klasie Śliwki na spotkaniu z okazji dwudziestopięciolecia matury do dużo czy mało? Dla mnie dużo, tym bardziej, że moja była klasa spotkania maturalnego nie zorganizowała. A także dlatego, że jednocześnie spotkania takie miały pozostałe klasy z rocznika Śliwki. No i dlatego, że takie spotkanie wszyscy tu organizują.

Opiszę jak takie spotkania wyglądają. Mają one miejsce co pięć lat: już na tableau maturalnym, które jest tutaj powszechne, wpisuje się "spotykamy się w xxxx" gdzie zamiast isków jest data pięć lat po maturze, spotkania mają zresztą też miejsce w rocznicę opuszczenia uniwersytetu (kiedyś takie spotkanie opisałem) w sobotę. Obowiązkowym elementem przed południem jest tak zwana lekcja wychowawcza (osztályfönőki óra), na którą przychodzą wyłącznie byli uczniowie oraz były wychowawca. Każdy mówi co z nim/nią się działo w ciągu ostatnich pięciu lat. Bywa też mecz piłki nożnej czy co też jeszcze przyjdzie do głowy kreatywnym organizatorom. Rodziny – małżonkowie – nie mają wstępu. Ich za to zaprasza się zwykle na kolację. W tym roku wszystkie trzy klasy z rocznika Śliwki miały wspólną kolację w zarezerwowanej specjalnie restauracji. Atmosfera jest już nieco inna niż przed południem, bo małżonków – dzieci się nie zabiera – na ogół ludzie nie znają. Znowu, jeśli ludzie są kreatywni to będzie coś więcej poza jedzeniem. U Śliwki był zespół grający, zresztą fajnie, stare przeboje, węgierskie i nie tylko, w skład jego wchodzili koledzy z jej szkoły. Zespół założony jeszcze w liceum reaktywowali specjalnie na rocznicę matury. Do muzyki doszły więc tańce.

Nie przestają mnie zadziwiać Węgrzy tym pielęgnowaniem swoich kontaktów szkolnych. Społeczeństwo tutejsze wydaje mi się być raczej zatomizowane, każdy goni za swoim interesem, a tu taka wspólnotowość. Chyba, że uważają, że ten rodzaj kontaktów im służy. Nie wiem.