Znowu (znowu!) Amadinda

W niedziele znow poszlismy z Chlopakiem na koncert Amadindy dla dzieci. Dodam zaraz, ze koncertow w serii bedzie jeszcze dwa wiec byc moze jeszcze o Amadindzie napisze.

Poprzedni koncert byl wprowadzeniem do instrumentow perkusyjnych, ten byl na temat rytmu. Zakochalem sie Stevie Reichu i jego Clapping Music. Przypomnialem sobie, jak jeszcze uczac w szkole (dawno bylo ale i to bylo) pod wodza naszej uroczej nauczycielki muzyki wykonywalismy utwory wlasnie Reicha zawziecie klaszczac, bijac sie po udach i tupiac. Bardzo proste pomysly a ile do sluchania. Na przyklad nieskomplikowany rytm klaskany przez dwoch muzykow, przy czym co jakis jeden z nich zaczyna o osemke pozniej, i tak az dogoni drugiej. W miedzyczasie tecza rytmow.

Tak wiec ja bylem urzeczony. Chlopak mniej. Krecil sie caly czas, nie mogl sobie miejsca znalezc. Siedzielismy na miejscach dla choru wiec cala sala nas widziala, ale co tam. Wychodzac juz, co z racji tego gdzie siedzielismy odbywalo sie przez zaplecze dla muzykow, spotkalismy Zoltána Rácza, lidera Amadindy. Zlapal Chlopaka i spytal: "No i jak, nudno bylo?", na co Chlopak: "tak" i pomaszerowal dalej do szatni zostawiwszy Rácza z lekka pozbawionego tchu. "No tak, nieco za duzo mowil ten pan", powiedzial o sobie skonsternowany.

Za miesiac idziemy jednak znowu: obiecalem Chlopakowi kupic plyte dla dzieci, ktora sobie wypatrzyl na stoisku z kompaktami, ma teraz przynajmniej motywacje.