ślub gejowski

Tak się złożyło, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy brałem udział w dwóch ceremoniach ślubnych. Obie świeckie, obie zorganizowane poza urzędem. Obie zaskakująco podobne, jeśli zważyć, że pierwsza z nich połączyła parę heteroseksualną, a druga dwóch mężczyzn.

Technicznie rzecz biorąc były to akt zawarcia związku małżeńskiego oraz akt zawarcia zarejestrowanego związku partnerskiego (bejegyzett élettársi kapcsolat). Związki partnerskie, między osobami tej samej płci, można zawierać na Węgrzech od 1 lipca 2009 roku. Warto podkreślić, że chodzi tu o co innego niż związki partnerskie, które można potwierdzić u notariusza, i które dają szereg praw swoim członkom, zarówno tej samej jak i różnej płci.

Zarejestrowane związki partnerskie to de facto związki małżeńskie – o ile ustawa nie określa tego inaczej stosować do nich należy regulacje dotyczące małżeństw – istnieje jednak parę istotnych różnic (szczegółowe omówienie tu [HU]) .

W zarejestrowanych związkach partnerskich nie można przyjąć nazwiska partnera czy też partnerki. Możliwe jest to jedynie poprzez procedurę zmiany nazwiska niezależną o samego aktu zawarcia związku partnerskiego.

Nie można wspólnie adoptować dzieci ani też adoptować dzieci partnera/partnerki. Co istotne, każdy z członków związku może jednak adoptować oddzielnie dziecko.

W przypadku lesbijek nie mają one dostępu do państwowego programu zapłodnień in vitro. Gdy jednak jedna z nich urodzi dziecko, jej partnerka ma te same prawa co macocha, podobnie jest w przypadku gejów gdy jeden z nich zostanie ojcem. Co oczywiste, nie ma domniemania ojcostwa.

Zarejestrowany związek partnerski można rozwiązać nie tyle na drodze sądowej (rozwód) ale w niektórych przypadkach także przed notariuszem.

Dużo więcej jest identycznych rozwiązań. Do nich należą wspólnota majątkowa, obowiązek utrzymania partnera/partnerki, dziedziczenie majątku, wdowia emerytura, możliwość odmowy zeznań w sprawie, w która dotyczy partnera/partnerki, dostęp do informacji medycznej, konflikt interesów, łączenia rodzin, itd.

Identyczny jest też sposób zawierania małżeństwa oraz zarejestrowanego związku partnerskiego. Ma on miejsce przed urzędnikiem stanu cywilnego i tego właśnie miałem okazję doświadczyć. I tu i tu uczestnicy musieli złożyć deklarację stanu wolnego, i tu i tu związek, małżeński czy też partnerski, zawarto przy użyciu niemal identycznej formuły – różnica dotyczyła wyłącznie nazwy związku. Urzędniczka, bo w obu wypadkach była to kobieta, wygłaszała te same formuły prawne, byli świadkowie, podpisywanie aktu, podobne było nawet imitujące kazanie w kościele przemówienia urzędniczki z obowiązkowymi cytatami z literatury. Obrączki, choć opcjonalne, pojawiły się w obu przypadkach. Podobnie opcjonalny był pocałunek wstępujących w związek, choć przyznać muszę, że w przypadku naszych przyjaciół gejów, chyba stremowanych sytuacją, był on dość nieśmiały.

Różnica, jeśli jakaś, była w zachowaniu uczestników. Zwyczajowo powściągliwe w przypadku ślubu heteroseksualnego, w przypadku ślubu gejowskiego było bardziej żywiołowe. Może dlatego, że wśród zebranych sporo było gejów i lesbijek, dla których sam fakt publicznej ceremonii był powodem do dodatkowej radości zwłaszcza w kontekście niedawno rozpoczętej przez rząd kampanii skierowanej przeciwko wspólnocie LGBTQ+ (pisałem o tym nieco tu i tu).

Dlatego też sama uroczystość była dla mnie tak dziwna. Z jednej strony oficjalna propaganda skierowana przeciwko homoseksualistom, z drugiej tak funkcjonujące związki partnerskie. Choć jeśli spojrzeć na datę ich wprowadzenia to widać, że stało to jeszcze przed przejęciem władzy przez Fidesz. Nie oczekiwałbym rozszerzenia łączących się z nimi uprawnień póki Fidesz pozostaje u władzy, jeśli już to jestem w stanie sobie wyobrazić, że kiedyś ta partia zdecyduje się je ograniczyć lub wręcz zlikwidować.

Urzędowy stół, tak samo wygląda w każdym przypadku
Panowie młodzi
Panowie młodzi ze świadkami