Radio Polonia Węgierska 95 / Węgier-Ukrainiec dwa bratanki

Węgrzy za Ukrainą? Tak! Są i tacy. O tym zaskakującym zjawisku mówię w najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (15:15).

W Ukrainie żyje niecałe sto pięćdziesiąt tysięcy Węgrów. W węgierskiej oficjalnej narracji są oni uciskani przez Ukraińców, ich los ma być przyczyną zimnych stosunków między Węgrami a Ukrainą. Zaciekawiło mnie jak ci zakarpaccy Węgrzy odnoszą się do wojny.

Postaw, rzecz jasna, jest cały szereg. Wielu z nich już dawno przeniosło się na Węgry i poprzednia ojczyzna nic ich nie obchodzi. Inni uciekli na Węgry przed poborem niedawno. Spotkałem się z paroma takimi osobami, o Ukrainie nie mieli wiele dobrego do powiedzenia, wyczuwało się pewną sympatię wobec Putina. Usłyszałem, że Ukraińcy wysyłają Węgrów jako mięso armatnie na trudne odcinki frontu. To dość spójne z tym jak wielu Węgrów widzi los swoich rodaków żyjących w krajach ościennych: źle są tam traktowani, tęsknią za Węgrami.

Ale są też Węgrzy, którzy włączyli się w walkę Ukraińców z agresją rosyjską. Najbardziej znani są ochotnicy walczący w 68 batalionie Zakarpatski Szarkani czyli Zakarpackie Smoki. Już sama nazwa wskazuje na węgierski charakter jednostki: smoki po ukraińsku to drakoni, szarkani to węgierskie słowo.

Do batalionu należy Fagyir Sándor, przed wojną wykładowca na zakarpackim uniwersytecie. Jego zdjęcie jak z okopu prowadzi przez laptopa wykład, stało się kultowe do tego stopnia, że w Użgorodzie powstał mini pomnik inspirowany tą fotografią (dzieło Myhajło/Mihálya Kołodki).

Fegyir Sándor w okopie, źródło: 444.hu

Fegyir Sándor na pomniku, źródło: 444.hu

Węgierscy żołnierze zwrócili na siebie uwagę krótkim filmikiem zamieszczonym w internecie 23 października (rocznica powstania 1956 roku). Pozują tam z węgierską flagą z dziurą, symbolem rewolucji, oraz flagą ukraińską. Pod jego wpływem węgierscy użytkownicy internetu zaczęli organizować zbiórkę na pomoc dla nich przesyłając im specjalne power banki, odzież zimową ale także i węgierską kiełbasę oraz paprykową pastę Erős Pista. Wydaje się, że ten tak powstały kanał pomocy zostanie z nami na długo.

Węgrzy, Ukraińcy, źródło: 444.hu

Tak więc okazało się, że mniejszość węgierska w Ukrainie może łączyć oba kraje. Ci Węgrzy, którym nie odpowiada prorosyjska polityka rządu, dostali sposób by wspomóc walczących Ukraińców. Bywa więc, że Węgier-Ukrainiec to dwa bratanki.

Reklama

Polacy z Węgier zbierają na generator dla Ukrainy – rezultat

Udało się! Zebraliśmy nieco więcej (4080 złotych oraz 10 000 forintów, które wręczono mi osobno) niż cel zbiórki (4000 złotych).

Kupno generatora nie jest jednak prostym zadaniem bo generatorów wszędzie brak. We współpracy ze stowarzyszeniem Jednist udało się kupić w końcu jeden generator (tak dokładniej to zapłaciłem za generator, który oni zamówili wcześniej po starej cenie), i jest już on w drodze do miasta Dniepr. Koszt to 123 980 forintów. Na generatorze umieściliśmy napis po ukraińsku „Od Polaków z Węgier na znak solidarności” czyli „На знак солідарності від угорських поляків.” Poniżej załączam dokumentację fotograficzną.

Okazało się, że pieniędzy starczy również na drugi generator! Kupiłem go w niemieckim amazonie, koszt to 566.27 euro (469.47 euro sam generator plus 120.39 euro za przesyłkę). Kiedy nadejdzie wrzucę parę zdjęć.

Wydatki:

123 980 forintów to 1459 złotych

566.27 euro to 2656 złotych

W sumie wydałem 4115 złotych

Zebranych jest 4080 złotych plus 118 złotych (10 000 forintów), w sumie 4198. Za pozostałe pieniądze (83 złote) kupię żywność.

Ogromne dzięki dla wszystkich, którzy wsparli zbiórkę!

Radio Polonia Węgierska 94 / Palinka!

W najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska mówię o palince. Kto chce zrozumieć Węgrów niech słucha (15:25) – a potem niech się też napije.

Od palinki – wstrętne uczynki jak głosi wierszyk z cyklu Odwódki Wisławy Szymborskiej. Węgrzy by się z tym zapewne nie zgodzili. Do palinki mają zdecydowanie bardziej pozytywny stosunek.

Węgrzy do palinki odnoszą się emocjonalnie. Palinka to jeden z komponentów węgierskości. Prawo to jej wyrobu – na Węgrzech dozwolona jest produkcja na własny użytek – jest czymś podobnym do prawa noszenia broni w Stanach czy też braku ograniczenia prędkości na autostradach w Niemczech. Sprzęt to destylacji można legalnie kupić w supermarketach budowlanych jak Praktiker czy OBI.

Palinka, czy to w plastikowych czy to w szklanych butelkach, to częsty prezent. Jeśli własnego wyrobu to tym bardziej doceniany. A przy okazji wdzięczny temat do rozmowy: z jakich owoców? Jaki był proces przygotowania zacieru? Jaka ilość? Jaka wydajność? Miło zachwycać się aromatem owoców (nie zawsze łatwo rozpoznać, dlatego warto przedtem wypytać z czego daną palinkę zrobiono), pomlaskać nad smakiem.

Dla niewiedzących: palinkę wytwarza się głównie z owoców choć w zasadzie można ją wyprodukować pewnie z dowolnej rośliny: kiedyś piłem palinkę z buraka (smakowała ziemią). Po procesie fermentacji zacier destyluje się i gotowe.

I tak Węgrom owoce kojarzą się przede wszystkim z palinką. Jak ktoś powie, że ma w ogrodzie, dajmy na to, śliwę czy pigwowiec to można się spodziewać, że w następnym zdaniu padnie uwaga na temat ile to palinki można z ich owoców wyprodukować. Jedzenie owoców jest dla dzieci, jak wyjaśnił mi niedawno z pobłażaniem mój kolega. Dżemy, soki, kompoty nie są tematem do rozmowy, palinka natomiast owszem.

Owoce, włączając w to spady, zbiera się do pojemika, często to nieużywany kubeł na śmieci. Wizyta w ogrodzie nie może się obyć bez odwiedzenia tego kubła, zamieszania zacieru kijem i zachwytami nad wyglądem i zapachem (oba straszne).

Picie palinki, także w małej ilości przed śniadaniem, to nieodzowny rytuał, zwłaszcza na prowincji. To zarazem znak bratania się, przypieczętowania zgody. Nie przypadkiem zdjęcie, na którym zięć Orbána nalewa teściowi palinkę z gąsiora stało się symbolem systemu opartego na nepotyzmie.

Źródło: Hungarian Free Press

Gdy Węgrzy dowiadują się, że jestem Polakiem, ze współczuciem mówią mi, jak straszna jest wódka (w porównaniu do palinki). Pocieszają mnie, czymże innym, palinką.

Radio Polonia Węgierska 93 / Co nam dali Sowieci?

Co nam dali Rzymianie? To, dzięki Życiu Briana, wiemy, pytanie co nam dali Sowieci? Odpowiedź na to intrygujące pytanie pada w najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (18:10).

Co nam dali Rzymianie? Kto oglądał film pod tytułem „Żywot Briana” nakręcony przez Monty Pythona pamiętać będzie fragment gdy przywódca spiskowców zadaje to pytanie swoim zwolennikom oczekując listy doznanych krzywd. Zamiast tego zaczynają oni wyliczać zdobycze cywilizacyjne, które tym okupantom Żydzi zawdzięczają: wodociągi, urządzenia sanitarne, nawadnianie, medycynę, bezpieczeństwo, publiczne łaźnie, i tak dalej.

Pytanie z tego kultowego fragmentu filmu można zadawać w odniesieniu do wszystkich okupacji, które mogły dotknąć dany naród. W przypadku Węgrów to, nie wchodząc w różnice pomiędzy nimi, okupacje turecka, austriacka i radziecka. Tak jak wobec pierwszych dwóch łatwo wymienić parę pozytywów, jak kawa czy łaźnie w przypadku Turków oraz rozkwit gospodarczy w państwie Habsburgów to nie jest to łatwe w odniesieniu do dziedzictwa komunistycznego. Nie raz pytałem różnych znajomych co takiego zawdzięczamy temu okresowi w historii i nikt nie był w stanie niczego wymienić. Bo Węgry były podporządkowane państwu o niższym poziomie cywilizacyjnym, bo wszystko co radzieckie było gorsze, warte tylko pogardy.

Aż niedawno mnie olśniło: Sowietskoje Igristoje! Jak mogłem o nim nie pomyśleć. To marka radzieckiego szampana, jedynego bodajże, który był wówczas dostępny w całej Europie Wschodniej. Napój alkoholowy o tej nazwie do dziś można na Węgrzech kupić.

Ciekawostka: od dawna nie ma on nic wspólnego ze Związkiem Radzieckim a nawet z Rosją. Produkowany jest przez węgierską firmę Royalsekt z miejscowości Izsák leżącej na Wielkiej Nizinie Węgierskiej. Firma nabyła prawa do używania tej nazwy po upadku socjalizmu. To wino musujące jest czysto węgierskie: powstaje na Węgrzech z węgierskich winogron.

W 2014 roku Royalsekt ukarano wysoką karą finansową za marketing mylnie sugerujący, że Sowietskoje Igristoje to produkt mający związek ze Związkiem Radzieckim czy też Rosją. Firma broniła się twierdząc, że szampan powstaje przy użyciu oryginalnej rosyjskiej metody produkcji szampana, ale specjaliści twierdzą, że taka nie istnieje.

Wszystko to nie jest istotne. Ważne jest, że ponad trzydzieści lat po upadku socjalizmu i wyjściu wojsk radzieckich z terytorium Węgier i dziś można z sukcesem reklamować product jako „sowiecki”. Wiemy już co też nam dali Sowieci.

Grudzień 2022, Sowietskoje igristoje na półce sklepowej. 777 forintów to 9 złotych.

Radio Polonia Węgierska 92 / Mało znane węgierskie tradycje świąteczne

Zwykle ich się nie wymienia ale bez nich nie jestem w stanie wyobrazić sobie świąt – o tych mało znanych węgierskich tradycjach świątecznych mówię w kolejnym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (13:55).

Między tradycjami świątecznymi na Węgrzech i w Polsce jest dużo podobieństw – i tu i tu od listopada w sklepach dudną angielskie piosenki christomasowe, szóstego grudnia przychodzi Mikołaj i zostawia coś w butach, w obu krajach na wigilię je się karpia i makowiec, jest choinka, są prezenty, i ale i jest nieco różnic: na Węgrzech jest mięso w wigilię, nieznane są tu opłatki, istnieją za to świąteczne cukierki zwane szaloncukor, na Sylwestra o północy wysłuchuje się hymnu państwowego, pierwszego stycznia je się soczewicę, co zapewnić ma bogactwo we właśnie rozpoczynającym się roku (sprawdzone – nie działa).

Ale jest coś jeszcze co odróżnia Węgry od Polski w tym okresie, są to mianowicie wielkie koncerty. Reklamujące je wielkie plakaty pojawiają się w środku jesieni zwiastując nadchodzący okres świąteczny.

Pierwszy z nich nazywa się Fenyő Ünnep czyli Święto Fenyő albo też Święto Fenyő – taka gra słów (fenyő to węgiersku choinka). Miklós Fenyő to węgierski Jerry Lee Lewis, niestrudzony wykonawca rock’n’rolla w stylu lat pięćdziesiątych-sześćdziesiątych. Mimo swojego nie najmłodszego wieku (obecnie siedemdziesiąt pięć lat) uwija się on na scenie w glitterowej marynarce wykonując ogniste kawałki na tle tańczących bikiniarzy. Koncert w tym roku odbywa się po raz dwudziesty piąty. Zjawisko jedyne w swoim rodzaju.

Drugie, podobnie jak Fenyő Ünnep po brzegi wypełniające wielkie sale sportowe wydarzenie muzyczne, to noworoczny koncert romskiego skrzypka Zoltána Mága. Te gigantyczna gala, z obowiązkową orkiestrą symfoniczną, fajerwerkami i marszem Radetzkyego wyklaskiwanym przez publiczność, odbyła się on po raz pierwszy w 2009 roku. Pojawiają się na niej gwiazdy muzyki klasycznej i popu, podobnie ekletyczny jest program spajany postacią skrzypcowego maetro. Całość transmituje telewizja. Wyczuwa się inspirację wiedeńskim koncertem noworocznym a także ambicję jego przebicia, ach ta stara, wiecznie żywa konkurencja między Budapesztem a Wiedniem!

Choć sam na żadnym z tych koncertów nie byłem, to jednak bez nich trudno byłoby mi wyobrazić sobie tutejsze święta.

Radio Polonia Węgierska 91 / Węgierscy grekokatolicy

Węgrzy wyznania wschodniego? Są tacy i to od dawna. O tym zjawisku mówię w 91 odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (14:50).

Węgrzy chętnie operują pojęciem “Słowanie” by podkreślić różnicę między sobą a sąsiednimi krajami. Fakt bycia krajem słowiańskim zakłada istnienie jakiejś szczególnej więzi z innymi słowiańskimi państwami i narodami. Tak też jest w przypadku Polski i Ukrainy: ich szczególna relacja to w dużej mierze efekt przynależności do słowiańszczyzny. W przypadku Węgier takiej wspólnoty nie ma.

Otóż nie jest to do końca tak. Między Węgrami a Ukrainą istnieje więź, której nie ma między Polską a Ukrainą. Chodzi mi o kościół grekokatolicki.

Aczkolwiek organizacyjnie jest to stosunkowo młody kościół na Węgrzech – eparchia (rodzaj biskupstwa w kościołach wschodnich) powstała dopiero w 1912 a bezpośrednią podległość Rzymow kościół uzyskał nie dawniej jak w 2015 roku – to prawosławni, potem grekokatolicy, żyli na Węgrzech już od dawna.

Początkowo byli to Rusini i Rumunii, którzy zasiedlali północno-wschodnie Węgry (do dziś kościół ma tam najwięcej wyznawców), potem dołączyli do nich uciekający przez Turkami Serbowie a w okresie reformacji zaczęli się do niego przyłączać także Węgrzy. Było tak gdy pozostałe bez wygnanych przez protestantów księży parafie wolały przyłączać się do grekokatolików niż do nowych wspólnot protestanckich. Niewiele później w ramach kościoła rozpoczął się ruch na rzecz wprowadzenia języka węgierskiego do liturgii na miejsce staro-cerkiewno-słowiańskiego.

Tak więc kościół, mimo że formalnie nie należy do czwórcy tak zwanych kościołów historycznych, które mają uprzywilejowany status w państwie (katolicki, kalwiński, ewangelicki i żydowski) ma charakter węgierski. Obecnie liczba jego wyznawców mieści się, w zależności od źródła, w przedziale między 200 a 300 tysięcy ludzi. Nie jest to wiele ale też nie jest liczba, którą można pominąć.

Mimo więc tego, że sporo Węgrów podziela wyznanie z Ukraińcami, na Węgrzech brak jest świadomości tego. Nie słyszy się by ktoś nawoływał do solidarności z Ukrainą bo żyją tam „bracia we wierze”. Nikt nie przypomina tego faktu.

Nie jest to zaskakujące. W każdej sytuacji można się odwoływać do tego co łączy – lub do tego co dzieli. Zawsze i to i to się znajdzie.

Sobór Zaśnięcia Matki Bożej przy placu Petőfiego w Budapeszcie, źródło: wikipedia

Radio Polonia Węgierska 90 / Budapeszt turystyczny i ten drugi

Zwiedzając Budapeszt zobaczycie inne miasto, niż to, w którym mieszkam. O tym jest mój najnowszy tekst w podcaście Radio Polonia Węgierska (15:45)

Zauważyłem, że choć bardzo interesuje mnie Budapeszt to jednak ciekawszy jest dla mnie chiński rynek na Kőbányi niż jarmark świąteczny na placu Vörösmarty, większą ochotę na kawę mam w barze Kisüzem, niż w kawiarni New York czy nawet w romkocsmie Szimpla kert, z łaźni wolę Lukácsa od Széchenyego, jeśli idę na rynek to raczej na Hunyadi tér niż do wielkiej hali targowej, zamiast zwiedzania autobusowego po trasie zamek-góra Gellérta-parlament-Bazylika-plac Bohaterów wybrałbym przechadzkę po ósmej dzielnicy.

Innymi słowy, typowo turystyczne atrakcje miasta, które przyciągają tu tylu odwiedzających, mnie niespecjalnie obecnie ruszają.

Nie chodzi tu rzecz jasna tylko o mnie. Tak to chyba wszędzie jest, że to, co przyciąga turystów często jest dość obojętne dla stałych mieszkańców danej miejscowości. Co więcej, bywa, że im bardziej jakieś miejsce przyciąga turystów tym bardziej odpycha miejscowych.

Być tak może, bo w okolicy pojawiają się „turystyczne” czyli wysokie ceny, bo miejscowe restauracje szykują wyłącznie ofertę dla turystów, dajmy na to, zupę gulaszową z Cyganem z czerwonej kamizelce grającym do ucha, bo z powodu autokarów nie ma jak tam się dostać, albo też ponieważ w okolicy kupić można wyłącznie pamiątki a nie rzeczy potrzebne na codzień.

Takim przykładem w Budapeszcie jest zamek, jedna z najpiękniejszych części miasta, w której spotkać można niemal wyłącznie turystów.

Odwiedzając dane miejsce po raz pierwszy na ogół zachowujemy się jak turyści, kiedy w nim zamieszkamy, chcąc nie chcąc, przyjmujemy logikę lokalsów.

Ciekawe jak obok siebie istnieją te dwie wersje tego samego miasta, jedna dla turystów a druga dla miejscowych. Nie mają zbyt wiele punktów stycznych. Tę pierwszą opisują przewodniki, tę drugą każdy odkrywa sam dla siebie.

Ciekawe też jak ludzie przyjeżdzający „poznać miasto” ograniczają się do zwiedzania turystycznych atrakcji jakby ta turystyczna wersja stanowiła całą prawdę o danym miejscu. A przecież tyle innych rzeczy czeka tam na odkrycie.

Tego nie znajdziecie w przewodnikach

Radio Polonia Węgierska 89 / Dracula był Węgrem

Tak, tak, Dracula też, mówię o tym w najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (15:00).

Dracula był Węgrem.

Nie chodzi mi tu o jego siedmiogrodzkie pochodzenie ale o to, że w kulturze popularnej nikt nie uosabia go lepiej niż węgierski aktor Béla (Bela) Lugosi.

Lugosi w zasadzie nazywał się Blaskó, pseudonim artystyczny przyjął od miejsca urodzenia, siedmiogrodzkiego miasta Lugoj, po węgiersku Lugos.

Urodził się w 1882 roku a karierę aktorską zaczął w 1902 roku. Początkowo występował w teatrach ale od 1917 roku doszły do tego nieme filmy.

Z powodu aktywności związkowej w okresie rewolucji komunistycznej na Węgrzech musiał opuścić kraj w 1919 roku. Udał się do Niemiec gdzie zagrał w kilku filmach. Wkrótce jednak przeniósł się do Stanów Zjednoczonych.

W 1927 roku w sztuce wystawianej na Broadwayu zagrał Draculę. Sztuka odniosła wielki sukces, zarówno komercyjny (261 przedstawień w samym Nowym Jorku, do tego doszło potem turne po całym kraju) jak i artystyczny. W 1931 roku zagrał Draculę w filmie pod tym samym tytułem. Film również okazał się wielkim sukcesem ale zarazem przypieczętował los Lugosiego.

Mimo wielu wysiłków nie udało mu się wyrwać z szufladki aktora od horrorów. Późniejsza rola Igora w Synie Frankensteina wpisała się w ten trend. Jego sytuacji nie ułatwiał fakt, że po angielsku mówił z ciężkim węgierskim akcentem. Draculę Lugosi grał z minimalną charakteryzacją: Lugosi był Draculą.

Według samego aktora, Draculę grał on na scenie tysiąc razy. Kiedy umarł, pochowano go w takiej pelerynie w jakiej grał Draculę w filmie. Tak zdecydowała jego rodzina, bardziej odpowiedniego stroju nie dałoby się jednak wymyślić.

Bela Lugosi jako Dracula w filmie z 1931 roku, źródło: wikipedia

Utwór zespołu Žagar pt. Mr. Lugosi. W kawałku wykorzystano nagranie Lugosiego ze wspomnianym „ciężkim, węgierskim akcentem”

Radio Polonia Węgierska 88 / Zastanawiający pomnik Hanny Szenes

Hanna Szenes to niezwykła postać a jej niedawno odsłonięty pomnik skłania do zadawania niewygodnych pytań. O tym mówię w najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (18:55)

Niedawno odsłonięty pomnik Hanny Szenes nie jest jej pierwszym upamiętniem w mieście bo jej mini-pomnik wykonał wcześniej Mychajło/Mihály Kołodko, jej imieniem nazwano też niewielki placyk w siódmej dzielnicy. ale ten pomnik jest najbardziej znaczący i prowokujący do pytań wykraczających poza postać samej Hanny Szenes.

Była ona węgierską Żydówką. Wyemigrowała do Palestyny w 1939, gdzie pracowała w kibucu oraz wstąpiła do żydowskiej podziemnej organizacji wojskowej Hagana (Palestyna znajdowała się wówczas pod kontrolą brytyjską). W 1943 roku wstąpiła do brytyjskiej armii, trafiła tam do Special Operations Executive – agencji do działań dywersyjnych na terenie okupowanej Europy. W sumie do tej agencji zwerbowanych było siedemnastu węgierskich Żydów.

W 1944 roku zrzucono ją wraz z kilkoma towarzyszami do Jugosławii. Mieli wspomagać działania partyzantów oraz w miarę możliwości podjąć działania w celu ochrony żyjących jeszcze węgierskich Żydów. Niestety, złapano ją podczas przekraczania granicy węgierskiej. Mimo tortur nie podała kodów do radia, które przy niej znaleziono ani szczegółów misji. Rozstrzelano ją w Budapeszcie 7 listopada 1944 roku.

W Izraelu od lat jest bohaterską. Wiersze, które pisała, omawiane są w szkołach. Na Węgrzech, do niedawna, była nieznana. Nowy pomnik pewnie pomoże to częściowo nadrobić.

I tu właśnie pojawiają się pytania. Bo Hanna Szenes była członkiem armii będącej w stanie wojny z Węgrami, innymi słowy, była zdrajcą, wrogiem. Jak można wrogowi oficjalnie stawiać pomnik?

Można jeśli się dawną wojnę przewartościuje (ktoś był może wrogiem ale racja była po jego stronie), Węgry tego jednak dotąd nie zrobiły. Ocena udziału Węgier w wojnie nie jest przedmiotem dyskusji. Przyznając, że Węgry ją przegrały unika się zajęcia pozycji wobec tej kwestii. Ten pomnik wiele tu nie zmieni, pokazuje tylko nieco schizofreniczne podejście do niej.

A takich postaci jak Hanna Szenes jest więcej. Poza jej towarzyszami z Palestyny jest przecież paru węgierskich naukowców, którzy wzięli udział w tworzeniu bomby atomowej, jest Pál Ignotus, dziennikarz sekcji węgierskiej BBC w czasie wojny, jest służący w armii amerykańskiej pisarz György Faludi i szereg innych. To i dziś zdrajcy i wrogowie czy też może stali po słusznej stronie? A może najprościej dalej tymi pytaniami się nie zajmować.

Pomnik Hanny Szenes na placu Széna, źródło: Wikipedia
Pomnik Hanny Szenes autorstwa Mychajło/Mihály Kołodki na placyku jej imienia w siódmej dzielnicy, źródło: Köztérkép

Węgrów Ukraina mało obchodzi

Z przeprowadzonego w czerwcu i lipcu badania opinii publicznej [HU] w Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji i na Węgrzech wyłania się obraz obojętności wobec wojny w Ukrainie i braku sympatii wobec Ukraińców na Węgrzech w porównaniu do pozostałych krajów objętych badaniem.

Tutaj 36% respondentów – najwięcej w całym regionie – uważa, że Ukraina powinna się poddać (w Polsce jest to 8%).

Podobnie w całym regionie to na Węgrzech najmniej ludzi rozmawia o wojnie – 85% wobec 95% w Polsce.

Najmniej jest też popierających opinię, że Zachód powinien więcej zrobić dla poparcia Ukrainy – 21% wobec 69% w Polsce.

W odniesieniu do wszystkich tych pytań Węgry i Polska zajmują pozycje na dwóch krańcach skali. Widać, że oba kraje różni nie tylko polityka rządów ale i poglądy społeczeństw.

Tyle, że na Węgrzech, moim zdaniem, te poglądy w dużej mierze kształtuje propaganda rządowa.

Graffiti w wykonaniu anonimowego twórcy, któremu wojna w Ukrainie nie jest chyba obojętna.