parkowanie po węgiersku w Londynie

Węgrzy, jak już kiedyś pisałem, mało emigrują, za to chętnie podkreślają, że problem złego zachowania emigrantów ich akurat nie dotyczy. Praca na czarno, spanie w parkach, kradzieże sklepowe, kombinacje, niekulturalne zachowanie, handelek – to-nie-my. Dlatego z pewną złośliwą satysfakcją wysłuchałem opowiadania koleżanki o Węgrze parkującym w Londynie.

Koleżanka, sama będąca Węgierką, od lat mieszka w Londynie, gdzie pracuje w dużej amerykańskiej firmie prawniczej. Do dzieci ma babysitterkę, akurat szukała nowej po odejściu starej. Na jedno z interview przychodzi Węgierka i zaczyna przekonywać koleżankę, że się nie będzie nadawać bo za daleko mieszka. Samo w sobie to już niezłe ale prawdziwej uciechy dostarcza dopiero chłopak kandydatki wygodnie rozwalony w krześle.

-Ja to po Londynie poruszam się wyłącznie samochodem. Do metra nie wsiadam, mówi. Ale parkowanie przecież jest dosyć kosztowne, zwracają uwagę koleżanka i jej mąż. Parkowanie? Za parkowanie nie płacę. Staję gdzie chcę, nawet tam gdzie nie wolno. Jak przychodzi strażnik to mówię, że mi się akurat samochód popsuł. A jak mi i tak wypisze mandat to idę kupić akumular, wysyłam do firmy od parkowania rachunek, karę mi anulują a akumulator w międzyczasie oddaję.

Ja to się złośliwie uśmiecham ale koledzy z pracy koleżanki kręcą tylko z niedowierzaniem głowami słuchając tej opowieści. Nie mogą pojąć po co zadawać sobie tyle trudu z tym kupnem akumulatora i wogóle tak kombinować. Niby prawnicy a tacy życiowo niewyrobieni. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s