Ópusztaszer

O ile komuś się z czymś kojarzy z Ópusztaszer to jest to panorama Fesztyego przedstawiająca, jak to określają Węgrzy, "zajęcie ojczyzny" przed 1100 laty. Pojechaliśmy tam w jakiś niedawny weekend i dowiedziałem się, że tak naprawdę tytułem do chwały tej miejscowości nie jest bynajmniej panorama ale fakt, że zebrał się tam pierwszy parlament węgierski, przynajmniej według kroniki Anonima. Zajmijmy się jednak samą panoramą.

Panorama jest typowem produktem z końca XIX wieku, kiedy wiele takich malowideł powstawało. Feszty, który panoramami zafascynował się zobaczywszy Bitwę napoleońską Neuville’a, początkowo chciał malować potop ale pod wpływem namów teścia Móra Jókaia zdecydował się na wkroczenie Węgrów do kotliny Karpackiej.

Pracę nad płótnem zakończył na wiosnę 1894 roku. Stało się ono jedną z atrakcji wystawy milenijnej w Budapeszcie. Panorama pojechała jeszcze do Londynu na wystawę światową ale po powrocie cieszyła się coraz mniejszym zainteresowaniem. Szkody jakich doznała w ostatniej fazie wojny spowodowały, że nie nadawała się już do wystawiania.

W latach 70tych zdecydowano o odnowie panoramy i budowie przeznaczonego dla niej pawilonu w Ópusztaszer. Prace jednak wkrótce zarzucono. Podjęto je dopiero w latach dziewięćdziesiątych, konkurs na restaurację malowidła wygrała polska ekipa konserwatorska. Panoramę można znów oglądać od 1995 roku.

Pawilon jest, jak widać poniżej, piękny inaczej.

Sama panorama wystawiona jest na piętrze. Dla wzmocnienia efektu przestrzeń przed malowidłem zaaranżowano tak by była kontynuacją namalowanych scen. I tak jeśli na płótnie znajduje się zabity wój to podobny leży wśród gruzów zbudowanych przed płótnem, itd. Chodząc wokół pawilonu przed kolejnymi scenami słyszy się odgłosy nawiązujące do tego co one przedstawiają.

Fotografować nie było wolno ale panoramę można sobie pooglądać w internecie tu albo tu. Najciekawszym fragmentem tego dość nudnego przykładu malarstwa historycznego jest konfrontacja zwycięzców (Węgrzy) i pokonanych (nieokreślona miejscowa ludność). Najciekawszym nie dlatego, że jest jakoś szczególnie dobrze namalowany ale dlatego, że w opinii obiegowej Węgrzy zajęli kotlinę Karpacką ponieważ była niezamieszkana a ci nieliczni ludzie, którzy tym żyli przyjęli Węgrów życzliwie (dlatego ci mają do tej ziemi prawo i nie odnosi się do nich kompleks wymordowania Indian) a sceny walki i gwałtów tej opinii zaprzeczają.

Park historyczny, w którym stoi pawilon, jest dość chaotyczny. Obok zarysu fundamentów kościoła tutejszego opactwa stoi pomnik pierwszego węgierskiego parlamentu.

Nieco dalej znajduje się wioska składająca się w chałupek a la Makovecz, w których, jak rozumiem, organizowane są wystawy.

Przed jedną z nich zobaczyliśmy mapę z zaznaczoną liczbą Węgrów mieszkających w poszczególnych częściach świata. Teraz już wiem skąd się bierze ta podawane często określenie piętnastomilionowego narodu.

A jeszcze dalej rozciąga się skansen, a w nim, między innymi, ten ładny wiatrak.

Największe wrażenie jednak zrobiła na mnie wystawa wykopaliskowych czaszek. Wiele z nich miało otwory, dowiedziałem się, że przybywając na tereny obecnych Węgier Węgrzy znali technologię trepanacji czaszki. Ratowano tak rannych w głowę: dziura w czaszce pozwalała zmniejszyć ucisk na mózg.

Co ciekawsze, wykonywano też trepanacje symboliczne. Polegały one nie tyle na otwarciu czaszki ale na zadrapaniu, często bardzo regularnym, jej powierzchni. Ten pogański zwyczaj praktykowano w okresie zaraz po zajęciu terytorium Węgier. Jego ślady znaleziono na ponad 10 procentach znalezionych czaszek z tego okresu. Podobnie preparowane czaszki znaleziono nad Wołgą, na Kaukazie i na terenie Bułgarii. Wyjaśnienia tego zwyczaju nie znamy. Więcej na temat można sobie poczytać tu i tu (HU), są tam też zdjęcia trepanowanych czaszek.