motocykliści-goje

Brzmi to przedziwnie ale tak właśnie nazwała się pewna grupa motocyklistów o ostro narodowych poglądach (gój motorosok). Jakby ktoś nie łapał: goj to nie Żyd. Jakby ktoś i tu nie zajarzył polecam materiał wizualny:

motocykliści-goje, Węgry        motocykliści-goje, Węgry

napis na koszulce ("zostawcie nas w spokoju, wy, którzy utraciliście swój los") zdradza wysublimowany smak literacki i erudycję; mniej erudycyjnie mocnym czytelnikow wyjaśniam, że chodzi o nawiązanie do książku noblisty Imre Kertésza pt. Los utracony, po węgiersku Sorstalanság, książka jest na temat Holokaustu)

O motocyklistach-gojach zrobiło się głośno jakiś czas temu gdy w tygodniku Hócipő komentarz do ich petycji napisał Iván Andrassew, na co ci zareagowali żądaniami przeprosin i zawoalowanymi groźbami. Sama petycja wzywa, nieco absurdalnie, do odtworzenia na Węgrzech systemu cygańskich wodzów (vajda) a także do tego, aby prywatne szkoły podjęły się bezpłatnego kształcenia cygańskich dzieci – po jednym na klasę. Wszystko to w celu rozwiązanie problemu cygańskiego. Andrassew wyśmiał inicjatywę pisząc, że do pokoju społecznego bardziej przyczyniłaby przechrzczenie ich organizacji ("dokonywanie przechrzczenia nie do naszej akurat należy tradycji" odpowiedzieli dowcipnie w jednym listów) a także nazwał ich "nadętą hordą hobbystów na skuterach z kotami ("fölfújt hobirobogós cicahordák") – chodziło pewnie o zdjęcie, na którym jeden z motocyklistó-gojów paraduje z kotem w bandanie siedzącym mu na hełmie, nie mogę go teraz znaleźć.

Motocykliści obiecali pojechać z protestem do redakcji gazety Népszava, w której pracuje Andrassew, gdy się tam pojawili, oczekiwała ich tam antydemontracja z udziałem, między innymi, premiera. Wyglądało, że może to być "drugi Hollán Ernő" czyli powtórka z demonstracji pod spaloną kasą biletową na ulicy Hollán Ernő, o czym pisałem wcześniej, pojawiły się jednak głosy, że Andrassew przesadził, i że nawet takich motocyklistów-gojów nie powinno się tak określać (zainteresowanych szczegółami historii odsyłam do bloga Andrassewa, gdzie cała historia jest szczegółowo – po węgiersku – przedstawiona).

Najbardziej zafascynowała mnie strona wizualna tej całej historii. Zdjęcie motocyklisty-goja zamieściłem powyżej, motocykl najprawdopodobniej jakiegoś takiego motocyklisty obfotografowałem wcześniej. Tak jak w przypadku innych inicjatyw skrajna prawica czerpie szeroko z zasobu symboli i obrazów przeszłości – i jest to mocne. Mamy więc flagę z pasami Árpádów, kształt "tysiącletnich" Węgier, pismo runiczne, flagę z wyciętym kółkiem z 1956 roku ale także nawiązania do okresu drugiej wojny światowej, gdy Węgrzy walczyli wspólnie z Niemcami a do władzy w pewnym momencie doszli strzało-krzyżowcy. Gwardia Węgierska zdecydowała się na mundury ewokujące jakąś faszystowską formację a motocykliści chętnie używają więc hełmów z tego okresu. Dochodzi nawet do przebieranek w stroje z epoki: proszę obejrzeć sobie pojazd i mundury uczestników spotkania motorowego w 1:20 minucie poniższego filmu.

Na Węgrzech ustawowo zakazane jest używanie symboli nazistowskich/strzało-krzyżowców oraz komunistycznych ale jak widać taki zakaz można łatwo obejść odwołując się do innych skojarzeń wizualnych.