jajkiem w Ballmera

Po raz pierwszy od czasu pamiętnych zamieszek niemal dwa lata temu Węgry znów trafiły na czołówki gazet na całym świecie – nawet w odległych Chinach. Tym razem za sprawą jajek, jakimi obrzucał szefa Microsoftu jeden ze słuchaczy jego wykładu na uniwersytecie Corvinus.

Steve Ballmer, który właśnie otrzymał tam doktorat honoris causa, zaczynał akurat wykład kiedy siedzący w jednym z pierwszych rzędów młody człowiek wstał i krzyknął aby Microsoft oddał 25 miliardów, które ukradł podatnikom, po czym, niecelnie, rzucił parę jajek w stronę Ballmera. Gdy wychodził sala mogła przeczytać napis z tyłu jego koszuli: Microsoft=corruption. 

Zdaniem Indexu chciał w ten zaprotestować przeciw kontraktowi, w ramach którego Microsoft ma dostarczyć software dla administracji publicznej i systemu oświaty i który właśnie podał do sądu Urząd Konkurencji.

Poniższe wideo Indexu zrobiło wielką karierę. Pojawiło się w coś trzydziestu wersjach na youtube, najpopularniejsza z nich została obejrzana przez ponad 130 tysięcy użytkowników.

http://mf.index.hu/player_ng.swf?file=/tech/ballmer/ballmer_tojas-text

wszędzie wielkie Węgry

Idzie sobie człowiek na spacer przez Lasek Miejski (Városliget) i idylla: stare piękne drzewa, fałszywy zamek, częściowo pusty sztuczny staw, sprzedawcy przeraźliwie drogich obwarzanków, czterokołowce spacerowe na pedały. Zdawałoby się, oto zrelaksowane Węgry przyjazne turystom.

Varosliget, maj 2008

Aż tu, zaraz, co to jest tam z tyłu na czterokołowcu spacerowym? Nie Nestle na daszku ale na siedzeniu? Toż to kształt wielkich Węgier w połowie w pasy Árpádów a w połowie w kolorach flagi węgierskiej z podwójnym krzyżem z herbu. Słowo Munkács (Mukaczewo) to nazwa tego czterokołowca.

Varosliget, maj 2008

Warto wiedzieć, że Mukaczewo znajduje się na Ukrainie. Węgry straciły to miasto, wraz z szeregiem innych miast obecnie w Rumunii, na Słowacji czy też w Serbii, które dały nazwy innym czterokołowcom krążącym po parku, w wyniku postanowień traktatu z Trianon z 1920 roku.

Do tego, że naklejki z literą H na autach mają bardzo często kształt wielkich Węgier już się przyzwyczaiłem. Ale ten kult terytoriów utraconych tutaj? Na czterokołowcach, które wypożyczają w dużej mierze cudzoziemcy? To jakaś działalność wychowawcza? Kto to wymyślił i co miał na myśli? Mogę tylko zgadywać.

Ta odmowa zaakceptowania już ponadosiemdziesięciopięcioletnich strat terytorialnych jest niesamowita. Pokazuje nie tylko jak wielka to była strata ale także jak bardzo historia jest tutaj do dziś nieprzyswojona.

Dla porównania: wyobraźmy sobie nalepki z PL w kształcie przedwojennej Rzeczpospolitej. I wycieczkę takim samochodem na Litwę albo Ukrainę. Albo, może lepiej, turystę z Niemiec w Krakowie w aucie z nalepką w kształcie przedwojennej (albo może wojennej) Rzeszy.

Czy może czterokołowca w Łazienkach o wdzięcznej nazwie Lwów. Albo Grodno. Albo Wilno. Czy, kontynuując analogię, takie wózki w parku w Monachium ochrzczone Danzig, Breslau, Stettin, Kattowitz albo może też Posen.

A tu mamy to na codzień.

***

Fanatykom Krzysztofa Vargi polecam opis spotkania autorskiego z Sopotu, który ukazał się na ciekawym blogu Lapidarium. Opis znacznie lepszy niż to co napisałem na temat podobnego spotkania w Budapeszcie. Na blogu ostatnio ukazało się wpis na temat filmu Tibora Szemző Gość życia.