Sankcje przeciw Rosji są dla idiotów. Czy je popierasz?

„Jak będziesz jadł szpinak to urośniesz, będziesz najsilniejszy na podwórku a nawet będziesz potrafił gwizdać, ale jeśli nie będziesz go jadł to nic z tych rzeczy a w dodatku wypadną ci zęby i będą ci śmierdziały stopy. To co zjesz dzisiaj na obiad, szpinak czy coś innego?”

Tak się manipuluje dziećmi ale, jak zdają się uważać autorzy najnowszych tak zwanych narodowych konsultacji, również i Węgrami. Konsultacji, od których nie zależy nic, które odgrywają podobną rolę jak wybory w okresie socjalizmu: biorąc w nich udział popierasz władzę.

Jak wspomniałem, nie pierwsze to takie „konsultacje”, za każdym razem są podręcznikowym przykładem zestawu technik manipulacyjnych (było o nich tu, tu, tu, tu i tu) . Weźmy samą podstawową kwestię: skąd te sankcje? Dlaczego je wprowadzono? Co jest stawką w obecnej sytuacji? Poza krótką i nieprawdziwą wzmianką „[Bruskelscy przywódcy] obiecali, że sankcje rzucą Rosję na kolana i zakończą wojnę” o tych pytaniach nie ma mowy. Podobnie jak i o tego drobiazgu, że jednym z owych mistycznych „brukselskich przywódców” jest jak najbardziej i premier Węgier, który wszystkie te sankcje przegłosował. I tak dalej (dla zainteresowanych, szeroką analizę kwestionariusza konsultacji przeprowadził węgierski portal Lakmusz zajmujący się weryfikacją fake newsów [HU]).

Autorzy „konsultacji” najwyraźniej sądzą, że Węgrzy nie są w stanie tego zauważyć. Ton konsultacji to ton zmuszającego się do cierpliwości ojca tłumaczącego nierozgarniętemu dziecku jakimi idiotami są twórcy sankcji, którzy nie są w stanie zauważyć tych wszystkich oczywistych oczywistości.

Tekst listu od premiera oraz samego kwestionariusza przetłumaczyłem poniżej. Tak tutaj rząd podkopuje unijną politykę sankcji. Oto Głos Kremla w twoim domu.

Drogi Rodaku!

Brukselscy przywódcy postanowili nałożyć sankcje gospodarcze z powodu wojny. Obiecali, że sankcje rzucą Rosję na kolana i zakończą wojnę.

Obecnie jest już jasne, że przyjęte w czerwcu brukselskie sankcje nie działają. Ceny energii poszybowały w górę, żywność drożeje, a inflacja wzrosła do poziomów niewidzianych od dziesięcioleci. Sankcje niszczą więc gospodarkę europejską i węgierską. Tymczasem Rosja była w stanie nawet zwiększyć swoje dochody.

Bruksela, zamiast zmienić błędne decyzje, teraz jeszcze bardziej chce rozszerzyć sankcje. To nieodpowiedzialna polityka, która jeszcze bardziej pogłębi problemy gospodarcze.

Potępiamy militarną agresję Rosji i pomagamy uchodźcom z Ukrainy. Nie możemy jednak popierać decyzji, które stawiają węgierskie rodziny w trudnej sytuacji. Potrzebne są nie błędne sankcje, ale natychmiastowe negocjacje pokojowe. Zniesienie sankcji brukselskich może położyć kres wzrostom cen i odciążyć gospodarkę.

Aby móc reprezentować nasze stanowisko z odpowiednią siłą, musimy się zjednoczyć i uzgodnić nasze stanowisko. Dlatego ponownie rozpoczęliśmy narodowe konsultacje.

Proszę o udział i wyrażenie opinii na temat sankcji.

Dziękuję za pomoc w naszej pracy.

Z poważaniem:

Viktor Orbán

Premier Węgier

NARODOWE KONSULTACJE O BRUKSELSKICH SANKCJACH

1. BRUKSELA POSTANOWIŁA WPROWADZIĆ SANKCJE NA ROPĘ

Po wybuchu wojny panowała zgoda, że sankcje wobec Rosji nie będą obejmowały nośników energii. Mimo to w czerwcu zdecydowano w Brukseli o zakazie importu ropy i produktów naftowych z Rosji. Węgry wywalczyły zwolnienie z udziału w jego realizacji, ponieważ inwestycje konieczne do zastąpienie rosyjskiej ropy naftowej wymagałyby kilku lat i setek miliardów forintów. W przypadku Węgier embargo na ropę doprowadziłoby do poważnych problemów z dostawami i stanowiłoby ogromne obciążenie dla gospodarki.

Czy zgadzasz się z brukselskimi sankcjami na ropę?

TAK O

NIE O

2. SANKCJE ZOSTAŁYBY RÓWNIEŻ ROZSZERZONE NA DOSTAWY GAZU.

Przywódcy brukselscy chcą rozszerzyć sankcje również na dostawy gazu. Gospodarka europejska jest w znacznym stopniu uzależniona od rosyjskiego gazu (w przypadku Węgier stopień zależności wynosi 85 procent). Pojawienie się pomysłu sankcji gazowych spowodowało większe podwyżki cen energii niż sam wybuch wojny. Konsekwencje są już poważne. Rachunki za energię wzrosły do ​​rekordowych poziomów w całej Europie. Rosja grozi odcięciem dostaw gazu w odpowiedzi na sankcje. Zagraża to ogrzewaniu mieszkań i funkcjonowaniu europejskiej gospodarki.

Czy zgadzasz się z sankcjami na dostawy gazu?

TAK O

NIE O

3. SANKCJE DOTYCZĄ RÓWNIEŻ SUROWCÓW

Bruksela zakazała również importu paliw stałych (takich jak węgiel) z Rosji. Zakaz dotyczy także stali i drewna i teraz chce go rozszerzyć też na inne surowce. Ten zakaz spowodował duże podwyżki cen, dodatkowo zwiększając obciążenie rodzin. W wyniku kryzysu energetycznego Europa potrzebuje większej niż dotychczas ilości paliw stałych i nie jest w stanie pokryć swoich potrzeb z własnej produkcji.

Czy zgadzasz się z sankcjami na surowce?

TAK O

NIE O

4. SANKCJE MIAŁYBY ZOSTAĆ RÓWNIEŻ ROZSZERZONE PALIWO DO ELEKTROWNI ATOMOWYCH

Parlament Europejski i kilka państw członkowskich chce rozszerzyć sankcje również na paliwo do elektrowni atomowych. Rola tych elektrowni w europejskim systemie energetycznym jest nie do pominięcia. Znaczna ich część pracują na paliwie z Rosji, którego, ze względów technicznych, nie da się w krótkim czasie wymienić. Dlatego też rozszerzenie sankcji na paliwo jądrowe zagroziłoby stabilnym dostawom energii i podniosłoby ceny.

Czy zgadzasz się z sankcjami dotyczącymi paliwa jądrowego?

TAK O

NIE O

5. ROZBUDOWA ELEKTROWNI JĄDROWEJ W PAKS JEST RÓWNIEŻ MOŻLIWYM CELEM SANKCJI

Elektrownia jądrowa w Paks to gwarancja tańszej energii elektrycznej na Węgrzech. Rozbudowywana jest z pomocą rosyjskich firm. Wielu chciałoby rozszerzyć sankcje nuklearne na jej rozbudowę. Zdaniem Parlamentu Europejskiego i niektórych partii opozycyjnych współpraca rozwojowa z rosyjskimi firmami powinna zostać zakończona. Zawieszenie rozbudowy elektrowni może prowadzić do dalszego wzrostu cen i zakłóceń w dostawach.

Czy zgadzasz się, że inwestycja w Paks również powinna być objęta sankcjami?

TAK O

NIE O

6. POLITYKA SANKCJI NIE OSZCZĘDZA TURYSTYKI

Sankcje szkodzą również turystyce europejskiej, która ze względu na niedawną pandemię nie jest w łatwej sytuacji. Z powodu ograniczeń wjazdowych liczba turystów z Rosji znacznie spadła. Odczuwalne są one również na Węgrzech, tym bardziej, że liczba osób przybywających z zagranicy nadal nie osiągnęła poziomu sprzed epidemii. To sektor, który zapewnia pracę setkom tysięcy osób w naszym kraju.

Czy zgadzasz się z sankcjami ograniczającymi turystykę?

TAK O

NIE O

7. SANKCJE ZWIĘKSZĄ CENY ŻYWNOŚCI I MOGĄ DOPROWADZIĆ DO KOLEJNEJ FALI IMIGRACJI

Sankcje mają również poważny wpływ na zaopatrzenie w żywność. Wzrost cen gazu znacznie podnosi koszty produkcji rolnej, w dodatku sankcje obejmują również niektóre składniki nawozu. Rosnące ceny żywności w krajach rozwijających się zwiększają ryzyko głodu. Prowadzi to do jeszcze większych fal migracji i zwiększa presję na granice Europy.

Czy zgadzasz się z sankcjami, które powodują wzrost cen żywności?

TAK O

NIE O

Jak zawsze, „konsultacjom” towarzyszy kampania propagandowa (na wypadek gdyby ktoś nie był w stanie zrozumieć delikatnych sugestii zawartych w sformułowaniach pytań). I tym razem mamy plakaty, których nie da się nie zauważyć. Te bomby to rzecz jasna nie symbol agresji rosyjskiej ale „bruskselskich sankcji”.

Brukselskie sankcje nas niszczą!

Radio Polonia Węgierska 82 / Kapuś

Ten serial przemknął się przez HBO Max jak meteor a mimo wszystko na wielu Węgrach zrobił duże wrażenie. Besugó czyli Kapuś powinien być ciekawy nie tylko dla Węgrów, o tym opowiadam w kolejnym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (22:30).

Co istnieje coś, co może bardziej kręcić Węgrów niż Batman? Okazało się, że tak. Kiedy w kwietniu w ofercie HBO Max równolegle z Batmanem właśnie pokazano węgierski ośmioodcinkowy serial pt. Besugó czyli Kapuś, on właśnie okazał się być bardziej popularny od Batmana.

Jest rok 1985. Na studia do Budapesztu przyjeżdza z prowincji Gergő. Jeszcze w pociągu zostaje on szantażem zmuszony do współpracy z węgierską ubecją. Ma rozpracować działającą wśród studentów opozycyjną grupę kierowaną przez charyzmatycznego Zsolta Szavę.

Gergő podejmuje grę niekiedy wyciągając dla siebie korzyści z układu, w którym się znalazł. Donosi na kolegów, coraz bardziej zdobywa zaufanie opozycjonistów, a przy tym doskonali się w sztuce manipulowania wszystkimi w swoim otoczeniu, włączając w to swojego oficera prowadzącego.

Serial w niemal fotograficzny odtworzył świat lat osiemdziesiątych. Tytułowy klip z muzyką undergroundowej kapeli Európa Kiadó mistrzowsko łączy oficjalne i nieoficjalne obrazy z tego okresu. Bardzo przekonująco przedstawione jest kilka postaci, na przykład mały cwaniak zajmujący się wszelkimi geszeftami czy młodzieżowy działacz komunistyczny.

Gorzej poszło natomiast z odtworzeniem historycznych realiów, co ściągnęło na serial wiele krytyki. Podnoszono, że inaczej wyglądała ówczesna opozycja, że przedstawiony w filmie szantaż w życiu nigdy by nie miał miejsca, że nie oddano w nim wszechobecnego strachu.

Tak czy inaczej, serial zahipnotyzował Węgry. Pewną rolę odegrała w tym na pewno nostalgia za latami osiemdziesiątymi, które, jak wspomniałem, są w warstwie wizualnej odtworzone nadzwyczaj wiernie.

Sądzę jednak, że ważniejsze było podjęcie tematu współpracy z bezpieką. Ten temat to na Węgrzech w zasadzie tabu. Mimo upływu tylu lat od upadku komunizmu, do dziś dostęp do archiwów jest ograniczony. Społeczeństwo nie zmierzyło się z tą kwestią. A, jak się wydaje, jest do tego gotowe.

Serial był dostępny zaledwie przez parę miesięcy bo już pod koniec czerwca usunięto go z oferty HBO Maxa powołując się na względy oszczędnościowe. Trudne to zrozumiałe zważywszy na jego popularność. Może zadbali o to nieujawnieni agenci z tamtych czasów?

Tytułowy klip
Mocskos idők czyli Parszywe czasy

Radio Polonia Węgierska 81 / Ten plac to my

W najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska opowiadam o tym jak piosenka z rockopery stała się hymnem ulicznym (23:00).

Ta piosenka, tu w nieco chaotycznym wykonaniu, rozbrzmiewa ostatnio na demonstracjach poparcia dla nauczycieli walczących o prawo do strajku i podwyżki. Demonstracje, zarówno te organizowane przy szkolach jak i wielokilometrowy żywy łańcuch ciągnący się przez całe śródmieście czy też blokada mostu Małgorzaty, przyciągają licznie uczniów i to oni śpiewają tę piosenkę.

Pochodzi ona z rock opery Chłopcy z Placu Broni. Jej tytuł to Mi vagyunk a Grund czyli, w tłumaczeniu, Ten plac to my, jest to w zasadzie hymn patriotów Placu Broni. Posłuchajmy fragmentu:

Wielki jest świat, do nieba sięga
Ale ten skrawek ziemi ogarnie jedna ręka
Tu do nas słońce się uśmiecha
Swój szlak znaczy na deskach

I ten plac, i to lato, i drzewa, i akacje
I ten ogród, i dom, w domu głosy chłopackie
Ciebie i mnie nic już nie rozłączy
Powiedz ty też, że ten plac to my.

Stańmy w jego obronie, co by nie miało przyjść
Plac musi wolnym być!
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić
Inaczej nie warto żyć.

Chłopcy z Placu Broni to węgierska powieść wszechczasów, najpopularniejsza książka napisana po węgiersku zarówno tu jak i na świecie. Mimo, że powstała niemal sto dwadzieścia lat temu, do dziś rezonuje wśród odbiorców. Zainspirowała powstanie wspomnianej rock opery, ta z kolei młodzież, która za swoją przyjęła jedną z pochodzących z niej piosenek utożsamiając swą walkę ze zmaganiami bohaterów książki. Bitwa o Plac broni nie skończyła się, ona wiecznie trwa.

Dla zainteresowanych, klip z oryginalnym wykonaniem piosenki:

Wykonanie przez demonstrujących uczniów:

Bonus: wykonanie przez nauczycieli:

Moje tłumaczenie tekstu piosenki (oryginalny tekst tu)

Ten plac to my
Wielki jest świat, do nieba sięga
Ale ten skrawek ziemi ogarnie jedna ręka
Tu do nas słońce się uśmiecha
Swój szlak znaczy na deskach

I ten plac, i to lato, i drzewa, i akacje
I ten ogród, i dom, w domu głosy chłopackie
Ciebie i mnie nic już nie rozłączy
Powiedz ty też, że ten plac to my.

Stańmy w jego obronie, co by nie miało przyjść
Plac musi wolnym być!
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić
Inaczej nie warto żyć.

Wielki jest świat i nikogo nie rusza
Że ktoś tu w nas kamieniem rzuca
Usta nam nie drżą gdy zbliża się cios
My zwyciężymy bo nasz kraj to nasz los
.

I ta ławka, ten mur, te belki w sągach
Ta piosenka, bicie serca coraz bardziej się w nią wciąga
To jest znak, że stąd nigdy nie uciekniemy
Powiedz ty też, że ten plac to my
.

Stańmy w jego obronie, co by nie miało przyjść
Plac musi wolnym być!
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić
Inaczej nie warto żyć.

Stańmy w jego obronie, co by miało nie przyjść / Czego się bać, po co żyć
Plac musi wolnym być! / Jeśli nie dla swych marzeń?
Umówmy się, że to miejsce trzeba ocalić / Czego się bać, po co żyć
Inaczej nie warto żyć / Jeśli nie dla swych marzeń?

Czego się bać, po co żyć
Jeśli nie dla swych marzeń?
Czego się bać, po co żyć
Jeśli nie dla swych marzeń?

Stańmy w jego obronie, co by nie miało być
Wyzwolimy plac!
Umówmy się: to miejsce musi być
Inaczej nie warto żyć.

Radio Polonia Węgierska 80 / Morze słowiańszczyzny

Morze słowiańszczyzny oblewa Węgry. O tym mówię w najnowszym odcinku wznowionego właśnie podcastu (33:11).

Panslawizm ma się świetnie na Węgrzech.

Ot, nie tak dawny przykład: pochodząca z marca wypowiedź Viktora Orbána na temat wojny w Ukrainie: „Nigdy nie uczestniczyliśmy w sporze z ilu państw ma się składać morze słowiańszczyzny, i w przyszłości nie zamierzamy tego robić”.

Słowiańskie morze: to nie wymysł premiera ale funkcjonujące wśród wielu Węgrów pojęcie. Dla nich słowiańszczyzna to rzecz obca, zagrożenie. Nie raz można usłyszeć, że Węgry są „wyspą na morzu słowiańszczyzny”. Pominąwszy już ciekawą kwestię słowiańskiego charakteru Austriaków czy też Rumunów, obraz ten wyraźnie pokazuje poczucie otoczenia.

Dla mnie, jak pewnie i dla przeważającej większości Polaków, słowiańskość co cecha języka. Określam się jako Polak, Europejczyk, poznaniak, budapeszteńczyk ale słowianin? Zdecydowanie nie!

Dla wielu Węgrów natomiast słowiańszczyzna to niemal narodowość. Słowianie są podobni do siebie, tworzą jedną wspólnotę, różnice między nimi są pomijalne. Dużo chętniej odwołują się do pojęcia słowiańszczyzny niż Polacy (czy też zapewne inni słowianie).

Na przykład, pamiętam jak kiedyś widziałem billboard reklamujący koncert hasłem „Bartók i słownianie”. W programie, poza Bartókiem, Borodin, Czajkowski, Dvořák, Janáček, Glinka, Musorgski, Prokofiew, Rachmaninow, Rimski-Korsakow, Smetana, Szostakowicz i Strawiński, czyli kompozytorzy czescy i rosyjscy. Nie jestem w stanie powiedzieć czy akurat kryterium lingwistyczne najlepiej nadaje się klasyfikowania tej grupy kompozytorów, było nie było, niewerbalnej muzyki, organizator koncertu takich rozterek nie miał.

Tak więc muzułmanin z Bośni, czeski ateista, katolik z Polski, posługujący się cyrylicą prawosławny Rosjanin czy też Ukrainiec to wszystko jeden pies. Panslawizm, który w krajach słowiańskich traktowany jest raczej jako eksponat z muzeum idei, na Węgrzech nadal żyje.

Bartók + Słowanie czyli Węgrzy i reszta (ich otaczającego) świata

Radio Polonia Węgierska 79 / Nikoś

Zauważyłem, że nigdy nie wrzuciłem tutaj mojego ostatniego felietonu w podcaście Radio Polonia Węgierska (38:20), a że film, o którym mowa do dziś można obejrzeć, nadrabiam to teraz. Dodam tylko, że podcast niedługo ruszy na nowo, więc będą nowe teksty!

Kiedy siadałem, żeby obejrzeć sobie film pt. Jak pokochałam gangstera nie spodziewałem się wątku węgierskiego. Nikoś, trójmiejski gangster, którego życie stanowi fabułę filmu, miał epizod budapeszteński. W latach siedemdziesiątych jeździą regularnie na Węgry, gdzie zajmował się cinkciarstwem, oszustwami i inną podobną działalnością. Miał tam swoją bandę.

W filmie pojawia się zresztą i język węgierski w scenie kiedy Nikoś spotyka się z miejscowymi „chłopakami z miasta”, którzy domagają się by nie rozszerzał działalności na inne obszary. Wszyscy mówią w swoich językach i nie wygląda na to by ktokolwiek rozumiał o czym jest mowa (poza widzami filmu, którzy dostają tłumaczenie). W komunikacji jednoznaczne są jedynie pistolet i groźne miny.

Nikoś w filmie to uroczy chłopak. Podkreślane są jego spryt, który stoi za jego sukcesami, fantazja, przywiązanie do przyjaciół i rodziny, pragnienie niezależności i głód życia. Jak mówi sam Nikoś, wolał być tygrysem przez rok niż żółwiem przez dwadzieścia lat. Nie można nie ulec jego szelmowskiemu uśmiechowi. Temat przemocy jest elegancko omijany.

Jego kryminalne sukcesy wywołują niemal dumę narodową. Brawurowa ucieczka z niemieckiego więzienia, gdzie w trakcie widzenia zamienia się z bratem, jest tu może najlepszym przykładem. Tu przychodzi na myśl węgierski rabuś banków Viszkis, któremu podobnie kibicowała w swoim czasie tutejsza ulica.

Przyszło mi do głowy jak ten „nasz” bohater był, czy też może jest, pamiętany w pozostałych krajach gdzie działał. W Niemczech to bez wątpienia jedna z postaci dzięki którym powstał stereotyp Polaka-złodzieja samochodów. A na Węgrzech?

Tu, choć nikt go pewnie nie pamięta z nazwiska, przyczynił się zapewne do stworzenia negatywnej atmosfery wokół przyjeżdzających wówczas na handel – i nie tylko – Polaków. Aczkolwiek nie odpowiada za to sam, to jemu też z pewnością zawdzięcza podejrzany charakter okolica dworca Keleti. Bez wątpienia dołożył cegiełkę do wzmocnienia stereotypu cudzoziemca-kryminalisty.

Pewnie gdybym mieszkał w Polsce wiele z tych rzeczy nie przyszłoby mi do głowy.

Tym autobusem Nikoś pojedzie do Budapesztu
Spotkanie z węgierskimi gangsterami, zaraz wszyscy będą mówić w swoich językach

Radio Polonia Węgierska 78 / Puliszka

Puliszka albo polenta czy też kasza kukurydziana zaintrygowała mnie na tyle, że to o niej opowiadam w najnowszym odcinka podcastu Radio Polonia Węgierska (19:40). To więcej jak tylko danie kuchni węgierskiej, posłuchajcie!

Zaprosiliśmy kiedyś parę znajomych na obiad. Przychodzą, siadają, mówię co przygotowałem: jakaś tam zupa (już nie pamiętam), smażony kurczak i polenta. Widzę, że znajoma zamarła. Puliszkę – tak się polenta po węgiersku nazywa – jedliśmy kiedy nie było już niczego innego do jedzenia, tłumaczy.

Trochę czasu mi zajęło zrozumienia co się stało. Znajomi są dobrze sytuowani ale koleżanka pochodzi z biednej rodziny. Kiedy była dzieckiem bywało, że brakowało pieniędzy na jedzenie, wtedy właśnie jedli puliszkę.

Puliszka na Węgrzech ma dwa skojarzenia. Jedno to to, że jest to potrawa siedmiogrodzka. A drugie, że to pokarm biedoty. Jedzenie jej nosi więc na sobie stygmat. Te dwie rzeczy przy tym się nie wykluczają.

Puliszka ma też inne nazwy: kukoricagánica, kukoricamálé, ganca. Po rumuńsku to mămăligă, co dla ucha polskiego brzmi znajomo.

Danie przyrządza się z kaszy kukurydzianej, którą gotuje się na wodzie albo na mleku. Można dodać do niej ser – klasycznie jest to bryndza ale może być też jakikolwiek inny ser. Można dodać śmietanę czy masło, gotową kaszę można zapiekać ze skwarkami. Przyrządzać ja można na miękko lub na twardo.

Dawno temu puliszkę przyrządzano z mąki gryczanej. Pod koniec XVII wieku zastąpiła ją właśnie kukurydza.

Biedota jadała – albo też jada – puliszkę gotowaną na wodzie samą w sobie. W zamożniejszych domach towarzyszy ona zwykle gulaszowi czy też gołąbkom.

Puliszka to klasyka kuchni siedmiogrodzkiej. W dowolnej książce dziejącej się w Siedmiogrodzie na co drugiej stronie ktoś ją je. Co ciekawe, mimo, że dla Węgrów wszystko co siedmiogrodzkie jest zwykle turbowęgierskie to jednak na samych Węgrzech puliszkę je się rzadko.

Może dlatego właśnie, że tutaj to danie kojarzy się raczej z ubóstwem. A wielu pewnie woli odpuścić sobie tę pyszną potrawę niż ryzykować, że ktoś pomyśli o nich z pogardą: biedota.

Bohaterka podcastu: puliszka, źródło: twice.hu

Radio Polonia Węgierska 77 / Romkocsmy

Romkocsmy stały się niemal tak ważnym powodem do turystycznego odwiedzenia Budapesztu jak zamek, parlament, łaźnie czy też wyspa Małgorzaty. Opowiadam o nich w najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (22:40).

1. Ciekawostka o Węgrzech
2. Powitanie
3. Serwis polonijny
4. Przegląd prasy węgierskiej
5. Jeż Węgierski w eterze
6. Pożegnanie

Każdy cel turystyczny się z czymś kojarzy. Paryż – wieża Eifla czy Łuk Triumfalny, Londyn – Big Ben, Tower of London czy też Houses of Parliament, Rzym -Watykan i Kolosseum, i tak dalej. Budapeszt zwykle kojarzony był z parlamentem i zamkiem.

Zmieniło to się w połowie lat dwutysięcznych kiedy pojawiły się romkocsmy – po angielsku ruin pubs. Nagle dla wielu, głównie młodych, odwiedzających Budapeszt, stały się one jedną z najważniejszych rzeczy do zobaczenia. Ta turystyczna atrakcyjność gruntownie te romkocsmy zmieniła.

Początki nie zapowiadały tego co miało nadejść. Pierwsza romkocsma, Sziksztuszi kápolna (Kaplica Sykstyńska), powstała w byłym biurze w siódmej dzielnicy, prowadzili ją Irlandczyk i Holender. Urządzono ją znalezionymi meblami, ściany wytapetowano gazetami i starymi plakatami, każdy kubek, szklanka czy kieliszek były inne. Co ważne, miejsce nie miało szyldu i tak ci, co tam zachodzili mieli bardzo ekskluzywne poczucia wtajemniczenia.

Dalej był Pótkulcs czyli Zapasowy klucz w szóstej dzielnicy. Bywalcy mieli mieć swój każdy własny klucz, stąd ta nazwa. Miejsce było dużo większe, miało kilka pomieszczeń i ogródek.

Szaleństwo zaczęło się wkrótce kiedy, na skutek działań lokalnych aktywistów, samorząd siódmej dzielnicy uchwalił zakaz burzenia starych budynków. Wielu deweloperów, którzy wykupili je z nadzieją na szybkie postawienie czegoś nowoczesnego, zostało na lodzie z tymi nieruchomościami. Stały one puste aż pojawili się pomysłodawcy otwierania w nich barów – i to już były prawdziwe ruin bars.

Barów otwierano po kilka w każdym sezonie. Ich oparty na odpadach design zachwycał kreatywnością. Szereg z nich okazałosię być efemerydami i przetrwało tylko parę miesięcy.

Dotąd zapyziała nieco siódma dzielnica wówczas rozkwitła. Pojawiła się w niej masa ludzi przyciąganych przez te nowe miejsca. Ich właściciele ze zdumieniem zobaczyli, że te śmieciowe knajpy mogą przynosić spore dochody.

Pojawili się też inwestorzy wykupujący dotąd deficytowe przestrzenie w pustych budynkach i sami otwierający imitujące alternatywność bary. Romkocsmy zaczęli odkrywać coraz bardziej masowo zagraniczni turyści napawający się krzykliwością designu – a z czasem po prostu tylko tanim akoholem. Z czasem wiele z pierwotnych romkocsm zniknęło, część się przekształciła w komercyjne przedsięwzięcia jak na przykład Instant czy Fogasház. Nasłynniejsza z romkocsm Szimpla kert zrobiła się droga i dziś spotkać w niej można w zasadzie tylko turystów.

Z sódmej dzielnicy zrobiła się bulinegyéd czyli dzielnica rozrywki – oazą taniej turystyki dla młodych ludzi z zachodu. Gentryfikacja wyparła stąd kreatywność, która przetrwało tu tylko szczątkowo.

A same autentyczne romkocsmy, choć na dużo mniejszą skalę, działają w innych, mniej modnych miejscach.

Gigantyczny rowerzysta w Tűzraktér – miejsca już nie ma
Tak – w takim miejscu znajdował się przez krótki okres drugi Tűzraktér
Instant – inna lokalizacja, inny klimat, inne miejsce niż obecnie
Stary Mumus – już go nie ma
Nowy Mumus – też go nie ma
Kuplung w byłym warsztacie samochodowym – nie ma go

Radio Polonia Węgierska 76 / „Byłem nawet w Budapeszcie”

A kaczuszce, która leci do mamy do Polski wiedzą wszystkie węgierskie dzieci bo pojawia się ona w popularnej piosence ale motywów polskich w piosenkach węgierskich – i węgierskich w polskich – jest dużo więcej. Opowiadam o tym w najnowszym odcinku Radia Polonia Węgierska (26:23).

Dobierając muzykę do tego podcastu ze zdziwieniem zauważyłem, że co jakiś czas trafiam na piosenki, w których pojawiają się polskie odniesienia. Początkowo nie przywiązywałem do tego większej wagi – ot, taka polsko-węgierska ciekawostka – ale robiło się tego coraz więcej i postanowiłem przyjrzeć się sprawie bliżej. Zebrałem co dotąd udało mi się zgromadzić, napisałem posta na facebooku prosząc o inne przypadki.

Czytelnicy nie zawiedli. Materiału zebrało się całkiem sporo. Najstarsza jest to popularna piosenka dziecięca Kiskacsa fürdik fekete tóban czyli Kaczuszka pływa po czarnym stawie. Polski motyw pojawia się w drugiej linijce: Niedługo ruszy do mamy, do Polski. Piosenkę zapisano pod koniec XIX wieku ale jest na pewno starsza.

Po niej chronologicznie pojawia się węgierska wersja piosenki Warszawo ma, wykonawana nie przez kogo innego jak Katalin Karády. To początek lat 40-tych.

Wydarzenia nabierają tempa w latach 60-tych i 70-tych. Sporo węgierskich piosenkach opowiada historie polsko-węgierskich romansów nawiązywanych podczas licznych wówczas wyjazdów do Polski. Jedna z nich ma nawet tytuł po polsku: Moja kochanka. LGT wspomina wyjazd do Warszawy w ramach turné, gdzie zgubił się jeden z członków zespołu Tamás Somló, w piosence Kleyffa pojawia się z kolei fraza gra węgierski Locomotiv.

W latach 80-tych Kontroll Csoport wykonuje – napisany w całości po polsku a i tak w pełni zrozumiały dla Węgrów – wspierający Solidarność song pod tytułem Gdańsk.

W początku lat dwutysięcznych należąca do nacjonalistycznego nurtu rocka kapela Hungarica intensywnie koncertuje w Polsce, nagrywa albumy z polskimi motywami, wykonuje polskie piosenki, na przykład Rozkwitały pęki białych róż.

W tych piosenkach odbijają się stosunki polsko-węgierskie. Jak wspomniałem, jest tam zachłyśnięcie się Polską przez Węgrów w latach 60-tych i 70-tych, pojawia się fascynacja Solidarnością, są żywe kontakty nacjonalistów.

Nie ma tam jednak wszystkiego. Po pierwsze, z jakiegoś powodu Węgry słabiej obecne są w piosence polskiej niż Polska w węgierskiej. Dalej, brak muzycznych odniesień do powstania 1956 roku, które powstałyby w okresie bezpośrednio po jego wybuchu. Było tak zapewne z powodu cenzury no i pewnie dlatego, że muzyka popularna była jeszcze po prostu mniej rozpowszechniona.

Historie romansów polsko-węgierskich opowiadane są wyłącznie z perspektywy męskiej, co tłumaczyć pewnie można słabszym głosem kobiet w muzyce rockowej.

Mimo masowych wyjazdów Polaków na Węgry, zarówno na wakacje jak i na handel, nie usłyszymy o tym w żadnej piosence, no może wyjątkiem jest tu linia Byłem nawet w Budapeszcie z pamiętnej piosenki Elektrycznych Gitar. W ogóle temat polskiego handlu – tych słynnych lengyel piac nie trafił to muzyki.

Podobnie nie wydaje się by zaistniała w niej prawicowa fascynacja Viktorem Orbánem najlepiej widoczna w postaci uczestnictwa polskich grup w węgierskich uroczystościach państwowych.

Temat z pewnością nie jest zamknięty, w przyszłości na pewno pojawią się nowe motywy – a może i ktoś wróci do dotąd pominiętych spraw z przeszłości. Póki co zachęcam do lektury mojego artykułu, który napisałem o muzycznych wpływach dla najnowszego numeru Polonii Węgierskiej. Będzie też tam link do playlisty zewszystkim wspomnianymi piosenkami, więc będzie i czego posłuchać.

Zespół LGT, Tamás Somló, ten co się zgubił w Warszawie, jest drugi z lewej, źródło: Fortepan/ Urbán Tamás
Węgierska publiczność słucha o przygodach Tamása Somló w Warszawie, źródło: Fortepan/ Urbán Tamás

Radio Polonia Węgierska 75 / Nieuznawany a znany

Nieuznawany przez oficjalne kręgi literackie a znany bardziej niż niejeden z pisarzy z programu szkolnego: Jenő Rejtő, mimo, że zmarł niemal 80 lat temu do dziś pozostaje zaskakująco popularny. O nim opowiadam w najnowszym odcinku podcastu Radio Polonia Węgierska (25:15).

  1. Ciekawostka o Węgrzech
  2. Powitanie
  3. Serwis polonijny
  4. Przegląd polskiej prasy
  5. Jeż Węgierski w eterze
  6. Pożegnanie

Lubię w księgarniach sprawdzać ile miejsca zajmują książki danego pisarza. W dość nienaukowy sposób daje to możliwość oceny na ile ważny on – lub ona – jest dla współczesnego czytelnika (zakładam, rzecz jasna, że wydawane są książki, które ktoś chce czytać).

I tak dowiedzieć się można, że popularni są Sándor Márai a także Albert Wass, ulubiony pisarz nacjonalistów. Obaj byli, bardziej lub mniej oficjalnie uznanymi, zawodowymi literatami. Inna jest jednak sytuacja ze zwykle równie bogato reprezentowanym w księgarniach Jenő Rejtő.

W uproszczeniu można powiedzieć, że był to autor literatury rozrywkowej. Pisał komedie teatralne, skecze kabaretowe a także, dziś najbardziej popularne, powieści przygodowe do gazet. Za tematykę mają głównie Legię Cudzoziemską, przez którą się przewinął, a także Dziki Zachód no i oczywiście historie kryminalne.

W tekstach zachowana jest konwencja literatury brukowej. Historie są niesamowite, co chwile przybierają nieoczekiwany obrót, niewiarygodne wydarzenia mają miejsce jedno po drugim. Czyta się to z wypiekami emocji, napięcie nie opada ani na chwilę.

Bohaterowie są przesadni. Legioniści są wytrzymali jak skała, złoczyńcy to geniusze zła, bogacze są bajecznie majętni, kobiety oszałamiająco piękne a awanturnicy nadzwyczajnie urokliwi. Wszyscy, nawet największe męty, potrafią wyrażać się w sposób wyszukanie uprzejmy, niejednokrotnie także w trakcie bójek.

I co jeszcze dodaje uroku tym niesamowitym ludziom uwikłanym w niesłychane przygody to humor z jakim Rejtő opowiada te swoje historie. I nie na darmo: kogokolwiek by nie spytać o niego – a znają go wszyscy – pierwszą reakcją jest zawsze uśmiech. Szereg powiedzeń, jak na przykład „dwa decylitry wina rozcieńczone trzema decylitrami rumu” weszło do języka potocznego, częste są też, także w prasie, odniesienia do postaci z jego opowiadań.

Jego życie było niemal tak kolorowe jak jego opowiadania. Ze szkoły wyleciał wcześnie, trenował boks, podobno jednocześnie w kilku klubach, próbował kariery teatralnej.

Wyjechał szukać szczęścia do Berlina, a stamtąd dalej do Europy i Afryki Północnej. Imał się różnych zajęć, podróżował na gapę, bywał aresztowany, biedował, wtedy właśnie spędził parę miesięcy w Legii Cudzoziemskiej, co wszystko dostarczyło mu wspaniałego materiału do jego późniejszych książek.

Po powrocie do Budapesztu rozpoczął życie literacko-kawiarniane. Zarobione pieniądze tracił regularnie na grę w karty, według legendy często płacił w kawiarniach stronami napisanych tekstów, które kelnerzy wymieniali później na gotówkę w jego wydawnictwie.

Zmarł z wyczerpania i zimna na Ukrainie na początku 1943 roku służąc w oddziałach pracy, do których posyłano wówczas Żydów. Podobno do ostatniej chwili zabawiał towarzyszy niedoli opowiadaniem z pamięcie fragmentów swoich książek.

Mimo upływu czasu Rejtő pozostaje niezmiernie popularny. Oprócz stert książek w księgarniach świadczy o tym ulica w siódmej dzielnicy, która została nazwana jego imieniem na skutek jednej z pierwszych petycji internetowych.

Nieistniejący już mural przedstawiający kelnera Rejtő: według legendy miejskiej pisarz płacił w kawiarniach kawałkami swoich najnowszych opowiadań, które potem kelnerzy wymieniali na gotówkę w odpowiednich redakcjach, źródło: cultura.hu