Węgry a Ukraina 2

Pisałem niedawno o stosunku Węgrów do wydarzeń na Ukrainie, jak odbijają się one w oficjalnej polityce? W sumie jest dość cicho. Na poziomie międzynarodowym minister spraw zagranicznych Martonyi stawia się na spotkaniach ministrów spraw zagranicznych Unii, NATO czy Grupy Wyszegradzkiej, gdzie nie wychyla się i przyłącza się do wszystkich oświadczeń, apeli i potępień.

Jeśli przyjrzeć się natomiast deklaracjom czysto węgierskim to ton jest już inny. Uderza, że uwaga jest udzielana w dominującym stopniu mniejszości węgierskiej na Ukrainie. Zapewnia się ją, że nie jest sama, potępia się ewentualne ataki na jej przedstawicieli, podkreśla jej trudne położenie. W razie potrzeby Węgry przyjmą wszystkich uchodźców węgierskiego pochodzenia (kwestia uchodźców nie-Węgrów jest dyplomatycznie przemilczana).

Mimo oświadczenia Martonyiego, że Węgry szanują jedność terytorialną Ukrainy wyczuwa się wysiłek, by zachować dystans. W jednym z oświadczeń Orbán nawet kuriozalnie stwierdził [HU], że Węgry „nie są stroną w konflikcie”.

Na stronie internetowej Fideszu w odniesieniu do Ukrainy znaleźć można artykuły, że Węgry podzielają stanowisko EU a także że podzielają stanowisko Grupy Wyszegradzkiej, oraz apel, by Ukraina nie była tematem kampanii wyborczej (o tym zaraz więcej).

Socjaliści są bardziej bojowi. Znaleźć tam można informacje o przygotowywanej deklaracji parlamentu z ważnym sformułowaniem „Ukraina nie może być kolonią Rosji” a także krytyka Orbána za pasywność wobec wydarzeń, nazywany jest wręcz tchórzem.

LMP (Polityka Może Być Inna) domaga się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia parlamentarnej komisji spraw zagranicznych oraz samego parlamentu. Jest zatroskana ukraińską ustawą językową.

Na stronie Együtt 2014 dominują zdjęcia z weekendowej pikiety przed ambasadą rosyjską. Rząd ma bronić ukraińskiej niepodległości.

Jobbik głosi, że rząd ukraiński jest nielegalny i szownistyczny. Rząd (węgierski) za mało troszczy się o zakarpackich Węgrów: „Martonyi musi odejść”. Kryzys natomiast może stworzyć „historyczną okazję by satysfakcjonująco a może nawet ostatecznie uporządkować sytuację Węgrów zakarpackich” [HU].

By zrozumieć te reakcje trzeba znać szerszy kontekst polityki węgierskiej. Rządowa retoryka „walki o niepodległość” zakłada wyzwolenie od wpływów EU i – szerzej – zachodu („nie będziemy kolonią” – to do tego hasła nawiązują socjaliści) a także „otwarcie na wschód”, do czego zalicza się nagła decyzja powierzenia rosyjskiemu Rosatomowi rozbudowy elektrowni jądrowej w Paks. Ukraińska walka o uniezależnienie od wpływów Rosji i spektakularny wybór europejski obnaża żałosność propagandy rządowej: Bruksela to krytyczne oświadczenia a w najgorszym razie rozważania na temat zawieszenia prawa głosu Węgier, Rosja to inwazja a przedtem setka zabitych przez prorosyjskiego autokratę. Powstanie 1956 roku, do którego rząd się chętnie odwołuje przypomina niestety bardziej walki na Majdanie niż słowne zapasy Orbána w parlamencie europejskim.

Ponadto niepoprzedzone żadnymi konsultacjami energetyczne uzależnienie Węgier od Rosji na długie lata w kontekście wydarzeń ukraińskich nabiera złowieszczego znaczenia. Nic dziwnego, że Fidesz wolałby by Ukraina nie pojawiała się w wyborczej propagandzie.

Inaczej widzi to opozycja, która w kryzysie ukraińskim widzi możliwość punktowania rządu.

A sam Jobbik, który w ocenie wydarzeń na Ukrainie podziela raczej punkt widzenia Rosji, zdecydował się, jak zwykle, atakować rząd z prawej strony. Jobbik ma sojuszników: w skrajnie prawicowej Echo TV w jednym z programów prowadzący wezwał niedawno [HU] do przygotowań do zajęcia Zakarpacia.

Przyszło mi głowy, że gdyby Putin chciał rozbić jedność Europy mógłby zaoferować Węgrom zajęcie Zakarpacia, Polsce Lwów i okolice a Rumunii Bukowinę. Ktoś mógłby się skusić na „ochronę swojej mniejszości w obliczu rozpadu państwa”. W tej chwili wydaje się to być polical fiction ale kto przewidywał inwazję Krymu miesiąc temu? Z tych trzech krajów najbardziej skłonne przyjąć tę hipotetyczną propozycję wydają się być Węgry, gdzie trenowany latami odruch warunkowy na słowo „Trianon” to nader często bezkrytyczny impuls rewizjonistyczny. Obyśmy nie musieli obserwować testu mądrości politycznej Węgrów – i pozostałych krajów – na żywo.