Krym dla Rosji, Zakarpacie dla Węgier

Pisałem niedawno o mojej zmorze: Rosja proponuje Polsce, Rumunii i Węgrom „ochronę” swojej mniejszości na Ukrainie czy też odzyskanie „swoich” terenów tamże a któryś z tych krajów korzysta z oferty. Minęło parę dni i choć nie tak jak myślałem to pomysł został wrzucony, zrobił to właśnie Żyrinowski. Na Węgrzech równolegle zrobił to poseł Jobbiku Márton Gyöngyösi, wiceprzewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych.

Formalnie stwierdził [HU] tylko, że Krym zwiększa szansę na autonomię terytorialną Zakarpacia ale pozostałe części jego wypowiedzi, dzięki często stosowanemu przez skrajną prawicę kodowaniu przekazu, dają zrozumieć, że chodzi mu o więcej. „Z Rosji możemy brać przykład w zdolności do walkę o swoje interesy”, stwierdził, kraj ten „z sukcesem stanął w obronie swojej mniejszości i tą lekcję Węgry powinny sobie przyswoić.”

W ramach wspólnoty euroatlantyckiej nie można liczyć na wspólpracę z Polską i Rumunią w sprawie mniejszości na Ukrainie, w obecnej sytuacji Rosja „może być sojusznikiem w realizacji naszej polityki mniejszościowej”. Referendum na Krymie jest rzecz jasna legalne. To wszystko powiedział, przypomnijmy, wiceprzewodniczący komisji spraw zagranicznych węgierskiego parlamentu reprezentujący partię, która w wyborach mających się odbyć za dwa i pół tygodnia ma szansę zdobyć 16% głosów i jest na fali wzrostowej.

Cytuję obszernie tego skrajnego polityka bo odnoszę wrażenie, że takie poglądy są podzielane szerzej niż tylko w ramach jego obozu politycznego. Wśród przyczyn pojawia się znów nieszczęsny Trianon.

W Polsce rewizjonizmu w zasadzie nie ma i samo pojęcie funkcjonuje jako zagrożenie zewnętrzne, w przypadku Węgier jest inaczej. Przed wojną stanowił on polityką państwową a i obecnie dla sporej ilości Węgrów jest on naturalnym stanem mentalnym. Retoryka ziemi, która „tak naprawdę nigdy nie była słowacka/rumuńska/ukraińska” (niepotrzebne skreślić), obrona mniejszości, wspominanie dawnej „należnej nam” wspaniałości jest znajome każdemu, kto spędził tu trochę czasu. Cała ta postawa ma korzenie w tragedii Trianonu. Nie trzeba wielkiego intelektu by dostrzec analogie z Rosją, dla której odpowiednikiem Trianonu był rozpad ZSRR.

W oficjalnym dyskursie w zasadzie brak głosów sprzeciwiających się trianońskiemu lamentowi, co pobudza poczucie krzywdy i wzmacnia głosy o prawie do odtworzenia poprzedniej sytuacji. Choć skrajności typu Żyrinowskiego i Gyöngyösiego to harcownicy sądzę, że ich wyczyny – a także reakcje na nie – uważnie są obserwowane z obozów politycznych sił głównych. Przy odpowiednio nakręconych emocjach rządzącym może być trudno oprzeć się pokusie rewizjonistych kroków. Zwłaszcza, że przynieść one mogą radykalny skok popularności jak w przypadku Putina [RU].

Obecnie aktywna polityka rewizjonistyczna na Węgrzech jest abstrakcją ale była nią też jeszcze niedawno aneksja Krymu przez Rosję. Mam nadzieję, że rewizjonizm węgierski nie nabierze wiatru w żagle ale dużo może się zdarzyć.