idylla sąsiedzka


Jakieś trzy tygodnie temu ze zdumieniem zauważyłem, ża na parkingu przed naszą halą postawili olbrzymi, biały namiot. Zastanawialiśmy się co też to ma być aż wreszcie wpadliśmy na nazbyt oczywiste rozwiązanie: zbliżają się mistrzostwa świata, będzie wspólne oglądanie meczów przy piwie.


Namiot stoi i co wieczora będąc w domu słyszymy dochodzące stamtąd ryki oznaczającego kolejnego gola. Dziś postanowiłem się wreszcie sam też wybrać i oddać się błogości oglądania futbolu. Sliwka, jak to z kobietami bywa, piłki nożnej nie lubi, Chłopaka ostatni mecz jaki próbowaliśmy oglądać wspólnie znudził po 29 minutach, Dużego nie było w domu, Franka pracowała – poszedłem sam.

Namiot wewnątrz jest w miarę ascetyczny. Ulubionego przeze mnie frőccsa (wino z wodą sodową dla niewtajemniczonych) nie ma, oba rodzaje piwa są kiepskie, ławki do bólu drewniane. Nawet reklamy mają plebejski charakter: tanie samochody, Vizuáltechnika (na pewno wypożyczyli projektor i ekran) oraz Gastroyal, dynamicznie rozwijająca się firma, która dostacza obiady do zakładów pracy: jakoś nie mogę się pogodzić z tą nazwą.

Towarzystwo mięszane. Jest oczywiście miejscowa klasa robotniczą, siedzi parę cicho się zachowujących grupek turystów, pojawia się a potem znika dwóch miejscowych muzyków cygańskich w białych koszulach i wzorzystych kamizelkach z instrumentami w futerałach, jest trochę małofajnych kobiet. Ze zdziwieniem widzę kolegę Amerykanina, z którym nie miałem kontaktu od dłuższego czasu. Znajomego z sąsiedniego domu (nowojorski Zyd, który do naszej dzielnicy sprowadził się chyba rozmyślnie) nie daję rady nawet zagadać, bo pojawiwszy się od razu też znika zabierając z namiotu dwóch swoich znajomych.

Kupuję piwo, siadam na ławce obok jakiegoś Murzyna. Niczego jeszcze nie wypiwszy czuję się i tak niezwykle przyjaźnie nastawiony do świata więc oferuję mu piwo: oferta przyjęta. Nigeryjczyk, jak się okazuje, i świetnie się zna na futbolu. Wie wszystko o każdym piłkarzu (ja nic), komentuje grę. Grają Holandia i Argentyna, na wszelki wypadek kibicujemy obu zespołom. W międzyczasie dowiaduję się, że mój nowopoznany kolega jest studentem piątego roku medycyny i będzie chirurgiem.

Mecz kończy się bezbramkowo, towarzystwo się rozchodzi. Też idę, po drodze jeszcze tylko robię komórką zdjęcie naszej kapliczki futbolu.