dwanaście godzin w aucie z Zsigmondem


Zsigmond jest Romem. Cyganem. Niedawno spędziłem z nim dwanaście godzin w aucie (było to wtedy kiedy zniknąłem z bloga, jednym z powodów były właśnie takie wyjazdy). Samochód swoją drogą nie taki ostatni, Alfa Romeo. Zsigmond nonszalancko prowadząc jedną reką grzał na autostradzie 220/godzinę.


Pojechaliśmy do Belgradu i spowrotem. Po drodze trochę słuchliśmy muzyki ale głównie gadaliśmy. Chciałbym parę rzeczy, które wówczas usłyszałem zapamiętać.

Zsigmond pochodzi z cygańskiej rodziny o tyle nietypowej, że w domu mówiło się u nich po cygańsku, na Węgrzech tylko mniejszość Romów mówi w tym języku. Kiedy poszedł do szkoły wogóle nie znał węgierskiego. Trafił do normalnej szkoły dzięki ojcu, który uparł się, żeby go tam przyjęto. Był jedynym Romem w klasie. To, że sobie wogóle dał radę zawdzięcza temu, że ładnie deklamował. Nie rozumiejąc tego co mówi występował na wszystkich uroczystościach szkolnych wzruszając do łez obecnych tam rodziców. Te pierwsze sukcesy utorowały drogę dalszym osiągnięciom. Zsigmond skończył liceum w klasie z profilem angielskim po czym dostał się na anglistykę. Małżeństwo i dziecko, które przydarzyły się po drodze wiele nie zmieniły. Większy wpływ mieć okazała jego działalność w organizacjach pozarządowych i tempo studiów Zsigmonda nieco spowolniało, mimo tego jednak nie porzucił marzeń o karierze dyplomaty.

Uderzył mnie jego brak pewności siebie. Pomimo przywódczego charakteru, mimo odniesionych sukcesów, liczących się tym bardziej, że odniósł je wbrew tak niesprzyjającym warunkom wyczuwałem jak bardzo łaknie mojej ackceptacji i jak ceni sobie to, że tak po prostu sobie rozmawiamy. Dla mnie jednak ta jego niepewność mówiła mi więcej o społeczeństwie, w którym przyszło mu żyć, o szturchnięciach jakich musi nieustannie doświadczać niż o nim samym.

W rozmowie dowiedziałem się pewnej ciekawostki. Co roku w pierwszą niedzielę września w miejscowości Csatka odbywa się odpust cygański. Ludzie przyjeżdzają z daleka, rozstawiają namioty, prowadzą ożywione życie towarzyskie, dobiją targów, swatają dzieci. Zsigmond zaprosił mnie do swojego namiotu, jeśli tylko dam radę to się wybiorę – i wszystko potem na blogu ładnie opiszę:)