Prawdziwa kuchnia węgierska

Każdy wie, że najtypowszymi daniami kuchni węgierskiej są zupa gulaszowa, gołąbki z kwaszonej kapusty oraz naleśniki z czekoladą. Bzdura. Najtypowszym daniem jest oczywiście főzelék (dosłownie: coś gotowanego).

Főzelék to rozgotowane jarzyny z mąką i śmietaną. Danie tak straszliwe jak ten brutalny dla każdej osoby z więcej niż przelotnym zainteresowaniem jedzeniem i gotowaniem opis. Morderstwo na jarzynach popełnione z zimną krwią. Fakt, że w főzelék wrzucić można kotlet mielony, jajko na twardo albo smażoną kiełbasę wiele tu nie zmienia. Cudzoziemcy zwykle dostają torsji po spróbowaniu. Węgrzy főzeléki kochają.

Főzelék to tradycyjnie danie domowe albo stołówkowe. W restauracjach zwykle się nie uświadczy. Ostatnio jednak jakby dał się zaobserwować początek zmiany tej sytuacji. Zanim przejdę do szczegółów konieczna jest mała dygresja na temat fast
foodu
na Węgzech.

Jak wiadomo, fast foodu nie wymyślono na Węgrzech. Pojawił się tutaj najpierw jako mit pochodzący z zachodu a potem jako dumna odpowiedź komunistycznego państwa na burżuazyjne wyzwanie w postaci sieci barów Paprika. Bary te serwowały dania restauracyjne w nieco bardziej spartańskich, a może raczej socjalistycznych, warunkach. Ceny były niższe. Papriki jednak nie odegrały większej roli i kiedy pojawiłem się na Węgrzech (początek lat 90tych) były
już zupełnym marginesem gastronomicznym.

Pojawienie się MacDonald’sów, Burger Kingów, Kentucky kurczaków, Pizzy Hut i tym podobnych wiele nie zmieniło bo były za drogie dla mas, do dziś raczej obsługują fragmenty klasy średniej
przekonanej, że chodzenie tam jest oznaką dobrego smaku.

Paletę możliwości znacząco rozszerzyło pojawienie się tanich pizzerii oraz budek z pizzą. Włoch by się niekiedy zdziwił, co tam sprzedają, ale nieważne, klientów było dość. Zmianę prawdziwie rewolucyjną wprowadziły dopiero chińskie bary. Po pierwsze wykosiły większość chińskich restauracji jako, że dla nienawykłych do chińskiego jedzenia ludzi nie było zbyt wielkiej
różnicy pomiędzy tym co serwowano w barach i tym co można dostać w restauracjach więc po co płacić więcej. Po drugie w zasadzie z dnia na dzień chińskie bary stały się standardem fast
foodu
dla większości ludzi.

Wtedy na scenę wkroczyły főzeléki. Zaczęło się skromnie, najpierw pojawił się na ulicy Nagymező jeden tylko bar o nazwie Főzelék faló, co oznacza Pożeracz főzeléków.
Wywołał pewne poruszenie bo, jak już wspomniałe, tradycyjnie főzeléków nie podaje się w restauracjach i barach. Miejsce okazało się być szalenie popularne. Kolejki stoją aż na ulicy i trudno jest o miejsce siedzące. A potem, jeden za drugim, zaczęly się pojawiać nastąpne bary főzelékowe. Żadna tam fala, raczej cicha rewolucja. Kiedy niedawno jednak zobaczyłem na szybie pizzerii napis Főzelék uznałem, że chyba jestem świadkiem zmiany jakościowej. Sądzę, że
főzeléki na stałe wpiszą się gamę oferty fastfoodowej na Węgrzech. Pytanie, które zadaję z drżeniem w sercu, kiedy podbiją resztę świata.