Węgrzy wobec Powstania Warszawskiego

Od dawna uważam, że w skomplikowanej węgierskiej historii XX wieku jasnym punktem, z którym Węgrzy mogą się z dumą, jest ich stosunek do Polaków. Mam tu na myśli zarówno pomoc wojskową w 1920 roku jak i przyjęcie polskich uchodźców w 1939 roku no i zachowanie węgierskiego wojska zgrupowanego wokół Warszawy podczas powstania. Węgrzy mało wiedzą o tych faktach a szkoda wielka bo mogłyby im dać one szansę na narrację historyczną opartą na pozytywnych akcentach, co na pewno by się tu przydało.

wegrzywobecPW

Na ostatni z wymienionych tematów przeczytałem sobie właśnie niedawno wydaną monografię Marii Zimy pod tytułem Węgrzy wobec Powstania Warszawskiego. Z książki tej bardzo się ucieszyłem, czegoś takiego nam było potrzeba. Zawiera ona systematyczny, udokumentowany przegląd faktów związanych z ówczesnymi wydarzeniami oraz ich tłem.

Książka przedstawia najpierw jednostki węgierskie stacjonujące wokół Warszawy. Dalej, co jest chyba najciekawsze, omawia pertraktacje dotyczące pomocy Węgrów powstańcom. Choć miały one niewielkie możliwości powodzenia ze względu na ograniczone szanse na militarny i polityczny sukces połączonych sił polsko-węgierskich autorka uważa, że strona polska wielokrotnie nie dość poważnie podchodziła do negocjacji, które w początkowej fazie powstania, zanim beznadziejność walki stała się oczywista (bardziej dla Węgrów niż dla Polaków), miały większy potencjał na jakieś porozumienie.

Mimo braku porozumienia na najwyższym szczebłu dochodziło do regularnej współpracy na poziomie  lokalnym. Węgrzy przekazywali broń – w pewnym momencie mowa była nawet o artylerii, pomogali rannym, przepuszczali powstańców i partyzantów, ostrzegali przed wymierzonymi przeciwko nim akcjom Niemców oraz pomagali ludności cywilnej. Dochodziło również do dezercji żołnierzy węgierskich, którzy przyłączali się do powstańców czy też oddziałów partyzanckich. Co ciekawe, te zachowania nie odbywały się na rozkaz ale spontanicznie, na wszystkich poziomach żołnierze podkreślali swoje przyjazne uczucia wobec Polaków, włączając w to niewykonanie niemieckiego rozkazu ostrzału arteleryjskiego Warszawy: Nie jesteśmy z Polską w stanie wojny, miał powiedzieć niemieckiemu generałowi węgierski dowódca.

Węgrów wkrótce wycofano z pozycji wokół Warszawy i wysłano do kraju. Z jednej strony Horthy pragnął mieć te oddziały u siebie wobec zbliżającej się ofensywy radzieckiej, z drugiej Niemcy uznali Węgrów na kompletnie nieprzydatnych dla działań przeciwko Polakom.

Jak to bywa, książka ma jednak pewne usterki. Największym brakiem dla mnie jest to, że tekst często przechodzi w wyliczankę faktów opatrzonych przypisami, sam chętnie przeczytałbym nieco szerszą historyczną narrację, ale może tak to już jest z monografiami i trzeba się z tym pogodzić.

Pozostałe rzeczy to drobiazgi. Na stronie 7 pisze autorka o żołnierzach węgierskich wcielonych do niemieckiej armii: ma na myśli chyba udział węgierskiego wojska po stronie niemieckiej, co jest czymś innym. Na stronie 11 pojawia się wzmianka o zniszczeniach wojennych na Węgrzech w kontekście roku 1940, wtedy jednak chyba jeszcze żadnych zniszczeń wojennych tu nie było. Cytaty po niemiecku (np. strona 51) i po węgiersku (59) nie są przetłumaczone na polski a przecież nie wszyscy czytelnicy znają te języki. Nie jestem pewien czy pomocne dla zrozumienia przez czytelnika polskiego jest użycie węgierskiej nazwy Koszyc (Kassa) na stronie 18 mimo, że wówczas to miasto znajdowało się na terenie Węgier.

W sumie jednak, jak wspomniałem, książka bardzo jest potrzebna i świetnie, że się ukazała. Autorce gratuluję, czekamy na wydanie węgierskie!

PS Niedawno przypadkowo natknąłem się na e-mail od autorki, w którym pisała do mnie w związku z wcześniejszym wpisem na temat węgierskiego grobu w Konstancinie. Nie pamiętam co odpisałem, mam nadzieję, że pomogłem i w ten sposób mam swój maleńki ale jednak udział w powstaniu tej książki.