Gorączka o świcie, Swobodny spadek

To tytuły filmów, które niedawno z zainteresowaniem obejrzałem.

Gorączka o świcie (Hajnali láz) to przede wszystkim książka, do której prawa sprzedano już w trzydziestu językach. Napisana przez Pétera Gárdosa opowiada historię swoich rodziców. Przeżyli oni Holokaust, po obozach trafili do Szwecji na rekonwalescencję. Miklós, ojciec Gárdosa, któremu rokowania lekarskie dawały zaledwie miesiące życia, zaczął pisać listy do również przebywających w Szwecji rekonwalescentek z rodzinnych okolic w nadziei na nawiązanie kontaktów. Szczególnie mocną więź nawiązuje z Lili, z którą się żeni. Tytułowa gorączka o świcie opuszcza go, będzie żył.

Film nie jest powalający ale sama historia, opowieść o przeżyciu mimo wszystko robi wrażenie, warto zobaczyć film – albo przeczytać książkę.

Swobodny spadek (Szabadesés) to film Györgya Pálfiego – o jednym z jego poprzednich filmów było tu. Ten reżyser wzbudza albo fascynację albo obrzydzenie, z takimi reakcjami spotyka się pewnie i ten film.

Koncepcja jest prosta: w bloku mieszka nienawidzących się para emerytów, kobieta na zakupy wychodzi rzucając się z dachu na ziemię – wstaje potem z niewielkimi otarciami – po drodze na dach mija pozostałe mieszkania, spotyka sąsiadów i ich uszeregowane historie składają się na treść filmu.

Jak to u Pálfiego, historie te są często niesamowite, surrealistyczne, mocne. Opowiadane są one w różne sposoby, jest mrożący spokój, realizm i przesada, jest burleska, są różne tonacje kolorystyczne, różne sposoby filmowania. Bez spoilerów, nie będę streszczać tych historii, lepiej to zobaczyć samemu.

Ciekawa jest też historia powstania tego filmu. Pálfi dostał od organizatorów południowokoreańskiego festiwalu filmowego 100 tysięcy dolarów – oraz pięć miesięcy – na zrobienie filmu. Ten nierealnie niski budżet oraz nierealnie krótki termin pozwoliły na stworzenie Swobodnego spadku. Choć w filmie czuje się ograniczenia to i tak efekt jest mocny. Polecam.