Łagodni piraci bez dostępu do morza

Książka Balázsa Bodó A szerzői jog kalózai (Piraci prawa autorskiego) zainteresowała mnie dwiema rzeczamiŁ historycznym opisem piractwa przez wieki a także rezultatami badań autora nad zjawiskiem piractwa na Węgrzech dziś.

A szerzői jog kalózai

Historia piractwa, koncentrująca się zresztą na Europie Zachodniej oraz Stanach Zjednoczonych, pokazuje, że zjawisko jest tak stare jak i wszelkie systemy regulujące prawo do danego tekstu czy też innych prac takich jak utwory muzyczne, fotografie, itd. Innymi słowy, w żadnym wypadku nie jest to nowa rzecz. Ciekawa jest przy tym, że sam termin piractwo sam ma długie korzenie i używany był zanim pojawił się współczesny pojęcie praw autorskich (copyright, Statut Anny z kwietnia 1710 roku). Na przykład Alexander Pope Cromwell w liście z 1709 roku pisze o jednym z ówczesnych piratów, „osławionym” Henry Hillsie, że ten przyczynilł szkód księgarzom przez to, że wydrukował pirackie wydanie książki Johna Castainga pt. An Interesting Book (str. 66).

Ciekawe jest też to, że wątek polityczny piractwa, którego najbardziej widocznym ostatnio przejawem są partie piratów czy też strona Pirate Bay, to też rzecz towarzysząca piractwu w zasadzie od samego początku. Piraci niejednokrotnie starali podkreślać społeczny pożytek swojej działalności. Wspomniany już Hills na swoich drukach umieszczał motto For the benefit of the poor (Dla pożytku biednych, str. 68.) Historycy uznają rolę piratów w rozprzestrzenianiu idei („Gdyby nie było piractwa to, można by powiedzieć, nie byłoby również Oświecenia” A. Johns, str. 79) czy też innowacyjności w produkcji tanich wydań. Niezależnie od swoich deklaracji piractwo w przeszłości, jak również obecnie, wymuszało niejednokrotnie zmiany w prawie autorskim i innych związanych z nim regulacjach.

Samo pojęcie pirata pochodzi o tych, których prawa mieli oni naruszać, jednak zamiast wywoływać jedynie jednoznacznie negatywne skojarzenia doczekało się również przychylniejszych interpretacji. Książka przedstawia egalitaryzm republik pirackich, ludowy kult rabusi, wyklętych przez prawo. Dziś nawiązują do tego przekornie partie piratów czy właśnie Pirate Bay.

W części poświęconej współczesnemu piractwu omówione są technologie P2P i związane z nimi subkultury. Najciekawsze dla mnie było omówienie badań Bodó nad węgierskimi sieciami P2P. Przeanalizowawszy legalną ofertę filmową oraz zestawy filmów dostępne w trzech sieciach P2P doszedł do wniosku, że trzy czwarte filmów oferowanych przez piratów albo wogóle albo bardzo dawno były wyświetlane w kinach zaspokajając popyt ignorowany przez legalne systemy dystrybucji. Odnosi się to zwłaszcza do filmów niszowych, których dostępność w sieciach P2P zaczyna rosnąć w momencie, w którym znikają z programów kin, sieci te wówczas zaczynają pełnić rolę archiwum. Co więcej, jeśli spojrzeć na ilość ściąganych filmów to rola tych sieci w zaspokajaniu pomijanych potrzeb staje się tym bardziej widoczna: dziewięć na dziesięć tych filmów nie jest pokazywana w kinach (str. 288-290, tekst wcześniejszej, bardziej wyczerpującej publikacji Bodó na ten temat tu [HU])

(Swoją drogą pamiętam jak próbowałem kupić na DVD znakomity film węgierski pt. Chłopcy z placu broni. Mimo, że to klasyk i naprawdę dobry nigdzie nie mogłem go dostać a próbowałem wszędzie, dotarłem nawet do jednego z aktorów grających w tym filmie, który do dziś pracuje w branży. Miał to być prezent więć ściąganie z internetu nie wchodziło w rachubę.)

Co do wad książki to szkoda, że – poza interesującą częścią na temat współczesnych piratów na Węgrzech – tekst koncentruje się na krajach zachodnich. Zdaję sobie sprawę, że jest to zapewnie spowodowane brakiem literatury dotyczącej innych krajów ale nie mogę oprzeć się westchnieniu, że chętnie poczytałbym przede wszystkim o krajach wschodnioeuropejskich ale także o egzotycznych krajach rozwijających się.

W sumie jednak książka więc ciekawa, świetnie byłoby gdyby ktoś ją przetłumaczył na polski.

A na koniec ciekawostka. Książkę wydało wydawnictwo Typotex, które na Węgrzech jest jednym z liderów e-publishingu. I mimo tego, mimo tematyki książki jej sytuacja z punktu widzenia praw autorskich jest dziwna. W stopce jest symbol © czyli Wszystkie prawa zastrzeżone, nieco niżej tekst Niektóre prawa zastrzeżone i link to strony wydawnictwa z wyjaśnieniem. Dalej informacja, że książkę można kupić w elektronicznym formacie, próbowałem to zrobić ale padłem tak nietypowy i skomplikowany był to proces. Autor, do którego napisałem, wyraził zrozumienie dla moich uczuć i polecił mi parę stron pirackich, skąd książkę można ściągnąć. Sam jednak w końcu kupiłem sobie egzemplarz papierowy.