Zmieniamy właśnie dostawcę internetu do naszego domu (z drogiego t-com na tańszy UPC), stąd też, swoją drogą, mniej wpisów, ale nie o tym chciałem. Przedtem, jak to zwykle bywa, sporo konsultacji ze znajomymi. Wy skąd macie internet? I jak, często nawala? A jak obsługa? Itd., itd. Na pytanie dotyczące obsługi przez telefon znajomi komputerowcy dali mi ciekawą radę: jak dzwonisz do danej firmy zawsze naciskaj guzik English-speaking operator. Zwykle jest sporo szybciej choć czasami ktoś może odezwać się po węgiersku.
Sprawdziłem i faktycznie działa. Albo też wydaje mi się, że działa, bo rzecz jasna nie będę zaraz dzwonił z tą samą sprawą do operatora węgierskiego żeby porównać prędkość odpowiedzi. Może więc to taka legenda miejska.
Tak sobie trochę spekuluję, czy przypadkiem, jeśli to jednak prawda, nie ma w tym czegoś innego, a mianowicie jakiegoś poczucia, że ktoś, kto mówi po angielsku (=cudzoziemiec z zachodu) to jest lepszy – i zasługuje na lepszą obsługę. Kiedyś zaraz po przyjeździe, czyli w początku lat dziewięćdziesiątych, znalazłem pracę w prywatnej szkole językowej, gdzie uczyłem angielskiego. Nie władałem tym językiem olśniewająco ale i tak płacili mi jak dwóm zatrudnionym w szkole native speakerom – bo byłem cudzoziemcem, nie mówiłem po węgiersku i musieli ze mną rozmawiać po angielsku! Teraz pozycja społeczna angielskojęzycznych nie jest taka jak kiedyś, ale może coś z tego jednak zostało. Pospekulować w każdym razie można.