Wziąłem się i zorganizowałem w pracy pokaz filmu "An inconvenient truth". Zdobył Nobla i Oscara, napisałem w e-mailu zapraszającym na projekcję, a nie pokazywano go dotąd w kinach na Węgrzech. Troszkę się nabiegałem ale nie żałowałem.
Przyszło czworo ludzi, w tym kolega z Nowego Jorku, który film już widział. Troszkę mnie to zastanowiło. Film jest dość sławny wydawałoby się, że więcej ludzi powinno być zainteresowanych, czemu więc tak się nie stało?
Może jest tak, że Węgrów, a także szerzej Europejczyków wschodnich, globalne ocieplenie po prostu nic nie obchodzi. Nie pierwszy raz byloby tak, że coś, co porusza społeczeństwa zachodnie – amerykańskie albo zachodnioeuropejskie – w Europie Wschodniej nie ma oddzwięku. Ewidentym przykładem tego były demonstracje przed rozpoczęciem wojny w Iraku: po jakimś milionie ludzi w każdej ze stolic zachodnioeuropejskich i po dwieście osób na wschodzie. Żałuję, że strona Eurobarometru jest tak fatalna w przeszukiwaniu bo sądzę, że różnice te są także ewidentne statystycznie. Stosunek do globalnego ocieplenia byłby przejawem tego samego zjawiska.
Choć może nie powinienem po prostu był organizować projekcji filmu w piątek popołudniu, kiedy wszyscy już chcą iść do domów?