wielka dziewiątka węgiersko-żydowska

Przedwczoraj byłem na wykładzie Katalin Marton pt. Wielka Ucieczka. Dziewięciu Węgrów, którzy uciekli Hitlerowi i zmienili świat. Wykład miał miejsce na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim a tym, którzy żałują, że go przeoczyli powiem na pociechę, że Katalin Marton wydała książkę pod tym samym tytułem do kupienia tu (po angielsku) albo tu (po węgiersku).

Wykład był krótki bo chodziło raczej o promocję książki właśnie wydanej po węgiersku ale tym niemniej Kati Marton, bo tak właśnie autorka się zwykle prezentuje (prywatnie żona Richarda Holbrooka, który zresztą pojawił się na wykładzie), zdołała nieco powiedzieć. Wśród dziewięciu bohaterów książki to czterech naukowców, dwóch fotografów, dwóch reżyserów i pisarz. Wszyscy dość znani, choć niekoniecznie zawsze kojarzeni z Węgrami. Marton wybrała ich bo, jak to określiła, ich nazwiska coś mówią Amerykanom, do których w pierwszym rzędzie adresowała swoją książkę.

Naukowcy to fizycy Leó Szilárd/Leo Szilard, Ede Teller/Edward) Teller i Pál Jenő Wigner/Eugene Wigner a także teoretyk gier i pionier komputerów János Neumann/John von Neumann. Mieli swój poważny udział w przekonaniu Roosevelta do idei bomby atomowej a później jej skonstruowaniu. Teller dodatkowo został potem “ojcem” bomby wodorowej. Fizycy mieli wpływ na politykę bezpieczeństwa USA po wojnie. Von Neumann uważany jest za konstruktory komputera.

Fotografowie to Endre Friedmann/Robert Capa oraz Andor Kertész/André Kertesz. Capa to jeden znajsłynniejszych fotoreporterów wojennych, zginął zresztą na wojnie w Wietnamie. Przedtem wsławił się jako jedyny fotoreporter, który wylądował w pierwszej fali inwazyjnej na plaży Omaha w 1944 roku. Kertesz to jeden z twórców fotoreportażu a także autor wielu świetnych fotografii artystycznych.

Sándor László Kellner/Alexander Korda był jedną z kluczowych postaci filmu brytyjskiego najbardziej pewnie znany z powodu swojego filmu The Third Man. Manó Kertész Kaminer/Michael Curtiz to z kolei reżyser Casablanca, i już pewnie niczego nie muszę dodawać.

Ostatni z nich to Artur Kösztler/Arthur Koestler autor Ciemności w południe. Oddany komunista, zmienił radykalnie swoje przekonania po wizycie w Związku Radzieckim w latach 30tych.

Co mieli ci ludzie wspólnego? Wszyscy byli węgierskimi Żydami zmuszonymi do emigracji przez antyżydowskie ustawodawstwo lat 30tych. Jak podreślała Marton, byli oni zaledwie wierzchołkiem góry lodowej bo utalentowanych ludzi było w ich pokoleniu dużo więcej. Ameryce przysłużyli się na dwa sposoby, przez swoje talenty a także jako ostrzeżenie o nadchodzącym niebezpieczeństwie.

Powiedziała też Marton rzecz, z którą nie bardzo potrafię się zgodzić. Stwierdziła mianowicie, że nie tylko należy patrzeć na to, co ta dziewiątka osiągnęła jako emigranci ale także na to co Węgry straciły z ich wyjazdem. Pozornie rzecz wygląda logicznie: jeśli ktoś stracił to ktoś zyskał. Ale prawda jest taka, że masa Węgrów, którzy coś osiągnęli w życiu zrobili to mieszkając za granicą, powiedziałbym dlatego, że nie mieszkali na Węgrzech. Tak sprawa się ma z szeregiem węgierskich noblistów żyjących na zachodzie, z twórcą Intela Andrásem Grófem/Andy Grovem czy też Károlyem (Charlsem) Simonyi z Microsoftu. Jest to tragedia tego kraju, a może i szerszego regionu, że ludzie mierzący wysoko muszą stąd uciekać. Marton powiedziała, że wolałaby przeżyć swoje życie na Węgrzech: nie sądzę.

Na koniec mała ciekawostka: napisałem powyżej, że książka ukazała się po angielsku i po węgiersku po takim samym tytułem. Naprawdę ukazała się pod PRAWIE takim samym tytułem. Po angielsku jest to The Great Escape: Nine Jews Who Fled Hitler and Changed the World (Wielka ucieczka. Dziewięciu Żydów, którzy uciekli Hitlerowi i zmienili świat), po węgiersku Kilenc magyar, aki világgá ment és megváltoztatta a világot (Wielka ucieczka. Dziewięciu Węgrów, którzy poszli w świat i zmienili go). Mamy więc raz Żydów, raz Węgrów, raz jest ucieczka przed Hitlerem, a raz "pójście w świat". Marton zapytana o to zbyła pytanie stwierdzeniem, że ona użyła słowa “Węgrzy”, ale dział marketingu zdecydował, że “Żydzi” będzie lepsi. Pewnie ma rację, w obu wypadkach pewnie chodzi o to, co wyda się bardziej pociągające dla potencjalnego czytelnika. A ja się tylko uśmiecham bo sporo mówi to o tych czytelnikach.

A książkę sobie pewnie przeczytam.