dodatek „węgierski” w Tygodniku Powszechnym

Nowopoznany kolega, który pisze jeden z najciekawszych jakie znam blogów (między innymi) fotograficznych tribute to bp, powiedział mi o dodatku do Tygodnika Powszechnego pt. Nasz bratanek: Węgry. Rzecz nie jest nowa, ale, że o nim nie wiedziałem więc sobie chętnie go przeczytałem tym bardziej, że się nie bardzo zestarzał. Podaję treść:

Jak to zrobić? Pięknym przykładem jest anegdota historyczna – prawdziwa! Pod koniec XV wieku Maciej Korwin pokłócił się o tron czeski z królem Polski. Zajmując Wrocław, odciął drogę Polakom do Pragi. Konflikt trwał kilka miesięcy. Polski burmistrz Muszyny pisał wtedy do węgierskiego burmistrza Bardiejowa: “Zdaję sobie sprawę, iż między nami teraz wojna, niemniej błagam waszmości, żebyś raczył nie zapomnieć o dalszych regularnych dostawach tokaju…”

Jeden ze szczególnie wymownych dowodów przyjaźni między dwoma narodami stanowi fakt, że najbardziej stabilną granicą Europy była od wieku XI do 1920 r. granica polsko-węgierska. Przez stulecia zmieniła się najwyżej na odcinku dwudziestu, dwudziestu pięciu kilometrów.

Cały dodatek kulturowo nieco przechylony na prawo. Dużo o tradycjach narodowych, prawicowy Makovecz (piszę tak nie wchodząc w jakąś analizę jego architektury ale biorąc pod uwagę jego bezpośrednie zaangażowanie polityczne), konserwatywny Márai, problemy kościoła, wysiedleń głównie przecież arystokracji i klasy średniej – wszystko to składa się na dość jednostronną perspektywę. Tym niemniej ciekawa rzecz, cieszę, że się ukazała.

PS z 10 stycznia. Zastanawiam się, skąd Ákos Engelmayer wziął liczbę 400 tysięcy kobiet zarażonych chorobami wenerycznymi na skutek gwałtu. Rozmawiałem kiedyś na temat z Andreą Pető, która badała ten temat. Powiedziała mi, że na ten temat bardzo mało wiadomo, a szacunki dotyczące ofiar gwałtu wahają się od pięćdziesięciu do dwustu tysięcy kobiet. Nie sadzę, żeby Andrea miała zaniżać tę liczbę, prawica natomiast lubi eksponować cierpienia poniesione z wkroczeniem Armii Czerwonej, warto to tu pamiętać. Powiększanie statystyk cierpienia nie jest jego lepszym uhonorowaniem.