Kurier tatrzański 3.0

W najnowszym numerze Polonii Węgierskiej ukazał się mój test pod tym właśnie tytułem. Miłośników Tatr, turystyki górskiej i kurierów tatrzańskich zachęcam do lektury.

Kurier tatrzański 3.0

Znany pewnie wszystkim osobom choćby pobieżnie zainteresowanym historią stosunków polsko-węgierskich Wacław Felczak, wsławił się, między innymi, jako kurier w okresie drugiej wojny światowej i organizator trasy kurierskiej przez Tatry. Była ona zresztą wykorzystywana przez szereg kurierów, takich jak (podaję za wikipedią) Bronisław Czech, Helena Marusarzówna, Józef Uznański, Piotr Kolesar, Stanisław Motyka, Józef Daniel Krzeptowski, Stanisław Frączysty, Zbigniew Ryś, Jan Bobowski, Krystyna Skarbek, czy Wanda Modlibowska.

Kilkadziesiąt lat później trasę przez Tatry wykorzystywała do przekazywania informacji na zachów oraz przywozu stamtąd bibuły tak zwana grupa taterników. Działała ona w okresie po studenckich zamieszkach 1968 roku, na skutek wpadki jej członkowie (Maciej Kozłowski, Jakub Karpiński i Małgorzata Szpakowska, Krzysztof Szymborski, Maria Tworkowska) zostali skazani na kary więzienia.

Dowiedziałem się niedawno, że szlak przez Tatry był wykorzystywany także w latach 80-tych. Korzystał z niego węgierski opozycjonista Géza Buda do przenoszenia bibuły do Polski. Poniżej podaję, co mi opowiedział.

Géza ze szlaku korzystał 3-4 razy, pierwszy raz w 1982 lub 1983 roku. Do Polski niósł węgierską bibułę wydawaną w Paryżu (Magyar füzetek), np. Darabbér Miklósa Harasztiego, Egy önhit életrajza Zoltána Zsille czy też “Tiéd az ország, magadnak építed…” Jánosa Kenediego a także polskojęzyczne publikacje paryskiego Instytutu Literackiego. Wszystkie one jakoś trafiały na Węgry (szczegółów nie zna), stamtąd Géza zabierał je do Polski dokładając do tego bibułę wydawaną już na Węgrzech: Beszélő, Hírmondó, Demokráta.

Technika przemytu była przemyślna. Plecak wypakowany dwudziestoma kilogramami bibuły Géza zostawiał w schronisku pod Rysami po czechosłowackiej stronie (Chata pod Rysmi). Potem przechodził oficjalnie przez granicę do Polski w Łysej Polanie. Następnie wracał po plecak do Czechosłowacji przez Rysy (na sam szczyt nie trzeba było wchodzić, istniała droga dokoła niego) gdzie nie było kontroli granicznej.

Dalej jechał autobusem do Krakowa, stamtąd natomiast pociągiem do Warszawy, gdzie zostawiał ładunek. Adresy dostawał na Węgrzech, nie znał tych ludzi. Dostawcą towaru oraz źródłem kontaktów w Polsce był mieszkający w Paryżu Péter Kende, Gézę poznał z nim György Bence.

Dwa razy woził bibułę do Gdańska, raz odbierał ją od niego późniejszy prezydent miasta Paweł Adamowicz. Kto to był okazało się podczas otwierania Europejskiego Centrum Solidarności, gdzie obaj się spotkali.

Sam pomysł wykorzystania Tatr do takiego przemytu nie był inspirowany historią tatrzańskich kurierów czy też sprawą taterników ale spotkaniami polskiej i węgierskiej opozycji na granicy a także spotkaniami ówczesnego kardynała Wojtyły z młodzieżą słowacką, które też tam miały miejsce.

Tak więc Tatry, ta najtrudniejszy do pokonania kawałek granicy polskiej, paradoksalnie znów okazały się być bramą umożliwiającą przepływ wolnej informacji. Kto wie, może i w przyszłości spełnią kiedyś podobną rolę. Jeszcze to jeden powód, żeby kochać te góry.

Géza Buda z kolegą Gézą Sáską, około 1980 roku
Géza Buda okolo 1981 roku, z plakietką Solidarności

Wspomóżmy Zakarpackie Smoki!

Ukraina walczy z Rosją także w naszej obronie bo gdyby przegrała tę wojnę, Rosja może rozszerzyć swoją agresję dalej na zachód. Dlatego pomoc dla niej to nie tylko moralny odruch ale i działanie w naszym interesie. Ale nawet być to może coś więcej bo w ten sposób możemy także wyrazić naszą solidarność z mieszkającymi w Ukrainie Węgrami.

Do współpracy z nami gotowa jest nieformalna węgierska grupa aktywistów Kárpátaljai Sárkányellátó (Zaopatrzeniowcy Zakarpackich Smoków), która wspiera działania 68. Samodzielnego Batalionu Obrony Terytorialnej „Zakarpackie Smoki” (Закарпатські Шаркані) wchodzącego w skład 101. Samodzielnej Brygady Obrony Terytorialnej Armii Ukraińskiej. To jednostka wojskowa, w której oprócz szeregu węgierskich żołnierzy walczył także profesor Fegyir Sándor, wykładowca na Uniwersytecie w Użhorodzie, który niedawno został mianowany ambasadorem Ukrainy na Węgrzech. Słowo „Szarkani” („Smoki” – cyrylicą: Шаркані) jest pochodzenia węgierskiego a nie ukraińskiego, co podkreśla węgierski charakter jednostki.

Zaopatrzeniowcy Zakarpackich Smoków przesyłają do Ukrainy rzeczy, na które zapotrzebowanie pochodzi od żołnierzy tej jednostki – koordynuje je Fegyir Sándor, co pozwala uniknąć niepotrzebnych rzeczy. Warto podkreślić, że wysyłane są tylko rzeczy, które można legalnie nabyć na Węgrzech, co wyklucza broń, amunicję czy materiały wybuchowe.

Grupa działa w bardzo transparentny sposób publikując szczegółowe rozliczenia na swoim koncie na facebooku.

Włączmy się w pomoc zbierając pieniądze na generator Ecoflow, którego potrzebują żołnierze batalionu. Kosztuje on około 300 000 forintów. Pomóc można wysyłając na konto Zaopatrzeniowców Zakarpackich Smoków dowolną kwotę na jaką Was stać w polu informacji o przelewie podając „Polacy z Węgier Zakarpackim Szarkanom – adomány”.

Trautmann Balázs (K&H Bank)
10404065-71574849-54481003
SWIFT/BIC kód: OKHBHUHB
IBAN számlaszám HU97 1040 4065 7157 4849 5448 1003
REVOLUT:
@balzsg8y1
balazs.trautmann@gmail.com

Grupa będzie publikować raz na tydzień informację na temat kwoty, która wpłynęła w ramach naszej polskiej zbiórki. Gdyby udało się zebrać większą kwotę, zostanie ona zużyta na inne cele, na które aktualnie zbierają Zaopatrzeniowcy Zakarpackich Smoków: generatory, drony, termowizory, dalmierze, karty pamięci.

Zbiórka potrwa do świąt Bożego Narodzenia, choć, rzecz jasna, wpłat na konto Zaopatrzeniowców Zakarpackich Smoków można dokonywać także i później.

Niech żyje przyjaźń polsko-węgiersko-ukraińska!

Linki:

Narodowe „konsultacje” o obronie suwerenności

Zaczęły się tutaj właśnie kolejne “konsultacje narodowe”, tym razem ich tematem jest, cokolwiek by to miało znaczyć, “obrona suwerenności”. Jedenaście pytań dotyczy szeregu kwestii od subsydiów do cen opłat komunalnych, poprzez podatek od nadzwyczajnych zysków, wsparcie dla Palestyńczyków, wsparcie dla Ukrainy, tzw. ustawę o ochronie dzieci aż po ustawę mającą chronić Węgry przed wpływami z zagranicy. Tekst przetłumaczyłem poniżej, można się z nim zapoznać samemu.

Pytania sformułowane są tym razem w nieco mniej demagogiczny sposób niż poprzednio choć I tak jawnie narzucają odpowiedź (o poprzednich „konsultacjach” można poczytać sobie tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu czy też tu – widać, jak wiele ich już dotąd tu organizowano) . Jak zwykle, konsultacje wzywają do walki z wrogami Węgier, tym razem to przede wszystkim mityczna “Bruksela” ale i migranci, Ukraina, “agresywne” lobby LMBTQ czy też nienazwani zagraniczni sponsorzy opozycji.

Całość tradycyjnie oparta jest na półprawdach i manipulacji, np. nie jest jasne co rozumieć pod określeniem ”Bruksela”: Komisję Europejską, w której zasiada węgierski komisarz, zresztą polityk Fideszu? Radę Europejską, której członiem jest Viktor Orbán? Czy też może Parlament Europejski wraz z węgierskimi posłami? Może więc Węgrzy są częścią tej “Brukseli”?

Podobnie w odniesieniu do Ukrainy można się dowiedzieć, że to państwo będące w stanie wojny, którą militarnie i na inne sposoby popiera “Bruksela”, jedynie Węgry są zwolennikami pokoju. W tym obrazie brakuje jednak agresora – Rosji, która najpierw wojnę zaczęła a mogłaby teraz skończyć wycofując się z Ukrainy.

W ostatnim pytaniu pojawia się też znana z poprzednich „konsultacji” nieokreślona, bezosobowa, złowieszcza forma „chcą”.

Całość sugeruje, że Węgry są zagrożone z zewnątrz, co prowadzi do kwestii ustawowego wzmocnienia ochrony kraju przed wpływami z zagranicy w tym właśnie ostatnim pytaniu.

I faktycznie, parlament właśnie pracuje nad ustawą o Obronie Suwerenności. Jej projekt nie definiuje przy tym kluczowego pojęcia suwerenności a wspieranie obcych interesów opisane jest na tyle niejasno, że krytycy podkreślają, że na podstawie tej ustawy rząd będzie mógł z łatwością oskarżyć lub zastraszyć kogo tylko uzna za stosowne. Jak podkreśla wielu komentatorów, ustawa za wzór ma rosyjską ustawę o “agentach zagranicy”.

Na plakatach promujących “konsultacje” widnieje Ursula van der Leyden oraz, niepojawiający się w tekście “konsultacji”, Alex Soros, syn George’a Sorosa, który niedawno przejął kierowanie jego fundacjami. Widać, że przejął też jego rolę jako jednego z głównych wrogów Orbána.

Nie tańczmy tak jak nam oni zagrają [dosłownie: jak na oni zagwiżdą]

LIST PRZEWODNI

Drogi Rodaku!

Zwracam się do Pana/Pani z prośbą o opinię w ważnych kwestiach.

Świat pogrążony jest dziś w chaosie. Epidemia, wojny, ataki terrorystyczne, kryzys gospodarczy. Wiele osób próbuje czerpać korzyści z kłopotów, spekuluje na niepewności i pragnie dla siebie jeszcze większej władzy. My, Węgrzy, nie jesteśmy tacy. Chcemy żyć w pokoju, chcemy zrównoważonych stosunków gospodarczych zarówno z Zachodem, jak i Wschodem.

Jednak Bruksela snuje teraz nowe, niebezpieczne plany. Chcą ograniczyć suwerenność naszego kraju i narzucać nam swoją wolę. Chcą, żebyśmy tańczyli, jak nam zagrają [dosłownie: jak nam zagwiżdżą]. Zupełnie jak za czasów Gyurcsánya.

Nie możemy na to pozwolić! Dlatego proszę o wzięcie udziału w narodowych konsultacjach i wyrażenie swojej opinii. Nasz głos będzie mocny, jeśli jak najwięcej z nas stanie w obronie naszych racji, prawa do niezależnych węgierskich decyzji.

Wyślijmy wiadomość do Brukseli:

Węgry będą bronić swoich uzasadnionych interesów!

Węgry nie będą tańczyć, jak im zagrają [dosłownie: jak im zagwiżdżą]!

Z poważaniem:

Viktor Orbán

Premier Węgier

KWESTIONARIUSZ KONSULTACJI

NARODOWE KONSULTACJE O OCHRONIE SUWERENNOŚCI

1. Bruksela chce zniesienia subsydiów do opłat komunalnych.

Komisja Europejska chce nas zmusić do anulowania subsydiów do opłat komunalnych. W swojej uchwale piszą, że „należy stopniowo wycofywać dotacje do energii”. Chcą likwidacji instrumentu, który zmniejsza rachunki za energię węgierskich rodzin średnio o 181 000 forintów miesięcznie.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Należy w dalszym ciągu utrzymać subsydia do opłat komunalnych

►Nie ma już potrzeby regulacji cen na rynku energii

2. Bruksela chce zniesienia obowiązkowego pułapu stóp procentowych.

W ostatnim okresie znacząco wzrosły stopy procentowe banków. Dlatego też, aby chronić rodziny, rząd wprowadził pułap stóp procentowych, który chroni 300 000 rodzin i prawie 30 000 przedsiębiorstw. Bruksela dała jasno do zrozumienia w tzw. zaleceniach dla poszczególnych krajów, że chce znieść to rozwiązanie.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

►Należy również przedłużyć obowiązywanie pułapu stóp procentowych do 2024 r.

► Bruksela ma rację, należy wdrożyć ich propozycję.

3. Bruksela chce zniesienia węgierskiego podatku od nadzwyczajnych zysków.

Rząd nałożył dodatkowy podatek na duże firmy, które zgromadziły znaczne dodatkowe zyski w czasie epidemii i kryzysu wojennego. Uważamy, że one też powinny wziąć na siebie część wspólnych obciążeń. Bruksela chce jednak, aby Węgry zniosły podatek od dodatkowych zysków do końca tego roku.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Należy utrzymać podatek od dodatkowych zysków.

► Nie ma już potrzeby opodatkowania dodatkowych zysków.

4. Bruksela chce również tworzyć getta dla migrantów na Węgrzech.

W Brukseli chcą za nas decydować, z kim mamy żyć i kogo wpuścić do naszego kraju. Chcą nas zobowiązać, abyśmy wpuszczali do kraju migrantów jeszcze przed rozpatrzeniem wniosków o azyl. Doprowadziłoby to do powstania gett dla migrantów także na Węgrzech.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Nie można dopuścić do powstania migranckich gett w naszym kraju.

► Należy przyjąć plany migracyjne Brukseli.

5. Dotacje udzielane przez Brukselę organizacjom palestyńskim docierały także do Hamasu.

W ostatnich latach Bruksela wspierała organizacje palestyńskie setkami tysięcy euro. Część tego wsparcia dotarła także do organizacji terrorystycznej Hamas. Masy imigrantów w Europie świętują ataki terrorystyczne na Bliskim Wschodzie, i tak wspierana przez Brukselę imigracja powoduje, że terroryzm stanowi obecnie zagrożenie także dla Europy.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Ze względu na zagrożenie terrorystyczne Bruksela musi zaprzestać wspierania organizacji palestyńskich.

► Niezależnie od zagrożenia terrorystycznego Bruksela powinna w dalszym ciągu wspierać organizacje palestyńskie.

6. Bruksela chce słać na Ukrainę więcej broni.

Bruksela od początku zajmuje stanowisko prowojenne i nalega na dostawy broni. W związku z tym wydała już ponad 5 miliardów euro na rozwój ukraińskiej armii. Według najnowszej propozycji na uzbrojenie Ukrainy miałby zostać przekazanych kolejne 20 miliardów euro.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Zamiast dostaw broni potrzebujemy zawieszenia broni i pokoju.

► Należy wysłać na pole bitwy jeszcze więcej broni zakupionej za pieniądze UE.

7. Bruksela chce jeszcze więcej pieniędzy na wsparcie Ukrainy.

Komisja Europejska chce wesprzeć Ukrainę dodatkowymi 50 miliardami euro. Ponieważ w obecnym budżecie UE nie ma na to środków, chce ona wyciągnąć od państw członkowskich dodatkowe środki. Prosi Węgry o dodatkowe wpłaty, podczas gdy nasz kraj od dłuższego czasu nie otrzymuje należnych mu zgodnie z umową środków unijnych. Węgry wydały już wiele miliardów forintów na pomoc uchodźcom z Ukrainy.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Nie płaćmy więcej na wsparcie Ukrainy, dopóki nie otrzymamy należnych nam pieniędzy.

► Spełnijmy prośbę Brukseli nawet jeśli należne nam pieniądze nadal nie zostaną przekazane.

8. Bruksela chce także przyjąć Ukrainę do Unii Europejskiej.

Głosy wzywające do pełnego członkostwa Ukrainy w UE są coraz silniejsze, mimo że jest to kraj w stanie wojny. Włączenie Ukrainy zasadniczo zmieniłoby obecne systemy wsparcia UE. Na obecnych zasadach Ukraina, jako pełnoprawny członek, otrzymałaby znaczną część funduszy unijnych.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Warunki pełnego członkostwa Ukrainy nie zostały jeszcze spełnione.

► W każdym przypadku należy poprzeć pełne członkostwo Ukrainy.

9. Bruksela chce dopuścić genetycznie modyfikowane ukraińskie zboże.

Po wybuchu wojny Bruksela otworzyła swoje granice dla ukraińskich transportów zboża. Celem tego środka miało być zapewnienie dotarcia dostaw do biedniejszych części świata. Zamiast tego znaczna część genetycznie modyfikowanego ukraińskiego zboża zalała rynki krajów Europy Wschodniej i postawiła producentów z regionu w niezwykle trudnej sytuacji. Węgry zakazały importu ukraińskiego zboża, ale Bruksela nadal chce, abyśmy wpuszczali genetycznie modyfikowane ukraińskie zboże.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Musimy w każdy możliwy sposób stawać w obronie węgierskich rolników i zadbać o to, aby węgierskie rolnictwo było wolne od GMO.

► Musimy otworzyć nasz rynek na genetycznie modyfikowane ukraińskie zboże.

10. Bruksela chce zniesienia ustawy o ochronie dzieci.

Bruksela nieustannie atakuje węgierską ustawę dotyczące ochrony dzieci. Komisja Europejska zakwestionowała to prawo także w sądzie. Tymczasem na światło dzienne wychodzi coraz więcej informacji o biorącej dzieci na cel agresywnej propagandzie LGBTQ.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Należy jeszcze bardziej zaostrzyć przepisy dotyczące ochrony dzieci.

► W oparciu o propozycję Brukseli należy złagodzić prawo dotyczące ochrony dzieci.

11. Chcą wpływać na węgierską politykę za pomocą pieniędzy wysyłanych z Brukseli i zagranicy.

W minionym okresie różne organizacje zagraniczne miliardowymi kwotami wspierały uczestników węgierskiej polityki i powiązane z nimi grupy aktywistów. W ten sposób chcą zmusić Węgry do zmiany stanowiska w najistotniejszych kwestiach. Zdaniem wielu to nic innego jak korupcja polityczna.

CO PAN/PANI O TYM SĄDZI?

► Konieczne jest bardziej rygorystyczne działanie, nawet poprzez zaostrzenie prawa, przeciwko obcym wpływom.

► Obecne regulacje prawne są wystarczające.

Ilu Polaków mieszka na Węgrzech?

Z tym pytaniem spotykam się, zapewne, nie tylko ja, dość regularnie, tym niemniej trudno dać na nie precyzyjną odpowiedź. Problemem jest to, że mowa jest o kilku grupach: od lat mieszkających tu na stałe, posiadających obywatelstwo węgierskie osobach, o ludziach, którzy przejechali tu służbowo, niejednokrotnie z rodzinami, dla których Węgry to tylko przystanek w międzynarodowej karierze, o przebywających tu na określony okres studentach czy też wreszcie ludziach, którzy przybywszy tu „na chwilę”, na przykład do pracy w call centerze, zostali jednak nieco dłużej. Całkowitą liczbę można szacować śledząc uczestnictwo w polskich wydarzeniach kulturalnych, religijnych, WOŚP-ie, wyborach do samorządów mniejszościowych czy też internetowych forach ale pozwala to najwyżej na ostrożną próbę określenia rzędu wielkości.

Z pomocą przyszedł jednak zeszłoroczny spis powszechny. Jego dane pretendują do kompletności i dokładności, więc zapewne to najlepsze, co mamy. Uzyskałem je z podstrony Spisu Powszechnego strony internetowej Węgierskiego Instytutu Statystycznego.

Jak widać, jest nas Polaków na Węgrzech śladowo a w dodatku mniej, niż się to zwykle przyjmuje: na przykład wikipedia wspomina szacunkową liczbę 10-12 tysięcy Polaków.

Przytłoczonych tym faktem pocieszam, że, jak pokazują to dane z poprzednich lat, jest nas mało ale jednak coraz więcej: 5 144 dwadzieścia lat temu ale już 7 398 w zeszłym roku.

PiS wygrywa w Polsce, na Węgrzech dopiero czwarty

Wyniki wyborów do sejmu w Budapeszcie na podstawie protokołu komisji wyborczej w ambasadzie:

-KO – 37.04%
-Nowa Lewica – 19.47%
-Trzecia Droga – 16.19%
-PiS – 16.01%
-Konferederacja – 8.01%
-Bezpartyjni samorządowcy – 1.96%
-Polska jest jedna – 1.32%

A tu wyniki wyborów do senatu:

-Bodnar Adam Piotr – 1 337 głosów (78.93%)
-Żebrowska Alicja – 357 głosów (21.07%)

Zarejestrowanych do głosowania było 1 919 osób, głosów oddano 1 757 z czego ważnych 1 736. Frekwencja w wyborach do sejmu wyniosła 91.35% a do senatu 91.45%.

Tu natomiast podaję wyniki referendum:

Pytanie 1: Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki?

Tak 9,46%, Nie 90,54%

Pytanie 2: Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego, w tym przywrócenie podwyższonego do 67 lat wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn?

Tak 15.43%, Nie 84,57%

Pytanie 3: Czy popierasz likwidację bariery na granicy Rzeczypospolitej Polskiej z Republiką Białorusi?

Tak 6,91%, Nie 93,09%

Pytanie 4: Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?

Tak 8,78%, Nie 91.22%

Frekwencja: 29,91% (liczba wydanych kart 574, liczba uprawnionych do głosowania 1 919). Uderza duża ilość głosów nieważnych w stosunku do ważnych: 56 na 518 dla pytania 1, 49 z 525 dla pytania 2, 53 na 521 dla pytania 3 i 50 na 524 na pytanie 4, w sumie na każde pięć ważnych głosów był mniej więcej jeden nieważny.

Jeśli spojrzeć na wyniki poprzednich wyborów w Budapeszcie (a można to zrobić łatwo korzystając z tagu na moim blogu Wybory polskie w Budapeszcie), to widać, że obecne głosowanie wpisuje się w dłuższy trend.

KO (a poprzednio PO czy też Koalicja Europejska) regularnie wygrywa w Budapeszcie choć z różnym udziałem głosów (2007 – 62.96%, 2011 – 60.08%, 2015 – 30.89%, 2019 – 40.87%, 2023 – 37.04%), PiS systematycznie przegrywa (2007 – 22.86%, 2011 – 19.96%, 2015 – 22.01%, 2019 – 21.75%, 2023 – 16.01%) i to nie tylko z KO ale i innymi partiami choć nigdy choć nigdy jeszcze nie zajmował dopiero czwartego miejsca.

Lewica – pojawiająca się pod różnymi nazwami (Lewica i Demokraci, Partia Kobiet, Polska Partia Pracy, Ruch Palikota, Razem, Zjednoczona Lewica, SLD, Nowa Lewica) – nie wypada zwykle źle (2007 – 10.08%, 2011 – 15.31%, 2015 – 19.11%, 2019 – 22.44%, 2023 – 19.44%).

Frekwencja zwykle bywała niższa (2007 – 608 osób, 2011 – 516 osób, 2015 – 568 osób) choć w 2019 skoczyła do 1 747 osób.

Na koniec coś subiektywnego: ile czasu trzeba było stać w kolejce do głosowania. Głosując przed południem musiałem odstać godzinę, ale popołudniu było to już dwie godziny, mimo, że nasz punkt wyborczy nie należał do najbardziej obleganych.

Kolejka, takich autobusów z głosującymi turystami było podobno cztery

Kolejka przed rogiem i za rogiem, stanięcie w niej to około godziny czekania

Kolonie dla polskich dzieci zorganizowane przez węgierską opozycję w 1981 roku

Te kolonie to stosunkowo mało znany fakt. Napisałem o nich artykuł, który ukazał się w dodatku do Gazety Wyborczej o nazwie Ale Historia, teraz jego przedruk zamieściła Polonia Węgierska. Dla leniwych, lub nie posiadających dostępu do tych gazet, publikuję tekst poniżej. Ilustrowany jest on zdjęciami z Fortepanu (brawo redaktorzy dodatku do GW za kreatywność) ale u mnie parę dotąd niepublikowanycyh zdjęć, więc zachęcam do zajrzenia pod tekst artykułu.

Węgrzy zorganizowali zrzutkę na kolonie dla polskich dzieci. To był akt odwagi

Latem 1981 r., w samym środku kadaryzmu, węgierscy opozycjoniści zorganizowali kolonie dla polskich dzieci. Chcieli w ten sposób wyrazić swoją solidarność z Polakami.

Autor szuka kontaktu z polskimi organizatorami kolonii oraz ich uczestnikami: jezw@gazeta.pl.

Atmosfera na Węgrzech w 1981 r. radykalnie różniła się od klimatu w Polsce. O żadnych nastrojach rewolucyjnych nie było mowy. Społeczeństwo było spacyfikowane, najpierw represjami po powstaniu 1956 r., a potem gulaszową wersją komunizmu pozwalającą na budowę indywidualnego, względnego dobrobytu. Ceną, którą akceptowano, było posłuszeństwo wobec władz.

W celu zapobieżenia „polskiej zarazie” władze umiejętnie podsycały antypolskie nastroje, przedstawiając Polaków jako niegarnących się do pracy pijaków, których wichrzycielstwo może zagrozić także węgierskiej stabilności. Wielu kupowało tę narrację, zgadzając się z opinią, że za kłopoty gospodarcze w Polsce odpowiada „Solidarność”, i darzyło Polaków oraz tę organizację autentyczną niechęcią.

Inaczej sprawy widziała węgierska opozycja. Od początku była zafascynowana wydarzeniami w Polsce, którym gorąco kibicowała. Jej działacze postanowili przeciwstawić się antypolskiej propagandzie i zademonstrować poparcie dla „Solidarności”, organizując kolonie dla ubogich dzieci z Polski.

Budapeszt, 1981 r., fot. Fortepan / Jankovszky György

Pomysł zrodził się wkrótce po sierpniowych strajkach. Jego autorką była Ottilia Solt, działaczka opozycyjnej organizacji SZETA pomagającej ubogim, których oficjalnie w socjalizmie miało nie być. Do organizacji zabrał się jeden z głównych działaczy opozycji Gábor Demszky. Podczas wizyty w Polsce nawiązał kontakty z Regionem Mazowsze „S” i poznał tam m.in. Annę Grabowską, która stała się główną organizatorką po stronie polskiej.

Demszky, już po powrocie na Węgry, na spotkaniu, na którym opowiadał o tym, co widział w Polsce, rzucił hasło organizacji kolonii. Sfinansowane miały być one przez zrzutkę.

Cel – 60 tys. forintów – wydawał się ryzykowny w ówczesnej atmosferze nagonki na Polaków, niemniej w krótkim czasie udało się zebrać większą kwotę – 80 tys. – nie licząc pomocy rzeczowej oraz napływających i później darowizn.

Ofiarowujący wspominali św. Wojciecha, który miał nawracać węgierskich pogan, przyjęcie polskich uchodźców w 1939 r., oddawanie krwi przez Polaków dla węgierskiego powstania 1956 r., kolonie dla dzieci węgierskich w 1957 r., wielu mówiło z sympatią o wydarzeniach mających wówczas miejsce w Polsce.

Pomagano na wiele sposobów. Zaoferowano trzy domy nad Balatonem, ktoś dostarczył koce, śpiwory i naczynia kuchenne, ktoś stół do ping-ponga i gumowy ponton, ktoś pożyczył samochód. Gdy okazało się, że wymagane wówczas zaproszenia dla osób niespokrewnionych uzyskać można tylko w kilku dzielnicach, szybko znalazło się dość osób tam mieszkających, które takie zaproszenia zgodziły się wystawić. Do przewozu dzieci z lotniska nad Balaton zgłosiło się tylu kierowców, że nie dla wszystkich starczyło pasażerów.

Międzynarodowe lotnisko Budapest Ferihegy w 1981 r. (od 2011 r. port lotniczy Budapeszt im. Ferenca Liszta), fot. Fortepan / Szalay Zoltán

W międzyczasie organizowano grupę w Warszawie. Starano się wybrać dzieci z ubogich rodzin, korzystano z pomocy Ośrodka Pomocy Społecznej Warszawa-Śródmieście oraz z Ośrodka Wsparcia dla Dzieci z ul. Brzeskiej. Wszystkie dzieci zostały zaopatrzone w czapeczki, koszulki i znaczki z nadrukiem „Solidarność”. Ich opiekunami byli Anna Grabowska, jej siostra Danuta, Dorota Kłoskowska oraz Andrzej Zieliński – dla niego wyjazd był tylko przykrywką wobec głównego celu, którym było nauczenie Gábora Demszkyego techniki sitodruku.

Na miejscu dołączył do nich jako tłumacz student hungarystyki Wojciech Maziarski. Ówczesny klimat oddaje następujący incydent: gdy pojawił się problem z dowiezieniem dzieci na lotnisko, jeden telefon z regionu wystarczył, by MZK przysłały autobus.

Kolonie odbyły się między 10 a 24 lipca 1981 r. Wzięło w nich udział 24 dzieci, które w dwóch grupach na zmianę spędziły połowę czasu nad Balatonem we wsi Kékkút i połowę w Budapeszcie. Balaton oznaczał kąpiele w jeziorze, grę w piłkę, rowery, wycieczki. W Budapeszcie dzieci odwiedziły lunapark z rollercoasterem, wyspę Małgorzaty i polski kościół, wielką atrakcją była też jazda metrem.

Uczestnicy wyjazdu wszędzie chodzili obwieszeni emblematami „Solidarności”. Ci bardziej przedsiębiorczy nawet nimi handlowali. Na wsi szybko się do tego widoku przyzwyczajono, w Budapeszcie jednak wiele osób na ulicach wyrażało do nich niechęć, bywało, że dzieciom pluto pod nogi.

Nad Balatonem koloniści doświadczali wielu wyrazów sympatii. Miejscowi przynosili owoce i warzywa. Jeden z nich przyniósł żywą owcę na plecach i na miejscu ją dla nich zabił. Przyjaznych uczuć doświadczano też na inne sposoby. Gdy jeden z wolontariuszy uległ wypadkowi i trafił na pogotowie, lekarz, dowiedziawszy się o koloniach, natychmiast dał mu znieczulenie, przedtem opatrywał go bez niego.

Lato nad Balatonem, Węgry, 1981 r., fot. Fortepan / Szalay Zoltán

Tu trzeba wspomnieć o wolontariuszach zaangażowanych w przeprowadzenie kolonii. Były to osoby zajmujące się dziećmi, kucharze, gospodarze domów w Budapeszcie, kierowcy zajmujący się aprowizacją. W sumie była to pokaźna liczba osób, większość z opozycyjnym stażem, choć część po raz pierwszy zaangażowana w taką działalność. Nie byli to ludzie z doświadczeniem w organizacji tego rodzaju działań, potrzebne umiejętności nabywali na miejscu. Atmosfera nie przypominała obozów harcerskich, po tym jak dzieci szły spać, dorośli zaczynali imprezować we własnym gronie.

Rzecz jasna, kolonie przebiegały pod czujnym okiem władz. W momencie przylotu grupy z Polski lotnisko w Budapeszcie było obstawione tajniakami. Dom nad Balatonem był przedmiotem ciągłych inspekcji, choć nie prowadziły one do mandatów. Podobnie często poddawany kontrolom był samochód, którym jeżdżono po zakupy. Inwigilacja była nieustanna. Jednego z wolontariuszy, Gézę Budę, zabrała policja, po przesłuchaniu jednak mógł wrócić na kolonie.

Mniej szczęścia miał Wojciech Maziarski, którego władze 17 lipca deportowały z Węgier, przez co aż do upadku komunizmu nie mógł wrócić do tego kraju.

W sumie kolonie okazały się pełnym sukcesem. Władze wyciągnęły jednak z tego wnioski i gdy w następnym roku, a był to już okres stanu wojennego, spróbowano je znów zorganizować, tym razem do tego nie dopuszczono. Na prośbę węgierskiej bezpieki w Warszawie uniemożliwiono zakup biletów dla dzieci na kolonie, zabrano im też paszporty. Zebrane pieniądze późniejszy ambasador Węgier w Polsce Ákos Engelmayer przekazał Towarzystwu Przyjaciół Dzieci na organizację kolonii na Mazurach.

Warto, by ten akt solidarności i odwagi nie był zapomniany.

Budapeszt w 1981 r., fot. Fortepan / FOMTERV


Nadany 27 lipca 1981 r. szyfrogram polskiego ambasadora w Budapeszcie Jerzego Zielińskiego o decyzji władz węgierskich w sprawie wydalenia polskiego studenta z terytorium Węgier:

W dniu 16 lipca 1981 roku funkcjonariusz Wydziału d/s Cudzoziemców Kom. Stoł. Milicji Węgierskiej (KEOK) doprowadził do konsulatu studenta II roku filologii węgierskiej „Uniwersytetu Budapesztańskiego” Wojciecha Maziarskiego, lat 21, z żądaniem władz węgierskich natychmiastowego deportowania go d Polski pod zarzutem sformułowanym lakonicznie na piśmie, iż wymieniony uprawiał „działalność polityczną przenoszącą szkodę stosunkom między Polską a WRL i dlatego osoba jego jest niepożądana na Węgrzech”.

KEOK zażądał, by Maziarskiemu odebrać paszport służbowy i wręczyć dokument zastępczy, aby tego samego dnia mógł opuścić terytorium WRL.

Wydział Konsularny zajął odmienne stanowisko, uważając, że Maziarski może wyjechać na paszporcie własnym w dniu następnym z uwagi na konieczność likwidacji mieszkania i zabrania rzeczy, na co KEOK wyraził zgodę.

Maziarski został zwolniony, przy czym KEOK nakazał mu opuszczenie Węgier rano w dniu następnym, tj. 17 lipca br. Ponieważ Maziarski nie zastosował się do powyższego polecenia, następnego dnia w godzinach popołudniowych został ponownie zatrzymany przez KEOK i wydalony z WRL.

Jak wynika z uzyskanych od Węgrów wstępnych informacji, Maziarskiemu zarzuca się uprawianie propagandy na rzecz „Solidarności” w środowisku studenckim, w tym również wśród studentów węgierskich.

Budapeszt, 1981 r., fot. Fortepan / Szalay Béla

Zarzuca mu się także, że występował jako tłumacz zaangażowany przez nieuznawaną oficjalnie na Węgrzech organizację węgierską pod nazwą Komitet Pomocy Biednym (SZETA) na zorganizowanej przez SZETA kolonii dla 24 dzieci polskich w Kekkut. Według oświadczenia Węgrów dzieci były zaopatrzone w czapeczki i koszulki z napisem „Solidarność”, które nosiły na co dzień.

Kierowniczką kolonii była Anna Grabowska.

O przyjeździe dzieci na kolonie ambasada nie była poinformowana.

W rozmowie z charge d’affaires Dąbrową Maziarski wyjaśnił, że znajdujące się na kolonii dzieci (przeważnie dziesięcioletnie) zostały dobrane przez Instytut Matki i Dziecka oraz „Solidarność” Mazowsze spośród dzieci biednych – sierot i półsierot. Na zapytanie, przez kogo personalnie został zaangażowany, nie odpowiedział. Maziarski należał do wyróżniających się studentów polskich (przeciętna za II rok studiów wynosi 4,86). Maziarski nosił znaczek „Solidarności”. Na zwróconą mu w ambasadzie uwagę, iż władze węgierskie nie życzą sobie tego typu demonstracji, znaczek zdjął. Poza noszeniem znaczka ambasada nie miała sygnałów o jego działalności wśród studentów. W sprawie wydalenia Maziarskiego nie interweniowaliśmy.

Staramy się nieoficjalnie uzyskać od Węgrów bliższe dane na temat zamierzanej działalności Maziarskiego. W rozmowach nieoficjalnych węgierski MSZ nie nadaje temu incydentowi większej wagi, a nawet wyraża zakłopotanie, że sprawa dotyczy syna publicysty polskiego znanego z przychylnych dla współpracy polsko-węgierskiej artykułów [Jacek Maziarski, dziennikarz publikujący m.in. w „Polityce” i warszawskiej „Kulturze”, działacz NSZZ „Solidarność”].

A tu obiecane powyżej, dotąd niepublikowane, zdjęcia autorstwa Istvána Jávora.

Powitanie na lotnisku 1, fot. István Jávor
Powitanie na lotnisku 2, fot. István Jávor
Organizator Gábor Demszky w towarzystwie organizatorek, fot. István Jávor

A to już jak wygląda obecnie dom, gdzie miała miejsce nadbalatońska część kolonii – chyba aż tak się nie zmienił.

Tokajskie groby niszowe

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w powtórnym, po ekshumacji, pogrzebie w regionie tokajskim gdzie zetknąłem się z niezwykłym sposobem grzebania zmarłych nazywanym tu üreges temetkezés, po polsku to pochówek jamowy. Ta forma pogrzebów znana jest już od tutejszej starożytności, w ten sposób chowali swoich zmarłych Awarowie, w archeologii mówi się tu o grobach niszowych (padmalyos sír). Podtrzymywana jest więc już od ponad tysiąca lat.

Nie chodzi tu o jakieś murowane piwniczki ale raczej nisze czy też jamy będące częścią grobu. Umożliwia to dominująca tutaj spoista gleba lessowa.

Wygląda to więc tak: po wykopaniu grobu ryje się poziomo w jednym z jego boków niszę taką, by zmieściła się w niej trumna. Po pogrzebie zastawia się ją drewnianymi drzwiami po czym grób się zasypuje. Umieszczenie trumny w niszy chroni ją przed spadającą ziemią.

Przy kolejnym pogrzebie niszę się odkopuje i proces się powtarza.

W naszym przypadku nisza mieściła się na głębokości 3-4 metrów. Drzwi, którymi ją kiedyś zastawiono, dawno już spróchniały. Podobnie rozpadły się trumny poprzednio pochowanych osób.

Otwarty grób, niszę widać na dole

Resztki poprzednio pochowanych trumien a także pozostałości drewnianych drzwi

Po umieszczeniu kolejnych szczątków niszę zastawiono nowymi drzwiami a grób zakopano.

Kolejne szczątki

Nowe drzwi

Grób gotów do zakopania

Co ciekawe, sam grób ma około 150 lat i mimo tego, że nisza nie ma żadnego wzmocnionego sklepienia – widać to po korzeniach drzew, które tam sięgają, nie zapadła się ona i zapewne długo będzie w stanie służyć kolejnym zmarłym, gdyby zaszła taka potrzeba.

Festiwal Inota

Przez lata Inota kojarzyła się większości ludzi, którzy o tej małej miejscowości położonej koło Várpalota w ogóle słyszeli, z elektrociepłownią. Teraz pewnie zastąpi ją organizowany tam festiwal.

Impreza miała miejsce po raz pierwszy w tym roku pod koniec sierpnia. Jest to, według własnego określenia, festiwal audiowizualny i w line-upie figurują obok siebie zarówno muzycy (głównie elektronika) jak i właśnie artyści wizualni.

Na festiwalu byliśmy tylko pierwszego dnia i tylko o tym dniu mogę coś powiedzieć czy też raczej napisać.

Elektrociepłownia wyłączona jest z użytku już od ponad dwudziestu lat. Na jej terenie dominują wielki budynek kotłowni i sali turbin oraz trzy ikoniczne wieże chłodnicze widoczne zresztą z przebiegającej obok trasy szybkiego ruchu. Nie wszystkie budynki przetrwały do dziś, komin na przykład zburzono ze względów bezpieczeństwa. To jego ruina chyba stoi niedaleko kotłowni.

Postindustrialny klimat nosi na sobie piętno lat socjalizmu (budowę rozpoczęto w 1950 roku), co widać szczególnie w obiektach sztuki na terenie zakładu: rzeźbie przy wejściu i płaskorzeźbie na frontonie budynku stołówki.

Stado owiec pasące się wśród przekaźników – zapewne tak załatwiono kwestię koszenia trawy – wzmacnia atmosferę niesamowitości.

Jako zakład pracy musiałoby to być nieco przygnębiające, brzydkie miejsce. W kontekście festiwalu nabiera ekscytującego charakteru romkocsmy z jej energią i kreatywnością. Mimo, że festiwale definiuje głównie muzyka a sceneria daje tło, w przypadku Inoty odniosłem wrażenie, że jest odwrotnie: muzyka jest jedynie akompaniamentem do świetnie wpsiującej się w miejsce sztuki wizualnej.

Nasz pobyt na festiwalu poświęciliśmy na odwiedzanie różnych instalacji, muzyki słuchaliśmy jednym uchem przemieszczając się z miejsca na miejsce. W kotłowni można się było rozłożyć na wielkich poduszkach na ziemi oglądając zsynchronizowane z dźwiękami światła laserów przecinające przestrzeń pustego budynku.

W hali turbin odbywała projekcja eksperymentalnych filmów. W korytarzu obok urządzono instalację z migającymi jarzeniówkami hypnotycznie wciągającymi widzów do wejścia głębiej. Na piętrze wielka drewniana maszyna co chwila wystrzeliwała kółka z dymu.

Nad całością dominowały trzy wieże chłodnicze. Dwie oświelone były na czerwono, na śródkowej wyświetlane były klipy wideo i reklamy sponsorów. W środku jednej z nich urządzono show ze światłami. Wieczorem pojawił się nad nimi niebieski stożek ze światła.

to nieoczywiste zdjęcie przedstawia widok ze środka wieży chłodniczej

Wszystko to było bardzo intensywne. Problemem było jedynie to, że z powodu ograniczeń przestrzeni – w większość tych miejsc ze wzlędów bezpieczeństwa wpuszczano na raz jedynie ograniczoną ilość osób tak więc by obejrzeć intalację w wieży chłodniczej musieliśmy czekać przez dwie godziny – dostępność do projektów wizualnych była wąskim gardłem festiwalu.

Festiwal zebrał dobre opinie wielu ludzi obiecujących sobie wziąć udział w nim i w przyszłym roku. W tym roku dostał on duże dofinansowanie w ramach projektu Veszprém-Balaton 2023, Europejska Stolica Kultury, na to, jednorazowe, źródło w przyszłości nie będzie można liczyć, ale, mam nadzieję, festiwal i tak uda się zorganizować.

Krótki filmik przedstawiający parę rzeczy, o których piszę. Dzięki dla Śliwki za nagrania!

Uchodźcy z Ukrainy na Węgrzech – liczby

Bywam pytany niekiedy przez osoby z Polski jak to jest z uchodźcami z Ukrainy na Węgrzech. W oficjalnych wypowiedziach pojawiają się niekiedy ogromne liczby tych uchodźców (np. tu [HU] milion sto dwadzieścia pięć tysięcy albo tu [EN] – ponad milion) ale zwykle odnoszą się one do wszystkich osób, które uciekły z Ukrainy na Węgry nie biorąc pod uwagę ilu z tych ludzi naprawdę na Węgrzech się schroniło i nie po prostu przez kraj przejechało udając się dalej.

Niedawno trafiłem jednak na bardziej informatywne i przez to interesujące dane, które tu przytaczam.

W EU przebywa obecnie około czterech milionów Ukraińców, którym przyznano status tymczasowej ochrony (uchodźców). Najwięcej jest ich, kolejno, w Niemczech (1.3 miliona), w Polsce (978,000) i w Czechach (350,000). W odniesieniu do liczby mieszkańców lista wygląda tak: Czechy (32.2 na tysiąc mieszkańców), Polska (26.6), Estonia (25.8), Bułgaria (24.9) i Litwa (24.7).

W porównaniu Węgry wypadają blado. Status uchodźcy przyznano tu wszystkiego 32 000 osób, w odniesieniu do liczby mieszkańców wskaźniki też nie są imponujące.

Liczba osób spoza EU, którym przyznano tymczasową ochronę pod koniec czerwca 2023, źródło: Eurostat

Z wyliczeń w artykule w Telexie [EN], w którym znalazłem te wszystkie informacje, wynika, że liczba ukraińskich uchodźców na Węgrzech w odniesieniu to tysiąca mieszkańców (3.3) jest jedna z najniższych w Unii. Mniej ich jest we Francji (1), która w statystykach nie uwzględnia niepełnoletnich, Grecji (2.4), we Włoszech (2.7) i na Malcie (3.3).

W odniesieniu to tych liczb trzeba uczynić dwie uwagi. Statystyki odnoszą się do osób nie będących obywatelami EU podczas gdy część uchodźców z Zakarpacia ma również węgierskie obywatelstwo i dlatego pewnie nie została uwzględniona w tych statystykach. Z drugiej strony jednak Węgry systematycznie nie udzielają wystarczających informacji odnoście statusu tymczasowej ochrony, co powoduje, że mniej osób się o niego ubiega – mówi o tym raport unijnej Agencji Praw Podstawowych z czerwca.

Węgry są krajem sąsiadującym z Ukrainą więc okazji by pomóc uchodźcom było aż nadto. Fakt, że zamiast ponad miliona, o którym mówi się oficjalnie, faktycznie przyjęto zaledwie ułamek tej liczby, dużo mówi o niechętnym stosunku Węgier to Ukrainy i Ukraińców.

Spotkania maturalne

Tutejszy zwyczaj spotkań maturalnych to z pozoru banalna rzecz, wszyscy go znamy i z Polski, ale to, jak skrupulatnie kultywują go Węgrzy robi wrażenie.

Rzecz niby prosta: co pięć lat licząc od matury uczniowie danej klasy i ich nauczyciele spotykają się by podtrzymać kontakty.

Mogę opisać jak wygląda to w wypadku Śliwki, bo to pewnie dość typowy przypadek.

Warunek wstępny: potrzebny jest organizator. To niemianowana osoba, ktoś, kto sam weźmie na siebie to zadanie. Pojawia się on spontanicznie. Organizator zbiera kontakty do wszystkich, rozsyła zaproszenie, rezerwuje restaurację.

Program wygląda zwykle tak: najpierw, popołudniu, miejsce na tak zwana lekcja wychowawcza, na której pojawiają się wyłącznie byli uczniowie i nauczyciele. Odbywa się zazwyczaj w budynku byłej szkoły. Każdy opowiada o sobie. Tak się składa, że ci, którym się akurat gorzej w życiu układa, na spotkaniach się nie pojawiają.

Potem chłopaki idą grać w piłkę, a dziewczyny robią co chcą. To znaczy z tą piłką to było tak do pewnego czasu, na ostatnim spotkaniu maturalnym Śliwki już harapania w gałę nie było, z racji wieku chłopaki nie bardzo byli w formie.

Wieczorem jest kolacja w restauracji, na którą można już przyprowadzić rodzinę. Czasem są tańce.

Po kolacji każdy robi co chce, słyszałem o przypadku kiedy dziewczyny poszły do mieszkania jednej z nich i rozmawiały do trzeciej w nocy.

Niezwykłe jest jak żywy ten zwyczaj jest tutaj. Jest to rzecz w pełnie nieformalna, byłe szkoły spotkań nie organizują, najwyżej udostępniają na nie salę. Nie ma przy ich okazji żadnego networkingu, fundraisingu, mimo, że zdawałoby się, że oczywista rzecz do zrobienia przy takiej okazji.

Nieformalność oznacza, że organizacja spotkań to kwestia oddolnej inicjatywy i organizacji, a uczestnictwo jest w pełni dobrowolne. Pomimo tego w spotkaniach latami udział bierze wielu, nierzadko większość, byłych uczniów danej klasy, co pokazuje jak silna jest ta tradycja.

Pytanie, rzecz jasna, co tłumaczy tę żywotność spotkań maturalnych. Pewnym wyjaśnieniem może być silna rola nieformalnych więzi w węgierskim społeczeństwie ale nie sądze, że to jedyny albo nawet główny powód. Tak czy owak to, jak te byłe klasy trzymają się razem – a takie spotkania to okazja zarówno do podtrzymywania jak i odświeżanie kontaktów – jest sympatyczne i zdecydowanie może się podobać.

Maturalne tableau z napisem Spotykamy się w XXXX (Találkozunk XXXX-ben gdzie XXXX to rok wypadający pięć lat po maturze) to zanikająca, zapewne z powodu RODO, tradycja. Te tableau wystawiano publicznie, w mniejszych miejscowościach w witrynach sklepowych, w większych po prostu w samej szkole. Kiedyś tak właśnie, już w okresie matur, ogłaszano datę najbliższego spotkania maturalnego.