Budapeszt ma swoje drugie życie – w filmach, w których występuje. O tym mówię w najnowszym odcinku podcastu (25:25).
Program podcastu:
- Powitanie
- Serwis polonijny
- Przegląd prasy węgierskiej i polskiej
- Jeż Węgierski w eterze
- Relacja z Wilna
- Pożegnanie
przygotowali – R.Rajczyk, J.Celichowski, P.Piętka

Często myślimy, że znamy Budapeszt, wiemy czym jest, gdzie są jakie budynki, potrafimy zacytować to i owo z jego historii, mamy swoje ulubione restauracje, bary, sklepy czy rynki i tak dalej i dalej a jednak miasto ma swoje drugie życie. Budapeszt potrafi udawać, że jest czymś innym, co mu zresztą często świetnie wychodzi. Budapeszt mianowicie występuje w filmach.
W tych filmach Budapeszt gra inne miasta. Różne, co akurat potrzeba. W takim Monachium zagrał ich kilka: Rzym, Londyn, Paryż oraz miasto Hoorn w Holandii. W Spy game (polski tytuł Zawód: szpieg) jest Berlinem wschodnim. W Treadstone, kolejnym filmie o Jasonie Bournie granego przez Matta Damona, Budapeszt gra samego siebie a także Berlin, Paryż, Londyn, Bukareszt oraz Moskwę. W Marsjaninie udaje, że jest Pekinem a budynek Wieloryba (Balna) występuje jako centrum NASA. W Evicie przekonująco występuje jako Buenos Aires, w Die Hard 5 jako Moskwa, która gra zresztą często. Budapeszt potrafi nawet udawać Polskę, w tej roli zagrał w Sztuce kradzieży oraz w Jakubie kłamcy. Tych filmów i miast jest wiele, nie sposób ich teraz wszystkich tu wymienić.
Mieszkając w Budapeszcie często trafia się na moment kręcenia filmu. Zwykle jest to irytujące bo nagle nie można gdzieś przejść i trzeba iść dookoła. Samego momentu kręcenia nie widać, jest tylko masa pojazdów, personelu technicznego i sprzętu, na ziemi walają się kable, buczą generatory, cateringowy autobus kusi napojami i kanapkami. Raz próbowałem zrobić zdjęcie scenografii, interweniował ochroniarz.
I tak jak kręcenie filmu żadnej radości budapeszteńczykom nie daje to już oglądanie filmów, w których wystąpiło nasze miasta, to czysta przyjemność. Poza śledzeniem samej akcji filmu dodatkowej rozrywki dostarcza wychwytywanie momentów, w których pojawia się Budapeszt no i określanie, które to dokładnie miejsce. Można sobie z tego zrobić niezłą zabawę.
Choć zwykle szczęka opada gdy w filmowym Paryżu, Londynie czy Moskwie odkryje się Budapeszt, który nader przekonująco wcielił się w swoją filmową rolę jak kameleon dopasowywujący się do klimatów różnych miast to bywa jednak, że efekt jest nieco, hmm, zaskakujący. Tak było na przykład w serialu Homeland, gdzie Budapeszt miał udawać Moskwę. Na ekranie pokazano budański zamek widziany ze strony Pestu – jeden z najbardziej klasycznych widoków miasta – wyświetlając przy tym napis „Moskwa”.
Taki jest to nasz Budapest, fascynujący kiedy jest sobą a także kiedy udaje inne miasta.
