W jedności z naturą

Hasło W jedności z naturą, na plakatach wysmakowane zdjęcia zwierząt czy też lasu – czysty National Geographic! O co chodzi? Reklamuje się WWF? Greenpeace? Park narodowy? Eksluzywne osiedle położone w puszczy? A może najnowszy program Davida Attenborougha, tym razem o Węgrzech? Nie, to plakaty wystawy łowieckiej, którą właśnie z wielkim zadęciem organizuje rząd.

Samą wystawę pominę choć i ona sama ma sporo ciekawych aspektów. Pozostanę przy tej zdumiewającej nieco kampanii reklamowej. Slogan W jedności z naturą brzmi jakby tu mowa była o buddyźmie i naukach jakiś guru a nie o zabijaniu zwierząt. Piękne zdjęcia natomiast, jakby to powiedzieć, nie oddają tego czym łowiectwo jest czyli zabijaniem zwierząt.

Chyba że, pomyślałem, to jest taka przemyślna kampania reklamowa oparta na schemacie Before i After. Before – piękne zwierzę na tle lasu, After – dzik zastrzelony parę metrów od ambony, przed którą rozsypano kukurydzę by go tam przynęcić, uciekająca brodząca krwią sarna, dobijanie rannego zająca czy też cierpienie ranionych śrutem ptaków. Póki co mamy befory, aftery przyjdą później. Czekałem, czekałem ale się nie doczekałem – afterów jednak, wygląda na to, nie zobaczymy. Nie to chcą nam o sobie pokazywać miłośnicy tradycji myśliwskich.

Kontempując te plakaty przyszło mi do głowy kazanie na mszy dla myśliwych z okazji dnia św. Huberta z powieści Olga Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych. Jego tekst autorka stworzyła korzystając z autentycznych fragmentów kazań duszpasterzy myśliwych, które znalazła w internecie. Oto jego fragmenty:

Myśliwi, moi drodzy bracia i siostry, są ambasadorami i wspólnikami Pana Boga w dziele stworzenia, opieki na zwierzyną, współpracy. Przyrodzie, w której człowiek żyje, trzeba pomóc, by się rozwijała. Myśliwi poprzez odstrzały prowadzą właściwą politykę łowiecką. […]

Od wielu lat nasze koło myśliwskie kupuje i puszcza do lasu bażanty, by organizować polowania dewizowe, co poprawia budżet koła. Kultywujemy tradycje i zwyczaje łowieckie, pasowania i ślubowania nowo wstępujących do nas. […] Dwa najważniejsze polowania w roku, w dzień Hubertusa, jak dzisiaj, i w wigilię Bożego Naordzenia, przeprowadzamy zgodnie z tradycją i z poszanowaniem zasad łowieckich. Ale nade wszystko pragniemy doświadczać piękna przyrody, pielęgnować zwyczaje oraz tradycje. […] Wielu jest wciąż kłusowników, oni nie liczą się z prawami przyrody, prawami natury, zabijają zwierzęta w okrutny sposób, nie dbając w prawo łowieckie. W przestrzegacie prawa. Dzisiaj pojęcie łowiectwa na szczęście się zmieniło. Nie jesteśmy postrzegani jako ci, którzy chcę wystrzelać wszystko, co się rusza. Tylko jako ci, co dbają o piękno przyrody; o porządek i harmonię. […]

Czyńcie sobie ziemię poddaną. To do was, do myśliwych, Bóg skierował te słowa, bo Bóg czyni człowieka swoim wpółpracownikiem, aby uczestniczył w dziele stworzenia i by to dzieło było realizowane do końca. W nazwie „myśliwy” jest zawarte słowo myśl, co oznacza, że swoje powołanie dbania o ten dar boży, jakim jest przyroda, myśliwi realizują świadomie, rozumnie i roztropnie.

Węgierska wystawa łowiecka ze swoim hasłem i plakatami to te same absurdalne klimaty, które uchwyciła w swojej antymyśliwskiej powieści Tokarczuk.

Czy ktoś lubi łowiectwo czy nie, pytanie pozostaje: dlaczego myśliwi, tak dumni ze swojej działalności, misji i tradycji, tak zakłamują swój obraz gdy zwracają się do zewnętrznego świata.