żołnierze węgierscy na terenach polskich

Pisałem już kiedyś (tu i tu) o tym jak nikła jest pamięć pierwszej wojny światowej wśród Polaków. Coś tam się działo a potem powstała Polska i to jest dopiero godne uwagi. O Polakach, którzy w wojnie walczyli, o przetaczającym się przez ziemie polskie froncie – mentalnie to wówczas żadna Polska a Galicja czy też Królestwo Polskie – ani się nie mówi ani się nie wie. Jakby w tej wojnie nie ginęli, nie cierpieli, jej nie przeżywali.

Węgrzy inaczej, dla nich ta wojna była istotną częścią historii, i to nie tylko dlatego, że zakończył ją Trianon. Świadczą o tym liczne pomniki poległych stojące we wszystkich pewnie węgierskich miejscowościach a także pomniki poszczególnych bitw jak znajdujący się koło mostu Małgorzaty monument z lwem opatrzony napisem Przemyśl.

To wszystko przyszło mi do głowy kiedy oglądałem wydany niedawno przez Węgierski Instytut Kultury w Warszawie zeszyt Honwedzi i husarzy na polskiej ziemi. Polowe i inne historie 1914-1915. Zeszyt to pewnie nie najlepsze słowo: chodzi o elegancko wydaną, ze złotymi, tłoczonymi literami na okładce publikację zawierającą fragmenty tekstów dwóch węgierskich korespondentów z okresu pierwszej wojny światowej Ferenca Molnára (tak, tego od Chłopców z placu Broni) oraz Lajos Szádeczkyego Kardossa ilustrowaną komiksami szeregu węgierskich rysowników.

Pomysł ciekawy: przypomnieć Polakom, że to między innymi na terenach polskich walczyły oddziały węgierskie i opowiedzieć im co dla Węgrów znaczy.

Pomocny jest w tym wstęp napisany przez Ignáca Romsicsa przypominający o walkach w Galicji. W 1914 wojska rosyjskie w ramach udanej ofensywy zajęły Lwów biorąc kontrolę Bukowinę, środkową i wschodnią część Galicji. Na przełomie 1914 i 1915 roku zaciekłe walki toczyły się o przełęcze karpackie, m.in. pod Limanową. Mimo pewnych sukcesów wojsk węgierskich na początku 1915 roku a marcu padła osaczona twierdza Przemyśl

Rozpoczęta przełamaniem frontu w maju zwycięska ofensywa węgierska przesunęła linię frontu o 150 kilometrów na wschód, odzyskano wówczas Przemyśl i Lwów, zajęto Lublin a oddziały niemieckie zajęły Warszawę i doszły aż do Brześcia Litewskiego. Wojna pozycyjna trwała do 1916, kiedy to w wyniku potężnej ofensywy rosyjskiej wojska carskie zajęły ponownie wschodnią Galicję i Bukowinę. Atak szybko załamał się jednak a wojska węgierskie odzyskały utracone tereny.

Teksty ciekawe (szkoda tylko, że nie zaznaczano który fragment pochodzi od którego autora). Niekiedy jest to świetny reportaż poprzez bogactwo szczegółów pomagający uzmysłowić sobie czym była ta wojna, jak na przykład w tekście Limanowa. Grudzień1914 opowiadającym o sprzątaniu pobojowiska.

Nigdy bym nie uwierzył, że po bitwie zwycięska strona sprząta pobojowisko. Wyobrażałem sobie, jak inni, że gdy bitwa się kończy, zwycięzcy ścigają pokonanych, okolica się uspokaja, a walki przenoszą się dalej. A tak wcale nie jest. Gdy walczące strony wycofują się z pola bitwy, inne oddziały zwycięskiej armii z największą starannością uprzątają plac boju, niczym salę biesiadną po wielkiej uroczystości. (…) Tu, po naszej stronie, na skraju lasu leżą sterty starannie poukładanych “odpadków bitwy”.

Z dołu, posapując, wdrapuje się na górę Austriak z pospolitego ruszenia, cały obwieszony różnymi przedmiotami. Idzie wzdłuż tych stert i do każdej dorzuca coś, co do nie należy. Wynotowałem te zebrane rzeczy po kolei tak, jak leżały: oddzielnie broń rosyjska, oddzielnie nasza, rosyjskie skrzynki po amunicji, na osobnej kupie kawałek pasa i wyroby ze skóry, oddzielnie wysoka góra rosyjskich menażek, sterta rosyjskich chlebaków i znów osobno stos amunicji zwykłej, a obok góra taśm z nabojami do karabinów maszynowych. Sterta samych ładownic, cała góra poduszek. Rosjanie wszędzie rabują pościel, bo robią sobie z niej legowiska w okopach. (Limanowa)

Miejscami dany tekst to dokument epoki, pełen patosu i tego jak to na wojence ładnie jak choćby ten:

Na prawo od drogi znajduje się schron Nyékhegyiego. Ten wytworny węgierski oficer, który z dobrze ogrzanych, przytulnych biurowych pomieszczeń przyjechał tu, na rubieże, aby stać na warcie z radością mieszka teraz w tej podziemnej norze. Człowiek dopiero tutaj zaczyna rozumieć sens słów: bronić ojczyzny. Stać na mrozie na najbardziej wysuniętym posterunku, na nic nie zwracać uwagi, tylko wciąż, wytrzeszczając oczy, wysilając umysł, obserwować długie kretowiska, w których czatują Rosjanie, zapamiętywać każdy strzał, żyć w ciągłym niebezpieczeństwie (…) Od godziny na wszystkich wzgórzach wokół trwa piekielna kanonada. Oficerowie (rezerwy, z Budapesztu) mówią co prawda, że to tylko takie “pukanie”, ale armaty grzmią tak, że liczyłem wystrzały do stu – potem przestałem. (Bobowa)

Komiksy są dla mnie słabsze niż teskty Honwedów. Często są prostym powtórzeniem spisanych historii (np. Monokl), czasem są wręcz niezrozumiałe jak Historia honweda Jágierszkiego. Bardziej udane są jednak, zarówno graficznie jak i kompozycyjnie, komiksy Zaleczyć rany ziemi, Sprzątanie czy Złoto i srebro.

Zaleczyć rany ziemi, rys. Gabor Matheika

Sprzątanie, rys. Barnabás Ábrai

Złoto i srebro, rys. Gyula Németh

Jak pisałem, książka jest graficznie starannie wydana a pomysł dodania do tekstów współcześnie narysowanych historyjek komiksowych jest ciekawy ale mimo wszystko zainteresowanym tym zdecydowanie interesującym kawałkiem wspólnej, wymieszanej historii polecałbym raczej czytanie, również wydanej po polsku, książki Molnára pt. Galicja 1914-1915. Zapiski korespondenta wojennego, na której w dużej mierze oparli się Honwedzi. Co by kto nie wybrał, miłej lektury.

PS Wielkie dzięki dla Jarka za sprezentowanie mi Honwedów!